@Ilirian Trochę przebiłeś moim zdaniem. W latach 90. internet był swego rodzaju niszowy, ale myślę, że w połowie lat 90, ze znajomością angielskiego (a w razie co, taką osobę też nietrudno było znaleźć), można było śmiało znaleźć jakieś informacje na jakiejś stronie. Wystarczyło się postarać.
A jak to nie poszło, no to telewizja. Już w latach 80 satelita była popularna, nie mówiąc o latach 90. A i w polskiej telewizji na pewno emitowano coś o Azji i Korei, trzeba było tylko na to trafić.
A jak mówimy o książkach, to jeszcze za PRL prawie każdy w PL miał encyklopedię, więc tam podstawowe informacje o kraju, czy walucie były dostępne. A jak poszło się do biblioteki, to mogłeś wynieść, co chciałeś, czy to przewodniki, czy kompendia wiedzy.
Myślę, że prawdziwym problemem to było od zawsze aż do okolic lat 50-60. XX wieku. No ale z drugiej strony po wojnie wystarczyło pójść na uniwersytet i pogadać 10 minut z jakimś profesorem, a że np. w takiej Łodzi od 1952 istnieje Studium Języka Polskiego dla Cudzoziemców, to i tam można było złapać jakiegoś bystrego Koreańczyka. Nie mówiąc o klubach i kółkach znawców Azji.