Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

Jeav - Ku przestrodze - Chapter 4: Freefall

Debiutant

w Sci-Fi

3piorunów

## Chapter 4: Freefall

Kiedy możesz mieć i robić wszystko, imprezy bywają naprawdę POPIEPSZONE.

Ogranicza nas tylko wyobraźnia.

Musk robił to już przed rewolucją, wylewając rzeki pieniędzy w odpowiednich ludzi i zawsze dostawał, co tylko chciał. Teraz jest ciut łatwiej.

Winda miękko zatrzymała się na najwyższym piętrze, a Jeava owiał nowoczesny, ekologicznie schłodzony wiatr.

Rob już na niego czekał. Ale to, co się zza niego wyłaniało, sprawiło, że Jeav zatrzymał się w drzwiach windy.

— Na Bulbazaura i Matkę Teresę, co to k⁎⁎wa jest? — zaklął szpetnie, niepewnie ruszając w stronę Roba.

— Fajny, co nie? Mustang z 1967 pośród fur, Rolex pośród smartwatchy, brzęczący talerz pośród dzisiejszych gównosiłowni z gumy! — poetycko porównywał Rob jednym tchem.

Tuż za nim błyszczał się dron. Tylko że taki na sterydach, dla koni, co startują w zawodach, ścigając się z jednorożcami. A wszyscy wiedzą, że jednorożce mają nieuczciwą przewagę aerodynamiczną…

Wracając. Jeav otrząsnął się z zamyślenia.

Stał przed nim Volkswagen ogórek, ale ze śmigłami, ledami i całym innym badziewiem umożliwiającym latanie.

— Przecież tego starocia nie wpuszczą do centrum — zaczął Jeav, kopiąc w nibyoponę (wieś z człowieka…).

— Mam plan! — krzyknął z podejrzanie dużym entuzjazmem Rob.

It was at this moment… Jeav przewrócił oczami i nawet nie spróbował polemizować, a powinien.

— Ostatnio jak miałeś plan, to przybrzeżny dron patrolujący musiał nas holować, bo zabrakło energii. Dobrze, że Jack wiedział, jak wysadzić baterię.

— Oj tam, to była część planu. Tylko C. Wsiadaj, nie marudź — odparł nakręcony jak zawsze Rob.

W środku oczywiście nie było ani pilota, ani nawet kierownicy, bo pojazd w ogóle nie zostałby dopuszczony do ruchu. Drony, helikoptery i wszystkie inne załogowce wytwarzają niewspółmierny do masy podmuch. Dawno już zostały zakazane do użytku w miastach.

Jeav nie wiedział, jak Rob chce się tam dostać, a więc nastawiał się na najgorsze.

W pojeździe było sześć miejsc i dwie kanapy skierowane do środka. Wolnych miejsc było jednak tylko cztery. Po każdej stronie siedziała piękna androidka Roba i zdecydowanie nie były tam, żeby chronić i pilnować.

Jeav zobaczył, jak dach jego wieżowca oddala się w dole. Pomimo leciwej konstrukcji drona, komfort w kabinie prawie niczym nie ustępował współczesnym kapsułom.

— Co robimy? — zapytał Jeav, chociaż sam nie wiedział, czy chce znać odpowiedź. Dron w tym czasie, zamiast lecieć prosto do miasta po najbardziej optymalnej trasie, nie przestawał się wznosić.

— Przecież samoloty mogą latać nad miastami, tak? — zapytał dumny z siebie Rob.

— Tak, na 10 000 metrów. Przecież ten szmelc zamarznie, zanim wejdzie na taki pułap, i to z nami w środku — Jeav już przestał czuć działanie jakiegokolwiek rozluźniacza.

— Spokoojnie. Podrasowałem go. Wyluzuj, wybierz coś z menu i enjoy the flight.

Jeav pokręcił głową, ale posłusznie poprosił androidkę o trochę rozkoszy na początek. Kobieta ze spokojnym uśmiechem zbliżyła się do niego i zrobiła wlew.

Coś jednak było nie tak. Jeav zdążył jedynie pomyśleć, że więcej nic nie bierze na polecenie Roba.

— Skaczemy! — Jeava obudził krzyk przyjaciela.

— Co?! — przytomność odzyskał zaskakująco szybko. Pewnie kolejny kokowlew, specjalność Roba.

Z podłogi wiało zimne powietrze.

— What the fuck?! — krzyknął Jeav i aż złapał się zagłówka.

W tym samym momencie zauważył, że poza pasami ma na sobie również spadochron.

— Wracając do planu — krzyczał Rob, wesoło machając sobie nogami przez właz w podłodze.

— Zapomniałem wspomnieć, że dron zejdzie tu tylko na 4000 metrów. Poniżej przejęłaby go kopuła. A więc resztę musimy pokonać na piechotę, tak jakby… — Rob sam zaśmiał się ze swojego żartu.

— Ciebie do końca poje… — ale przyjaciel już zniknął w ciemności.

— No debil — pokręcił głową niby zły i przerażony, ale w głębi duszy podniecony nadchodzącą chwilą wolności w trakcie swobodnego spadania.

— Mam nadzieję, że chociaż spadochron wie, dokąd lecimy — pomyślał i przechylił się do przodu, wypadając z drona głową w dół, na spotkanie światłom miasta.

### Credits

Autor: Jeav
Więcej na https://jeav.pl

-fi

Komentarze (0)

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!