Hejto.pl
Motyw strony
Dodaj post

serotonin_enjoyerFenomen

Dołączył/a:

  • 311 wpisów
  • 1659 komentarzy
  • 12 obserwujących

Fenomen

w Hydepark

29piorunów

Tomeczki mam prośbę o poradę. Wiem że jeździcie wszyscy fajnymi nowymi samochodami ale może możecie doradzić jakiego używanego autka do max 15 tys. szukać. U nas w służbie jeszcze ciągle Audi 80 i stara corsa ale w opelku już zawieszenie ruda zjadła i chyba pójdzie na złom. Audica służy nam już ponad 10 lat i jeszcze zipie (oprócz plasitków w środku, które rozpadają się w rękach) ale ma tą wadę że nie ma klimy. Myśleliśmy o Dacii Duster ale to trzeba z 30 koła dać a my na razie mamy ważniejsze wydatki w domu a potrzebujemy czegoś do codziennej jazdy. My się i w audicy przemęczymy w te upały ale jazda z chorym zwierzakiem do weta w rozgrzanym piekarniku to nic fajnego. Widziałam że jakiś sąsiad z drugiej ulicy ma wystawionego przed płotem Forda C-max za 17 tys do negocjacji. Warto? Jak się takie autka sprawują? Mój małżonek się na tym nie zna i takie rzeczy najczęściej na mnie zwala. Doradzicie coś?
#motoryzacja #samochody

Gruba ryba4piorunów

@serotonin_enjoyer w tych pieniądzach to jeśli na stacji powiedzą, że przejdzie koljeny przegląd, jedzie do przodu i skręca a nawet hamuje to brac

Osobistość2piorunów

Zadnia kia, hyiundai i na pewno zaden diesel.

Corolla 1.6 benzyna, ale po dokladnym sprawdzeniu czy nie jest zezarta od spodu. Jak robisz wiecej niz 10kkm rocznie to gazuj te bestie i jezdzij az odpadna kola. Jak nie znajdziesz to

Citroen/peugeot do 2008 roku z silnikiem 1.8 lub 2.0 w manualu.

Fiat do 2010 roku.

Ewentualnie Opel.

Pokaż więcej komentarzy (38)

Fenomen

w Hydepark

4piorunów

Ktos chce linka do trzech miesiecy darmowego premium na spotify?
#spotify #rozdajo

Autorytet0piorunów

@serotonin_enjoyer A chętnie, poproszę :)

Autorytet0piorunów

@serotonin_enjoyer tak, pięknie dziękuję!

Autorytet1piorunów

@serotonin_enjoyer płacę w kotach

Pokaż więcej komentarzy (6)

Fenomen

w Książki

18piorunów

934 + 1 = 935

Tytuł: Exodus

Autor: Łukasz Orbitowski

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Sine Qua Non

Format: ebook

ISBN: 9788365836274

Liczba stron: 448

Ocena: 8/10

Główny bohater Janek, opuszcza w pośpiechu Polskę. Jego działania wydają się dziwne i chaotyczne więc czytelnik od razu wie, że coś jest na rzeczy. Że to nie zwykły wyjazd tylko ucieczka. Przed czym? Tego dowiadujemy się powili w miarę rozwoju książki ze wspomnień Janka oraz z krótkich przebitek, między rozdziałami, które opisują wydarzenie będące traumą, która skłoniła bohatera do takiego działania. Janek działa bez żadnych planów. Przemieszcza się tam gdzie rzuci go los, wiąże swoje życie z napotkanymi po drodze ludźmi, żeby za chwilę być gdzie indziej, dostosowywać się do nowych warunków, innego życia. A warunki te nie są łatwe, Jan nie stara ułatwić sobie życia a wręcz przeciwnie, wydaje się, że stara się ukarać siebie za coś powodowany żalem, wyrzutami sumienia. Śledzimy to jego masochistyczne życie na ucieczce, jednocześnie poznając historię jego małżeństwa, która jest do bólu "zwyczajna". Jego obecne życie jest natomiast dalekie od zwyczajności i normalności. Od Berlina poprzez obóz uchodźczy w Serbii, życie z bezdomnymi w półświatku Lublany, po Salaminę. Los styka go z równie nie "zwykłymi" ludźmi.

Książka przypominała mi trochę ze względu na treść "Informację zwrotną" Żulczyka. Co prawda tu bohater pamięta co się wydarzyło ale odsuwa od siebie te wspomnienia, stara się je zagłuszyć rzucaniem się w te trudne, niebezpieczne sytuacje, poddając się cierpieniu. Niby można dosyć szybko odgadnąć jakie wydarzenie było zapalnikiem tej całej historii ale trochę enigmatyczne było co właściwie wydarzyło się zaraz potem. I muszę powiedzieć że trochę mnie zakończenie zaskoczyło i sprawiło że główny bohater raczej nie wydał mi się dobrym człowiekiem. Nie rozumiem jego motywów totalnie.

Natomiast sama książka podobała mi się bardzo. W ogóle lubię prozę Orbitowskiego i ta pozycja też mi bardzo podeszła. Powieść oparta na dobrze rozegranym wątku psychologicznym ale z fajnym tłem socjologicznym, gdzie autor fajnie i prawdziwie przedstawia różne środowiska do których trafia jego bohater i dokłada tu niezły przegląd rożnych ludzkich osobowości.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Fenomen

w Książki

23piorunów

933 + 1 = 934

Tytuł: Góra pod morzem

Autor: Ray Nayler

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Mag

Format: ebook

ISBN: 9788368069181

Liczba stron: 352

Ocena: 8/10

Na archipelagu Con Dao zaczyna grasować jakiś potwór w związku z czym ludność z wyspy zostaje wysiedlona a wyspę wykupuje tajemnicza korporacja DIANIMA, która ma zamiar prowadzić tam badania. Okazuje się, że istnieje tam cywilizacja inteligentnych ośmiornic, które jak najwyraźniej mają swoją kulturę i język za pomocą którego się porozumiewają. Do badań nad nimi i próbą kontaktu zostaje oddelegowana biolożka morska Ha Nguyen, pierwsza świadoma sztuczna inteligencja w ciele androgynicznego androida Evrim oraz ochroniarka, która jest w stanie sterować całą armią dronów Altentsenseg. Ten wątek jest trochę filozoficzny - Evrim i Ha Nguyen starają się zrozumieć ośmiornicę, ich kulturę, język oraz nawiązać pierwszy kontakt. Poznajemy też trochę osobowość sztucznej inteligencji, to jak ona sama siebie postrzega.

Inne dwa wątki książki rozszerzają nam wgląd w świat przedstawiony. Wątek genialnego hakera Rustema, który został wynajęty przez organizację konkurencyjną do DIANIMY, żeby zhakować umysł Evrim, przybliża nam trochę tło geopolityczne książki. Z kolei drugi wątek, młodego chłopaka Eiko, którego marzeniem było zostać pracownikiem DIANIMY a w zamian za to zostła porwany i umieszczony na statku łowiącym ryby jako niewolnik, pokazuje zagrożenia jakim mogą być zautomatyzowane SI, które sterują procesami dla nielegalnych organizacji a ich jedynym celem jest maksymalizacja zysku.

Lektura bardzo mi podeszła. Przypominała mi trochę "Trylogię Ryfterów" Petera Wattsa.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Osobistość3piorunów

@serotonin_enjoyer mnie to nie porwało, takie bez serducha się wydawało i po prostu odhaczyło kilka aspektów współczesnej książki sci-fi.

Fenomen0piorunów

@Cerber108 mam taki problem z ocenianiem książek bo jedne sa takie że maja jakies ciekawe pomysly ale styl kiepski, nieraz styl az za kwiecisty, nieraz widac ogromna erudycję autora i jego ogromna wiedzę ale lekturę popycha sie z trudem i czytanie to troche droga przez mękę, nieraz swiat i postacie sa tak skonstruowane że książkę sie po prostu przeżywa sercem, flakami, wszystkim. I w sumie nie da sie jednej z druga porównać. Ta ksiazka to stanowczo nie byla lektura do wczuwania i przeżywania ale pewne pomysly wydaly mi sie ciekawe i świeże jak np. to w jaki sztuczna inteligencja zaczela zarządzać statkami z niewolnikami po stracie strażników. Dlatego ocenilam jak ocenilam ale nie jest to na przyklad lektura do ktorej chcialabym wrócić (w przeciwienstwie do "Trylogii Ryfterow")

Pokaż więcej komentarzy (3)

Fenomen

w Książki

18piorunów

932 + 1 = 933

Tytuł: Tysiąc jesieni Jacoba de Zoeta

Autor: David Mitchell

Kategoria: powieść historyczna

Wydawnictwo: Mag

Format: ebook

ISBN: 9788374803991

Liczba stron: 617

Ocena: 8/10

Akcja rozgrywa się w Japonii w 1799 roku na wyspie Deijma, będącej placówką Holenderskiej Kompanii Handlowej, która jako jedyna prowadzi interesy z Japonią, całkowicie zamkniętą na zachodnie wpływy. Na Dejimę przybywa główny bohater, którego celem jest wzbogacenie się aby po powrocie móc poślubić swoją ukochaną Annę. Ale na miejscu jego losy splotą się z losami Orito Aibagawy - japońskiej położnej uczącej się medycyny od holenderskiego doktora Marinusa, oraz tłumacza Uzaemona Ogawy. Wszystko to na tle upadku VOC i samej Holandii. Próbie przejęcia monopolu na handel z Japonią przez Wielką Brytanię.

Książka trochę nie podobna do innych tego autora, te które dotychczas przeczytałam miały w sobie duży pierwiastek fantastyki. Więc nie tego się spodziewałam ale książka i tak mi się podobała. Poznałam z niej trochę historii Japoni i Holandii, której nie znałam. Warstwa fabularna rozwijała się co prawda powoli ale też była ciekawa.

Wątek porwanej do klasztoru Orito trochę gotycki

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Fenomen

w Książki

19piorunów

931 + 1 = 932

Tytuł: Samotne kobiety

Autor: Victor LaValle

Kategoria: horror

Wydawnictwo: MAG

Format: ebook

ISBN: 9788367793896

Liczba stron: 240

Ocena: 7/10

Główna bohaterka to Adelaide Henry. Tuż przed początkiem książki miało miejsce jakieś wydarzenie na wskutek którego jej rodzice stracili życie. Adelaide stara się zatrzeć ślady po tym co zaszło i pakuje się żeby opuścić rodzinny dom. Przed wyjazdem podpala farmę. Zabiera ze sobą kufer który jak najwyraźniej zawiera coś żywego co ma związek ze śmiercią jej rodziców. Adelaide udaje się z Kaliforni do Montany gdzie rząd rozdaje ziemię kobietom, które są w stanie tą ziemią gospodarować. Zostaje osadniczką.

Dosyć klimatyczna książka łącząca w sobie elementu powieści obyczajowej, westernu i horroru z tajemnicą którą autor odkrywa powoli przed czytelnikiem. Jak w klasycznym westernie jest walka dobrych ze złymi. W trakcie książki okazuje się że tajemnica którą dźwiga Adelaide nie jest jedyną ani najgorszą. Miasteczko w pobliżu którego znajduje się farma Adelaide skrywa dużo gorsze sekrety. Tajemnica głównej bohaterki ratuje życie jej i jej przyjaciołom/przyjaciółkom.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Fenomen

w Książki

15piorunów

930 + 1 = 931

Tytuł: Śpiące królewny

Autor: Stephen King, Owen King

Kategoria: horror

Wydawnictwo: Prószyński i s-ka

Format: ebook

ISBN: 9788383913643

Liczba stron: 736

Ocena: 6/10

Miasteczko Dooling w Appalachach. Jak to zwykle bywa u Kinga najpierw poznajemy głównych bohaterów, panią szeryf, jej męża będącego psychiatrą w znajdującym się w mieście więzieniu dla kobiet, więźniarki, trochę mieszkańców miasteczka. W okolicy pojawia się dziwna kobieta nazywająca siebie Evie, która podejrzana jest o brutalne, wymagające nadludzkiej siły morderstwo. W tym samym czasie na całym świecie zaczyna rozwijać się dziwna epidemia dotykająca tylko kobiety. Epidemia ta okrąża cały świat w ciągu doby trafiając w końcu do Stanów Zjednoczonych a tym samym do Dooling. Dotknięte nią kobiety po zapadnięciu w sen zaczynają obrastać dziwną substancją tworzącą kokon wokół i ciał i nie budzą się już ze snu. Gdy ktokolwiek próbuje rozerwać kokon którym otoczona jest kobieta, śpiąca wpada w szał mordując osobę, która to robi. Kobiety bronią się więc przed zaśnięciem wszystkimi możliwymi sposobami tak długo jak tylko dają radę.

Tajemnicza Evie wydaje się nie być zagrożona chorobą, zasypia i budzi się normalnie. W związku z czym grupa mężczyzn szybko obarcza ją winą za istniejący stan i szykuje szturm na więzienie żeby ją odbić. Szybko też znajdują się tacy, którzy postanawiają niszczyć kobiety w kokonach co można zrobić podpalając je. Natomiast śpiące kobiety jak najwyraźniej trafiają do innego świata w którym nie ma mężczyzn a czas płynie inaczej o powoli się tam zaczynają urządzać. Wkrótce okazuje się że śpiące kobiety będą jednak musiały podjąć decyzję, która wpłynie na przyszłość świata, który zostawiły zasypiając.

Wiadomo, King to nie jest literatura jakichś super wysokich lotów ale zawsze jest to rzemiosło na najwyższym poziomie. Ja bardzo lubię jego książki za tą drobiazgowość w opisywaniu życia nawet epizodycznych postaci. Ta pozycja też jest spoko ale nie jest to też jakaś najlepsza jego powieść. Można przeczytać i się dobrze bawić ale nie wciąga jak wiele innych jego książek. Tak wiem, że współautorem jest jego syn ale nie znam jego stylu wiec nie wiem jaki jest jego wpływ na treść i styl książki

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Fenomen

w Książki

21piorunów

929 + 1 = 930

Tytuł: Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza

Autor: Robert M. Wegner

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Powergraph

Format: audiobook

ISBN: 9788364384240

Liczba stron: 702

Ocena: 9/10

Tym razem łączą się wątki Południa i Zachodu. Wątak Altsina, który został Naczyniem boga Bitewnej Pięści i który stara się pozbyć tego współlokatora. Drugi wątek to wątek Deany - siostry Yatecha, która postanawia udać się na pielgrzymkę, żeby odnaleźć swoją drogę w życiu i zostaje porwana przez bandytów a jej współwięźniami są mały chłopiec - książe Białego Konoweryn i jego niewidomu tłumacz. Te dwa wątki przeplatają się z knowaniami bogów meekhańskiego uniwersum, którzy igrają z losami nic nie znaczących dla nich ludzi. W tym wszystkim bierze udział Kannayones i służący jej Yatech. Są nawiązania do wydarzeń z poprzedniego tomu - tego co działo się podczas bitwy Verdanno z Se'kohlandczykami.

Dalsze zagłębianie się w uniwersum Meekhanu. Tym razem dodatkowo odkrywamy, że za wszystkimi ważnymi wydarzeniami dziejącymi się w świecie ludzi stoją bogowie i ich rozgrywki, knucia i polityka.

Autor dalej rozbudowuje świat przedstawiony i nie traci i udaje mu się przy tym niczego nie zepsuć a wręcz przeciwnie cykl zyskuje bo nie obracamy się wciąż wokół tego co już znamy ale wchodzimy w ten świat głębiej.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Pokaż więcej komentarzy (8)

Fenomen

w Książki

21piorunów

928 + 1 = 929

Tytuł: Niebo ze stali - Opowieści z meekhańskiego pogranicza (tom 3)

Autor: Robert M. Wegner

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Powergraph

Liczba stron: 624

Ocena: 9/10

Książka absolutnie genialna. Wielowątkowa ze świetnymi bohaterami znanymi nam z poprzednich dwóch zbiorów opowiadań. Historie zaczynają się łączyć. Oddział Straży Górskiej pod wodzą porucznika Kennetha-lyw-Darawyta dostaje zadanie przeprowadzenia przez góry wozaków Verdanno, zmierzających do swojej dawnej ojczyzny z zamiarem odbicia ziem z których, kiedyś zostali wygnani. W czasie gdy całe plemię na wozach z całym dobytkiem zmaga się z drogą przez niedostępne góry dwie żołnierki z oddziału Genno Laskolnyka dostają zadanie szpiegowskie - w górach giną bez śladu ludzie a najwięcej takich przypadków jest w okolicy jednego z zamków. Kobiety udając księżniczkę wozacką i jej meekhańską nauczycielkę, mają wybadać o co chodzi. Cała książka kończy się ogromną bitwą Verdano z Se-kohlandczykami podczas której ogromną ofiarę ponosi córka wodza Verdanno And'ewersa - Key'la.

Cykl jest genialny w swoim gatunku. IMHO porównywalny z "Grą o tron" i lepszy od "Wiedźmina". Dosłownie nie ma się tu czego przyczepić.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Fenomen

w Książki

22piorunów

927 + 1 = 928

Tytuł: Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód - Zachód

Autor: Robert M. Wegner

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Powergraph

Format: audiobook

ISBN: 9788361187455

Liczba stron: 686

Ocena: 9/10

Kolejny tom nie rozczarowuje. Tym razem towarzyszymy czaardanowi legendarnego w Meekhanie dowódcy Laskolnyka na stepowym wschodzie.

Miejscem akcji drugiej części jest miasto porowe Ponkee-laa a jej bohaterem młody złodziej Altsin Awendeh. Nie będę się rozpisywać, dalej świat przedstawiony jest dopracowany w szczegółach i ciekawy, postacie pełnokrwiste, a obraz Imperium jest coraz pełniejszy. Opisy i streszczenia tego nie oddadzą to trzeba przeczytać.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Fenomen

w Książki

21piorunów

926 + 1 = 927

Tytuł: Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ - Południe

Autor: Robert M. Wegner

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Powergraph

Format: audiobook

ISBN: 9788361187448

Liczba stron: 571

Ocena: 9/10

Kurczę jakie to dobre. Jakbym wiedziała że to taki dobry kawał literatury sięgnęłabym po ten cykl wcześniej. Zgodnie z tytułem książka jest zbiorem opowiadań których akcja rozgrywa się na obrzeżach Imperium Meekhanu, które panuje nad wieloma ludami żyjącymi według różnych obyczajów, oddających cześć różnym bogom (aczkolwiek z jednego panteonu) Oczywiście jak to w takich imperiach bywa jest mnóstwo napięć, wrogów wewnętrznych i zewnętrznych, jest tu też jak w rasowej książce fantasy magia, która też podlega różnym restrykcjom.

Pierwsza część pierwszego tomu w którym poznajemy północne rubieże imperium skupia się na przygodach żołnierzy Szóstej Kompanii Górskiej Straży pod wodzą porucznika Kennetha–lyw–Darawyta. Jak na prawdziwą północ przystało panuje tu zimowy górski klimat, a życie strażników jest surowe i niebezpieczne. Młody porucznik, który dopiero dostał dowództwo nad oddziałem stworzonym z żołnierzy służących wcześniej w innych kompaniach, zdobywa powoli zaufanie i szacunek swoich podkomendnych. W kolejnych opowiadaniach towarzyszymy Kompanii w kolejnych zadaniach poznając powoli realia społeczne i polityczne świata stworzonego przez autora. Pan Wegner wprowadza nas w ten świat powoli, nie przeciażając natłokiem informacji ale z każdym opowiadaniem dowiadujemy się Imperium Meekhańskim czegoś nowego.

Druga część książki totalnie inna w klimacie, ale nic dziwnego - tym razem przenosimy się na południe gdzie panuje pustynia a plemiona żyjące na niej żyją według bardzo restrykcyjnych zasad od których nie ma żadnych odstępstw. Młody wojownik z plemienia Issaram - Yateh d’Kllean, którego poznaliśmy już w pierwszej części książki, kierując się sztywnymi zasadami swojego ludu, które nie pozwalają odkrywać im twarzy przed ludźmi spoza swojego plemienia musi dokonać wyboru który go zniszczy. W konsekwencji wraca na południe do swego plemienia. I to daje czytelnikowi możliwość zapoznania się z historią plemion pustynnych i ich systemem wierzeń.

Ale rozbudowany spójny świat, bogate tło socjologiczne, opisy odmiennych krain czy obrazowe opisy walk to nie główne zalety książki. Autor bardzo sprawnie tworzy prawdziwych psychologicznie bohaterów i stawia ich w trudnych sytuacjach w których muszą dokonywać trudnych wyborów i wychodzi mu to doskonale. Bohaterowie są pełnokrwiści, naznaczeni kolejami swoich losów dzięki temu bogaci w mądrość życiową. Dzięki temu książka daje nam powód do przemyśleń i do przeżywania razem z bohaterami. Szczególnie mistrzowskie jest tu opowiadanie "Gdybym miała brata"

Bardzo gorąco polecam - sama sięgnęłam już po kolejne tomy.

Mogę jeszcze dodać że przyswoiłam tę powieść w formie audiobooka - interpretacja pana Filipa Kosiora też robi dobrą robotę

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Fenomen

w Hydepark

19piorunów

A taki mam widok z hamaka
#ogrodnictwo #ogrod

Gruba ryba4piorunów

@serotonin_enjoyer przy takim drzewku można wybaczyć ch⁎⁎⁎wy trawnik

Gruba ryba2piorunów

@wielbuont trawnik zajebisty. a ta czereśnia to wisienka na torcie :star-struck:

Fenomen1piorunów

@voy.Wu czeresienka super, pieknie kwitła a wysoko to ma takie kiscie owoców jak winogrona. Oczywiscie amatorów na czeresnie tez jest sporo. Ostatnio widzialam jak dzięcioł z całą kiscią przylecial na śliwkę i je sobie zjadał

Gruba ryba0piorunów

@serotonin_enjoyer mam taką starą czereśnie, co pierwsza zawsze ma owoce, to nawet się już z ptactwem nie próbuję ścigać tylko traktuję ją jak karmnik

Pokaż więcej komentarzy (5)

Fenomen

w Rośliny

26piorunów

Od wplywem zachety od @PlatynowyBazant i @wielbuont wrzucam zdjecia mojego trawnika. Na razie moje podworko to duża część nie obsadzona porosnieta trawa i różnymi "chwastami" Ale ze nie jesteśmy fanami rownych trawników i wymuskanych ogrodów od linijki a nasze tereny najczesciej objete sa suszą przez cale lato postanowilismy nie kosic trawy czy co tam jeszcse rośnie. Część trawnika ochoczo rozdeptuja psy i jest w zwiazku z tym troche lysych plackow ale nie dużo. Kupilismy podkaszarke żeby opanowywac tylko sytuacje jak juz bedzie za wysoko szczegolnie w poblizu naszych nasadzeń a poza tym rosnie sobie wszystko dziko. Dabrowka, mniszek, podagrycznik, bluszczyk kurdybanek, babka zwykla i lancetowata, szczaw, mikrokoniczyna i dużo czegos takiego co zapomnialam jak sie nazywa a rosnie na suchych łąkach
#rosliny #ogrod #ogrodnictwo

Gruba ryba8piorunów

za⁎⁎⁎⁎ście. kolejny normalny trawnik 👍 w kontrze do kosiarkowotujowej psychozy w tym kraju.

Fenomen4piorunów

@voy.Wu mnie zawsze denerwowalo to koszenie trawy na miejskich trawnikach do golej ziemi w czasie suszy ale nie wiele z tym miglam zrobic wiec teraz strasznie ie jaram ogrodem i ze mige go prowadzic jak chcę

Gruba ryba2piorunów

@serotonin_enjoyer to koszenie to jest szajba.

teraz już w miastach jest lepiej, sam widziałem w krakowie, podobno w warszawie już jest super pod tym względem.

natomiast polskie wioski i miasteczka przynajmniej tu w małopolsce to jest dramat, dewastacja i jarkmarczny festiwal kompleksów rodem z komuny. ludziom co do niedawna robili w polu, a przy domu mieli krowy i świnie teraz się ujebało w głowach że trawnik na zero i płotek z marketowych tui to wyznacznik porządnego gospodarza i piłują na pokaz co sobotę rano. a wyznacznikiem czystości i porządku w centrum miasteczka jest brak liści na chodniku. co ten naród potrafi osiągnąć jedynie poprzez fizyczne usunięcie tych jebanych drzew co tak śmiecą, choćby Kościuszkę pamiętały i zasadzenie w ich miejsce porządnych tui, żeby było jak u niemca na parkingu 30 lat temu.

Fenomen1piorunów

@voy.Wu zgadzam sie w zupełności. To wszystko podnosiło mi ciśnienie bardziej niz polityka. Jak 8 lat temu zmienialismy mieszkanie i wylądowaliśmy w dzielnicy gdzie spedzilam wczesne dziecinstwo to bylo tam niesamowicie zielono. Obrzeze lasu. A wzdłuż ulicy rosły duże klony, ktore jak byłam mała galezie mialy tuz nad ziemią i lapalismy na nich chrabąszcze. Od tamtego czasu pięknie wyrosly bo nie były przycinane. Dzięki nim mielismy fajna temperaturę w najgorsze upały co docenialismy bardzo bo w poprzednim mieszkaniu słońce operowało caly dzien (okna na poludnie i zachód niczym nie ocienione). Pierwsza jesień w tamtym miejscu to byl festiwal kolorow. Ta ulica wygladala obłędnie. Potem ktoś sie opamietal ze drzewa nigdy nie przycinane. Nasze miasto wynajelo do przycinki pge bo oni mają zwyżkę i pracownicy pge cieli wszystkie galezie zostawiajac sam pień. Wczesna wiosną. Tego roku drzewa wypuscily jakies nowe gałęzie ktore rosły cały sezon do jesieni, powyciagalo je strasznie a silniejsze wiatry łamały na potęgę. Kilka drzew nie przetrwalo tych zabiegów "pielegnacyjnych" i nie wypuściło żadnych gałęzi to sie od razu w nastepnym roku wycięło. Pozostale z czasem wyksztalcily nowe korony ale... Wszystkie zaatakowal grzyb. Wszystkie rosną ale kora odpada z nich calymi płatami. Ani jedno nie jest zdrowe. Na razie wszystko na oko wyglada ok ale to tylko kwestia czasu aż wszystko sie zeschnie. A ludzie z bloku sie cieszyli ze liscie i nasiona nie będą lecialy na balkony. Jak znajde zdjecia z tego jak wygladalo po wycince to wrzucę. O cięciu trawy to juz mi sie nawet nie chce myśleć.

GURU2piorunów

@serotonin_enjoyer Płakać się chce, to cięcie drzew w PL to jest totalną patola i okaleczanie, każdej wiosny mam autentyczne załamanie nerwowe i depresję jak wszyscy wyłażą z piłami a ja tylko zastanawiam się, gdzie kolejne drzewa zostaną okaleczone albo wycięte.

Gruba ryba0piorunów

@serotonin_enjoyer wrzuć zdjęcia.

w tamtym tygodniu koło mnie wycięto 150m przedwojennych kasztanów, bo sie kurwa okazało jak skończyli budować biedronke że muszą poszerzyć drogę o pas wjazdowy, a kilka dni temu dwustuletnią lipę, bo położyli asfalt na polnej drodze przy niej i widocznie za blisko stała.

wyjebali wszystkie drzewa na rynku, wokół kościoła, na cmentarzu, stuletnie kasztany wokół byłego ośrodka i wszystko przy drodze... szkoda gadać. banda wieśniaków. pokonani przez liście.

> wzdłuż ulicy rosły duże klony, ktore jak byłam mała galezie mialy tuz nad ziemią i lapalismy na nich chrabąszcze

jak przy samej drodze to pewnie szlachcie rysowały te audice po niemcu, a jak trochę dalej to znów zagrożenie życia jak ktoś przy wyprzedzaniu na podwójnej ciągłej nie opanuje samochodu.

Fenomen1piorunów

@voy.Wu znalazłam zdjęcia sprzed wycinki - jesień 2018 i w trakcie wycinki marzec 2019

Gruba ryba0piorunów

@serotonin_enjoyer na pierwszym zdjęciu widać ewidentnie że drzewo czai się żeby wskoczyć na drogę, a na trzecim zdjęciu widać że sobie drzewa po sobie nie miały zamiaru sprzątać.

ten kolor, ale piękne. były :white_frowning_face:

Pokaż więcej komentarzy (17)

Fenomen

w Hydepark

63piorunów

Dzisiaj musialam pierwszy raz w życiu własnoręcznie pochować własnego zwierzaka. Mąż wyjechał rano na dwa tygodnie a jak ja wstałam to zobaczyłam że jedna z naszych kotek jest w strasznym stanie, ciężko oddycha, ma szklisty wzrok, nie wstaje. Od razu taksówką pojechałam do weta i okazało się że Lili ma już zalane płuca i sine tkanki więc jest mocno nie dotleniona i się po prostu dusi. Wetka powiedziała że mała szansa jest na wyprowadzenie jej z takiego stanu, można próbować ją ratować (co i tak musiałabym robić w domu, dziś sobota - gabinet do 12) ale najprawdopodobniej i tak skończyłoby się to jej uduszeniem. Więc musiałam podjąć błyskawiczną decyzję o eutanazji. Mój mąż nawet nie miał okazji się z nią pożegnać...

Lili a właściwie Lilith była bardzo charakterną kotką, chociaż miziatą. Miała 11 lat. Gdy miała 2 lata spadła nam z balkonu z 3 piętra na wskutek czego miała oderwaną miednicę od kręgosłupa, oprócz tego kość wyskoczyła jej ze stawu kolanowego ale wskoczyła na nowo więc dopiero po czasie dowiedzieliśmy się że ma tam na wskutek tego upadku zwyrodnienie. Po tym wypadku, weterynarze nie kazali jej unieruchamiać tylko nie dawać jej skakać, mówili że z powodu bólu nie będzie mogła chodzić do kuwety a ten dzielny kot ani razu się nie zsikał na podkład tylko za każdym razem mimo bólu szedł do kuwety. Choroba nie zatrzymała jej w miejscu i cały czas chodziła pomimo tego urazu, raz nawet moja mama się na niej przewróciła i być może przez to Lili trochę krzywo się zrosła. Po rekonwalescencji chyba kręgosłup i miednica nie dokuczały jej jak ten stan kolanowy, od czasu do czasu jak sprawiał jej więcej bólu to siadała na blatach z jedną tylną łapką opuszczoną w dół. Trafiła do nas jako kociak, którego ktoś wyrzucił na osiedlu a ona wbiegła na klatkę schodową i położyla się u sąsiadów na wycieraczce. Wiedziałam że jak jej nie wezmę to ktoś ją po prostu z tej klatki schodowej przegoni. Miała być tymczasem ale po miesiącu nie wyobrażaliśmy sobie życia bez niej. Moje dwa kocury Lucyfer i Behemot jej nigdy nie zaakceptowały o co ona bardzo na początku zabiegała ale po wypadku nie miała już ochoty na integrację a w ostatnich latach burczała na każdego kota który się do niej zbliżał, prawdopodobnie z powodu tej bolącej łapki. Ale ta łapka nie przeszkadzała jej rozrabiać. Jej najważniejszą cechą było to że była wybornym złodziejaszkiem. Podczas gdy inne koty próbowały wyrywać nam wędliny, mięso i drzeć się żeby je dostać ona siadała cichutko obok i się tyllko przyglądała. Wystarczyło na sekundę odwrócić wzrok a Lilutek już uciekał warcząc z szynką z kanapki, udkiem kurczaka albo nawet całą piersią. To ona wykręciła mi kiedyś taki numer że z tymi swoimi przekoszonymi biodrami i chorą łapą wlazła na górne szafki kuchenne i z kratki wentylacyjnej odłączyła rurę od okapu i próbowała wejść do wentylacji, zaklinowała się w tej kratce i grzmotnęła razem z nią na ziemię.
Lili wszędzie czuła się jak w domu i w ogóle nie przeżywała stresu. Podczas poprzedniej przeprowadzki 9 lat temu wpadliśmy na pomysł żeby brać ze sobą koty pojedynczo jak szliśmy do nowego mieszkania coś remontować żeby poznały nowe miejsce. Pomysł niezbyt dobry, bo zarówno Behemot i Lucyfer spanikowani chowali się po kątach tak Lili od razu wyłożyła się brzuchem do góry na starej wersalce i sobie spała.


Lili miała odkąd do nas trafiła płaski nosek, trochę chyba odziedziczyła jakichś genów po persach ale chyba był i złamany w związku z czym jak miała katar to dużą trudność sprawiało jej oddychanie. Ostatnio już drugi raz zmagała się z plazmocytarnym zapaleniem opuszków. To choroba autoimmunologiczna i leczy się ją sterydami, niestety u Lili nie bardzo działały, choroba nie postępowała ale też nie następował regres, po sterydach przyszedł czas na cyklosporynę - było trochę lepiej ale stanęło i się dalej nie leczyło więc weterynarz zadecydował o odstawieniu i choroba sama się cofnęła. To było jakiś czas temu a w okolicach świąt Bożego Narodzenia choroba znowu wróciła, znowu najpierw sterydy, potem włączyliśmy pregabalinę bo miałam nadzieję że przy zmniejszonym stresie autoimmunologia odpuści; w końcu znowu weszliśmy na cyklosporynę i efekt był taki jak poprzednio. Przed lekami pomimo spuchniętych i bolesnych opuszków Lili zachowywała się normalnie, jakby nie czuła bólu ale po wejściu na leki zaczęła mało się ruszać, dużo spać, myślałam że to efekt wyciszenia po pregabalinie bo pierwszy raz nie burczała na podchodzące do niej zwierzaki. Trochę schudła ale gdy wstawała dalej była miziata. Ostatnio odniosłam wrażenie że to jednak nie wyciszenie tylko coś się z nią dzieje. Byliśmy u weta, obejrzał ją i niczego nie stwierdził ale kazał odstawić cyklosporynę tym bardziej że miała lekki wypływ z oczu jak przy lekkim katarze. Dwa dni temu zaczęła dziwnie chrapać więc pomyślałam, że może znowu ma zatkany nos bo ona przy każdym katarze furczy nosem z racji tego że ma krótkie i skrzywione przegrody. Dalej była podcięta. Wczoraj mieliśmy zalatany dzień bo mąż zbierał się do wyjazdu wieczorem zauważyłam w pewnym momencie że zeskoczyła z łóżka i jakby ciężko wciągała powietrze ale myślałam że to zatkany nos i miałam jej nawet dziś zrobić inhalację. Niestety rano już jej stan był ciężki. Nie wiemy jaki był powód - może sterydy, może ukryta wada serca ale w przeciągu ostatniego roku kilka razy była badana przez weta, może autoimmunologia zaatakowała też inne narządy - nerki albo płuca.

Tak strasznie mi przykro że jej nie ma moja nastarsza zwierzęca córunia. Królowa złodziei, piracka księżniczka...

Trzeci zwierzak, którego tracimy od przeprowadzki do nowego domu...

Pierwszy którego musiałam sama pochować...

#zwierzaczki #koty #zalesie

GURU0piorunów

A gdzie ją pochowałaś?

Fenomen1piorunów

@Kronos Tam gdzie niby nie wolno ale każdy kto może chowa tam swojego zwierzaka

GURU0piorunów

@serotonin_enjoyer To uważaj bo podobno niektórzy weterynarze potrafią podkablować (sami zarabiają na utylizacji padłych zwierząt).

Fenomen3piorunów

@Kronos a nie, to nie nasi weterynarze. Nasi są spoko. Bardziej się bałam czy sąsiedzi, bo mieszkamy tu niedawno i nie znam ludzi.

GURU1piorunów

@serotonin_enjoyer Sąsiedzi nie mają w tym interesu ale jak sie trafi na jakichś popieprzonych to wszystko możliwe. O ile wiedzą o pogrzebie.

Ja mieszkam w bloku to swoje zmarłe koty zanoszę do weta bo wolę tak niż gdzieś w lesie je grzebać. Ale jakbym miał własną ziemię to pewnie też bym tak robił.

Pokaż więcej komentarzy (11)

Fenomen

w Hydepark

28piorunów

#pokazpsa
Psie łóżeczko

P.S. Zośka żyje, tylko tak wyglada 😉

Fanatyk3piorunów

Ale za⁎⁎⁎⁎sta ekipa 😍

Pokaż więcej komentarzy (5)

Fenomen

w Hydepark

50piorunów

#koty #pokazkota

Kocie łóżeczko

Gruba ryba5piorunów

@serotonin_enjoyer Ile kitków ❤️ Doniczki są przy nich bezpieczne czy często jakaś ląduje na podłodze?

Fenomen3piorunów

@Apaturia to zależy. Mlode koty często powodują ze jakis kwiatek "mdleje" ale z czasem uczą się ze do kwiatkow nie wolno. Nie żeby nie zdarzały sie incydenty ale przynajmniej nie jest to nagminne. Bo jak trafial do nas nowy kot to bywa ze prawie codziennie coś fruwa. Trzeba cierpliwosci, calego morza cierpliwosci, oceanu raczej. Koty nas nauczyly nie przejmować sie pierdołami

Fanatyk3piorunów

Po co ci tyle kotów?

Fenomen1piorunów

@TyGrySSek ano będzie, jak mnie nie zemdli od tych słodkości 🌈🧁🍧
Żartuję, one wcale nie sa takie slodkie. Nic a nic. No chyba że Kikimora

Kompan0piorunów

Komentarz usunięty przez moderatora

Fenomen0piorunów

@nodrog a co powiesz o ludziach, którzy czują przemożną potrzebę podzielenia sie swoimi przemyśleniami z dupy pod czyims wpisem, kiedy nikt nie pyta ich o zdanie? Jak sama widze wpis który mnie nie dotyczy, nie interesuje, nie podoba mi się to go po prostu omijam i nie komentuję. Chyba ze kogoś obraża. Aledziekuje ci bardzo za mozliwosc poznania twojego stanowiska w sprawie zamieszczania zdjęć kotow w internecie, normalnie otworzyłeś mi oczy i zmieniles mój stosunek do całej rzeczywistości tym wpisem. Normalnie nigdy sie nie zetknelam z takim punktem widzenia 🤔🧐

Kompan0piorunów

Komentarz usunięty przez moderatora

Fenomen0piorunów

@nodrog w ogóle nie obraziłeś moich uczuć, czego miałoby mnie obchodzić zdanie anonima z internetu. Przedstawiłam ci swój punkt widzenia. Nie mam w zyczaju komentować wpisów które mnie nie interesują (chyba że kogoś obrażają i ruszą mi nerwa). Jeśli czyjś wpis nie jest w kręgu moich zainteresowań to go nie czytam, jeśli czyjeś zdjęcie kłóci się z moim poczuciem estetyki to tego nie piszę - bo każdy ma swój gust i nie czuję się w obowiązku psucia komuś przyjemności tylko po to żeby powiedzieć że mi się coś nie podoba, kiedy mnie to nie dotyczy. NIgdy nie napisałabym komuś że ma brzydko urządzone mieszkanie, chujową fryzurę czy nieładnego dzieciaka bo imho jedynym celem takich komentarzy jest dokopać komuś żeby podbudować swoje ego. Czyli jak ktoś zamieszcza zdjęcie jak ma nasrane na środku pokoju i jest z tego dumny a mi się to nie podoba to nie komentuję, chyba żebym też lubiła jak na środku salonu jest nasrane to napiszę "ale masz pięknie nasrane" Tak samo z wszystkimi innymi tematami. Sekcja komentarzy jest po to żeby zamieszczać komentarze ale nie znaczy to że każdy ma obowiązek komentować pod każdym wpisem. Nie komentowanie pod wpisami, które cię nie dotyczą to nie tworzenie bańki. Wyraziłeś swoje zdanie, za co ci podziękowałam ale nie mogę powiedzieć żeby twój komentarz był odkrywczy, mądry, miał jakiś cel oprócz tego że chciałeś mi dać do zrozumienia że jestem głupia że chwalę się moimi kotami. Ale jak dzięki temu poczułeś się lepiej, niech i tak będzie. Jak lubisz się przysrywać do obcych ludzi i nie masz nic lepszego do roboty to proszę bardzo, be my guest. Nie dodam cię na czarno bo z zadady tego nie robię dopóki ktoś nie przekroczy granicy dobrego smaku.
A jeszcze tylko pytanko- skoro chwalenie kotami cię triggeruje to dlaczego nie dodasz tagu na czarno?

Kompan0piorunów

Komentarz usunięty przez moderatora

Pokaż więcej komentarzy (25)

Fenomen

w Literatura

26piorunów

293 + 1 = 294

Tytuł: Wymazane archiwum. Pogoń

Autor: Łukasz Orbitowski

Kategoria: horror

Wydawnictwo: Storytel Oryginal

Format: audiobook

ISBN: 9789180680110

Ocena: 7/10

Potrzebowałam jakiejś krótszej formy do wysłuchania i Storytel podpowiedziało mi drugą część "Wymazanego archiwum" Łukasza Orbitowskiego. W zeszłym roku wysłuchałam pierwszej części ale nie pamiętam czy dodałam ją do tagu.

"Wymazane archiwum. Polowanie" to kontynuacja losów porucznika milicji Marka Nowaczyka. Znowu zostaje oddelegowany wbrew własnej woli do niewdzięcznego zadania. Pilnowania grupy lokalnych oficjeli z Warmii podczas polowania, teoretycznie aby się nie powystrzelali jak to myśliwi ale już w drodze na miejsce porucznik Nowaczyk doświadcza dziwnego spotkania na drodze. Szybko okazuje się że w warmińskich lasach dzieją się rzeczy złe i mroczne i żyją tam istoty, których lepiej nie spotykać. Generalnie klimat Lovecrafta, mrocznych kultów, składania ofiar. A wszystko to w mrocznych czasach PRLu. Słuchowisko zrealizowane bardzo dobrze, proza pana Orbitowskiego też na najwyższym poziomie, ciekawe uniwersum stworzone przez pana Dominika Sokołowskiego. Polecam.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

#hejtoczyta

Fenomen

w Literatura

24piorunów

292 + 1 = 293

Tytuł: Nim pożrą nas ćmy

Autor: Szymon Rogowicz

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Oddechy

Format: audiobook

ISBN: 9788368395419

Liczba stron: 349

Ocena: 8/10

Wybrałam tą książkę trochę na chybił - trafił na Storytel.

To nietypowa historia postapo. Pewnego dnia po ostrej popijawie z kumplami i późniejszą kłótnia z żoną, Marek budzi się nad ranem i okazuje się, że został sam w domu z dwuletnią córeczką Łucją. Leczy kaca i czeka na powrót żony z pracy. Gdy jej nieobecność się przedłuża Marek wyrusza z dzieckiem na poszukiwania wciąż jeszcze na mocnym kacu. Okazuje się że nie tylko jego żony brakuje. Wygląda na to że on i Łucja to jedyne osoby jakie pozostały w mieście. Nie ma śladów żadnej katastrofy, kataklizmu, nieporządku, po prostu nie ma ludzi. Marek stara się radzić sobie w tej sytuacji najlepiej jak potrafi, wychodzi mu raz lepiej, raz gorzej tym bardziej że ta ostatnia popijawa to nie był jednorazowy wybryk i Marek jest jak się okazuje alkoholikiem. Jednakże bardzo kocha on swoją małą córeczkę i miłość do niej jest dla niego powodem by dalej żyć i sprawić żeby była szczęśliwa a także przygotować ją na to, że kiedyś może odnajdą innych ludzi. Trwa to 8 lat. Historię tę poznajemy z punktu widzenia Marka, który spisuje ją w kolejnych zeszytach właśnie po tych ośmiu latach. Przeskakujemy przy tym od czasów tuż po "dniu zero" do tych po ośmiu latach gdy Łucja z dwulatki staje się nastolatką.

Im lepiej poznajemy historię Marka tym bardziej widać że chce on coś z siebie wyrzucić i że nie zawsze podczas tych ośmiu lat było różowo i przyczyną tego był nałóg, któremu co i raz ulegał, narażając tym swoją córeczkę na niebezpieczeństwo.

Sama końcówka książki jest mocno zaskakująca i poruszająca. Z oczywistych względów nie zdradzam o co chodzi ale warto się przekonać. Niby na końcu wszystko się wyjaśnia, ale czy na pewno? Zakończenie może skłaniać do różnych przemyśleń zarówno na temat ludzkiego życia jak i niebezpieczeństw związanych z technologią.

Mocne zakończenie nie jest jedynym walorem tej książki, codzienne zmagania samotnego rodzica znajdującego się w tak nietypowym położeniu są bardzo prawdziwe psychologicznie. Ta relacja rodzica z dzieckiem jest głównym tematem tej książki i jest opisana bardzo sprawnie przez autora. Generalnie książka bardzo dobra. Polecam

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

#hejtoczyta

Fenomen

w Literatura

34piorunów

291 + 1 = 292

Tytuł: Ołowiane dzieci

Autor: Michał Jędryka

Kategoria: niby reportaż

Wydawnictwo: Krytyka Polityczna

Format: e-book

ISBN: 9788366586055

Liczba stron: 256

Ocena: 4/10

Jakoś tak sięgnęłam po tą książkę żeby zaraz po ukończeniu dowiedzieć się, że powstaje serial na jej podstawie. Może trochę dziwić powstanie serialu na podstawie reportażu ale książkę napisał człowiek który uczestniczył w tym co się działo. Dlatego też książka nie przypomina suchego reportażu.

Połowa lat 70 na Górnym Śląsku. Lekarka z przychodni zauważa u wielu dzieci objawy wskazujące na zatrucie ołowiem. Tyle że ołowica to choroba zawodowa a dzieci nie pracują. Wiadomo w pobliżu działa Huta Metali Nieżelaznych, która daje zatrudnienie większości mieszkańców i wszyscy w okolicy wiedzą, że gdy trzeba wyrobić normy to na noc filtry z kominów są zdejmowane i wtedy trzeba zamykać okna. Huta to duma władz i Matka Karmicielka mieszkańców i nie politycznie byłoby obarczać ją winą za choroby u dzieci. Lekarki Jolanta Wadowska - Król oraz konsultantka ds pediatrii Bożena Hager - Małecka muszą uchronić dzieci przed szkodliwym działaniem huty nie drażniąc przy tym władz. Badania prowadzą więc pod płaszczykiem badań statystycznych. W zbieranych wynikach nigdzie nie może paść słowo ołowica. Muszą wykazywać się dużą dyplomacją oraz wykorzystywać znajomości żeby nie tylko leczyć zatrute ołowiem dzieci ale żeby sprawić żeby po powrocie z leczenia w prewentoriach nie wracały znowu do skażonego środowiska.

Historia była dla mnie o tyle ciekawa, że jakoś nie słyszałam o niej wcześniej. Natomiast sięgając po nią spodziewałam się reportażu tymczasem autor, który sam był jednym z "ołowianych dzieci" zdecydował się na dodanie wątków fabularnych niby opartych na własnych doświadczeniach ale mocno podkoloryzowanych. Ten zabieg w mojej opinii nie przysłużył się tej książce. Za dużo w niej fikcji jak na reportaż; jak na powieść to styl autora nie jest najwyższych lotów i nie przypadł mi do gustu. W sumie wolałabym chyba przeczytać jakiś obszerniejszy artykuł na ten temat.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

#hejtoczyta

Fanatyk3piorunów
Pokaż więcej komentarzy (2)

Fenomen

w Literatura

15piorunów

290 + 1 = 291

Tytuł: Inne światy. Antologia inspirowana pracami Jakuba Różalskiego

Autor: Jacek Dukaj, Anna Kańtoch , Robert J. Szmidt, Łukasz Orbitowski, Jakub Żulczyk, Sylwia Chutnik, Aleksandra Zielińska, Jakub Małecki, Aneta Jadowska, Remigiusz Mróz

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Sine Qua Non

Format: e-book

ISBN: 9788365836199

Liczba stron: 608

Ocena: 7/10

Antologia jak to antologia - niektóre pozycje ciekawsze, inne mniej. Nie do końca przeczytane opowiadania kojarzyły mi się z obrazami Różalskiego ale i tak warto sięgnąć po tą antologię.

Najbardziej podobały mi się teksty Małeckiego, Dukaja, Żulczyka, Kańtoch i Orbitowskiego.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

#hejtoczyta