Hejto.pl
Motyw strony
Dodaj post

George_StarkGruba ryba

Dołączył/a:

  • 878 wpisów
  • 4104 komentarzy
  • 7 obserwujących

Gruba ryba

w Kawiarnia "Za Firewallem"

16piorunów

O! Siedzę nad sonetem, a tu cztery rymy trzeba:

temat: awaria

rymy: draniem -chwilę - branie - bilet

#naczteryrymy #zafirewallem

Proszę się bawić wspaniale! :smiley:

Lider3piorunów

Chcesz, możesz mnie nazwać draniem

Walczyłem z awarią w związku chwilę

W związku z tym spakowałem ubranie

Wziąłem je i w jedną stronę bilet

Gruba ryba4piorunów

@George_Stark

Dawno z takim nie spotkalem sie draniem.

Usiadlem sobie w pociągu, na chwilę.

Pół godzinki nie siedzę, za ramię branie,

A to kanar się pruje, że czy mam ja zaś bilet

Pokaż więcej komentarzy (6)

Gruba ryba

w Kawiarnia "Za Firewallem"

12piorunów

Słyszałem kiedyś teorię, że nie należy wstrzymywać bąków, bo – zgodnie z prawami fizyki – gazy unoszą się do góry, trafiają do mózgu i stąd się biorą posrane pomysły. Może podobny wpływ na nasze myśli ma i skład powietrza, którym oddychamy? No a w Kielcach ostatnio wiało. Niby nic nowego, ale wiało od Krakowa.:

*

Sonet o Krakowie, ale za to z morałem

Powietrze (rzec można) kolor ma mleczny

(o ile jest to mleko od kozy

i rozpuszczone w nim kozie boby)

w mieście (jak by nie patrzeć) to ex-stołecznym.

W takich okolicznościach (chyba?) przyrody

(mnóstwo jest o niej relacji sprzecznych,

przez widok zaćmiony – niedostateczny)

rzuciła się kiedyś Wanda do wody.

Że niby Grudziądz i topielica?

Nie – trup na miejscu, później kostnica

i kurhan, który dla niej wzniesiono.

A morał z wiersza, pro wasze bono,

niech zapamięta, dyrektor czy woźny:

w Krakowie nie smok, a smog jest groźny.

*

#nasonety

#zafirewallem

GURU0piorunów

@George_Stark cykl krakowski widzę dobrze się miewa!! :grinning:

Pokaż więcej komentarzy (2)

Gruba ryba

w Kawiarnia "Za Firewallem"

5piorunów

Ryba i Plusk

Mówili na nią Ryba, tak jak na komisarza Rybę, choć nazywała się zupełnie inaczej i żadnym komisarzem nie była. W ogóle nie miała nic wspólnego z policją – Ryba była nauczycielką.

Uczniowie lubili Rybę. Najbardziej lubili w niej to, że zawsze była pogodna. Ryba, niezależnie od aury za oknem, niezależnie od temperatury i ciśnienia, niezależnie od opadów lub ich braku zawsze była uśmiechnięta.

– Niestety, Jureczku, wykorzystałeś w tym semestrze już wszystkie trzy nieprzygotowania, wobec czego zmuszona jestem postawić ci jedynkę. – Tak na przykład w drugim tygodniu września powiedziała Ryba do Jurka Ostrowskiego, a słowa te wypowiedziała z tym swoim nieodłącznym uśmiechem, który z jej twarzy nie zniknął również i wtedy, kiedy tę, bądź co bądź zasłużoną ocenę wpisywała Jurkowi do dziennika.

– To już trzecia! – wykrzyknął Jurek.

– Tak trzecia – zgodziła się Ryba. – Trzy jedynki, a trzy to dokładnie tyle, ile lat już spędzasz w ósmej klasie – dodała, po czym wybuchnęła śmiechem. Jurek Ostrowski również się wtedy roześmiał i było w tym ich wspólnym śmiechu coś niezwykłego, coś co łączyło ich oboje, jakieś wzajemne zrozumienie i obopólna sympatia. Ryba i Jurek Ostrowski często się razem śmiali.

Tak, uczniowie lubili Rybę, a Ryba lubiła uczniów. Wśród wszystkich jednak uczniów, z którymi miała do czynienia przez długie lata swojej zawodowej kariery, Ryba szczególnie polubiła Jurka Ostrowskiego, zresztą polubiła go ze szczególną wzajemnością. To właśnie za sprawą Ryby Jurek Ostrowski, pomimo całkiem niezłych ocen z pozostałych przedmiotów, pomimo piątek z języka polskiego w klasach cztery-siedem, od dwóch lat kończył rok szkolny z jedynką na świadectwie. Niedostateczny z języka polskiego skutecznie uniemożliwiał Jurkowi ukończenie podstawówki, co nieuchronnie wiązałoby się ze zmianą szkoły, a więc również z zaprzestaniem uczestniczenia przez Jurka w lekcjach prowadzonych przez Rybę, a na to Jurek zdecydoanie nie chciał pozwolić.

Już piąty rok z rzędu, odkąd tylko Jurek Ostrowski uzyskał promocję do klasy czwartej, lekcje języka polskiego wyglądały w taki sam sposób. Zaraz po dzwonku, kiedy rozwrzeszczana hałastra dzieciaków, niesiona jeszcze ostatnimi tchnieniami przerwy, głośno zajmowała swoje miejsca w klasie, Jurek Ostrowski już stał przy biurku Ryby.

– Chciałem zgłosić nieprzygotowanie – mówił, a Ryba przez trzy pierwsze lekcje semestru wpisywała ołówkiem przy jego nazwisku „np”, a później, już długopisem, dostawiała kolejne jedynki w coraz bardziej wydłużającym się rządku.

Później Jurek Ostrowski zajmował swoje miejsce w pierwszej ławce, tuż przed biurkiem Ryby (które, z racji niedofinansowania szkoły, również było ławką, taką samą jak te uczniowskie, tylko nazywało się inaczej) i wówczas rozpoczynało się misterium. Lekcje języka polskiego nie były zwykłymi lekcjami, były czymś dużo większym. W czasie lekcji języka polskiego Jurek Ostrowski dyskutował z Rybą na wszystkie możliwe tematy. Rozprawiali o etyce, ontologii, teorii poznania i podejmowali wiele innych tematów, a ciężar tych rozmów i czynionych w nich spostrzeżeń był tak duży, że, gdyby tylko ktoś te rozmowy spisał, można by je pomylić z dialogami Platona. Tak, można było te rozmowy Jurka Ostrowskiego z Rybą pomylić z rozmowami Platona z Sokratesem, o ile tylko założyć, że ci dwaj wielcy filozofowie czytywali kiedyś Muminki.

Nie ma jednak ludzi bez wad (oprócz, rzecz jasna, Jurka Ostrowskiego) więc nawet i Ryba miała swoją przywarę. Kiedy nadchodził drugi tydzień maja, kiedy organizowany był w Zielonej Górze coroczny zjazd miłośników _Ani z Zielonego Wzgórza_, Ryba brała tydzień urlopu i przez całe długie pięć dni nie pojawiała się w szkole. Jurek Ostrowski cierpiał wtedy, cierpiał męki straszliwe. Męki Jurka były już wystarczająco straszliwe z powodu tęsknoty za Rybą, a ich straszliwość potęgowana była dodatkowo przez panią Orzeszkową, która Rybę zastępowała.

– Dobrze, już dobrze. Zamknij gębę i siedź tam cicho – uciszała Jurka pani Orzeszkowa głosem tak beznamiętnym jak opisy przyrody, kiedy Jurek chciał rozwinąć któryś z wątków omawianego właśnie tematu, a później pani Orzeszkowa takim samym głosem kontynuowała swój wykład aż do dzwonka, którego dźwięku, obwieszczającego uczniom koniec męczarni, często zdawała się nie zauważać. Pani Orzeszkowa gadała, Jurek cierpiał i tak właśnie wyglądał każdy drugi tydzień maja w przeciągu ostatnich pięciu lat. W tym roku zdarzyło się jednak inaczej.

Było już trzy minuty po dzwonku. Do sali, nawykowo pochylając się w drzwiach, wszedł ubrany w czerń wysoki, brodaty mężczyzna w okularach. Zwyczajny rozgardiasz, który panował w klasie dotąd, dopóki nauczyciel nie uderzył dziennikiem w swoją szumnie nazywaną biurkiem ławkę, ucichł natychmiast. Uczniowie zadarli głowy i wpatrywali się w tę postać, której pojawienie się zaskoczyło wszystkich. Mężczyzna, charakterystyczny z powodu swojego wzrostu, był znany w mieście jako cieć na obiektach wojskowych, ale od kiedy na świecie zapanował powszechny pokój i żadne wojsko nie było już więcej potrzebne, stał się bezrobotnym. Mężczyzna miał jednak swoje zobowiązania – musiał wykarmić pająki, psa i żonę, wobec czego zmuszony został do znalezienia innego zajęcia, które, w przeciwieństwie do pływania na supie, przyniosłoby mu jakieś wymierne korzyści finansowe. Wakowało w tamtym czasie wiele stanowisk nauczycielskich, z jakiegoś powodu mało kto chciał zostawać nauczycielem, mężczyzna znalazł więc swoją zawodową niszę w oświacie.

– „Czytać po polsku umiem, pisać też umiem, no to i polskiego mogę nauczać” – pomyślał, a później zrobił tak jak pomyślał. W taki właśnie sposób Marek Plusk został nauczycielem.

Marek Plusk w pełnej napięcia ciszy przemierzył salę. Przeszedł przed tablicą, ale zanim jeszcze zdążył zająć miejsce na, nazwijmy to jeszcze szumniej, ponieważ zmierzamy już do finału opowiadania, stawka powinna więc urosnąć: katedrze, przy ławce nazywanej biurkiem stał już Jurek Ostrowski.

– Chciałem zgłosić nieprzygotowanie – powiedział.

– C⁎⁎j w twoje nieprzygotowanie – odparł nauczyciel. – I tak wszyscy umrzemy.

*

#naopowiesci

#zafirewallem

*

POSŁOWIE

Wczoraj wieczorem, tak zupełnie bez przyczyny, przypomniały mi się słowa kolegi @fonfi z komentarza pod jakimś starym opowiadaniem, gdzie napisał, że (cytuję z pamięci) „ponieważ to opowiadanie w kawiarence, tylko czekałem aż gdzieś pojawi się wysoki mężczyzna z psem”. No i się pojawił. Pojawił mi się w głowie, razem z pomysłem na ten pierwszy akapit, a później to już jakoś poszło, strumień świadomości popłynął. Spisałem te rozchwiane myśli z wczorajszego wieczora w jakąś tam, mam nadzieję w miarę spinającą się całość i będziemy mieć co najmniej dwa opowiadania w przedłużonej edycji naszego konkursu. Ale najważniejsze dla mnie jest to, że dawno się tak dobrze przy pisaniu opowiadania nie bawiłem. :smiley:

Lider1piorunów

@George_Stark ten plusk w tytule przykuł moją uwagę i nie zawiodłem się! Na końcu się szczerze roześmiałem! 😁

Pokaż więcej komentarzy (6)

Gruba ryba

w Książki

16piorunów

1039 + 1 = 1040

Tytuł: Przemienienie

Autor: Szczepan Twardoch

Kategoria: literatura piękna

Ocena: 6/10

#bookmeter

*

> _uczą też, dlaczego Gombrowicz jest dla socjalistycznej ojczyzny szkodliwy, ale nie biorą tego na poważnie nawet wykładowcy, bo kogo jeszcze obchodzi dobro socjalistycznej ojczyzny._

Po niedawnej powtórnej lekturze _Króla_ i _Królestwa_ przypomniałem sobie dlaczego uważam pana Szczepana Twardocha za jednego z najwybitniejszych pisarzy, których utwory miałem przyjemność czytać i postanowiłem wrócić do badania tego, co zacząłem badać już kiedyś, a badałem drogę, jaką autor przeszedł po to, żeby pisać tak jak pisze, to znaczy pisać w sposób mnie zachwycający. Badałem tę drogę w jedyny łatwo dostępny mi sposób, a mianowicie zapoznając się z powieściami, które pan Twardoch napisał wcześniej, to znaczy przed _Morfiną_, która to _Morfina_ okazała się przełomowa w jego pisarskiej karierze, przynajmniej jeśli chodzi o tę karierę sensu _stricto_, to znaczy która przyniosła mu sukces wydawniczy. Bo, w wyniku moich badań uważam, że przełom literacki nastąpił u pana Twardocha już wcześniej, co najmniej w _Wiecznym Grunwaldzie_ (bo wcześniej, przed _Wiecznym Grunwaldem_ były jeszcze _Zimne Wybrzeża_, których jeszcze nie czytałem, ale zaraz zaczynam).

Jest więc rok 2008, nikomu nieznany autor, pan Szczepan Twardoch ma 29 lat, dwie powieści na swoim koncie (_Sternberg_ – nie czytałem i _Epifanię wikarego Trzaski_ – czytałem i całkiem mi się podobało) i pewnie kilka innych publikacji, jakieś może opowiadania, których nie chce mi się w tej chwili szukać, bo to nie jest dla mnie aż tak istotne. Jakoś pewnie przed tym rokiem 2008 pan Szczepan Twardoch musiał zapoznać się z książką księdza Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego _Księża wobec bezpieki na przykładzie archidiecezji krakowskiej_ i musiał przeprowadzić z nim _długą i treściwą rozmowę_ (cytat z podziękowań w _Przemienieniu_) i w ten właśnie sposób mogło powstać _Przemienienie_.

W _Przemienieniu_ mieszają się ze sobą dwa światy – polski kościół katolicki i Urząd Bezpieczeństwa PRL. Kościół nie wierzy w Boga, UB nie wierzy w ojczyznę ludową, ale wszyscy zachowują formy – już samo to jest w _Przemienieniu_ bardzo ciekawe, a to tylko tej książki tło, bo _Przemienienie_ to thriller i to w dodatku ze wspaniale napisanym głównym bohaterem-psychopatą (o samej psychopatii też zresztą w książce jest trochę, co jest zwiastunem tego, co będę w późniejszych książkach pana Twarodocha uwielbiał, to znaczy ten głos zza fabuły, te spostrzeżenia natury ogólnej, które czasami przeszkadzają w śledzeniu historii, bo zmuszają nie tylko do zatrzymania się, ale jeszcze i do zastanowienia).

Historia jest ciekawa, choć momentami wydawała mi się trochę naciągana (szczególnie rozwiązanie, które jednak – chcę w to wierzyć – jest tak absurdalne, że aż niemożliwe poza książką), postaci są napisane wybitnie, a główny bohater, Antoni Szarzycki jest prowadzony tak konsekwentnie, że mam wrażenie, jakbym gościa spotkał. Choć nie było to spotkanie miłe.

Najciekawszym jednak w tym wszystkim było to, czego szukałem sięgając po tę pozycję. Dla mnie, znającego późniejsze dokonania autora, to było niesamowite doświadczenie poznawać to, co napisał kiedyś i móc sobie jedno z drugim porównywać. I tak, w _Przemienieniu_ widać to wszystko, co u pana Twardocha mnie zachwyca, ale jednak trochę jakby jeszcze mało gęste, jakby trochę rozwodnione, czy jeszcze nieoszlifowane może? Widać w każdym razie zaczątki. Widać solidne przygotowanie się do pisania (choć z osadzeniem w świecie wydaje mi się, że w _Przemienieniu_ autor trochę przesadził – za dużo tych nazw ulic, którymi Szarzycki jeździł swoją czerwoną alfą romeo gtv6), widać umiejętność oddania relacji i ekspozycji postaci. Widać umiejętność opowiedzenia historii w sposób interesujący i trzymający w napięciu, choć to jeszcze nie to, co nastąpiło później. W _Przemienieniu_, moim zdaniem widać świetnie zapowiadającego się autora, który (również na moje szczęście), faktycznie się rozwinął.

_Przemienienie_ to nie jest książka wybitna, ale wcale takiej się nie spodziewałem. Jest, owszem, bardzo dobra, ale autor zdążył mnie już mnie na tyle rozpuścić, że siłą rzeczy porównuję swoje wrażenia do tego, do czego mnie przyzwyczaił swoimi późniejszymi powieściami i tutaj, głównie literacko, _Przemienienie_ wychodzi raczej na minus. Zresztą, sam pan Twardoch, kiedy wydawnictwo Marginesy (chyba) zaproponowało mu wznowienie jego pierwszych powieści, zgodził się, ale nie chciał mieć z tym wiele wspólnego. Nie chciał – tak przynajmniej twierdził w wywiadach – tych książek poprawiać, nie chciał ich redagować, a to dlatego, że nie był w stanie ich czytać. Dokładnie pamiętam tę jego wypowiedź, że dzisiaj każdą z tych książek, każde jej zdanie, napisałby zupełnie inaczej.

Gruba ryba

w Kawiarnia "Za Firewallem"

7piorunów

Jednak udało się chyba zdążyć. Na czas:

*

Prokrastynacja

Gdyby się chciało, tak jak się nie chce

może nie byłoby tylu spraw jeszcze

do załatwienia? I może wolne by było wreszcie,

gdyby się chciało, tak jak się nie chce?

Gdyby załatwić we właściwym czasie

to, co bez trudu załatwić wszak da się,

więc gdyby załatwić, a nie z tym zwlekać

może bym nie czuł, że czas mi ucieka?

Choć czasem naprawdę mało mam czasu,

a czas ma czasami pretensje zawczasu,

że czas już na coś, a ja nic nie robię,

a ja po prostu poleżałbym sobie! –

leżnie nie w cenie w dzisiejszych czasach,

ale czy wszystko się musi opłacać?

*

#nasonety

#zafirewallem

Gruba ryba

w Kawiarnia "Za Firewallem"

11piorunów

Sam sobie organizatorem, jurorem i laureator... Cholera, laureatem jednak. :confused:

*

Dobiegła, drodzy Państwo, końca XXVIII edycja zabawy #naopowiesci w kawiarni #zafirewallem.

Zorganizował ją @George_Stark, udział w niej wziął @George_Stark, wygrał ją @George_Stark.

Dziękuję. :smiley:

*

A tak poważnie, to przedłużymy sobie tę edycję do końca lipca - może (o, naiwności!) ktoś już zaczął pisać i nie zdążył? A może coś się komuś w czasie wakacji przydarzy ciekawego i będzie chciał to opisać? Albo komuś nie przydarzy się nic i w ramach walki z nudą będzie miał ochotę popuścić wodze fantazji?

Przypominam tylko, że tematem są wakacje albo szkoła.

Powodzenia!

I teraz już naprawdę dziękuję. :smiley:

Gruba ryba2piorunów

@George_Stark

Temat mi jakoś nie siadł... Chociaż jak teraz o tym myślę, to może napisałbym coś w stylu „Ciała” Kinga?

Pokaż więcej komentarzy (3)

Gruba ryba

w Kawiarnia "Za Firewallem"

8piorunów

Nie prowokował, a sprowokował:

*

Anetka II

W piekle coraz częściej słychać głosy wściekłe:

– Kto tu, do cholery, zarządza tym ciepłem?!

Ja wszystko rozumiem: wiecznej kary miejsce,

ale z ciepła zdechnąć, kiedy raz już zdechłem?

A Anetka w górze, na swoim tarasie

pilnie nadzoruje temeraturografię

i choć sam Belzebub nawet już się wścieka,

ani drgnie jej brewka (czy inna powieka).

Żadnego urlopu i żadnych wagarów,

żadnego wolnego, ani tych dni paru –

ciągle przy robocie! Niczym stachanowiec!

I przy tej robocie tak powtarza sobie:

– Choćbyście pocałowali nawet mnie w siusiaka,

dalej będę grzała! Taki w końcu nakaz.

*

#nasonety

#zafirewallem

Gruba ryba

w Kawiarnia "Za Firewallem"

7piorunów

Specjalnie dla kolegi @bojowonastawionaowca. Nie zapytał wprost, ale przecież na pewno chciał.

*

Anetka

Ja bym chciała zmienić miejsce!

Ja tam lubię siedzieć w cieple!

Ja tu osiem godzin jestem,

i ja marznąć więcej nie chcę!

Jeszcze przeziębienie złapię!

Gardło mam wrażliwe takie,

że na abonament LEK-AM

zamiast Multisporta czekam!

A w ogóle, panie Jasiu,

choć ten wentylator skasuj!

Już zatoki czuję w głowie,

mam tak delikatne zdrowie!

Już mnie chyba łapie katar!

Na L4! – nie ma bata!

*

#nasonety

#zafirewallem

Gruba ryba

w Kawiarnia "Za Firewallem"

8piorunów

Prawie jak Dante

Zapraszam państwa na _tournée_ po piekle!

Kotłów przed państwem zdejmiemy dekle,

niejeden państwo poznacie sekret,

i przekonacie się, co to za miejsce.

Mamy ostatnio tu niezły zapieprz –

przychodzą, rzec można, całe parafie!

Jeden za drugim, tynkarz czy lekarz –

cali są w grzechach! Lecz nie narzekam,

ale nie przypisuję też sobie zasług,

ja kuszę tylko od czasu do czasu,

głównie zaś swoją robotę robię –

za przewodnika. I za księgowę.

Słucham? Nie, nie da się płacić w ratach.

Rachunek przyjdzie, później zapłata.

*

#nasonety

#zafirewallem

Pokaż więcej komentarzy (10)

Gruba ryba

w Książki

18piorunów

1025 + 1 = 1026

Tytuł: Ciemność płonie

Autor: Jakub Ćwiek

Kategoria: literatura piękna

Ocena: 6/10

#bookmeter

*

> _Literat w myślach dziękował Bogu za tę znieczulicę. Nie potrzebowali bowiem samarytan… tylko spokoju._

Jeśli ktoś przed lekturą opowiedziałby mi dość dokładnie o czym jest ta książka, to chyba bym się za nią nie zabrał. Kiedy teraz o niej myślę, to wydaje mi się, że wszystko, co jest w niej zawarte w warstwie fabularnej i światotwórczej wręczy krzyczy do mnie: „Nie czytaj tego!” No bo jak inaczej można zareagować na opowieść o opowieści, która opowiada o tym, że na świecie panoszy się płonąca Ciemność, a jednym azylem, jaki ta Ciemność zostawiła Wybranym jest katowicki dworzec? Już same te słowa, „Ciemność” i „Wybrani” (pisane oczywiście wielką literą, jak "Własna Legenda" u pana Coelho) no, nie ma co ukrywać, według mnie raczej nie wróżą niczego dobrego. Można dodać do tego jeszcze kilka rzeczy, na przykład moją ulubioną metodę budowania napięcia poprzez… użycie wielokropka. No zapowiadałoby się źle, ale się nie zapowiedziało, więc przeczytałem. I, o dziwo, całkiem mi się podobało.

Może to taki czas, że potrzebowałem czegoś lżejszego, bo po _Ciemność płonie_ sięgnąłem odłożywszy po kilkunastu stronach inne, poważniejsze jednak rzeczy? Może potrzebowałem takiej lekkiej opowieści, przy której nie trzeba zbyt wiele myśleć, nie trzeba niczego przeżywać, a można po prostu poznawać dalszy ciąg dość w sumie interesującej historii? W każdym razie bawiłem się przy tej książce nieźle, choć za dwa tygodnie pewnie o niej zapomnę. Póki jednak pamiętam, muszę oddać panu Ćwiekowi sprawiedliwość, że jeśli chodzi o pisanie książek rozrywkowych, to naprawdę nieźle mu to wychodzi, przynajmniej w przypadku tej pozycji. I może właśnie to sprawiło, że ta książka całkiem mi się podobała? To, że ona nawet nie próbowała udawać, że jest czymś więcej niż tylko bardzo dobrą lekturą rozrywkową? Takie lektury przecież też są bardzo potrzebne, a napisać takie pierdoły w sposób interesujący (i bardzo obrazowy), to też przecież duża sztuka.

Twórca0piorunów

tego dworca z ilustracji już nie ma

Pokaż więcej komentarzy (2)

Gruba ryba

w Kawiarnia "Za Firewallem"

10piorunów

Mówią, że w literaturze dobrze jest budować sytuację narracyjną na zasadzie kontrastu. No a na północy Szkocji podobno mają czyste powietrze:

*

Nessie po Brexicie

Te stalaktyty w jaskini naciekłe

są jak kły bestii, bestii oślepłej,

oślepłej przez toksyczne powietrze,

które zastała ta bestia w mieście.

W oczy ją szczypie i w gardło drapie,

dym w mieście, które ukochał papież,

które wydało wielkiego człowieka,

o którym to dym przekazał przekaz.

A dym w powietrzu pH ma kwasu,

dymu stężenie wzrosło w trójnasób

w ostatnim czasie w mieście Krakowie

i ledwo co może wytrzymać to człowiek,

a co dopiero bestia z wielkiego świata,

co zwykła kiedyś nad Loch Ness latać.

*

#nasonety

#zafirewallem

Gruba ryba

w Kawiarnia "Za Firewallem"

7piorunów

Dzień dobry.

Jest wtorek, a właściwie jest już wtorkowe popołudnie, czyli jest już dość późno na to, żeby rozpocząć kolejną CXXXI edycję zabawy [#nasonety](/tag/nasonety) w kawiarni [#zafirewallem](/tag/zafirewallem). Nie opóźniając więc sprawy jeszcze bardziej poprzez silenie się na jakieś pseudoelokwencyjne popisy, od razu przedstawiam Państwu tekst:

*

Anna Piwkowska

Sonet psa o imieniu Wtorek

Gdzie jest słońce co rano gryzło mnie w nos wściekłe?

Gdzie pchła, która się karmi moim własnym ciepłem?

Gdzie ta chwila gdy byłem? Teraz tylko jestem!

Gubię się w was, umieram, wszystkie czasy przeszłe.

Moja jest teraźniejszość. Władam nią gdy w łapie

utkwi kolec. Gdy swędzi, to żyję, bo drapię.

A kiedy głód odczuwam, złoszczę się i szczekam,

a czas przyszły rozumiem, gdy na miskę czekam.

O zawiłości mowy, filozofii, czasów,

jak pięknie pachnie trawa, sarna wyszła z lasu,

gonię ją, z nosem w chmurach pewnie jej nie złowię


I nie myślę o sobie, jako o osobie.

Wolę gryźć gorzki patyk, mieć w tym burym brata,

co jak ja jest psem tylko i dzieckiem wszechświata.

*

To tyle. Dobrej zabawy!

Ale zaraz! Zaraz, Jureczku! A terminy? A zasady? A no powinny być jakieś, ale za ocenianie, zamykanie, wyłanianie i inne tego typu rzeczy odpowiada w tym tygodniu kolega @fonfi, to niech on się o to wszystko martwi. Sam tak chciał. 😉

Fanatyk2piorunów

To ja od siebie dodam, że zasad tym razem nie ma - pełna dowolność. A bawimy się do niedzieli (05.07.2026), kiedy to w godzinach popołudniowo-wieczornych sklecę podsumowanie. A zwycięzcę jakoś tam wylosujemy 😉

Pokaż więcej komentarzy (3)

Gruba ryba

w Kawiarnia "Za Firewallem"

12piorunów

Cholernie gorąco, aż poci się d⁎⁎a,

lecz zamiast narzekać na nieznośny upał

czy też zamiast biadać, że planeta płonie

lepiej usiąść w cieniu i napisać sonet.

A że tak wynika z praw fizyki treści,

że z temperaturą się objętość zwiększa

sonet się nie zmieścił

w przepisowych wersach.

*

Szesnastowersowy sonet o liczeniu

Taką miał przypadłość – wszystko chciał rachować.

Zaczął od wartości banknotów i monet,

później ziarnka piasku, na pastwiskach konie –

to nerwica natręctw, tyle że liczbowa.

Tak bardzo cyfrowa była jego głowa!

Liczby naturalne, chociaż nieskończone

już nie wystarczały, dodał urojone –

nic więc w tym dziwnego, że w końcu zwariował.

W mieście do liczenia nie miał już niczego,

porachował wszystko, lecz było mu mało:

– Liczyć, jeszcze liczyć! – ciągle mu się chciało,

poszedł więc na plażę Morza Bałtyckiego.

Za liczenie wody zabrał się tam śmiało

liczył przez dni dziesięć, wciąż się nie zgadzało!

Od nowa zaczynał, mylił się i złościł –

nie umiał odróżnić liczby od ilości.

*

#nasonety

#zafirewallem

Gruba ryba

w Kawiarnia "Za Firewallem"

9piorunów

Się Jerzy postarał –

wytwór o komarach:

*

Elegia wędkarska

Od komarów, Panie, zechciej mnie zachować.

Już mnie pokąsały, nawet wewnątrz dłonie!

To początek lata – tak odległy koniec,

czy gdzie indziej by nie mogły trochę pożerować?

Bo wiesz przecież, Panie, tak lubię wędkować,

tak lubię w sobotę z oczu zniknąć żonie,

wszystko lubię łowić – płotki i okonie,

a raz to złowiłem nawet i węgorza.

Spojrzyj więc łaskawie na sługę swojego,

spraw by tam, nad rzeką, DEETem zapachniało…

Lecz Pan nie wysłuchał głosu pobożnego –

całą noc mnie milion komarów kąsało,

tyle właśnie wyszło z mojej pobożności:

byłem z krwi i kości, teraz tylko z kości.

*

#nasonety

#zafirewallem

Gruba ryba

w Kawiarnia "Za Firewallem"

9piorunów

Tematem miał być epikureizm, a jest, przynajmniej w jakiejś części, stoicyzm. Ale cieszyłem się, kiedy ten wytwór pisałem, więc ja bym go uznał.

*

Śmierć sowy

Z swej sowiej mądrości słynie w świecie sowa,

a kontrargumenty? – zupełnie chybione!

Są dowody na tę mądrość, licznie zgromadzone –

spisał je pan Milne, Brzechwa je notował.

Cóż myślała jednak mądra sowia głowa,

to głupota była czy słabości moment,

że sowiego życia nagły nastał koniec,

gdy wleciała tylko sowa do Krakowa?

Ale tak po prawdzie, co jest w tym głupiego,

że się pełną piersią oddychać zachciało

sowie, po odbyciu lotu cholernie długiego,

lotu tak długiego, że ją zasapało?

I tak biedna sowa, znana z swej mądrości

umarła w Krakowie w wyniku duszności.

*

#nasonety

#zafirewallem

Gruba ryba

w Książki

20piorunów

993 + 1 = 994

Tytuł: Królestwo

Autor: Szczepan Twardoch

Kategoria: literatura piękna

Ocena: 8/10

*

– _Spitfire to jest jednoosobowy myśliwiec – powiedział głucho._

Pierwszą i najwyraźniejszą myślą, jaka przyszła mi do głowy po drugiej lekturze _Królestwa_ pana Twardocha było to, że autor (a bardzo jego twórczość sobie cenię i czytałem sporo) napisał przecież (choć kilka lat po _Królestwie)_ taką książkę, świetną zresztą, pod tytułem _Powiedzmy, że Piontek_, która była pewnego rodzaju eksperymentem literackim, a wzięła się ponoć (jeśli nie tylko dobrze zapamiętałem, ale i prawidłowo zrozumiałem, co pan Twardoch mówił w wywiadach) z pomysłu, żeby tego samego bohatera umieścić w różnych okolicznościach i zobaczyć co z tego wyjdzie. Tyle że, tak mi się wydaje, pan |Twardoch coś takiego już wcześniej zrobił (choć może z mniejszym rozmachem), a takim bohaterem był właśnie Jakub Szapiro. Przecież Jakub Szapiro, który w _Królu_ razem z Kumem Kaplicą trząsł w roku 1937 częścią Warszawy, to ten sam Jakub Szapiro, który w roku 1939 trafił do 21 Pułku Piechoty „Dzieci Warszawy”. Bohater więc ten sam, ale nie taki sam, bo okoliczności inne. Nie wspominając już o tym, co z Jakubem Szapiro stało się później.

Ale _Królestwo_ to książka mniej o Jakubie Szapirze niż _Król_. _Królestwo_ to książka właśnie o królestwie, którego królem miał być Jakub Szapiro i nawet był, tyle że niedługo, przez dwadzieścia trzy miesiące zaledwie, bo później przyszedł Führer (choć nieosobiście) i królowanie się skończyło, bo inne rządy się zaczęły.

Niesamowicie podobały mi się w tej książce dwie rzeczy – po pierwsze znów nieoczywisty wybór narratora (narratorów), choć wybór zupełnie inny niż w _Królu_, tam chyba jednak był lepszy, po drugie te „poboczne” opowieści, szczególnie historie Jorga Konopki i Mirona Maslanczuka, zresztą ja zawsze jestem pod wrażeniem tego, jak szerokie jest spojrzenie na to samo nie tylko w różnych książkach autora, ale nawet w obrębie jednej.

_Królestwo_ jest zupełnie inne niż _Król_, napisane jest zupełnie inaczej. Nie ma w nim aż tak porywającej fabuły, w zasadzie główna linia fabularna to tylko kilka wydarzeń, a większość tego, co w tej książce ważne, dzieje się jakby obok tej fabuły. Choć niezmiernie urzeka mnie to, jak ta książka napisana jest w kwestiach językowych, choć są w niej elementy, które mnie zachwycają literacko, jak choćby powracające jak refren twierdzenie o nieistnieniu Boga, choć wreszcie immersyjność tej książki jest, mimo tego, że przeczytałem ją przecież osobiście, dla mnie wręcz niewiarygodna, to jednak tym razem to _Król_ podobał mi się dużo bardziej niż _Królestwo_, a za pierwszym razem było zupełnie odwrotnie. Z czego to wynika – nie mam pojęcia, tak po prostu było. Może nie ma w tym żadnego sensu?

Lider1piorunów

@George_Stark bardzo podobnie je oceniłem, może czas zrobić reread :)

Gruba ryba

w Kawiarnia "Za Firewallem"

13piorunów

Ojej, ojej, moja kolej!

Rymy: rymy - kolej - bymy - olej

Temat: kolega z piaskownicy

Proszę się bawić wyśmienicie!

#naczteryrymy

#zafirewallem

Gruba ryba6piorunów

Postarane na 30%

Klepię byle jakie rymy

rzadko kiedy moja kolej

i co to za słowo bymy?

głupotą pić gorący olej

Lider6piorunów

I bądź tu mądry, my

nie byli. Gdy nadeszła nasza kolej,

to wszystko by żarliby my –

nawet piach i z kujaw olej.

Pokaż więcej komentarzy (5)

Gruba ryba

w Kawiarnia "Za Firewallem"

8piorunów

Dziś nie zmarnowałem dnia na myśleniu o pierdołach. Dziś zmarnowałem dzień na zachwycaniu się piosenką.

*

Umarł król

Miarowy stukot się młotka odzywa,

a choćbym próbował oczy odrywać,

to jednak patrzę na to jak biją.

Bo lubię patrzeć na mękę. Czyjąś.

Krew z przebitego nadgarstka spływa

tego, co sam się królem nazywał,

który doczekał na głowie korony

z cierniowych gałązek z sobą splecionych.

Na cóż ci było ze światem walczyć?

Gdzie królu stolec jest twój monarszy?

A mnie, gdy patrzę, przychodzi do głowy:

cóż, że król umarł? Znów przyjdzie nowy.

*

#nasonety

#zafirewallem

Gruba ryba

w Kawiarnia "Za Firewallem"

6piorunów

Jeśliby mnie ktoś zapytał dlaczego dzisiaj nie zrobiłem niczego pożytecznego

Popatrz!

zakwitły na wiśniach wiśnie

i gruszki na gruszach w sadach.

Mnie zaś pytanie na usta się ciśnie:

kto nazwy im ponadawał?

Dlaczego wiśnia na wiśni,

a gruszka jednak na gruszy? –

może odpowiedź jakąś wymyślisz,

jeśli byś głową chciał ruszyć?

Myślałem o tym od rana

i wyczerpany się czuję –

a sprawa nierozwiązana!

Ja jednak chyba spasuję,

bo skacze ciśnienie w aorcie

i miesza już mi się w łbie –

dzień bez wisienki na torcie,

za to z gruszkami na wierzbie.

*

#wolnewiersze

#zafirewallem