Hejto.pl
Motyw strony
Dodaj post

Wpis użytkownika Cori01 w Hydepark

Osobistość

w Hydepark

60piorunów

BEZ PRACY NIE MA KOŁACZY

part 12 - praca na taśmie

2018

#niemakolaczy

Po przepracowanych 4 miesiącach w call center i skończonej sesji postanowiłam zrobić sobie wakacje i na miesiąc wrócić do domu rodzinnego, a potem znów wrócić do Wrocławia i coś sobie dorobić bez stresu przed rozpoczęciem kolejnego semestru.

A więc znów szukałam czegoś na już i padło na zakład taśmowego pakowania kwiatów ciętych w folię. Co to był za kołchoz. Jak się dowiedziałam, że ludzie tam pracują po X lat to mnie zatkało. Cóż od razu rozsyłalam CVki po jakiś restauracjach, żeby wrócić do kelnerowania, bo jednak na tej pracy dało się najlepiej zarobić. No ale zanim udało się coś znaleźć, chodziłam 3 tygodnie na taśmę.

Praca na stająco 8h, wykonując powtarzalną czynność jak zaprogramowane robociki. Przyznam, że jestem wdzięczna postępowi, za to że właśnie takie powtarzalne i ogłupiające zajęcia są zastępowane przez maszyny, jak dla mnie to tortury nie tylko dla ciała ale szczególnie dla umysłu. Zresztą nie tylko sama powtarzalność zajęcia ryła beret, chyba gorsze od tego było coś w rodzaju radia, które odtwarzało w kółko kilka tych samych utworów, najbardziej rozwalał mnie dobór piosenki "Momona" Republiki. Szefunio wiedział jak motywować pracowników xd

Do dziś nie rozumiem jak można tak wyciskać ludzi jak cytryny. Praca była na prawdę ciężka, za najniższą krajową i śmieciowa umowa, zero benefitow, więc łaskawy pan zza biurka załatwił pracownikom przymusową bezpłatną 30 minutową przerwę. Gdyby nie ta przerwa to mogłabym zdążyć na autobus powrotny, a nie czekać po skończeniu pracy prawie godzinę na kolejny :((

Nie będę mówić o tym miejscu jakaś bardzo źle, bo w porównaniu do tego co słyszałam o pracy na taśmie u mnie w rodzinnym mieście, można było ze sobą rozmawiać w trakcie pracy, żeby jakaś sobie czas umilić. Mi to nie na wiele się przydało bo nie znam ukraińskiego, ale cieszę się że chociaż inne Panie miały taką możliwość. No i fajnie, że była klima, choć śmiem przypuszczać, że to bardziej chodziło o kwiaty niż komfort pracowników.

Na pewno wnioski z tej pracy wyniosłam. To że rynek pracy, może być dla wielu ludzi na tyle trudny, że nawet do pracy przy taśmie są skłonni poświęcić 1,5 h dojazdu w jedną stronę. Drugie, że nigdy nie kupię ciętych kwiatów w folii z marketu. Do dziś zastawiamy się jak szkodliwe były te śmierdzące nawozy w których stały te kwiaty.

Wracając podziwiam bardzo ale to bardzo ludzi, którzy pracują w takich miejscach, uważam że wymagana to gargantuicznego samozaparcia i ponadprzeciętnej odporności psychicznej.

To nad czym ubolewam to niestety powszechny problem jak pracodawcy mają zero szacunku do osób, które ta pracę wykonują i nawet nie płacą za dodatkową przerwę skoro nie muszą... Wiem wiem chodzi o zyski panie Areczku, inaczej firma upadnie.

Przyznam, że też zdziwiła mnie jedna rzecz. Nie od dziś wiadomo, że ładnym w życiu jest łatwiej i często sam wygląd potrafi sprawić, że ktoś z "zera" staje się milionerem. Dlatego nie wiem jak to się stało, że w tym zakładzie pracowała najpiękniejsza kobieta jaką w życiu widziałam. Znała dobrze polski więc nie powinno to być przeszkodą, żeby próbowała gdzieś choćby jako hostessa na jakiś burżujskich imprezach gdzie w jeden dzień zarobiłaby tyle co przez tydzień w tym zakładzie. Jak dla mnie to był sobowtór Evy Mendes, laska wyglądała jak wyjęta z Hollywood. No ale może też zbyt pochopnie to oceniam, była kierowniczką zmiany więc może płacą nie była taka zła.

Na zakończenie współpracy poszłam do managera tego zakładu i powiedziałam, że już więcej się nie zjawię. Była to zleceniowka więc w sumie mogłam po prostu już więcej nie przyjść ale chciałam być uprzejma i go o tym poinformować. Ten zapytał się "dlaczego" Myślałam, że w tym zakładzie to norma, że co chwilę ktoś odchodzi więc pytanie wydawało mi się retoryczne. No ale jak bym nie taka pipa jaką wtedy byłam to bym powiedziała co mi nie pasuje, a tak powiedziałam, że mam już coś lepszego.

Podsumowując fajnie że są miejsca pracy w których nikt od ciebie nic nie wymaga i zatrudnia od zaraz, ale z drugiej strony jest mi po prostu przykro jak właśnie tacy pracodawcy żerują na desperacji innych, ale coz po prostu taki jest świat im tańsza siła robocza tym większa produkcja 😒

Komentarze (6)

Mocarz4piorunów

@Cori01 I feel u hooman, byłem tam, robiłem to (no może nie kwiatki xd) Prace dorywcze w okresie studiów gdzie każdy grosz się liczy a od rodziców niewiele możesz dostać bo innych wydatków mieli dużo to niezła szkoła życia. Przypomniałaś mi moje początki w tym temacie, zapierdalanie na "ogródkach" czyli jakieś prace gospodarcze przy blokowiskach od koszenia trawy po budowanie oczek wodnych i dojazdy po 1h w jedną stronę (duże miasto w PL) za jakieś śmieszne pieniądze, no ale człowiek jeść musi, po pracę w Walii w fabryce husteczek nawilżanych gdzie przed rozpoczęciem zmiany przychodziło się na stołówkę wystrojony w firmowe ubrania i czekało aż kierownik zmiany wyczyta kto wchodzi i ma dniówkę, przez zbiory truskawek w Norge, gdzie wyjadacze znający teren i będący tam co roku potrafili biec do rządków aby zająć najlepsze przed leszczami i mieszkanie w barakach za które i tak trzeba było płacić xd, najbliższy sklep 5km w jedną stronę, zero transportu. Po pracę na magazynie dhl na lotnisku w PL, gdzie dojazd w jedną stronę trwał 1,5h xd z managerem który otwarcie traktował ciebie jak podgatunek robaka. Po tej orce i podjęciu decyzji o rozpoczęciu magisterki deczko się słonko wychyliło i trafiłem na wakacyjną pracę w Belgii przy zbiorze gruszek, tam mi dopiero tamta starsza para przywróciła wiarę w ludzi i że da się uczciwie i normalnie, jasne zasady, zero kombinowania jak przyciąć, mieszkanie za free, trzeba z lotniska odebrać? No problem ziom, a może w dzień wolny chcecie zobaczyć conieco Belgii? Obwieziem, ni trza piniendzy na paliwo. Inny świat xd fajnie było, jedyna praca którą wspominam z sentymentem, choć była również monotonna i wcale nielekka.

A piszę to wszystko po to abyś nie traciła wiary że będzie lepiej, wszystko po coś jest, choć czasem wydaje się to okrutne, pozdro :smiley:

Osobistość4piorunów

@sevenonine super komentarz:) A aktualnie już jest dobrze, od paru lat mam fajną prace. U góry wpisu podaje lata kiedy dana sytuacja miała miejsce. Generalnie moje wpisy mają na celu pokazanie tego, że to nie praca a ludzie sprawiają że dana praca jest ciężka

Osobistość17piorunów

@Cori01 Przypomniałaś mi trochę moje początki. 2008 rok i fabryka telewizorów. Przez 8h przykręcanie tych samych sześciu wkrętów. Wytrzymałem tam miesiąc. Jedna sprawa to te powtarzające się w kółko, odłączające mózg czynności. Druga to stanowisko do kontroli końcowej telewizora, gdzie co cykl był puszczany na maksymalnej głośności fragment jakiejś hiszpańskiej piosenki, który niósł sie po calej hali. Co cykl - przez 5-10 sekund - w kółko ta sama melodia - całą zmianę, z przerwą 0,5h w połowie pracy. Trzecia sprawa to dojazd. Autobus pracowniczy, więc fajnie bo za darmo. I to tyle z zalet. Startował 4:50, więc wstawać trzeba było około 4:00. Objeżdżał całe miasto i pobliskie wiochy zbierając pracowników, żeby zdążyć na początek pracy o godzinie 6:00. Koniec pracy to chyba była 14:00. Już nie pamiętam czy 0,5h przerwy było wliczone w 8h pracy. Zanim wszyscy się przebrali, ogarnęli i autobus wystartował to mieliśmy 14:30. Znów trasa przez wszystkie możliwe wiochy i przed 16:00 byłem w domu. Patrząc na to z tej perspektywy, dziwię się sobie, że tyle wytrzymałem, ale jeszcze bardziej dziwię się ludziom, że znajdują tyle samozaparcia, żeby pracować tak latami.

Inspirator3piorunów

@Jarasznikos ciężko uwierzyć w te badania. Nie przeszkadza mi playlista normalnych piosenek w sklepach z ciuchami. Melodyjki grane w Lidlu to okropieństwo 😡

Osobistość4piorunów

@TheVitt Pracowałem w sklepie pół roku i jedną z gorszych rzeczy było sklepowe radio, które puszczało jakieś 6 czy 8 utworów w kółko i w kółko. Jeden z lepszych dni to było gdy radio się zepsuło i w sklepie panowała cisza. No ale jakieśtam badania pokazują, że niby klienci lepiej czują się w sklepie gdy coś gra (mimo iż będąc klientem też nieznoszę radia sklepowego)