Hejto.plDodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

0xBAADF00DKompan

Dołączył/a:

  • 3 wpisów
  • 20 komentarzy
  • 2 obserwujących

Mistrz

w Hydepark

357piorunów

TL, DR: Minęło mi 5 lat bez alkoholu, pijcie ze mną kompot! 🎉

Jest to coś, z czego jestem niezwykle dumna, dlatego pomyślałam sobie, że podzielę się z Wami swoją historią i jakimiśtam przemyśleniami. Postaram się, by nie brzmiało to w żaden sposób moralizatorsko, bo to nie moja rola.

Zaznaczę: nie jestem ekspertką od uzależnień. Nie mam wykształcenia pod tym kątem. Nigdy nie byłam na spotkaniu AA. Mogę opisać tylko swoją perspektywę, posiłkując się wiedzą pozyskaną z materiałów o uzależnianiach oraz rozmów z terapeutą.

Jak to się stało, że przestałam pić

...A może zacznę od tego, jak zaczęłam. Moja "historia" nie jest jakoś szczególnie oryginalna, ale może to właśnie dlatego jakoś się ze mną utożsamicie. 
W moim domu alkohol był obecny od zawsze, choć nie pochodzę z domu patologicznego. Wiecie, typowa klasa średnia, rodzice wykształceni. Jedno z rodziców jest wysokofunkcjonującym alkoholikiem - jak większość osób z problemem alkoholowym. Alkohol w moim domu rodzinnym był traktowany jako pocieszacz, medium do celebrowania wydarzeń (świąt, rocznic, urodzin, imienin), wieczorny uspokajacz, rozkręcacz imprezy.

Uzależnienie od alkoholu jest też częściowo warunkowane genetycznie. Szacuje się, że takie rodzinne obciążenie może odpowiadać za około 60% skłonności do uzależnienia się przez potomstwo.

Siłą rzeczy nie rozmawiałam z rodzicami na temat niebezpieczeństw związanych z alkoholem, jego negatywnych stron. Z ich perspektywy problem alkoholowy jest wtedy, kiedy człowiek się upadla, upija do nieprzytomności, zaczyna zaniedbywać swoje obowiązki. Do tego, dlaczego ten wniosek jest szkodliwy jeszcze wrócę.
Pierwsze piwa piłam w latach nastoletnich, ze znajomymi (zarówno jako wyraz buntu, jak i chęć przynależności do grupy). Każde wyjście oznaczało 2-3 piwa, bo bez nich nie ma spotkań towarzyskich. Na tym etapie nie czułam jeszcze chyba takiej organicznej potrzeby sięgnięcia po alko, choć przyszła ona po paru latach.

Tak się złożyło, że na studiach zaczęłam szukać pracy, aby sobie dorobić. Zapytałam o możliwość w pracy w pubie, do którego lubiłam przychodzić ze znajomymi. Generalnie w pubach z kraftami przepracowałam jakieś trzy lata. Naturalnie, pracując w takim miejscu masz na bieżąco kontakt z alkoholem. Pijesz za barem, bo to normalne. Spotykasz się ze znajomymi w miejscu pracy, bo to normalne.

Przyszedł czas pisania magisterki (nomen-omen, o piwie) i przeprowadzki, który był jednym z gorszych okresów w moim życiu. Wraz z kolejnymi latami częstotliwość picia się zwiększała, na tyle, że sama spokojnie wypijałam butelkę wina wieczorem, żeby się znieczulić. Naturalnie byłam wysokofunkcjonującą osobą z depresją i problemem alkoholowym. W pracy nigdy nie zawalałam terminów i obowiązków, robiłam, co do mnie należy.

To... jak to się stało, że przestałam pić?

W pewnym momencie jednak pogłębił się mój kryzys psychiczny (i maskowanie go alkoholem oraz uśmiechem przestało działać), który rzutował na moje życie osobiste. Coraz częściej zamykałam się w sobie, dysocjowałam, pojawiło się rozdrażnienie, problemy ze snem. Poszłam do psychiatry z poczucia bezsensu swojego życia, powoli przestając widzieć nadzieję dla siebie.
Dostałam diagnozę stanów depresyjnych. Psychiatra zapytała mnie, jak wygląda moja relacja z alkoholem. I wiecie, co? Poczułam wtedy pierwszy raz taki... wstyd. Bo uświadomiłam sobie, że faktycznie piję za dużo.
Psychiatra przepisała mi antydepresanty oraz leki nasenne, i powiedziała, że nie wolno ich łączyć z alkoholem. 
Jestem z natury osobą dość obowiązkową, więc tamtego dnia przestałam pić alkohol. I mija mi 5 lat.

Czy wystarczyło po prostu przestać pić?

No nie, no. Silna wola to absolutna pułapka dla osób z problemem alkoholowym, bo ona nie jest wcale silna 😉 Na tzw. dupościsku nie da się jechać w nieskończoność. Człowiek na dupościsku w końcu powie "już się wystarczająco natrzeźwiłem, to mogę się już spokojnie napić". I cykl się zaczyna od nowa.

_I tu moje przemyślenie: picie nie jest problemem samym w sobie, jest objawem większego problemu._

Oprócz farmakologicznego leczenia depresji (na które zareagowałam bardzo dobrze) podjęłam też psychoterapię w nurcie CBT (poznawczo-behawioralnym). Zasadniczo ta forma terapii ma trwać krótko, zaś moja przeciągnęła się na jakieś 3 lata. Okazało się wtedy, że psychicznie funkcjonowałam bardzo źle: spychałam swoje potrzeby na boczny tor, próbowałam uzyskać aprobatę innych, uzależniałam obraz samej siebie od tego, co inni mogą o mnie pomyśleć, nie miałam swoich marzeń czy pragnień, nie umiałam odpoczywać, miałam wiecznie zawaloną głowę strumieniem myśli, nie wyrażałam złości, byłam piekielnie zestresowana. Nie będę was zanudzać, natomiast po paru miesiącach terapii uświadomiłam sobie, dlaczego tak naprawdę potrzebowałam alkoholu. Żeby po prostu nie myśleć.

Osoby z problemem alkoholowym potrzebują go do regulowania emocji, i problemem nazywa się go niezależnie od litrażu. Jeśli potrzebują sięgnąć po alkohol, by się dobrze bawić, by się zrelaksować, by się odstresować, by o czymś zapomnieć, by zasnąć - to mają problem z alkoholem. Jeśli mówią sobie, że nie piją codziennie, ale piją w weekend "bo im się należy", "bo chcą sobie wypić i się niczym nie przejmować, zresetować się" - mają problem z alkoholem. JJeśli potrzebują alkoholu, by zrobić sobie dobrze - mają problem z alkoholem. Jeśli asocjują spotkanie towarzyskie z alkoholem jako coś całkowicie naturalnego - mają problem z alkoholem. Jeśli zastanawiają się, czy nie piją za często/za dużo - mają problem z alkoholem.

Tu zachęcam do odsłuchania tego odcinka podkastu "Co ćpać po odwyku" , w którym chłopaki dobrze przedstawiają te aspekty. W przypadku wątpliwości i chęci rozwinięcia tematu skierujcie się tu. W ogóle gorąco polecam ten podkast.

Co po rzuceniu alko?

Terapia wzmocniła mnie, pomogła poukładać na nowo. Dzięki niej zrozumiałam przyczyny swoich zachowań, ale też przyczyny tego, dlaczego sięgałam po alkohol.

Oczywiście, antydepresanty i terapia nie były jedynymi narzędziami, po które sięgnęłam w trzeźwieniu. Były też duże ilości słodyczy (bo organizm na detoksie domaga się czegoś, co podwyższy serotoninkę, poziom endorfin, doda cukru), kofeina i nikotyna (z której udało mi się z sukcesem zrezygnować ponad 2 lata temu po wielu latach palenia).
Osoba, która odstawia alkohol, nagle zyskuje dużo wolnego czasu, który w początkowym etapie jest bardzo trudny do przetrwania. Tu potrzeba kontaktu z innymi ludźmi, najlepiej tymi, którzy poważnie podchodzą do Twoich zmagań (u mnie było to wsparcie męża), ale też czegoś, co zajmie Ci czas, a najlepiej, jeśli doda trochę endorfin i serotoninki do obiegu. Malowanie, bieganie, rower, majsterkowanie, chodzenie po górach... w moim przypadku były to książki, zgłębianie tematu uzależnień w podkastach, spacery, wędrówki oraz joga, która towarzyszy mi od 4 lat. Nie w formie uduchowionej, ale w formie odstresowującej aktywności fizycznej, dzięki której dbam o kondycję i spokój psychiczny.

Ciekawe jest to, że przy trzeźwieniu rzadko można wskazać taką bezpośrednią myśl: "chciałabym/chciałbym się teraz napić", "brakuje mi alko". Objawami domagania się organizmu o alkohol w procesie trzeźwienia są rozdrażnienie, smutek, napadowe łaknienie słodyczy, uczucie braku czegoś, problemy ze snem... przyczyn jest wiele. Dla ciekawych, zachęcam do wygooglania "Dzienniczka głodu alkoholowego", który jest używany przez AA oraz terapeutów uzależnień.

Czy zrezygnowałam z życia towarzyskiego?

I tak, i nie. Nigdy nie byłam imprezowiczką, dlatego rezygnacja z wyjść do klubów czy pubów nie była tak dotkliwa.

Picie alkoholu od paru lat przed jego rzuceniem było dla mnie przede wszystkim związane z samotnym jego spożywaniem, dlatego nie odczuwam presji grupowej na picie w pubie, knajpie czy na imprezie, gdzie inni piją. Nie mam problemu z tym, że znajomy w moim towarzystwie napije się alko - nie czuję, że coś tracę. Dobrze bawię się na trzeźwo. Mam w tym też wsparcie męża, które jest chyba najważniejszym elementem tego społecznego aspektu trzeźwienia. Nie lubię tylko zapachu alkoholu - odrzuca mnie tak, jak dym papierosowy.

Od razu też powiem, że wielu alkoholików jest triggerowanych piwami 0% i niealkoholami. Mnie one nie triggerują, chętnie piję piwa bezalko (choć dla swojego komfortu psychicznego unikam takich, które mają 0.5% albo kombuchy czy innych fermentowanych napojów, mogących zawierać alkohol) czy drinki bezalkoholowe. Ostatnio w Gdańsku otworzył się Dromader Dry Bar, serwujący drinki 0%, który jest wspaniałym miejscem, i do którego często przychodzę. Gorąco polecam, jeśli będziecie mieli okazję skoczyć.

Czy traktuję siebie jako osobę uzależnioną?

Tak, bo mam problem z alkoholem. On nie zniknie, będzie mi towarzyszył zawsze.
Wciąż istnieje ryzyko, że coś będzie nie tak, że spotka mnie jakiś kryzys i sięgnę po alkohol. To wpłynie na wytworzony ciężką pracą obraz samej siebie, którego jednym z filarów jest to, że jestem trzeźwa. Dlatego każdy trzeźwiejący, który traktuje sprawę poważnie, w momencie napotkania sytuacji stresowej po prostu czuje lęk: "czy ten stresor sprawi, że sięgnę po alkohol?", "czy dam radę?".
Osoby z problemem alkoholowym nie są w stanie kontrolować swojego picia. Nie da się "pić tylko trochę". To tak nie działa. Co więcej, nie ma bezpiecznej dawki alkoholu - każda, nawet najmniejsza, jest szkodliwa dla organizmu.

Co więcej, osoba czynnie pijąca i mająca problem z alko będzie trwać w mechanizmie iluzji i zaprzeczeń. Że skoro ogarnia życie, to nie ma sobie nic do zarzucenia. Bo dla niego łatka "alkoholika" jest jednoznacznie negatywna i stygmatyzująca - jej przypięcie wywołałoby falę myśli egodystonicznych, rujnujących poczucie własnej wartości, i urzeczywistniło zinternalizowane negatywne odczucia na swój temat. 
A mi to nie robi, bo wiem, że uzależnienie od alkoholu jest chorobą (ma swój numer statystyczny w Międzynarodowej Klasyfikacji Chorób ICD – 10 i jest to numer F10. 2.). Są gruźlicy, są cukrzycy, są alkoholicy. 
Nazwanie swojego problemu jasno też daje pewne poczucie wolności - uwalnia od wstydu, od potrzeby kłamania na temat swojego niepicia (alkohol jest jedyną substancją uzależniającą, w przypadku której jeśli jej nie przyjmujesz, to ktoś się pyta, czy nie jesteś chory), co pomaga w procesie trzeźwienia.

No i, wiecie, osoba uzależniona nie przestanie pić w inny sposób, niż z własnej, nieprzymuszonej woli. Nie da się "namówić kogoś, żeby przestał pić". Można mu jednak odebrać komfort picia - tak, żeby za każdym razem po sięgnięciu po alkohol wracały do niego myśli, że chyba jednak ma problem. Chyba używa właśnie alko do tego, by regulować swoje emocje. Chyba coś jest nie tak.

Co teraz?

A w sumie git. Jestem szczęśliwa. Mam dobrą relację z samą sobą, ze swoim poczuciem własnej wartości. Schudłam, dbam o siebie, chodzę na jogę. Mam pasje, w których się spełniam. Przede wszystkim robię rzeczy w zgodzie ze sobą. I ani trochę nie żałuję, że przestałam pić.

Każdej osobie, która dotrwała do końca, dziękuję za uwagę. Cieszę się, że możecie świętować razem ze mną. :)

PS. Zadanie dla chętnych: bardzo polecam ten odcinek podkastu "Niemyte dusze" , w którym lekarz psychiatra opisuje problematykę uzależnienia od alkoholu.

#chwalesie #alkoholizm #uzaleznienie #trzezwosc #ciagbezalkoholowy

Pokaż więcej komentarzy (129)

Gruba ryba

w Motoryzacja

78piorunów

Właśnie naprawiam pomyłkę jaką było kupienie Mondeo w dieslu do miasta. Bo nieskończonej ilości napraw i je⁎⁎⁎⁎ej się skrzyni biegów mam dość. Za 2 tygodnie odbieram niebieskiego Dusterka journey+ w podtlenku biedy. 5 lat gwarancji i serwis w cenie, koszt paliwa 30zł/100km - czyli połowę tego co obecnie.

W pełni świadomy wybór, autentycznie przyjemniej mi się jeździło w mieście Dacia niż Mondeo - szczególnie przy elektrycznym wspomaganiu kierownicy. No i najważniejsze - chce mieć święty spokój i nie stresować się ze nie wjadę na działkę bo błocko.

Pokaż więcej komentarzy (57)

Koneser

w Rodzicielstwo

11piorunów

Ku przestrodze rodzicom małych chłopców. Temat pozornie na heheszki, ale wcale śmieszny nie jest.

Pewnie każdy rodzic noworodka płci męskiej trafił na debatę pod tytułem "co robić z napletkiem". Otóż są dwie szkoły:

* nie robić nic (nie ściągać, nie ruszać)
* Ściągać i myć (z zastrzeżeniem, że delikatnie).

Otóż nasza pediatra i położna to szkoła nr 2. Bo pracowały na urologii, bo widzą zły wpływ szkoły numer jeden. Niby logiczne.

Na jednej z pierwszych wizyt poprosiłem o zademonstrowanie, co mam robić podczas kąpieli. Pediatra mocno naciągnęła napletek, poszła krew i powiedziała "nie bać się, krew pójdzie to oktaniseptem i tak codziennie przy myciu". No ok. Przyznam, że przez pewien czas robiłem to bardzo symbolicznie – nie tak zdecydowanie jak pediatra. W końcu stwierdzilem, że potrzebne jest więcej zdecydowania i przez kilka wieczorów zrobiłem to mocniej (oczywiście nadal jak najdelikatniej). Po kilku czy kilkunastu takich sesjach napletek zszedł cały. Brawo. Nawet żonę zawołałem, żeby jej pokazać.

Problem był taki, że o ile zszedł, to nie chciał wrócić. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Jak się spodziewacie, zaciśnięty napletek odcinał dopływ krwi, więc wyjątkowo cenna część ciała mojego syna stawała się coraz bardziej czarna z każdą chwilą. Żona starała się go naciągnąć, ale nie.przynosilo to rezultatów. W końcu pomyślałem, żeby wsadzić go na chwilę do ciepłej wody. Na szczęście po tym i kolejnych próbach udało się sytuację przywrócić do stanu poprzedniego. Ale już byliśmy gotowi na wycieczkę do pobliskiego szpitala. Potem czytałem, że takie przygody często kończą się na chirurgii.

No i zrozumiałem, dlaczego obecnie nie zaleca się dotykania napletka przynajmniej do drugiego roku życia. Trudno ustalić granicę "bezpiecznego" ściągania. Znaczy ja już ją znam, ale wolałbym jednak nie mieć na koncie takiego doświadczenia.

Z fartem rodzicielskie mordeczki i uważajcie tam na urologicznym froncie!

#dzieci #rodzicielstwo #zonabijealewolnobiega

Pokaż więcej komentarzy (5)

Specjalista

w Hydepark

4piorunów

czy funkcjonalność webowko aż tak jest odmienna od aplikacji na Androida?
jestem tu nowy może dlatego nie ogarniam ale:
na webowce mam coś jak na wykopie główna z artykułami albo jak mikroblog i przełączam ikonkami po prawej na górze ..3 ikona (stos , 1 w kolejności) nawet nie wiem co daje. na mobilnej mam tylko coś jak mikroblog i nie wiem jak włączyć widok artykulow jak główna na wykopie..
czy ktoś pomoże to ogarnąć?

Pokaż więcej komentarzy (4)

Gruba ryba

w Hejto

734piorunów

Dobry wieczór Państwu

Zgodnie z wynikami ankiety* oddaję insygnia władzy w ręce kolegów z zespołu.

Dziękuję wszystkim za dwa lata współpracy.

Emil - Nie znam innego programisty, który miałby tyle samozaparcia, żeby orać kod po nocach i przy okazji użerać się z takim wkurzającym osobnikiem jak ja! Jesteś wielki chłopie!

Krzysiek - robisz świetną robotę, dzięki Tobie ten portal wygląda naprawdę świetnie i nawet wykop wziął sobie za wzór design Twojego autorstwa!

Barti - Twoje grafiki kosmonauty już są legendarne! A pomysł z alpaką mam nadzieję doczeka się kiedyś realizacji!

Podziękowania należą się też reszcie społeczności, z którą wiele wspólnie przeszliśmy! W razie czego, wiecie gdzie mnie znaleźć ( ͡~ ͜ʖ ͡°)

Jeśli ktoś poczuł się urażony, albo kogoś osobiście zraziło moje zachowanie, wyjaśniam - to była tylko i wyłącznie moja opinia na temat danej grupy użytkowników i postów o wątpliwej tematyce i nie należy tego w żadnym wypadku łączyć z resztą zespołu.

No i zapraszam na #hejtopiwo we #wroclaw w przyszłą sobotę, będziecie mogli przekonać się na własnej skórze, czy naprawdę jestem takim bucem irl ( ͡~ ͜ʖ ͡°)

Nie przedłużając - oby Hejto dalej rosło w siłę i stało się największym portalem społecznościowym po tej stronie Wisły! Bo najlepszym już jest od dawna!

Udanego weekendu!

Wasz exMaster of Universe

John

______________________

*mało brakowało, a byłby taki sam wynik jak Elona Muska ( ͡° ͜ʖ ͡°)

28.01

#hejto #moderacja #afera

Pokaż więcej komentarzy (262)

Kosmonauta

w Hydepark

1881piorunów

Cała ta afera jest konsekwencją tego, że prócz normalnych użytkowników pojawiają się tutaj też niedostosowane do życia w społeczeństwie elementy które uznają za zabawne już nawet nie tyle ciągłe nadawanie na swoje spierdolenie, a obwinianie o to wszystkich dookoła.

Tego typa co wczoraj w nocy uznał że będzie wrzucał porno też będziecie bronić? To jest serio dla kogoś zabawne, żeby wrzucić hehe c⁎⁎e?

Skoro jest opcja stworzenia tu bardziej wartościowej alternatywy dla wykopu niż sam wykop, to korzystajmy z tego zamiast ponownie pchać się na karuzelę spierdolenia, bo za chwilę dzięki takim społecznościom będzie się trzeba wstydzić przebywania na hejto jak tego że się siedzi na wykopie.

Utrzymać jakiś minimalny poziom, pod tym względem poprzedni portal wysoko poprzeczki nie wiesza ale miło byłoby się do tamtego poziomu nie sprowadzać.

Debiutant10piorunów

>cenzura i adminofaszyzm na wykopie
wysusza

>cenzura i adminofaszyzm na hejto
nawadnia

aha.

Kompan4piorunów

@fxd Nie możecie dodać tagu na czarną listę? Wtedy naprawdę tego wpisy się ograniczą do zera...

Pokaż więcej komentarzy (239)