Wpis użytkownika cyberpunkowy_neuromantyk w Hydepark
cyberpunkowy_neuromantykGruba ryba
20piorunówCzy warto uświadamiać ludzi o ich ignorancji?
Lata temu, gdy miałem sporo wolnego czasu, udzielałem się na różnych facebookowych grupkach związanych z Wattpadem. Gdyby ktoś nie wiedział, Wattpad był kiedyś świetną platformą dla początkujących autorów opowiadań czy powieści. Obecnie to cień samego siebie, ale nie o tym chciałem napisać.
Wtedy z grupką znajomych prowadziliśmy „krucjatę” przeciw osobom używającym słowa „książka” w odniesieniu do własnej, niewydanej jeszcze twórczości. No bo wiecie, #ksiazki to skończony, fizyczny produkt, opublikowany przez wydawnictwo, a nie amatorski tekst wrzucony do sieci.
Reakcje osób, którym zwróciło się uwagę, były oczywiste: „nikt nie będzie mi mówił, jak mam mówić” i podobne temu zacietrzewienie się w ignorancji, czyli zero refleksji i chęci poznania.
Z czasem odpuściłem, bo nie widziałem efektów, a i było to nieszkodliwe społecznie. Jednak do dzisiaj często łapię się na tym, że jeśli widzę kogoś w błędzie, to zniechęcam się do poinformowania go o tym, ponieważ bardzo mało osób jest otwartych na wiedzę, a mnie nie zależy na spędzaniu czasu na dyskusjach szybko przeradzających się w kłótnie.
Chociażby dzisiaj zobaczyłem komentarz, który zresztą stał się punktem zapalnym do napisania tego wpisu, w którym chłop porównał super duper pudełkowe, polskie wydanie „Wiedźmina 3” z tym, co zaoferował Rockstar w przypadku „GTA 6”, wskazując jeszcze na różnicę cenową (250 złotych vs 400 złotych).
Pominął przy tym kilka ważnych faktów, jak ten, że te #gry dzieli ponad dekada, więc i ceny się zmieniły przez ten czas, oraz że tak bogate wydania, jakie oferował CD Projekt, to wyjątki od reguły panującej na Zachodzie, czyli pudełka z płytą i co najwyżej instrukcją w formie broszury. CD Projekt w ten sposób chciał zachęcić polskich graczy do kupowania, oferując im różne fizyczne dodatki, których nie dostaliby w przypadku spiracenia gry.
I znowu, nie jest to jakoś bardzo szkodliwe społecznie, więc można by machnąć na to ręką. Ale jakoś źle mi z tym, że ktoś z pełnym przekonaniem wypisuje bzdury, z któryś ktoś inny mógłby czerpać informacje, nawet jeśli to są mało znaczące sprawy. A co dopiero w przypadku poważniejszych.
Tylko czy warto, skoro ludzie lubią dzielić się na zwalczające się obozy i zamykać w swoich bańkach?
Komentarze (14)
@cyberpunkowy_neuromantyk jest jeszcze kwestia autorytetu, czyli mozesz miec racje, ale oponent i tak bedzie mial w to wyjebane, bo nie jestes wystarczajaco popularny/lubiany/szanowany albo nie jestes uznanym autorytetem pokroju Miodka. Ponadto sa jeszcze przypadki, ze nawet jak uznany autorytet podziela Twoja opinie to oponent i tak bedzie mial wyjebane bo jest pierdolona ameba umyslowa i szkoda dla niego powietrza
@cyberpunkowy_neuromantyk czyli jak ktoś wyda ebook to nie jest tró książka, bo nie ma fizycznego produktu?
@szatkus-7 a to nie jest kwestia tego, że ktoś cię wgl wydał? Bo to jednak taki lvl wyżej niż wrzucenie fanfika na stronę.
Są ludzie, którzy twierdzą, że e-booki nie są prawdziwymi książkami.
@szatkus-7 w sumie to jest eksiążka 😛
@cyberpunkowy_neuromantyk Niestety to kwestia popularyzacji internetu..
Nie chcę w żaden sposób nikomu umniejszać, ale w początkach polskiego internetu niewielu miało możliwość by z niego korzystać, sam komputer był raczej dla ludzi zamożnych i inteligentnych - trzeba było umieć go obsłużyć i poruszać się w internecie (jak nam w kafejce podłączyli - bo na początku też była tylko 'offline' do LANówek) to w wieku kilku lat, zamiast na granie poszedłem pierwszy raz 'na internet' i.... Nie miałem tam co robić, nie znałem adresów stron, wyszukiwarki raczkowały - straciłem ten czas na niczym - następnym razem poszedłem lepiej przygotowany - spisałem sobie adresy z produktów znalezionych w domu typu kosmetyki xD
Potem nastały IRCe, fora dyskusyjne czy czaty - które dalej były raczej ekskluzywne, trzeba było umieć je obsłużyć, każdy świeżak znał NETYKIETĘ (kto jeszcze o tym pamięta dziś?). Problem zaczął się pojawiać gdy internet się rozprzestrzenił, co drugi dzieciak w szkole miał komputer z internetem, zaczęło się przenoszenie zachowań z domu i podwórka do sieci. Jednak apogeum przyszło z rozprzestrzenieniem internetu mobilnego - teraz każda bezrobotna przysłowiowa Karyna ma prawo głosu w internecie i zabiera go tak jak we własnym środowisku - wrzeszcząc i kłócąc się nawet jak nie ma racji ¯\\_(ツ)_/¯
A to, że takie osobniki mają z reguły najwięcej czasu i najmniej autorefleksji - toteż takie reakcje najczęściej widujemy.
Ja kiedyś dyskutowałem w komentarzach, teraz to strata czasu, jedynie na naprawdę małych grupkach regionalnych czy tematycznych, które są niepubliczne i gdzie w sumie znam ludzi czasem się udzielam.
Jak to mówią - przed internetem tylko rodzina wiedziała żeś debil.
@cyberpunkowy_neuromantyk Zależy. Przypadek Wiedźmin vs GTA to byłaby po prostu normalna dyskusja i ja bym się nie hamował z dołączeniem do niej ze swoimi mądrościami.
Natomiast gdy przypieprzanie się w kółko o to samo staje się częścią Twojego wizerunku, to wywołujesz naturalne reakcje obronne i ludzie zaczynają cię traktować jak przemądrzałego buca, który posiadł szczątkową wiedzę na jakiś jeden mały temat i teraz poucza innych. Nawet jeśli robisz to kulturalnie, a nie metodą "homonto, nieuku".
@Shagwest Zależy kto patrzy - ja, czy inni 😉
@Fly_agaric Cóż, ale wtedy to Twój problem, nie innych.
> Natomiast gdy przypieprzanie się w kółko o to samo staje się częścią Twojego
Asperger, sorry - dziś to już spektrum autyzmy, ADHD, itp i zachowujesz się tak sam z siebie i nie kontrolujesz tego, bo od innych też oczekujesz dokładności i logiki.
@cyberpunkowy_neuromantyk Fajna "rozkmina". I niestety też jestem na etapie rezygnacji.
Najświeższe - dziś widziałem określenie "oboje" na dwóch mężczyzn i tylko przez chwilę chciałem zachować się jak Paliwoda.
Coś nas rozbiło na pojedyncze wyspy, gdzie każda uważa że ma pełne prawo wygadywać swoje zdanie w bezrefleksyjny sposób. I każda jest święcie przekonana że ma rację.
A w kolejnym kroku najwyżej się dowiesz że teraz każdy ma rację, bo wszystko jest relatywizowane.
Postmodernizm?
Skupiłes się na gwałcie na języku polskim i paliwodzich grzeszkach. I zgadzam się co do obrażania, kształtowania kultury.
Tylko że ja widzę relatywizowanie, czyli postmodernizm, w zbyt wielu aspektach życia.
> Postmodernizm?
Niee- zwykłe zmęczenie materiału. Kiedy coś takiego się zdarza od wielkiego dzwonu, rzucisz tekstem i tyle, to... tyle. Po prostu zauważyłeś błąd i na to zwróciłeś uwagę. Nie ma tu żadnego drugiego dna, które trzeba drążyć. Problem pojawia się wtedy, kiedy tak jak zauważył @Shagwest staje się to częścią ciebie i jesteś kojarzony tylko z tego. Tak jak na przykład wyklopowy as Paliwoda, chociaż jak się stamtąd zwijałem, to takich młotków było tam kilka, który nie dość, że się przypieprza do każdego jakby od tego jego życie zależało, to jeszcze ich wyzywa od durniów i imbecyli, tak jakby mu ktoś matkę obraził. Nie wiem, czy on myśli, że ktoś go przez to na poważnie weźmie, czy stwierdzi, że tak mu to wjechało na ambicję, że sam się poprawi... no sorry, nie. Jak jest się bucem, to jest się bucem, cała reszta to tylko szukanie wymówki.
To jest internet. On ma swoją kulturę, swoje niuanse i swój sposób bycia, formował się sam, na swoich własnych zasadach, które tworzyli ludzie siedzący w nim od początku. Ludzie- jakby nie patrzeć- techniczni, nie hujmaniści. W oderwaniu od tych wszystkich leśnych dziadków z jakichś rad języka takiego i srakiego, czy innych ortofilów-ewangelistów, którzy uważają, że kropka na końcu zdania jest ważniejsza, jak jego przekaz. Przez to komunikacja w internecie ukształtowała się tak, żeby być wygodną dla ludzi z niego korzystających, a nie "wpisywać się w ramy" i "spełniać oczekiwania" jakiejś niezwiązanej grupy, która możliwe, że nigdy nawet z niego nie skorzysta.
Najprostsze przykłady- czemu w sporej części tego co ludzie piszą w internecie, jakichś postów, komentarzy i tak dalej nie ma znaków interpunkcyjnych? Skąd się to wzięło? Ano proste, choć nieoczywiste- bo komunikatory :grinning: Od czasów IRCów, przez GG, aż teraz po Messengery i WhatsAppy panuje prosta zasada- wiadomości mają być krótkie i szybkie do przeczytania jak z kimś gadasz w miarę "na żywo", bo przeczytanie 50 wiadomości po jednej linijce jest szybsze, niż przeczytanie jednej 50-linijkowej wiadomości w stylu Pana Tadeusza. Gdzie w takim razie jest granica między kolejnymi wiadomościami-linijkami? Zgadłeś- tam, gdzie normalnie jest przecinek, albo kropka w klasycznym zdaniu. Proste do ogarnięcia, oczywiste dla kogokolwiek, kto spędził godzinę w internecie i zaskakująco wygodne, bo zostało to zapoczątkowane właśnie przez ludzi, którzy w tym siedzieli i szukali sposobu, jak sobie przyspieszyć i ułatwić komunikację w totalnie nowym medium, a nie powielać przestarzałe, niedziałające i niewygodne konwenanse. A jak się to przyjęło w komunikatorach, to naturalnie zaadaptowało się to też na fora, komentarze i posty. Podobnie było z emotikonami- przecież takie coś jak "xD" czy inne ":D" nie istniało.
@Stary Akurat o język to warto walczyć, tylko że ten też stara się być bardziej inkluzywny i nigdy nie wiemy, czy to jeszcze granice unowocześniania języka, czy już polityczna poprawność. Bez kwerendy w google, albo pytania do Bralczyka, też się w niepewnych sprawach nie odzywam...