Odpaliłem w GamePassie i pograłem pare godzin. Zdecydowanie przekombinowane gra. Ma całkiem fajne momenty, gdy przypomina miks Bioshocka z Singularity podlany świetnym stylem artystycznym, ale jest w niej też sporo bezdennie głupich i irytujących rozwiązań gameplayowych.
Na przykład kamery - jak cię wykryją to spawnują dodatkowych wrogów, wiec rozsądek podpowiada ich unikać albo je niszczyć, co nie? Problem w tym, że unikać ich się za bardzo nie da, bo w zamkniętych levelach są poustawiane tak, że nie dasz rady się przekręcać, a gdy jakąś rozwalisz to przylatuje po kolei 5 (tak, k⁎⁎wa, pięć) małych robocików, które ją naprawią. Padają te latające gowna na 2 trafienia, ale kto wpadł na pomysł, żeby przylatywało ich 5 i to jeden za drugim? Ani to ciekawe, ani fajne, za to strasznie nużące i frustrujace. Co gorsza w części samdboksowej kamer jest od c⁎⁎ja i bardzo trudno je zobaczyć, a latające robociki wciąż przylatują po 5 naprawić kamerę i co gorsza każdego rozwalonego robota, ktorego po drodze zobaczą. Oczywiście żadnego systemu skradania się nie ma, ot można kucnąć i tyle, ale gowno to daje.
No i dialogi w wykonaniu głównego bohatera są koszmarne - miał byc chyba jakis cool edgelordem i badboyem, a wyszedł na irytującego buca, który co chwila musi rzucić jakimś cringowym tekstem. Fabuła tez wydaje się bardzo przewidywalna, zwłaszcza pochodzenie postaci gracza, które ma byc chyba wielkim twistem, a oczywiste jest po raptem paru godzinach.
Na plus bardzo fajnie zaprojektowane lokacje (taki komunistyczny Bioshock zalatujący PRL-em z lat 60’), moce i bronie, które w fajny i ciekawy sposób można upgradowac.
W GamePassie można sprawdzić, ewentualnie spiracić, bo płacić za to i to jeszcze kacapom zdecydowanie nie ma sensu.