
Z pamiętnika lidera - Szkolenia menedżerów
WujekAlienLider
88piorunówDzień dobry,
Dziś przychodzę do Państwa z tematem bliskim mojemu sercu, ale też jednym z tych, o które prosiliście w komentarzach.
Jest to jedna z najbardziej smutnych rzeczy w korpo. Do pewnego stopnia walczyłem z nią dzielnie jak Don Kichot, ale walkę z tymi wiatrakami przegrałem. Korpo robią wszystko, żeby swoim korpo pomysłem na siebie zarazić ludzi, którzy będą zarażać tym kolejnych ludzi, a oni kolejnych i tak ta „piękna” pandemia rozleje się po całej firmie.
Dziś powiem Wam jak to wygląda i dlaczego tak bardzo mi się to nie podoba. Ale na koniec dorzucę kilka pozytywnych przykładów dla równowagi.
Opowieść zaczynamy od człowieka na C-levelu, czyli CEO lub CFO lub CHRO, lecącego na golfa, żagle lub jacht ze swoimi odpowiednikami w firmach konsultingowo-doradczych: BCG, Deloitte, PWC, Gartner i innych, żeby dać sobie nawinąć makaron na uszy o nowych trendach w świecie, które firma musi wprowadzić, żeby być jak konkurencja, co ja mówię, lepsza niż konkurencja. Chwilę później leci na spotkanie ze swoimi odpowiednikami (CXO) u konkurencji i słyszy, że oni też się nasłuchali o tym rewolucyjnym podejściu do pracy, pracy z biura, wartościach, angażowaniu pracowników. No i jest to nic innego, jak potwierdzenie, że zmierzają we właściwą stronę i nie ma odwrotu - trzeba tę rewolucję wdrażać (zanim do nas dotrze, że to głupie).
Nasz CEO/CFO/CHRO dostaje pełen pakiecik konsultantów, którzy zaczynają od wprowadzenia zarządu w ten cudowny pomysł, a nastepnie schodzą pięterko niżej i pokazują cały pakiet szkoleń, jak wprowadzać zmianę na kolejnych piętrach od dyrektora do stażysty.
Spytacie: skąd to wiem?
Niestety miałem wątpliwą przyjemność uczestniczyć w tak pięknym szkoleniu, zastępując mojego szefa (gościa na poziomie VP). Nie jest to nic innego, jak pranie mózgu, pokazując, że wszyscy inni tak robią, że jako firma jesteśmy ostatni w kolejce i nie ma odwrotu, bo zostaniemy z tyłu, a jak wiadomo, nikt nie chce zostać z tyłu. Bo przecież konkurencja nie śpi.
Jak wygląda takie szkolenie?
Uczestnicy są dzieleni na grupy 4-5 osobowe w taki sposób, żeby osoby w tej samej linii raportowania nie znalazły się w 1 grupie. W tej samej grupie „pracuje” się już przez kolejne 2-3 dni, w zależności od tego na jak długi „przestój” firma może sobie pozwolić. Szkolenie odbywa się po za biurem, bez laptopów czy komórek, żeby uniknąć rozpraszaczy. Grupki dostają zadania, związane z tym, jaki feedback firma dostała od pracowników i jakie obszary należy najszybciej zaadresować. Oczywiście feedback został pięknie odsiany przez firmę „doradczą”, więc nie znajdzie się na liście do „rozwiązania” żaden temat związany z: niskimi pensjami, brakiem balansu w życiu prywatnym i służbowym, licznymi nadgodzinami, niską przydatnością kolegów z lekko-ciemniejszym kolorem skóry (nie wskazuję palcem na hindusów), powrotem do biura, brakiem biurek, głupimi pomysłami HR, kiepską kawą czy niedobrymi owocami w owocowe czwartki. Tu zajmiemy się ważnymi rzeczami jak: brak motywacji do pracy, jak robić więcej za mniej, jak nagradzać pracowników za zapierdzielanie z użyciem nieskokosztowych rozwiązań - pizzy i innego żarcia, czy szkoleniem ze znanym i lubianym coachem, w pobliżu którego HRy mają maślane oczy i spijają każde słowo z jego ust, jak nektar. Do tego oczywiście: AI, automatyzacja, usprawnianie procesów, podnoszenie Kejpijajów i innych kilkuliterkowych korpo-skrótów. Będąc w takiej grupce szybko wyczujesz, kto jest jeszcze przed praniem mózgu, kto w trakcie, a u kogo proces zrobił już nieodwracalne zmiany w mózgu.
Czy z takiego szkolenia może wyjść coś dobrego?
I tak i nie, z jednej strony, jakieś problemy dostaną listę potencjalnych rozwiązań, więc na plus, z drugiej, te problemy, które najbardziej przeszkadzają ludziom nie zostały zaadresowane, bo nie o to tutaj chodziło. To jest trochę jak z kościelnym zbieraniem na remont dachu, nie chodzi o to żeby zebrać, tylko, żeby zbierać. Tak i tutaj, liczy się sam proces i pokazanie, że “pracujemy” nad tym i coś się dzieje, a nie, że rozwiązujemy realne problemy. Oczywiście nie możemy tu zapomnieć o warstwie celebracji tej pracy i sukcesów, dzięki czemu generujemy piękny kontent na LinkedIna, a lajkujący go ludzie wierzą, że firma przechodzi korzystną zmianę.
W kolejnych iteracjach podobne szkolenie, w mniejszej skali i krótsze, zostaje przedstawione menedżerom, żeby i oni mogli się dowiedzieć, co firma “robi”, żeby zaadresować “najpilniejsze” potrzeby pracowników.
Drugim rodzajem najgorszych szkoleń są te związane z ocenami podwładnych, tu również obowiązuje z góry narzucona narracja. Brak tansparentności w tym kto dostanie jaką ocenę i za co i jak realnie wygląda pula ocen i ich rozkład, to to, co mi w nich najbardziej zawsze śmierdziało. Do tego budują przeświadczenie w menedżerach, że ubiegłoroczne 120% w obecnym nie jest już nawet wystarczające na 100%, a czasami nawet na 90%, przez co naturalne jest narzucanie pracownikom więcej i więcej na talerz w imię „wydobywania” ich prawdziwego potencjału. Oczywiście, do czasu, aż im zacznie spadać z talerza i nie dadzą rady dowieźć wszystkiego, wtedy ładnie pogrozimy im palcem i powiemy, jak bardzo jesteśmy zawiedzeni. Bo przecież pokładaliśmy w nich takie wielkie nadzieje <smutna żaba>.
Oczywiście, to tylko przykłady korpo szkoleń, bo samych szkoleń dla menedżerów jest masa i o większości z nich nie mogę powiedzieć złego słowa. To są te momenty, kiedy firma (czasem nawet przypadkiem) robi coś sensownego: inwestuje w rozwój kompetencji, które naprawdę przydają się w codziennej pracy i które finalnie przekładają się też na komfort zespołu.
A jak z dobrymi szkoleniami?
Są szkolenia, po których człowiek wychodzi nie z nową mantrą na LinkedIna, tylko z konkretem: jak prowadzić rozmowę 1:1, jak dawać i przyjmować feedback bez upokarzania kogokolwiek, jak stawiać granice, priorytetyzować, delegować i nie udawać, że „wszystko jest pilne”. Są warsztaty o komunikacji, konflikcie i współpracy, które nie uczą „jak wygrać dyskusję”, tylko jak zrozumieć drugą stronę, dogadać się i przestać eskalować każdą różnicę zdań do poziomu dramatu. Są wreszcie szkolenia z planowania, prowadzenia spotkań czy podejmowania decyzji - nudne w nazwie, a ratujące życie w praktyce.
Najlepsze są jednak te, które potrafią w ludziach coś odkryć. Takie, po których pracownicy (i menedżerowie też) nagle widzą u siebie cechy, o których nie mieli pojęcia: że potrafią jasno mówić „nie”, że mają talent do porządkowania chaosu, że umieją uspokoić napięcie w zespole, że potrafią uczyć innych, albo że wcale nie są „nieśmiali”, tylko po prostu nie mieli bezpiecznej przestrzeni, żeby się odezwać. Dobre szkolenie nie robi z ludzi klonów, tylko pomaga im lepiej rozumieć siebie, swoje mocne strony i styl pracy, a to jest jedyna „zmiana kultury”, która ma sens, bo zaczyna się od człowieka, nie od slajdów.
I to jest dla mnie przykład ogromnych skrajności, bo wiem, że szkolenia mogą być dobre i przydatne, ale jednocześnie są takie, które potrafią być czystym praniem mózgu: odgórnie narzucona narracja, „rewolucyjne” trendy od konsultantów i udawanie, że rozwiązuje się problemy, które wcale nie są tymi najważniejszymi dla ludzi.
i to by było tyle na dzisiaj, do następnego, a teraz zapraszam do komentarzy :smiley:
Komentarze (18)
@WujekAlien mnie urzekło z tym o wydobyciu potencjału, piękne
> niską przydatnością kolegów z lekko-ciemniejszym kolorem skóry (nie wskazuję palcem na hindusów)
@WujekAlien generalnie, jedyni prawdziwie przydatni koledzy z tego rejonu, z ktorymi mialem okazje pracowac to ci, ktorzy mieszkali w USA. Cala reszta z Bangalore i innych lokacji to tylko "please do the needful", nawet jak palcem pokazesz co maja zrobic...
@WujekAlien - tych kurew z pwc za najbardziej ch⁎⁎⁎we doradztwo technologiczne jakie się da zrobić (by za nie zgarnąć setki tysięcy - jak nie miliony) szczerze nienawidzę.
> Ale zdanie takiego gościa jest dla firmy ważniejsze niż nasze
Krąży taka hiena wokół SVP i sączy mu truciznę :face_exhaling:
Do tego zapraszana jest na różne spotkania a nawet wydarzenia firmowe.
Dorwałem kiedyś taką kurwę by wbadać co wie - znała jedynie frazesy - no i udało mi się ją wkurwić 😁
Nawet jak nam się VP zbuntowali, że nie będą wdrażać gówna to i tak przyszedł dekret, że muszą - na szczęście zaraz przyszedł kolejny dekret o obcięciu budżetu (bo optymalizacje i restrukturyzacje mają najwyższy priorytet) - więc na szczęście robimy po naszemu z narzędziami open source nad którymi mamy kontrolę.
@WujekAlien jaki to jest korpo standard. Plus taki, że chociaż mówi że sprawdzi. Ile jest takich że robi majaczenie na ekranie. Będą wymyślać niestworzone rzeczy a jak im zarzucisz że pierdoli głupoty to będzie się zarzekać, że nie. Kocham firmy konsultingowe, naprawdę. Jak słyszałem, że w jednej firmie chcieli wejść w mocną kooperatywę z Infocycem to od razu zmieniłem firmę. No i teraz firemka się powoli gotuje.
@Tomekku @koszotorobur Współpracujemy z gościem z jednej z takich firm. Typ ma 40 lat, na pytanie odpowiada, to ja musze sprawdzić i odpowiem później, mam wrażanie, że przyszedł do nas się uczyć, a my jeszcze za to płacimy. Jak pokazał piekne slajdy, to nawet nie wiedział na co patrzy, bo nie umiał ich omówić. Ale zdanie takiego gościa jest dla firmy ważniejsze niż nasze, więc co ja mogę 😉
@koszotorobur To nie tylko pwc, wszystkie wielkie doradcze firmy to największy rak, jeszcze w żadnym korpo nie widziałem, żeby coś wdrożyli na czas i zgodnie z oczekiwaniami. Tu nie chodzi o to żeby złapać króliczka tylko go gonić. Oni za te przedłużające się wsparcie cały czas mają ślicznie płacone. To, że projekt się wyjebał i tak na stronie wrzucą jako wielki sukces. Karawana jedzie dalej. Jak w polityce. To że teraz się nie udało nie znaczy że za 2/3 projekty znów do nich nie wrócimy żeby dalej robili kolejne chujowe wdrożenie.
@WujekAlien im niżej w drabince tym mniej poważnie się bierze tego typu rewelacje.
Plankton na dole ma totalnie wyjebane w tego typu pierdy, a pierwszy w linii manager tylko trochę mniej, ale musi udawać. No i my udajemy, że się szkolimy, on udaje, że to na serio, nie zmienia się nic i tak się kręci karuzela korpo-spierdolenia.
Napisz coś kiedyś o ciągłej restrukturyzacji, bo to temat jak z tym zbieraniem na remont dachu.
Ja w ciągu 10 lat w mojej firmie przeżyłem już chyba ze cztery, z czego dwie skończyły się moją wewnątrzmą relokacją (pierwszą przymusową, drugą na własne życzenie).
@FoxtrotLima bo plankton na dole ma dość swojej roboty do zrobienia i dość pojebanych procesów, nad którymi się wkurwia, żeby się jeszcze zachwycać jakimś górnolotnym pierdololo sztucznie wymyślonym na górze. Kończy się to tak, że z góry idzie ciągła propaganda sukcesu, a dół jak napisałeś mocno udaje, że tak samo się tym fascynuje, żeby góra się odpierdoliła ¯\\_(ツ)_/¯
@WujekAlien zajmowalem sie szkoleniami, głównie na wsparcie techniczne, ale tez kiedys jakies bardziej kreatywne quazi testralne tematy i przyznaję, że piekny jest ten akapit o dobrych szkoleniach. Piorunuje jak dzisiejsze burze w Polsce
@b905 dziękuję :)
> “pracujemy” nad tym i coś się dzieje, a nie, że rozwiązujemy realne problemy.
I tak to sie zyje w tym korpo.
A tak na serio, takie narzucone idiotyczne kursy to jedna z najbardziej irytujacych rzeczy w korpo.
> jak zrozumieć drugą stronę, dogadać się i przestać eskalować każdą różnicę zdań do poziomu dramatu.
O, szkolenia dla kobiet! 😛 #pdk
@WujekAlien hłe hłe jak wam idzie wdrażanie AI do zarządzania bo kto nie idzie naprzód ten się cofa? 😛
> Czy z takiego szkolenia może wyjść coś dobrego?
jak to mój dobry kumpel powiedział- stoły, krzesła, przekąski... :grinning: A te wszystkie kejpiajo-targetsettingsy to j⁎⁎ać prądem, tak samo tych co to wymyślili
@NiebieskiSzpadelNihilizmu wydaje mi się że większość tych korpo skrótów generalnie ma sens i może być pomocna, tylko korpo-ameby mylą cel z narzędziem.
@WujekAlien Panie Boże dziękuję za to że przypadł mi niebieski a nie biały kołnierzyk 🙏
