bojowonastawionaowcaMistrz
42piorunów21 polskich grzechów głównych : Kultura dezinformacji (2/21)
"Kultura dezinformacji, w wersji podstawowej, to brak zrozumienia dla wartości i wagi informacji. W wersji szerszej, równie często spotykanej, jest to celowe rozpowszechnianie informacji niepełnych lub po prostu błędnych. Kultura dezinformacji odpowiada za to, że kiedy zobaczymy gdzieś w Polsce dwie strzałki, obie prowadzące do punktu A, ale wskazujące w dwie przeciwne strony, to prędzej pomyślimy, że to my tu czegoś nie rozumiemy, niż że coś zostało błędnie oznaczone.
Kultura dezinformacji jest nam wpajana od podstawówki: któż nie pamięta z lekcji WF-u nauczyciela, który krzyczał: „Ręce nie pracują! Ręce nie pracują!”. A my wykonywaliśmy ćwiczenie, nie wiedząc, czy te ręce pracują, mimo że nie powinny, czy właśnie odwrotnie, nie pracują, a powinny. Całe życie w Polsce jest takim WF-em, na który nie mamy stroju. To jest właśnie punkt wyjścia kultury dezinformacji: nasz zwyczaj komunikowania się w sposób niejasny. Te niejasności mogą być różne, zaczynając od takich, w których jest jasne, co jest niejasne. "

"Istnieje jednak w Polsce kraina, w której kultura dezinformacji jest nie tyle integralną częścią codzienności, co jej podstawą. Jest to „kraina, w której człowiek jest »stroną« i zamiast sprzedawać auto »zbywa« je, [w której się] nie płaci, tylko »uiszcza opłatę«, oraz »wnosi« zamiast prosić”. Tą krainą jest oczywiście biurokracja i jej niepowtarzalny język. Jeśli w tej chwili sięgniesz, Czytelniku, do najbliższej szuflady i weźmiesz pierwszy z brzegu polski dokument, będzie on najprawdopodobniej świetnym ucieleśnieniem kultury dezinformacji. Pamiętajmy bowiem, że:
brak zaskarżalności czynności zamieszczenia wykonawcy w wykazie stanowi konsekwencję charakteru tej czynności, która w żaden sposób nie wpływa na sytuację prawną wykonawcy. Z uwagi zatem na fakt, iż czynność ta nie kształtuje praw i obowiązków wykonawcy, nie istnieje potrzeba ustanowienia szczególnej drogi odwoławczej wobec takiej czynności.
Z drugiej jednak strony:
brak jest uzasadnionych jurydycznie i celowościowo względów przemawiających za ochroną informacji dotyczących wykonawcy o nienależytym wykonaniu zamówienia publicznego, co w świetle przyjętych zasad zamówień publicznych dyskwalifikuje wykonawcę z dalszego ubiegania się o zamówienie publiczne
A więc szach-mat! Jesteśmy zdyskwalifikowani.
Dialekt, który używany jest w urzędach, jest chyba najtrudniejszym dialektem polszczyzny i ma on swoją nazwę i definicję. Jest to biurokratolica, a więc odmiana języka, której celem jest niekomunikacja, czyli maskowanie treści poprzez zagmatwanie przekazu i znużenie odbiorcy"
@bojowonastawionaowca mi się przypomina algebra liniowa ponad dekadę temu. Opisy pojęć na Wikipedii. Przełączasz na angielski i to samo jest opisane o wiele prościej. U nas trzeba napisać tak, żeby wykazać wyższość nad czytelnikiem :smiley:
I to jest to co mnie boli najbardziej - język biurokratyczno-prawniczy. Bo że na tym znaku parkowania nie wiadomo o co chodzi, to trudno, jakiś miejski urzędnik chciał się wykazać, mała szkodliwość. Ale jak czytam przepisy prawne w stylu tych przykładów które dałeś, to mi się mózg wyłącza po 3 zdaniach
Zdarzyło mi się tłumaczyć na angielski dokumenty pisane językiem urzędowym. Szło łatwo póki nie dotarłem do elementu przeczacego/odmownego (taki jak w powyższych przykładach). Caly akapit do piachu.
Na szczęście współcześnie podobny rodzaj sztuki biurojezykowej jest na wymarciu.

