
Z pamiętnika lidera - LinkedIn
WujekAlienLider
87piorunówDzień dobry,
Dziś porozmawiamy o jednym z moich ulubionych tematów, czyli jednym z najdziwniejszych portali społecznościowych. Herbatki, kawki, soczki i inne napoje w dłoń i zapraszam do lektury, a następnie do komentarzy.
Zwolennicy LinkedIna zachwalają, jak cudowny jest to portal, jakie daje możliwości budowania własnej marki, jak łatwo można pokazać to, czym się akurat zajmujecie, czy jakimi ekspertami jesteście w swojej dziedzinie. Wreszcie, jak łatwo zostać docenionym przez innych i jak szybko można zbudować ogromne zasięgi. Zapominają tylko wspomnieć o tym, że jak na każdym innym portalu, relatywnie trudno na nim odnieść sukces. Bo czy sukcesem można nazwać 5-10 lajków pod postem, czy 10-20 na wieść o awansie czy zmianie pracy? Zapominają wspomnieć o tym, że treści na LinkedIn są również promowane, jak na każdym innym protalu dla podbicia zasięgów. Zapominają wspomnieć o tym, że wciskane każdemu na siłę konto Premium nie daje właściwie żadnych wymiernych korzyści poza LinkedIn Learning, jeśli interesują Was dość ogólne szkolenia z certyfikatem ukończenia i możliwością wrzucenia go od razu na walla.
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że LinkedIn stał się miejscem, w którym porażka praktycznie nie istnieje. Widzicie tam głównie idealnie wyretuszowane historie: spektakularne awanse, rekordowe wyniki, “przypadkowe” rekrutacje do firm marzeń i niekończące się pasmo wzajemnej inspiracji do odniesienia sukcesu. Tyle że życie tak nie wygląda, a karmienie się taką narracją działa na głowę jak powolna trucizna. Kiedy codziennie przewijacie feed pełen cudzych triumfów, zaczynacie myśleć, że tylko Wy stoicie w miejscu, a może nawet robicie krok w tył. Porównujecie własną codzienność, złożoną z prób, błędów, frustracji i wątpliwości, do czyjegoś starannie wyselekcjonowanego podsumowania roku. To nie jest motywujące. To jest frustrujące, a dla wielu osób zwyczajnie przygnębiające i zniechęcające do działania.
Do tego dochodzi presja, żeby też “grać w tę grę”. Nagle ważniejsze od rzetelnej pracy staje się to, jak o niej opowiecie, jaką dacie puentę i czy wrzucicie odpowiednio chwytliwy nagłówek, obrazek czy tagi. Liczy się historia, emocje i zasięg, a nie to, czy w ogóle macie coś wartościowego do przekazania. W efekcie portal, który miał być profesjonalny, zaczyna przypominać konkurs “piękności” na najlepiej opakowany chwilowy sukces. Algorytm premiuje skrajności i prostą narrację: “było ciężko, ale się udało i teraz jest za⁎⁎⁎⁎ście”. Nie ma miejsca na niuanse, na proces, na długie dochodzenie do kompetencji, na zwykłe „nie wiem”. Znikają rozmowy o tym, że ktoś ma gorszy miesiąc, że projekt nie wypalił, że rekrutacja zakończyła się odmową. A przecież to właśnie te momenty uczą najwięcej.
Najbardziej groteskowe jest “bohaterskie” opowiadanie o porażce, które porażką nie jest, bo to zazwyczaj drobne potknięcie czy mała niedogodność. Coś, co jest standardem w pracy i nikt nie pomyśli, żeby coś takiego opisać jako porażkę, a już tym bardziej taką, która umożliwia wyciągnięcie lekcji. Posty w stylu: “Kiedyś byłem zmęczony, dziś jestem CEO i mam czas na wszystko” albo “Nikt we mnie nie wierzył, teraz jeżdżę Lambo i mam trzecią firmę”. Prawdziwe upadki są brudne, kosztowne i często kończą się ciszą, a nie oklaskami. LinkedIn nauczył nas udawać, że każde potknięcie jest tylko piękną metaforą drogi do sukcesu. Z czasem wytwarza się też kultura fałszywej życzliwości. Pod każdym postem te same frazy: “Gratulacje!”, “Inspirujące!”, “Powodzenia w nowej roli”, “Świetna historia!”, nawet jeśli treść jest pusta albo zwyczajnie ściemniana. To daje złudzenie wspólnoty, ale tak naprawdę jest tylko wymianą uprzejmości pod zasięg, a nie rozmową między ludźmi. A wszyscy wiemy, jak życzliwi dla innych są nasi rodacy 😉
Coraz częściej LinkedIn przypomina też fabrykę AI-generowanych treści, które wyglądają profesjonalnie, brzmią mądrze, ale kompletnie nic nie wnoszą. Dzięki narzędziom opartym na sztucznej inteligencji można w minutę wyprodukować post o „wyzwaniach lidera", „sile teamworku" czy „drodze do celu", który brzmi tak gładko, że mógłby zostać wygenerowany przez każdego. I tak właśnie jest. Nikt tego nie czyta do końca, nikt tego nie pamięta, ale każdy polajkuje i rzuca pod spodem „Inspirujące!", bo takie jest oczekiwanie. Algorytm nagrodzi zaangażowanie, więc gramy dalej, choć wszyscy wiemy, że to fasada. Problem w tym, że AI nie tylko ułatwia tworzenie pustych treści, ale wręcz je normalizuje. Kiedy każdy może w kilka sekund wygenerować post brzmiący „jak trzeba", próg wejścia spada do zera, a jakość przestaje mieć znaczenie. Liczy się częstotliwość, forma, zasięg. LinkedIn stał się miejscem, gdzie lepiej publikować cokolwiek niż nic, gdzie spójność stylu jest ważniejsza od treści, a prawdziwa rozmowa ginie w morzu gładkich, pozbawionych głębi komunikatów. Jeśli chcesz istnieć w tym ekosystemie, musisz grać w tę grę. Bo algorytm nie odróżnia wartości od pozoru, a ludzie przestali próbować.
I właśnie dlatego uważam, że LinkedIn jest jednym z najgorszych portali społecznościowych. Nie dlatego, że nie da się tam znaleźć wiedzy czy wartościowych kontaktów, tylko dlatego, że jako domyślne środowisko promuje iluzję nieprzerwanego sukcesu. Pokazuje wierzchołek góry lodowej, totalnie ignorując to, co ukryte jest pod powierzchnią wody. Na LinkedInie nie ma miejsca na porażkę, nie ma też miejsca na autentyczność czy bycie “sobą”, bo inaczej wyjdziesz na krytyka, cynika czy psychopatę.
I to wszystko na dziś, zapraszam do komentarzy i podzielenia się Waszymi wrażeniami z używania LinkedIna.
Komentarze (39)
@WujekAlien Zgadzam się z Tobą. Linkedin to narzędzie głównie dla łowców głów oraz dla narcystycznych managerów i dyrektorów, którzy więcej się pindrzą do zdjęć, piszą posty zakrawające o autoerotyzm lub fellatio wobec swoich przełożonych i akcjonariuszy, zamiast wykonywać należycie swoje obowiązki w rzeczywistości.
Paluch w kawałku "Ładni, smutni ludzie" wprawdzie nie uwzględnił Linkedina, ale jak najbardziej mechanizmy o których wspomina działają bardzo podobnie jak w pozostałych mediach społecznościowych.
M.in. dlatego już dawno usunąłem tam konto oraz wypisałem się z pracy dla dwóch dużych korporacji gdzie stroszenie piórek, włażenie sobie w d⁎⁎ę, fałszywość, obłuda i nierealne targety były chlebem powszednim.
Ładnie opakowana degrengolada.
@WujekAlien mi na studiach wałkowali by to założyć bo super możliwości jest to ważne itp. Wszedłem to rzuciły mi się posty o sukcesie pisane przez AI i obrzydziło mnie. Z rekruterkami dziwnie się pisze hiper enerigczne z ponglishem a przez telefon z inną się gada i nie dostaje żadnej informacji zwrotnej tylko cisza w eterze.
Nie no ten portal bardziej jest cvka dla firm. Tam głównie jest pierdolenie w sumie jak na każdym portalu ale tu dodatkowo czuć taka żenadę jak w programie " love is blind" gdzie wyznaja sobie miłość po kliku tekstach. Czujesz że to jest taka rezyserka że aż cię skreca
Tam nie można powiedzieć zbyt wiele bo każdy ma jakieś klauzulę poufności więc wszyscy pierdola jakieś frazesy.
Thrilled to announce that in my eyes LinkedIn is the most toxic social channel there is.
@WujekAlien ja tam wrzucam tylko posty o awansie co jakiś czas i nic więcej. Od czasu do czasu dobrej ziomuwje/ziomkowi wrzucę gratki, jak zmienia pracę i tyle.
Nie widzę najmniejszego sensu bawić się w to medium. Ciekawi mnie czy i ile na tym tracę realnie.
Zaś warto podkreślić jedną rzecz - sugestie odpowiedzi na komentarze, wiadomości, etc. To jest samonapędzająca się karuzela martwego internetu. Nie musisz nawet nic pisać, wystarczy, że klikniesz w sugestie odpowiedzi i cyk, gotowe.
Ponowię więc pytanie - po co?
@WujekAlien od dawna uważam Social Media za najgorszy wynalazek ludzkości w naszym ćwierćwieczu, ale LN to jest jeszcze inna liga. Rak w czystej postaci ( ͠° ͟ʖ ͡°)
@WujekAlien Linkedin to moje guilty pleasure. To jest zupełnie niesamowite uniwersum, medium społecznościowe całkiem inne niż pozostałe. Bo na przykład facebook dziś już zdechł, to wie każdy, ale był to portal do wszystkiego - newsów, dobrych rzeczy, smutnych, ważnych, błahych. Insta to wiadomo - lans i memy w krótkich treściach, podobnie jak TikTok. Twitter do gównoburz politycznych. A Linkedin? Ja do dziś nie wiem po co jest ten portal. Jak zakładałem tam konto ponad 10 lat temu, to udzielały się głównie HRówki, a odkąd pojawił się chatGPT to każdy post
wygląda tak
że należy go czytać jak wiersz
i w siedemnastu linijkach poprzecinanych emoji
nie ma żadnej treści
to nie jest medium społęcznościowe - to teoria martwego internetu w praktyce
Tam nie ma absolutnie nic ciekawego, ważnego, mądrego, tylko pompa, lizanie się po jajkach i rzeczy tak odkrywcze jak to że po poniedziałku jest wtorek. A to że są ludzie, którzy dążą do tego żeby być TOP Linkedin Voice to już dla mnie abstrakcja. Mam wrażenie że tam są osoby, które lubią wąchać swoje pierdy. Kiedyś miałem zapisany post, ale zniknął mi, jeszcze z 2017 roku, jak typek pisał że stał w kolejce po kanapkę w kantynie i usłyszał że osoba za nim martwi się że została ostatnia kanapka z szynką i pewnie ktoś kupi, i on, mimo że też miał ją na oku tego nie zrobił i to świadczy o nim jako o liderze. I to było napisane na serio, nie jako mem. W piątek mignął mi post gościa który mówił że (oczywiście totalnie to wszystko się wydarzyło, tak było) jednego dnia rozmawiał w pracy z kolegą, który skarżył się że zaraz weekend i on nie wie co zrobi z trójką dzieci i już nie może się doczekać poniedziałku, a po południu rozmawiał z sąsiadem który stracił syna w wypadku i tęsknił do wspólnych weekendów i zrobił z tego (a raczej LLM za niego zrobił) opowieść o celach. No masakra. I jeszcze te komentarze: "to inspirujące, Grzegorz!", "Dziękuję za poniedzielenie się Karolino!", "ciekawe spostrzeżenia, biorę ze sobą!" - kto tak rozmawia? No i oczywiście każdy post musi być okraszony samojebką, koniecznie z sesji biznesowej w jakiejś durnej pozie. I koniecznie mention Rafała Brzoski z d⁎⁎y - kiedyś nawet zastanawiałem się czy nie zrobił profilu "Czy Rafał Brzoska dostał dziś mention pod postem który c⁎⁎j go obchodzi", ale uznałem że skończyłoby się pozwem od kogoś obrażonego :D
Mam polajkowane trzy fajnie prowadzone fejk konta, które co jakiś czas puszczają rage baity i super się patrzy jak ci wszyscy managierowie i businesswoman z profesjonalnymi fotkami w garsonkach i garniakach rzucają chujami i każą spierdalać w komentarzach :D
Ogólnie jest to dla mnie arcyciekawe miejsce w internecie, nie ma chyba drugiego takiego gdzie ludzie tworzyliby sobie drugą osobowość tak bardzo.
> Mam polajkowane trzy fajnie prowadzone fejk konta, które co jakiś czas puszczają rage baity i super się patrzy jak ci wszyscy managierowie i businesswoman z profesjonalnymi fotkami w garsonkach i garniakach rzucają chujami i każą spierdalać w komentarzach :grinning:
Podzieli się kolega? 😛
@Maciek niektórzy zrobili z tego drugiego facebooka i komentują bieżące wydarzenia, o które nikt nie prosił
Kiedyś dla zabawy wrzucilem ten mem na tablice. Tqk jak nigdy nie mialem jakis super ilosci wyświetleń tak nagle mialem kilkadziesiąt I po prostu podświadomie czułem, ze zjebałem i zrobilem cos niezgodnego z etykieta, wiec usunąłem szybko xdxdxd
@WujekAlien no dokładnie, nie pomyślałem zanim to zrobilem. Wisiało mi na tablicy moze z 3h wiec luz
@SignumTemporis problem w tym, że te profile są publiczne i często pracodawcy na nie wchodzą, żeby zobaczyć co kto wrzuca, a to już sprawia, że nie można być tam sobą i trzeba być mega popawnym i profesjonalnym
Z fejk it till ju mejkit zrobiło sie samo fejkit.
@zzzquil może komuś się udało w make it, ale to są max procenty użytkowników tego portalu 😉
@WujekAlien Nie wiem czy to tylko kwestia moje Linkedina, ale oprócz tego co opisałeś ostatnio bardzo często pojawiają mi się relajce z różnych ~z d⁎⁎y eventów~ konferencji HRowych. Jedna pula tych samych Anetek na podobnych eventach i każda w komentarzu oznacza inne Anetki dziękując za INSIGHT.
@Bylina_Rdestu to mnie nie dziwi, bo HR to właściwie jedyny zespół, który ma czas na chodzenie po konferencjach. Ja staram się być na 1 konferencji, spotkaniu choć raz na 2 miesiące, a i tak jest ciężko mi to wcisnąć do kalendarza.
@WujekAlien zakładajcie konta, zakładajcie. Będzie łatwiej dfp śledzić i profilować w danych ( ͡ʘ ͜ʖ ͡ʘ)
Absurdem jest to jak niektóre firmy wymagają promowania przez menedżerów na linkedin. Postowanie wpisów, podawanie dalej itp xD
@Tomoe yep, są całe działy odpowiedzialne za Branding, które tylko tym się zajmują. W moim poprzednim korpo były nawet treści przygotowane dla pracowników, żeby mieli "gotowca" do wrzucenia na swój profil.
@Zarieln jeśli włazłeś między wrony musisz krakać tak jak one xD
@WujekAlien daję piorun i generalnie zgoda - ale spodziewałem się więcej konkretów. Na "Treść autorską" to trochę dla mnie za mało mięsa. Równie dobrze to mógłby być wpis w hydeparku - taka tam podzielana przez większość opinia, pomieszana z nutką żali.
Gdybyś np. pokazał jak działa Premium i co faktycznie dostajesz za premium na liczbach, to już by było coś. W sumie nie wiem i chętnie bym się dowiedział.
@ten_kapuczino oj tam oj tam, zobaczę ile mogę ze screenów wyrzucić, trochę poklikać i postaram się opisać co realnie Premum daje, bo części z tego pakietu nawet raz nie użyłem 😉
@WujekAlien aleś delikatny
@ten_kapuczino trudno jest pokazać co realnie daje premium, bez pokazania tego na swoim profilu, a jak się pewnie domyślasz, nie chcę się nim tutaj dzielić. Nie da się tych danych zanonimizować, bo mam dostęp do nazwisk ludzi, którzy wchodzą na mój profil, czy nazw firm, w których pracowałem, czy z którymi współpracuję.
Resztę znajdziesz w ich broszurce. Jeśli ten wpis to dla Ciebie za mało, to śmiało blokuj tag i nie będziesz musiał ich więcej oglądać 😉
Mnie najbardziej śmieszy w tym korpo raku, że mamy szkolenia o tym aby nie ujawniać pozycji w korpo aby nie obrywać następnie phishingiem z naszymi nazwiskami. Po czym wchodzą całe na biało korpo julki z hr pochwalcie się na linkedin jakie super rzeczy w korpo robimy, jakie to ono za⁎⁎⁎⁎ste jest. Coś czuje, że ładnie podkurwiły nie tylko mnie.
@30ohm a do tego wrzucają czasami dane wrażliwe firmy, bez żadnej refleksji, że to może ułatwić potencjalny atak
LinkedIn obecnie służy tylko i wyłącznie do śledzenia gdzie znajomi uciekają. I to ci faktyczni. Aktywność jest po to żeby w wyszukiwaniach wyżej wyskakiwać i firmy zewnętrze mogły Cie przez to atakować z nowymi ofertami pracy. Od ładnych paru lat jakość tak jak mówisz spadała na łeb na szyje, mam wrażenie że to od momentu jak M$ ich kupił. Taki portal do klepania się po pleckach. Nasz rodzimy goldenline niestety nie przetrwał próby czasu. A niestety, bez konta na LinkedIn w świecie korpo praktycznie nie istniejesz.
@WujekAlien aaa dobra, to przez Vive, to znam, ale sprzężone z LI nigdy w żadnym korpo jak na razie nie było. A tu gdzie jestem obecnie to może potrwać. Życie w SAPie ma swoje plusy, większość firm jest skostniałe a nie to co software housey.
@Tomekku od dłuższego czasu pracowali nad swoją wersją "wewnętrznego" social media, wcześniej to był Yammer, po wykupieniu LinkedIna zmienili mu nazwę na Viva Engage i dołożyli moduł Connections. do pokazywania co inni robią, a ten się da połączyć z LinkedInem.
@WujekAlien To na szczęście u nas tego jeszcze nie ma. Może MS powinien zintegrować z Sharepointem. Wrzucasz plik i od razu wszyscy na Linekdin mogą go używać.
@Tomekku Microsoft ich nawet zintegrował z Teams i pozwala na wyświetlanie na służbowych Teamsach postów z LinkedIna, co dla mnie jest już absurdem tego duetu
@WujekAlien Założyłem to jak szukałem nowej roboty kilka lat temu. W obecnej pracy od jakiegoś czasu jest ciśnienie żeby się tam udzielać, podbijać jakieś treści zamieszczane przez firmę, lajkować, serduszkować czy co tam się robi. Ja mam to wszystko w d⁎⁎ie i nawet zapomniałem hasła. Jak miałem czytać te korpobzdury, które są tam wrzucane, to korzystanie z tego serwisu sobie podarowałem po roku.
> można było wygrać firmową bluzę i bidon
dzięki temu można nawet poza czasem pracy reklamować firmę. Takie tam podejście.
@WatluszPierwszy u nas też były, można było wygrać firmową bluzę i bidon 😉
@Tomekku dlatego uważam ludzi, którzy z entuzjazmem uczestniczą w korpo cyrku za ameby umysłowe.
@WatluszPierwszy a potem w razie W szef nawet nie mrugnie przy podpisywaniu redukcji 50 stanowisk. Bo tak trzeba. Ale jak co to u nas w firmie jesteśmy jak rodzina.
@WujekAlien u nas są jakieś konkursy dla najbardziej aktywnych. Ja generalnie mam bekę z tej całej korpo stylistyki typu "w naszej firmie", "wzięliśmy udział we wspaniałym szkoleniu". Nie neguję tego, że szkolenia, konferencje itd. są przydatne i rozwijają zawodowo ale takie ochy i achy mnie bawią niezmiernie. To całe pierololo jak to cudownie jest pracować "w naszej firmie".
@WatluszPierwszy niektóre firmy nie tylko wymagają lajkowania i zachęcają do postowania jak najczęściej ale też same przygotowują za pracowników posty i każą im je wrzucać 😉