
Wpis użytkownika Asya w Hydepark
AsyaSum
88piorunówWiele osób pisze, jak trafiły do nich zwierzaki to i ja podzielę się historią :smiley:
Mój kociak trafił do mnie pod koniec zeszłego roku. To kot fundacyjny, który pojawił się w fundacji w jednym z najgorszych możliwych momentów - tuż przed świętami bożego narodzenia. Kitek chorował na panleukopenie (koci tyfus), bardzo zaraźliwie i wyniszczające organizm dziadostwo. Do tego na początku, w mieście, z którego pochodził, był źle leczony. Dopiero, jak trafił pod opiekę fundacji, zaczęło się jego prawidłowe leczenie. Nie mógł mieć kontaktu z innymi kotami, dlatego nie można go było zatrzymać w kocińcu. Nie mógł też trafić do żadnego domu, w którym były inne koty. A to dość mocno zawęziło grono wolontariuszy 😉 Tylko okres słaby, bo większość osób w rozjazdach.
Najpierw trafił na kilka dni do jednej wolontariuszki, a w drugi dzień świąt do mnie. Mój facet zgodził się na chwilowe przechowanie (Byłam z nim dogadana, że możemy wziąć kota, ale dopiero za kilka miesięcy). Kociak miał zostać u mnie do końca leczenia, na około 2 tygodnie.
Gdy do mnie trafił był w kiepskim stanie. Wychudzony, ledwo ciepły, prawie nie miał siły chodzić. Mimo to już pierwszej nocy wbił mi się do łóżka :smiley: Zaczął mieć też problemy z przełykaniem, bardzo się dławił i wymiotował. Apetyt miał, ale przyjmował tylko płynne jedzenie i trzeba było mu dawkować bardzo małymi porcjami, dosłownie dwa liźnięcia i chwila przerwy. Karmiony był co chwilę, ale przy ciągłym dławieniu się i wymiotowaniu tego co zjadł i tak cały czas był głody. Poza tym był bardzo radosnym i wyczillowanym kotem, z dużą chęcią do zabawy mimo braku sił. Chyba nie zdawał sobie nie zdawał sprawy, jak bardzo był chory 😉 Był też z niego tego okropny miziak, uwielbiał spędzać na kolanach męża 😉
Z każdym dniem z jedzeniem było co raz gorzej. W okresie świąteczno - sylwestrowym fundacji ciężko było umówić go do sensownego weterynarza, a kot był na tyle słaby, że wszyscy bali się robić inwazyjne zabiegi.
W końcu sytuacja stała się bardzo poważna, kitek już tak się dławił, że zaczynał pluć pianą i się dusić. Skończyło się na szybkim biegnięciu do weta z dyżurami 24 i ściąganiu na cito weterynarza (była 5 rano), który potrafił zrobić endoskopię. Na szczęście zabieg się udał, kitek został jeszcze w szpitaliku na obserwacji na kolejny dzień. Jeden dzień wystarczył, żeby stał się ulubieniem wszystkich pielęgniarek 😉
Po szpitaliku wrócił do mnie i zaczęła się przemiana :smiley: Z dnia na dzień zaczął normalnie jeść i nabierać sił. Antybiotyki cały czas przyjmował, więc czas leczenia trochę się wydłużył. Wydłużył się tez czas pobytu u nas w domu. Kitek był i co raz bardziej kupował nasze serducha. No dobra, moje kupił od razu, ale mąż udawał twardego.
W końcu kot był już na tyle silny, że można mu było szukać nowy dom. I tu pojawiło się kluczowe pytanie - czy szukamy innego domu tymczasowego, żeby go jak naszybciej oddać, czy kot może zostać dłużej i szukamy domu stałego. Mój facet oczywiście, że szukać, ale też, że nie trzeba się z tym jakoś przesadnie spieszyć.
Po kolejnych dwóch tygodniach zapadła decyzja, że zostaje kiteł u nas;)
I w ten sposób Ori jest u nas już pół roku i jest takim małym cudakiem, że serce się rozpływa. Wszędzie go pełno, wszystko musi wiedzieć. Uwielbia przy mnie spać na krześle gdy pracuję. Obowiązkowo przyłazi na porcję miziania. Nieważne, że jestem zajęta lub mam spotkanie w pracy. Ładuje się na ręce, ma być miziany i kropka. Nie przepuści też żadnego wyjścia do kuchni, bycie wiecznie głodnym zostało mu do tej pory. Gamoń nauczył się też wymuszać wszystko miauczeniem patrząc perfidnie w oczy.
Po panleukopenii jest lekkim kiwaczkiem, ale to dodaje mu tylko uroku.
Komentarze (15)
@Asya skąd ja to znam... Co mu zrobili z tą endoskopią, miał guza w przełyku czy jak?
@Asya aha. Ja raz DT dla kocicy której wycięli guza wielkości sliwki. Oczywiście została na zawsze. 😛
@Opornik Ciężko powiedzieć co to było. W samym endo nic nie wykryli. Z tego z wet mówił, to było tyle piany, że niewiele było widać. Możliwe, że wystarczyło wsadzić rurkę i to wystarczyło, żeby go odetkać. Poza tym zdiagnozowali też zachłystowe zapalenie płuc i w tym samym czasie zaczął brać na to leki.
@Asya kitku! :smiling_face_with_3_hearts:
Super post, dzięki :) zainteresował mnie szczególnie, bo tli mi się w głowie zostanie domem tymczasowym dla kociaków
@krasti_kurosant polecam, chociaż może grozić zostaniem domem stałym 😉 Jeśli weźmiesz dwa maluchy to telewizja też przestanie być potrzeba :grinning:
@krasti_kurosant to bardzo ryzykowne :smiley:
To cudowne co zrobiliście dla tej małej bidy ♥️
fajna bestia
@Asya Piekny kotek i piękna historia. Mieliscie dużo szczęścia że Oriemu udało się zwalczyć chorobę. Panleukopenia to k⁎⁎wa, nienawidzę tej choroby, straciłam przez nia dwie młode koteczki. W fundacjach wymiata nieraz całe mioty kociąt. To choroba wirusowa więc antybiotyk jej nie zwalczy. Ja ze swoimi codziennie jeździłam na zastrzyki z surowicy. Ale dwóch maluchow i tak nie udalo sie uratować. Czytalam gdzies w necie posta kobitki z fundacji ktora często ma tymczasy że wypracowala protokół jak sie walczy z panleukopenia no i miedzy innymi jest o karmieniu tylko dożylnym bo ta choroba robi sieczkę z jelit.
Gratulacje że sie Wam udało, brawa dla kitku za wolę życia i że wyrósł na pięknego kocurka ❤️
@serotonin_enjoyer Dzięki ❤️ Antybiotyk miał, bo były powikłania po panleukopenii, m.in. załapał zachłystowe zapalenie płuc.
@Asya proszę pomiziać kiciputa od hejtowiczów
@ArmandoNumber5 wymiziany 😉
Tak wyglądał w pierwszych dniach u mnie