@mannoroth Klasyka, miałem takiego wuja. Na każdym większym spotkaniu rodzinnym pierwsza godzina mijała na rozpytaniu, jak kto i którędy dojechał. I w sumie wszyscy to przyjechali źle, bo to nie tak trza, to przed Kukułkami jest taki mostek, znaczy był, bo rzeczka wyschła i tam zasypali, no ale wiadomo, to właśnie - za tym mostkiem trza w lewo na Kąkolewo-Osadę, a tam to już caaaały czas prosto do starej dwunastki, a potem to już prosta droga: mijasz Kopystki, Łopatowice, w Łopatowicach-Kolonii skręcasz w prawo i za drugim sklepem to już prawie na miejscu jesteś, bo to ile stamtąd? 10-15 kilometrów. xD
LTM87Kompan
Dołączył/a:
- 0 wpisów
- 27 komentarzy
- 0 obserwujących
Typ zakłada się z koleżkami, że pójdzie w środku nocy na cmentarz, dotrze do grobu ich wspólnego znajomego, a żeby potwierdzić, że tam faktycznie był, wbije w ziemię kij/kołek. Potem wróci tam z kumplami/kumple przyjdą tam rano, żeby sprawdzić. Gość wyprawia się na ten cmentarz, ale coś długo nie wraca. Koledzy postanawiają go poszukać, a kiedy pojawiają się obok wyznaczonego grobu, widzą że facet leży i - w zależności od wersji - coś do siebie bełkocze, bo totalnie oszalał, albo nie żyje. Co według legendy zaszło? Kiedy śmiałek wbijał ten kołek, nie zauważył w ciemności i ze strachu, że zawinęła mu się niefortunnie poła długiego płaszcza, w który był ubrany i przebił ją kołkiem, przygważdżając się do ziemi. A kiedy chciał wstać, poczuł, że coś go mocno trzyma, więc zwariował lub umarł z przerażenia.
@cebulaZrosolu A kurzojada towarzystwo kojarzy? :smiley: Według legendy miejskiej jakimś cudem pochłaniał kurz z powietrza, więc właściwie nie potrzebował żadnej pielęgnacji, bo sam się odżywiał, dlatego też zachowywał swój zdrowy, wściekle zielony kolor po wieki wieków. A dlaczego? A dlatego, że po pierwsze nie był żywy, a po drugie... nawet nie był rośliną. xD Dopiero całkiem niedawno dowiedziałem się, że słynny "kurzojad" to po prostu coś w rodzaju chitynowego pancerzyka, w którym żył sobie jakiś gatunek stułbiopława, a dokładnie cała ich kolonia. Całość była suszona, malowana i sprzedawana, jako bezobsługowa roślinka z magicznymi właściwościami. :grinning:
@LTM87 pierwsze słyszę xD
@adam_photolive Pstrykaniem zajmuję się już grubo ponad 15 lat, ale wszelkich grup, forów i innych miejsc dla SPECJALISTÓW-PROFESJONALISTÓW-TURBOHOBBYSTÓW:tm: unikałem jak żelaznego diabła chyba od zawsze. ( ͡° ͜ʖ ͡°) Mam wrażenie, że spora część użytkowników tam to taka ekipa zahukanych uczniaków-prymusów, która wkuła na blachę parę formułek dotyczących kompozycji w fotografii, całe życie bali się chociaż minimalnie wykroczyć poza normę "ostre-proste-złoty podział", więc teraz, widząc prawdziwe albo wydumane odstępstwo łapa sama im wystrzela w górę, żeby krzyknąć z pierwszej ławki: "a prosem paniom, bo u Adasia to jest kssssyyywooo, a u mie niejeee-e, a-a-a jak nie jest ksywo, to jest dobze, tak prosem paniom? Tak?". xD I wiedzą, że na tej ich grupie będzie jakaś "pani", która ich pogłaszcze po głowie, że tak, racja i postawi "piątkę". Gdzie radocha z fotografowania? Zdechła śmiercią głodową, bo chłop nauczony jest klepać "piątkowe" zdjęcia, mogą być nudne jak flaki z olejem, ale są POPRAWNE TECHNICZNIE i żodyn z jego ekipy mu nie powie, że nie umie. A jak zobaczy, że ktoś jednak fajne rzeczy robi ot tak, na luzie, to strzeli go jasny piorun, bo jak to tak? Zdjęcia robić i mieć z tego fun? Tak nie wolno! ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Znając życie było tak: gość miał hurtownię w jakiejś niewielkiej miejscowości, ale akurat w poniedziałki z jakichś powodów hurtownia była nieczynna - ot, chłop na przykład ogarniał wtedy tematy z firmami, do których brał towar. Ludzie z okolicy zaczęli gadać, że właściciel to P O T Ę Ż N Y milioner, bo hehe, pracuje kiedy se chce, nie chce to nie robi, a pinionc ma i holcwagen i horyzont i motór emzete też ma. Do gościa dotarły te ploty, więc postanowił strollować towarzystwo i wywiesił informację. :grinning:
>Jeszcze, żeby to był jakiś zaawansowany i pomysłowy trolling
@Klamra Ot, choćby coś takiego, co odstawiła Gazeta Lubuska w latach dziewięćdziesiątych w Zielonej Górze. Redakcja postanowiła sfingować wizytę Michaela Jacksona w tym mieście, przy czym nie chodziło o klepnięcie krótkiego hehe artykuliku, że Jackson przyjeżdża, tylko o zorganizowanie P O T Ę Ż N E J mistyfikacji. Pracownicy gazety ogarnęli wszystko: od legendy wyjaśniającej powód przyjazdu (to były te czasy, kiedy Jackson szukał miejsca na swój park rozrywki i był zainteresowany ulokowaniem tego na terenie Polski, Zieloną Górę mieli mu "zareklamować" bodajże jacyś amerykańscy aktorzy, którzy rzeczywiście tam byli parę dni wcześniej), przez przylot na lotnisko, limuzynę i firmę ochroniarską do obstawy gwiazdy, po samą postać, w którą wcielił się jeden z dziennikarzy. "Lewy" Jackson jeździł po mieście, rozdawał autografy i wizytował różne miejsca. Rzekomo praktycznie nikt nie skumał, że to ustawka, wszyscy byli w szoku, że Dżajkel Mekson z Hameryki zszedł między lud. :grinning: Śmieszne czy nie - zależy jakie kto ma poczucie humoru, ale napracowanka to wymagało, niewątpliwie.
Rodzina chłopa Woronowa robiła to już dwa lata wcześniej. ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Najlepsze jest to, że etiopska kawiarnia w Wielkiej Brytanii użyła polskiego fontu stosowanego na znakach i tablicach drogowych (to jest "Drogowskaz", "Tablica drogowa" albo "W drogę"). ( ͡° ͜ʖ ͡°)
@Danton Oczywiście indyjski grafik w amerykańskim Photoshopie spiraconym przez ruską ekipę crackerów, ściągniętym z jakiegoś szemranego serwera na Malediwach. :grinning:
Określenie "wycieruchy"/"wycierusy" było szczególnie aktualne w okolicach lat 2000-2005, kiedy pojawiła się moda na dżinsy już fabrycznie powycierane, poprzecierane i wyglądające na zabrudzone. Niektóre egzemplarze wyglądały tak, jakby właściciel przeczołgał się przez zardzewiałą rurę, bo materiał był pokryty takimi właśnie smugami rdzawego nalotu. Sam takie nosiłem. :grinning:
@maly_ludek_lego Najlepsze jest to, że ta seria od początku słynęła z dwóch rzeczy: z nakręcania hype'u i gry ocierającej się o niegrywalność w dniu premiery. Sam dobrze pamiętam, co działo się mniej więcej rok przed wydaniem "Cienia Czarnobyla" - magazyny dotyczące gier prześcigały się w tym, czego udało im się dowiedzieć od GSC, a GSC obiecywało, obiecywało, obiecywało... Czego tam miało nie być! Wrogowie tak sprytni, że dwa razy Cię kupią, raz sprzedadzą, a po drodze dostaniesz granatem, skrajnie trudne moralnie wybory, mające wpływ na bieżącą rozgrywkę, a nawet pojazdy do poruszania się po zonie, które oczywiście potrzebują paliwa, psują się i trzeba je naprawiać za pomocą znalezionych części. No realizm taki, że można pomylić z prawdziwością. Jak wyglądała "goła" jedynka? Każdy wie.