Hejto.pl
Motyw strony
Dodaj post

AbenoKyertoGruba ryba

Dołączył/a:

  • 1201 wpisów
  • 617 komentarzy
  • 26 obserwujących

Gruba ryba

w Książki

21piorunów

1057 + 1 = 1058

Tytuł: Człowiek do przeróbki

Autor: Alfred Bester

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Rebis

ISBN: 9788381880985

Liczba stron: 296

Ocena: 5/10

Książka opisuje świat, w którym obok zwykłych ludzi żyją osoby obdarzone zdolnością wnikania w umysły innych(zwane tutaj esperami). Dzięki tej bardzo pożytecznej mocy m.in. udało się wyeliminować morderstwa dzięki odczytywaniu zamiarów co bardziej nikczemnych obywateli. W końcu po około 80 długich latach komuś udaje się ukatrupić innego człowieka, a my przez resztę książki obserwujemy zabawę w kotka i myszkę między zabójcą i ścigającym go esperem.

To bardzo milutki średniaczek, nie jakiś super słaby, ale też nie jakoś wybitnie wciągający. Część dotycząca mocy była prawdopodobnie najlepsza, w tym opisy wnikania w umysły innych(szczególnie cześć dotycząca umysłu bohaterki imieniem Barbara). Jeśli idzie o samych bohaterów, to niestety można czuć się rozczarowanym. Główny złol jak i ścigający go detektyw to takie typowe klisze: pierwszy to prawdziwe wcielenie nikczemności, a drugi to perfekcyjny stróż prawa, który nie cofnie się przed niczym, by ująć zbira. Nuda. O postaciach kobiecych nie ma co wspominać(ale co zrobić, lata 50, wątki damsko-męskie były wtedy strasznie denne).

Brakowało mi lepszego opisu świata, ludzi, np. reakcji na pierwsze od dziesiątek lat morderstwo. Autor raczej wolał od początku do końca skupić się wyłącznie na głównym wątku. Zakończenie jest całkiem przyjemne, a opis tytułowej Przeróbki ciekawy, chociaż liczyłem na coś bardziej pomysłowego.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Autorytet2piorunów

@AbenoKyerto ja to właśnie czytam i mi się za⁎⁎⁎⁎ście podoba xd

Pokaż więcej komentarzy (2)

Gruba ryba

w Książki

19piorunów

1026 + 1 = 1027

Tytuł: Głoś to na górze

Autor: James Baldwin

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Karakter

Format: ebook

ISBN: 9788368059564

Liczba stron: 352

Ocena: 5/10

Harlem, lata 30 XX wieku i historia młodego czarnoskórego chłopaka rozdartego między religią i "grzesznym" życiem.

Może i za oceanem to klasyka, ale dla mnie osobiście to męczące dzieło. Historia rodziny Grimesów okazała się być całkiem niezła, ale ilość religijnego sosu, którym podlano całość, była niemal nie do zniesienia. Im dalej w las, tym gorzej, ledwo dobrnąłem do końca.

To, co dobre w tym dziele, jak już pisałem, to historia rodziny, w pewnym stopniu jest to też ukazanie historii czarnoskórych na przełomie XIX i XX wieku. Przebija się tutaj beznadzieja i brak perspektyw czarnych na lepszą przyszłość. Podoba mnie się, jak delikatnie wplecione zostały tutaj wątki prześladowań przez białych, absolutnie subarashi. Szczególnie dobrze czyta się części kobiece, które nie są tak przepełnione religijnym pierdololo. Za to najgorzej czyta się historię ojca młodego bohatera, swoją drogą tak antypatycznej postaci ze świecą szukać. Psychopata, który uznaje się za świętego, a jednocześnie nie przeszkadza mu to znęcać się nad synami i pałać nienawiścią do teoretycznie bliskiej mu osoby.

Podsumowanie: wątki religijne to koszmar, reszta jest jak najbardziej zjadliwa.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

GURU2piorunów

Fiu fiu panie Baldwina zes odkopal, mi sie ta ksiazka podobala ale no kontekst socjo historyczny jest ciezko do ztrawienia, religia jest fajnie przedstawiona po widac ze w srodowiskach gdzie wyksztalcenie jest niskie religia robi za podstawa edukacji, i nie tylko na dobre to wychodzi.

Gruba ryba1piorunów

@ErwinoRommelo A ja jestem raczej uprzedzony do wszelkich religii, uznaję je za zło, dlatego nadmiar takich wątków nastawia mnie negatywnie do książki. Tak było też tutaj, za dużo tej religijnej paplaniny, o wiele za dużo.

Pokaż więcej komentarzy (2)

Gruba ryba

w Terra incognita

6piorunów

Z FIZYKĄ NA BAKIER CZYLI "MAGICZNA GÓRKA" KOŁO WAŁCZA

Nieopodal Wałcza, w lesie między miejscowościami Rutwica i Strączno, znajduje się wzniesienie, które zdaje się łamać wszelkie prawa fizyki: przedmioty wbrew sile grawitacji przemieszczają się tam pod górę. To naprawdę dziwne uczucie, kiedy wyłączasz silnik, wrzucasz bieg „na

Gruba ryba

w Książki

19piorunów

961 + 1 = 962

Tytuł: Siedem lat w Tybecie

Autor: Heinrich Harrer

Kategoria: Biografia

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Format: ebook

ISBN: 9788381161893

Liczba stron: 504

Ocena: 6/10

Książka to zapis podróży autora po bezdrożach Tybetu, a w drugiej części książki opis życia w stolicy kraju, Lhasie. Autor skupia się głównie na ukazaniu gościnności Tybetańczyków(szczególnie w drugiej części), ich kultury i życia religijnego. Mniej entuzjastycznie podchodzi do ukazania minusów, wśród których w owym czasie można wymienić m.in. korupcję i silne zamknięcie w religijnej skorupie, co prowadzi do zacofania kraju w wielu dziedzinach.

Wygrywem książki jest z pewnością Dalajlama, który jest tutaj przedstawiony jako wyjątkowo inteligentny i godny podziwu władca, który mógł zmienić kraj na lepsze(niestety chińska inwazja nie dała szansy, by zabłysnął). Część dotycząca jego osoby była chyba jedną z ciekawszych w tej pozycji. Za to reszta bohaterów książki jest zarysowana słabiutko, po przeczytaniu całości może poza towarzyszem Harriera podczas całej przygody w Tybecie trudno mi przypomnieć sobie jakiegokolwiek innego człeka, który przewinął się przez strony tego dzieła.

Brakowało mi więcej interakcji z prostym ludem Tybetu, co też miało miejsce w pierwszej części książki, jednak było tego niestety bardzo mało. Autor to chwalipięta, który wolał zdecydowanie więcej miejsca poświęcić zabawom wśród wyższych sfer w stolicy.

Finalnie to całkiem interesujące spojrzenie na dawną kulturę Tybetu, niestety jest tutaj trochę dłużyzn i słabszych fragmentów, dlatego "tylko" 6/10.

PS. Jakoś tak nigdy nie miałem okazji obejrzeć wersji filmowej, tak więc nie będzie chyba lepszego czasu niż teraz, kiedy skończyłem książkę. Podobno mocno zmieniona względem oryginału, więc jako fanowi "wiernych" adaptacji pewnie nie przypadnie mi do gustu, ale nadzieja umiera ostatnia, więc i tak zamierzam rzucić okiem.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Gruba ryba

w Książki

28piorunów

854 + 1 = 855

Tytuł: I saw Poland betrayed

Autor: Arthur Bliss Lane

Kategoria: Pamiętnik

Wydawnictwo: Brak

Format: ebook

ISBN: 9788388747373

Liczba stron: 432

Ocena: 7/10

Wspomnienia amerykańskiego ambasadora, który spędził w Polsce około dwóch lat, by ostatecznie po "wolnych" wyborach w roku 1947 zrezygnować ze stanowiska i wrócić do USA.

Ciekawa lektura, szczególnie opis interakcji z moskiewskimi pachołkami(Bierut, Berman i reszta komunistycznej kliki).

To piękny opis tragedii polskiego narodu i porażki państw zachodnich w egzekwowaniu postanowień z Jałty i Teheranu. Gdy w Polsce opozycja jest niszczona, ludzie zastraszani, a nawet zabijani przez komunistycznych agentów, najlepsze, co może zaoferować amerykański sojusznik, to kolejne pisma, które, a jakże, są olewane. Twardsze działania sugerowane przez autora są puszczane mimo uszu.

Książkę można dorwać na archive.org w wersji angielskiej, jeśli kogoś interesuje taka tematyka.

Lider1piorunów

@AbenoKyerto miałem na liście jako jedną z książek do zaliczenia wyzwania Goodreads, ale z jakiegoś powodu wybrałem coś innego 😒

Pokaż więcej komentarzy (2)

Gruba ryba

w Terra incognita

7piorunów

Wierzenia ludowe, przegląd stworków:

Niechrzczeniec(latawiec)

"_Dzieci zmarłe bez chrztu, zowią niechrzczeńcami, albo latawcami. Dusza takiego dziecięcia przez siedm lat pokutuje w postaci myszki, ptaszka itp. i woła ustawicznie: chrztu! Jeżeli kto spełni tę prośbę, wówczas idzie duszyczka do nieba, trzeba tylko przy chrzczeniu rzucić kawałek szmatki, którą ów niechrzczeniec jako dowód zabierze ze sobą. Po siedmiu latach, błądzi niechrzczeniec po świecie i „pioruny za nim idą”. Biegnie zawsze bruzdami polnemi lub koleją, wyciśniętą kołami wozów; nie jest zatem bezpiecznie iść tamtędy, bo niechrzczeniec wejdzie pod człowieka i piorun na niego sprowadzi._"

Niechrzczeńce to istoty powstałe z dusz dzieci zmarłych bez chrztu. Po siedmiu latach błąkania się po ziemi przemieniają się w latawce przy okazji tracąc szansę na odejście w zaświaty. Taka potępiona dusza wędruje od tej pory po polach kryjąc się w czasie burz pod drzewami, a także w różnych rowach i koleinach. Latawce silnie przyciągają pioruny, dlatego też stanowczo odradzano przebywania w czasie burzy w wyżej wymienionych miejscach.

Niechrzczeńce przybierały postać ptaka, a także owada, światła, czasami także dziecka. Latały razem z wiatrem i błagały o chrzest wołając "chrztu, chrztu" albo "krztu, krztu". Miały też moc kierowania piorunami, które zwykle w takich przypadkach trafiały w miejsca pochówku dzieci nieochrzczonych. Jak mawiano: "Dzie nieochrzczeniec pochowany, tam pieron strzeli".

By uwolnić istotę od jej tragicznego losu, należało po usłyszeniu zawodzenia "chrztu, chrztu" wymówić słowa: "W imię ojca i syna i ducha świętego, jageś panna, niech Ci będzie Anna, jageś pan, niech Ci będzie Jan"(to tylko jedna z wielu istniejących wersji), wykonać znak krzyża i rzucić chustkę, która miała pełnić funkcję białej szaty dla dziecka. To starczyło, by odesłać duszę w zaświaty.

"_Mama mówiła, że jak była burza, a ptak tak piszczał strasznie, że to dziecko nieochrzczone woła o chrzest. Trzeba powiedzieć i przeżegnać: „Ja ci nadaję imię Maria czy Jan, leć do Pana Boga. Jesteś ochrzczony, w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen”. Przestał ten ptak piszczeć. Może to była wilga? Bo wilga przed deszczem się drze. A to było takie, że leciało nad nami i piszczało._" (Urzejowice)

"_To mi mama opowiadali. Chodziło się na roraty do klasztoru. Pomiędzy łąkami była ścieżka i płynęła krzykopa, rów z wodą, trzeba było skoczyć. Szli przez te łąki;_

_babka mieli zapaskę wyszywaną w kwiatuszki i listki, spódnicę w kratkę wełnianą dłuższą, trzewiki dłuższe i chustkę wielgą na plecach. Babka szli w tej chustce, mieli przeskakiwać przez te krzykopę i coś ryczało, górą, wołało, światełko leciało, nad tą babką prawie i wołało: chrztu, chrztu. Niby to leciało, ale stało nad nią. A wtedy babka szybko rozwiązali fartuszek i trzymajo w ręce i mówio tak: Jakżeś pan, niech ci będzie Jan, jakżeś panna, niech ci będzie Anna. Fartuszek z rąk porwało. Fartuszka na drugi dzień nie znalazły. To była dusza potępiona, nieochrzczona_."(Maćkówka)

#mitologiaslowianska #necrobook

Gruba ryba

w Terra incognita

45piorunów

Wierzenia ludowe, przegląd stworków:

Dzidko(znany też jako świński wicher, djabli taniec lub djabołek)

"_Wir powietrzny, świński wicher, wirus, jak jest gorąco, jak się suszyło siano i ten wicher leciał, to trzeba było uciekać, bo to człowieka sparaliżuje, i gębę wykręci, i w krzyżach… Babcia ostrzegała: jak jest świński wicher, to uciekajcie, żebyście nie były w tym_."

Dzidko to rodzaj demonicznej siły, która miała rządzić wiatrem wywołując potężne wichury. Według opowieści dzidko lubił "_tańcować w południe lub przed burzą w polu_". "_Przy składaniu siana, jak szły chmury deszczowe, ludzie śpieszyli się, żeby złożyć siano. Ale przyleciało dzidko i kopy dwie rozwaliło. To diabołek przylecioł i kopy porozwalał_".

Te demoniczne byty miały powstawać z dusz osób, które popełniły samobójstwo poprzez powieszenie. Istoty te nie przybierały żadnej postaci i były całkowicie niewidzialne dla ludzi, widoczne były za to skutki ich działalności.

By uchronić się przed demonicznym wichrem, upadano na twarz, przysiadano, lub też uciekano z pola czy drogi. Towarzyszyły temu przeróżne rytuały jak spluwanie, okrzyki lub klątwy takie jak "Żeby cię piorun trzasł". Moc odstraszania miały mieć także przedmioty takie jak czosnek czy też kawałek świńskiego kału. Jeśli nie było ich pod ręką, nie było to wielką tragedią. Nawet wypowiedzenie słów-kluczy miało moce ochronne, wystarczyło tylko wypowiedzieć: "Jem czosnek, czosnkiem czuć" albo też zawołać "świńskie gówno". Walczyć z wichrem można było poprzez rzucenie w niego nożem.

#mitologiaslowianska #necrobook

Gruba ryba8piorunów

Fajne. :slightly_smiling_face:

_K.Ignas "Relikty demonologi i wierzeń ludowych gmin powiatu przeworskiego i łańcuckiego - komentarz do wystawy"_

> Dzitko
>
> „Dzitko” (Dębów, Gać, Kisielów),
>
> „Wirus” (Majdan Sieniawski),
>
> „Świński Wicher” (Majdan Sieniawski),
>
> „Djabli taniec”,
>
> „Diabołek” (Gać),
>
> „Dziki jasiek” (Markowa, Wysoka)
>
> Gwałtowne wichury, a także wiry powietrzne w świadomości ludowej przybierały postać demoniczną, nazywaną dzidkiem, świńskim wichrem, diabołkiem. Mówiono wówczas: „Diabeł huloł po drodze”, „Diabeł się cieszy”. Z Gaci (koło Przeworska) pochodzi przekaz o wierze w dzidko (dzitko), czyli demoniczne uosobienie wiru powietrza, które tańcowało w południe lub przed burza w polu.
>
> Demony te wywodzą się z dusz potępionych osób zmarłych śmiercią samobójczą przez powieszenie. Aby uchronić się przed demonicznym, wichrem, padano na twarz, przysiadano, kryto się i uciekano z pola lub drogi. Towarzyszyły temu okrzyki oraz klątwy. Odstraszano demona powietrznego, trzymając w ręce lub wypowiadając nazwę przedmiotu apotropeicznego mającego na celu odstraszenie zła².
>
>
>
> Źródło:
>
> Linoryt: „Dzidko”, Sylwia Zawiślak, 2018 r., linoryt kolorowany. Ze zbiorów Muzeum w Przeworsku
>
> 2. K. Ignas „Topiec, błąd, lizibożek i dzidko. Relikty ludowych wierzeń demonologicznych z okolic Przeworska”, Przeworsk 2018. s. 15-21

Pokaż więcej komentarzy (4)

Gruba ryba

w Terra incognita

15piorunów

Wierzenia ludowe, cytaty przeróżne:

Dawniej wiara w istoty nie z tego świata była niezwykle powszechna. Jak pisał słynny etnograf, Kazimierz Moszyński:

"_Bawiąc w r. 1909 dłuższy czas we wsi Mników pod Krakowem sam na sam z ludem, miałem sposobność osobiście przekonać się, do jakiego stopnia silna jest wiara tamtejszych wieśniaków w istnienie demonów. Więc np. gdy chodzi o bardzo popularne w Małopolsce demony kobiece, zwane boginkami, wiary w nie nie mogłem gruntownie zachwiać nawet w dość rozsądnych parobkach. Odpowiadając na moje tłumaczenia, chłopi powoływali się na wyraźne odgłosy prania kijankami na strudze, jakie podobno słychać było po nocach i zadawali pytanie: A kto to po nocach pierze_?"

O wszelkich dziwach najczęściej opowiadano podczas wspólnie wykonywanych prac takich jak przędzenie, darcie pierza, siekanie kapusty, łuskanie grochu czy wyszywanie. Były to spotkania międzypokoleniowe, szczególnie częste w chłodniejsze wieczory. Franciszek Frączek:

"_Kiedyś jako chłopskie dziecko, w długie jesienno-zimowe wieczory słuchałem opowieści starszych ludzi wygłaszanych ściszonym głosem. Wówczas byłem pewny, że te tajemnicze stwory – bohaterowie opowieści – istnieją, krążą wokół domu i za nic w świecie nie wyszedłbym w nocy za próg. Wiejscy ludzie posiadali niesamowitą łatwość uruchamiania wyobraźni. W falującej przy księżycu letniej mgle widzieli tańczące boginki wodne – wije, piorące w strumyku swoje chusty. Tętent konia nasuwał im obraz białego rumaka wynurzającego się z wody, który po okrążeniu topieliska powracał w nurty jeziora, aby w następną pełnię księżyca znów wynurzyć się i pogalopować_."

Wilhelm Gaj-Piotrowski:

"_Schadzki były wesołe. Wypełniano je śpiewem i opowiadaniami, czasem kończyły się zabawą. Śpiewano pieśni świeckie i religijne oraz dłuższe i krótsze przyśpiewki. Starzy wspominali czasy pańszczyźniane lub opowiadali ciekawe historie i prawdziwe zdarzenia. Oprócz tego słuchano bajek i stawiano sobie zagadki. Czasem ktoś przeczytał interesujący wyjątek z elementarza. Przede wszystkim jednak wieśniacy lubowali się w makabrycznych opowieściach o duchach i strachach_."

Oprócz opowieści o topielcach, boginkach, niechrzczeńcach, płanetnikach popularne były również legendy o zatopionych karczmach, miastach, dzwonach, kościołach czy śpiących rycerzach. Stefan Czarnowski:

"_Piszący te słowa, będąc jeszcze chłopcem był świadkiem, jak w okolice Zakroczymia zjechali się i zeszli ludzie nabożni z różnych, często z bardzo odległych stron, by odkopać rzekomo zaginiony kościół. Opowiadali, że pewnemu żebrakowi objawiła się Matka Boska i wskazała mu miejsce, gdzie zapadł się pod ziemię kościół, którego papież nie doliczył się. Kazała tę wiadomość ogłosić ludowi z wezwaniem do kopania, wskutek czego tysiące ludzi „ofiarowało się” i zeszło z różnych stron byłego Królestwa Polskiego, niektórzy aż spod Częstochowy. Odwiedziłem ich kilkakrotnie. Obozowali w szczerym polu i kopali gorliwie, przypisując – rzecz znamienna – moc cudowną wszelkim przedmiotom znajdowanym. Zabierali ze sobą kamyki, skorupki, odłamki cegieł i gruzu, dla przechowania w domu jako środki zapobiegające wszelkiemu nieszczęściu i wszelkim dolegliwościom. Na miedzy rosła dzika jabłonka: odkryto, że owoce jej mają zapach jabłek z raju i jabłonka została rozebrana na szczepki przez kopiących… Przyszły jesienne słoty, wykopany ogromny dół zalała woda i wreszcie zima rozpędziła kopiących_."

Gruba ryba

w Terra incognita

9piorunów

https://www.hejto.pl/wpis/https-forum-odkrywca-pl-topic-755504-proces-w-paderborn-1945-kurde-tez-chcialb-1#komentarze

Już straciłem nadzieję, że coś w tym wątku się ruszy, ale niespodziewanie po ponad miesiącu od wysłania wiadomości do archiwum w Paderborn otrzymałem odpowiedź. Teoretycznie miałem tworzyć nowy wpis tylko w przypadku uzyskania jakichś nowych informacji, ale co tam.

Sehr geehrter Herr Ioskamilos,

da wir keine Unterlagen der Besatzungsgerichtsbarkeit hier verwahren, würde ich Ihnen zunächst empfehlen, sich an das Nationalarchiv in London zu wenden. Sollten die vier Polen hier in Paderborn hingerichtet worden sein, könnten wir auch – soweit Sie Namen haben – in den Sterberegistern nachschauen, ob darin diese Namen auftauchen. Im September 1945 tauchen jedenfalls keine vier hingerichteten Polen in den Registern hier in Paderborn auf. Die Hinrichtung könnte aber durchaus auch woanders stattgefunden haben.

Czyli dalsza droga to ewentualny kontakt z archiwami londyńskimi, druga część niestety niedostępna, bo nie znam danych osób oskarżonych. No nic, w takim razie spróbuję drogi londyńskiej i także tam skrobnę wiadomość, może będą też tak mili, by pochylić się nad mailem od jakiegoś randoma z Polski.

Wołam @ataxbras chcącego poznać dalszy ciąg historii.

#necrobook #paderborn #dipisi #procesysadowe

GURU3piorunów

@AbenoKyerto Super! Archiwa zwykle odpisują - może nie mają dużo roboty :D
Wołaj, jak odpiszą z londyńskich.

Gruba ryba

w Terra incognita

10piorunów

Udział cudzoziemców i niewarszawiaków w odbudowie stolicy

Temat udziału ochotników w odbudowie Warszawy w latach 1945–1948 wciąż jeszcze jest słabo zbadany. A przy odgruzowaniu i budowie stolicy pracowało w tym czasie kilka tysięcy osób, nie tylko z Polski, lecz także z zagranicy. Niestety, brakuje źródeł i opracowań na ten temat, dlatego

Gruba ryba

w Terra incognita

7piorunów

Autor: Jack Vance

Tytuł: Umierająca ziemia

Rok: 1950

Ocena: 7/10

Podobno jedna z ulubionych pozycji pana Sapkowskiego, od pewnego czasu także i moja, muszę przyznać.

To bardzo króciutki zbiór kilku opowiadań, które można spokojnie odfajkować w parę godzin. To opowieści o ziemi na skraju zagłady, oświetlanej przez gwiazdę, która opatula planetę swoim powoli gasnącym blaskiem. Powierzchnię planety zamieszkują różne wyjątkowo oryginalne indywidua, nie tylko ludzie, ale też różnego rodzaju stwory, demony, a nawet bogowie.To świat dość mroczny, gdzie niewiele jest bezpiecznych miejsc, a dobra jeszcze mniej.

Jestem zauroczony całością, naprawdę polubiłem wszystkie historie, choć są one bardzo proste(ale tym razem ciężko to uznać za wadę). Mamy tutaj łącznie sześć historii, z których za najlepszą uważam tą z oczkami(jest to też prawdopodnie najkrótsza opowieść w tym zbiorze). Postaci nie oceniam, ciężko bowiem dobrze rozwinąć jakąkolwiek w tak ograniczonym zbiorze literek jak w tym przypadku. Ogólnie to już moje drugie czytanko tej pozycji(trochę wymuszone, ponieważ w ostatnim czasie słabo u mnie z dostępem do neta, a na czytniku akurat niestety brak nowości do ogarnięcia).

W większości paskudni ludzie, całe połacie ziemi zamieszkane przez zabójcze kreatury, a to wszystko w akompaniamencie nadchodzącego końca świata, nie ma lepszych klimatów niż te. Może dlatego tak lubię ten krótki zbiorek.

#necrobook #jackvance #recenzje