
Wpis użytkownika bojowonastawionaowca w Książki
bojowonastawionaowcaLider
42piorunów178 + 1 = 179
Tytuł: Wczoraj byłaś zła na zielono
Autor: Eliza Kącka
Kategoria: literatura piękna
Wydawnictwo: Karakter
Format: książka papierowa
ISBN: 9788368059151
Liczba stron: 288
Ocena: 5/10
Prywatny licznik: 1 + 1 = 2
Książka bynajmniej nie przeciętna, ale mimo wszystko w mojej ocenie ląduje właśnie w przeciętniactwie, co jest wypadkową kilku skrajności w mojej ocenie. Ale po kolei.
Książka jest autobiograficznym opisem przeżyć matki wychowującej neuroatypowe dziecko. Pewnie, że większość z nas tutaj jest nieco neutoatypowa, jednakże opisywane dziecko zdecydowanie wykracza poza to nasze standardowe "nieco". Autorka naprawdę dobrze oddaje swoje niemalże nieustanne zagubienie w próbie nadążenia za procesami myślowymi dziecka. Niby takie życie naznaczone było schematami, a nawet najmniejsze od nich odstępstwo kończyło się problemami (i to w najbardziej prozaicznych kwestiach, jak podróż do domu czy zakupy), ale również nie obywało się bez wyłamania się z tego schematu, i to w najmniej spodziewanym (i bez żadnej komunikacji ze strony dziecka) momencie. Niewiele jest w Polsce takich książek.
ALE. Choroba zdobywców polskich nagród literackich niestety ma się tutaj bardzo dobrze - książka jest absolutnie przepełniona niepotrzebnymi (moim zdaniem) wypełniaczami i bardziej skupia się na samej sobie niż na tym, co faktycznie ma do przekazania. O ile części skupione na wymianie zdań i próbę "nadążania" za tokiem myślenia dziecka czytało się naprawdę dobrze, tak fragmenty pokazujące przemyślenia autorki były po prostu okropne. Niestety pierwsza połowa książka stała w dużej mierze nimi i wielokrotnie miałem myśli o porzuceniu książki, bo zdania ewidentne były wielokrotnie przepisywane, aż w końcu osiągnęły formę, z której autorka była zadowolona. Nic nie odejmując autorce, widać, że swoje wykształcenie wyższe w polonistyce nie poszło na marne - szkoda tylko, że dzieje się to z cierpieniem dla czytelnika. Nie skończyłbym tej książki, gdyby nie to, że w pewnym momencie poddałem się i ilekroć wchodziły przemyślenia autorki, to szukałem wzrokiem końca akapitu i zaczynałem czytanie od kolejnego. I nie uważam, żebym dużo "treści" książki w ten sposób utracił, co najwyżej mogę żałować tego, że nie przeczytałem kolejnej błyskotliwej metafory (spoiler alert: nie żałuję). Szczerze mówiąc, takiej faktycznej wartościowej treści to ja tam widziałem ze 100 stron, nie więcej.
Poza tym mam wrażenie bardzo dużego niedokończenia tej książki. Gdzieś 5/6 książki zajmuje okres od narodzin dziecka po początek nauki w szkole podstawowej, w dodatku bardzo mocno przemieszany ze sobą - nie dałbym rady uporządkować poszczególnych wydarzeń na osi czasu. No i oczywiście przemyślenia i próby domysłów autorki na temat dziecka - one w sumie zajmowały większość miejsca. Reszcie życia, mniej więcej do czasów nastoletnich, poświęcono zaledwie ostatnie 40-50 stron. Trochę to wyglądało, jakby problematyczne były tylko te parę początkowych lat, a później już przyzwyczajenie i luzik - trochę nie sądzę. Poza tym w zasadzie całość skupia się wyłącznie na życiu wewnątrzrodzinnym. No i ten fragment z porodówki wrzucony od czapy na koniec, jakby autorka nie miała na niego lepszego pomysłu. Zmagania z systemem, które również z pewnością były, są w książce w zasadzie nieistniejące. Trochę jakby autorka wybrała z całości okresu życia dziecka wyłącznie te okresy, które wydawały jej się odpowiednio nadające się na Prozę Najwyższej Jakości. Ale w sumie mamy do czynienia z literaturą piękną, a nie reportażem, więc nie powinienem narzekać, trochę inne zasady tu panują.
Mały plusik jeszcze ode mnie za 3 "wtręty" z listą "dobrych rad" jakie usłyszała od wszelakiej maści nieznajomych, którzy bez znajomości sytuacji musieli wtrącić swoje chłoporozumskie 3 grosze. Urocze przełamywanie dominującego stylu książki.
Tak więc tematyka i próba oddania problemu - bardzo dobre, ale forma opisu dla mnie absolutnie okropna (co nie oznacza, że nikomu się nie spodoba! @George_Stark w swojej opinii był zachwycony i absolutnie to szanuję!). Jak nic gdzieś pomiędzy wychodzi przeciętność, która przeciętnością zdecydowanie nie jest 😉 Ale takie są uroki oceny punktowej.
A do laureatów polskich nagród literackich już wystarczająco się w ostatnich latach zraziłem (nie pozdrawiam Zyty Rudzkiej i Doroty Masłowskiej). Nie kupiłem tej książki i absolutnie się z tego cieszę, po prostu nie mój typ.
Komentarze (12)
Dzięki za recenzję tej książki, mam ją na liście, ciekawa jestem teraz, jakie będą moje spostrzeżenia. Wielokrotnie myślałam o wpisaniu swoich doświadczeń, ale uważam, że nie mam ku temu warsztatu. Ciekawa jestem, czy odnajdę siebie w tej książce.
@bojowonastawionaowca brzmi jak odradzajka, dzięki to usuwam z listy :smiley:
@George_Stark raczej tak, tam miałem nick ali3en ;)
@WujekAlien Byłem może w tej grupce? Bo w sumie tak mi się wydaje, ale nie jestem pewien. 😉
@bojowonastawionaowca kiedyś mieliśmy taką grupkę jeszcze na portalu na W, że czytaliśmy te same książki, żeby sprawdzić jak ktoś inny je odbierze. Nie jakiś klub czytelniczy, tylko tak na luzie ;)
@WujekAlien okładka też odstrasza
@WujekAlien no właśnie to zależy xD dla mnie była mecząca, ale jak widać po zalinkowanym wpisie, są osoby, którym taki sposób zbudowania książki się podoba 😛 Zależy czy wolisz kwiecistość języka czy skupiasz się na treści
@bojowonastawionaowca o, a mnie te "dobre rady" zirytowały najbardziej! Było dla mnie dziwne jak można coś takiego rozpamiętywać, a potem umieścić w książce.
W pewnym momencie doszłam do wniosku, że nie polubiłybyśmy się z autorką, która tak bardzo skupia się na tym co powiedzą o niej inni, że z powodu swojej córki zaczyna użalać się nad sobą.
U mnie te 7/10 było właściwie za język :grinning:
@bojowonastawionaowca Odnośnie neuroatypowości polecam "Wszystko mam bardziej. Życie w spektrum autyzmu" Jacka Hołuba z historiami wielu osób, bez nadmiernego odsłaniania się przed światem. No i reportaż, nie biografia, co ja zdecydowanie bardziej lubię.
@mles mam na liście, na pewno kiedyś będzie czytana 😉
I w sumie jeszcze jeden dopisek do przemyśleń. Zazwyczaj autorzy, nawet jeśli piszą o swoich dzieciach, to starają się mocno ukryć ich tożsamość i nie wykorzystywać ich wizerunku do tworzenia książki. Tutaj tymczasem mamy pełną szczerość, włącznie z miejscami, ulicami, szkołami, szpitalami. A nie jestem pewny czy osoba tak neutoatypowa jest w stanie w całej swojej świadomości zrozumieć to i udzielić świadomej zgody na wykorzystanie swojego wizerunku (pojawiła się nawet na wręczeniu nagrody Nike). Oczywiście nie mam wglądu do ustaleń między autorką a jej córką, niemniej we mnie takie odsłonięcie wszystkiego budzi pewien niesmak, jeśli chodzi o wykorzystywanie wyjątkowości swojego dziecka.
@MowDoReki byłeś zainteresowany 😉