Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#645b9be13e812ecbdf3a3f3c

Osobistość

w Hydepark

0piorunów

Ma ktoś jeszcze ta, że wam się wydaje, iż wszystkim wokół się układa tylko nie wam? Jak się pogodzić z niemożnością osiągnięcia celów życiowych i jednocześnie patrzenia jak wasi znajomi np. z liceum wiodą przynajmniej z pozoru perfekcyjne życia? Żółć mnie zalewa, bo zupełnie mi się nie układa.

Po liceum (może nie najlepszym w mieście, ale całkiem niezłym) tłukłem się tu i tam, skończyłem studia 1. stopnia będąc dwa lata starszy niż powinienem i potem sześć miesięcy bite się tłukłem w poszukiwaniu roboty w zawodzie, kiedy ww. koledzy z liceum kucowali za kosmiczny hajs albo mieli np. praktyki w CERN. Kiedy inni kupowali albo odziedziczali pierwsze mieszkania ja tłukłem pół roku stażu z urzędu pracy, po którym zaproponowali mi trzymiesięczną umowę o pracę na minimalną i pół etatu oraz słyszałem od rodziców, że nawet na kawalerkę po babci nie mam co liczyć, bo muszą mieć fundusze na emeryturę

Na cudowną ofertę się nie zdecydowałem, bo nagle miałem szansę - robota w korpo. Niestety szybko zaczął się sezon i po prostu nie byłem w stanie wytrzymać tempa pracy po 10 h dziennie (i jeszcze najlepiej zabrać robotę do domu) z perspektywą robienia tego przez najbliższe kilka miesięcy. Rzuciłem to w cholerę i przynajmniej w końcu mogłem się wyspać i głowa mnie ze stresu nie bolała. Do innego korpo raczej się nie załapię (zawsze się na rozmowach kwalifikacyjnych wykładam, bo pomimo tego, że nieźle mi zawsze szło z liczbami, danymi itp. jestem lekko upośledzony społecznie, mam wadę wymowy i do tego kiepsko funkcjonuję w sytuacjach stresowych, więc bywa, że testy wstępne rozwiążę świetnie, a potem i tak mnie HR odstrzeli). Zostało mi szukanie roboty po administracji miejskiej i państwowej (gdzie 4200 brutto potrafi być kosmicznym hajsem) oraz mieszkanie z rodzicami Bóg wie jak długo.

Nie byłoby to takie straszne gdyby nie to, że rodzina już za mną nie przepada i zdarzyło mi się od podchmielonej (rodzice mają zwyczaj picia piwa lub dwóch wieczorem, w weekend więcej) matki usłyszeć, że spodziewała się po mnie więcej (nie żeby sami osiągnęli nie wiadomo jak wiele, gdyż matka pomimo ukończenia dość wymagających studiów matematycznych siedzi jako nauczyciel mianowany, gdyż dyplomowanego jej się robić nie chciało, w podstawówce, a ojciec mimo wyższego wykształcenia ekonomicznego i znajomości trzech języków obcych jeździ dostawczakiem po mieście), a w domu generalnie panuje atmosfera przygnębienia.

Chłop by się przyuczył do pracy jakiegoś analityka albo księgowego, ale nikt bez doświadczenia wziąć nie chce. Myślę jeszcze nad seminarium, bo zawsze się ta myśl gdzieś przewijała w różnych momentach mojego życia, a teraz nawet nie mam już nic do stracenia, bo baby niet, kariery niet i perspektywy na obie również niet. Może przynajmniej w rękach Kościoła mógłbym być użytecznym narzędziem i coś ze swoim życiem zrobić, bo teraz tylko tłukę głową w ścianę, a lata lecą (niedługo 26. urodziny).

---

Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
ID:
Post dodany za pomocą AnonimoweHejtoWyznania: https://anonimowehejto.pl - Zaakceptowane przez: HannibalLecter

Osobistość0piorunów

OP: @dsol17: Zaczynam niedługo w tej administracji, bo co innego mi w tym momencie zostało, a w korpo jako praktykant nie dostawałem wcale dobrej kasy. Mógłbym dostać lepszą jako asystent, gdybym nie zrezygnował i by mi przedłużyli umowę.

@koniecswiata: Niezaprzeczalną zaletą jest możliwość rzucenia wszystkiego w cholerę. Kasa wtedy mi jakoś szczególnie potrzebna nie będzie, bo jak będzie zakwaterowanie i wyżywienie to tylko coś na grzbiet ogarnąć i można funkcjonować. Bardziej mi chodzi o cel w życiu, jasno wyznaczone obowiązki, rolę społeczną i ogólnie tożsamość jaką człowiek otrzymuje razem z sutanną. Poza tym sama służba jako ksiądz mi się wydaje czymś szlachetnym, choć ewidentnie materiał na kaznodzieję i spowiednika ze mnie żaden. Większa szansa, że bym się zakopał w książkach i ciągnął jakiś niszowy temat, próbując zostać specjalistą od np. teologii moralnej jednocześnie starając się ogarnąć zwykłe obowiązki stanu.

---
Ten komentarz został dodany przez osobę dodającą wpis (OP)

Zaakceptował: HannibalLecter

Anonimowe Hejto WyznaniaAnonimowe Hejto WyznaniaAnonimowehejto
Gruba ryba1piorunów

@anonimowehejto jak nie mogłeś w korpo wytrzymać to jak chcesz znieść bycie księdzem? Zostaniesz zniszczony jeszcze w seminarium. A tak poważnie to jedna rada, przestań myśleć o przeszłości. Co było to było i tego nie zmienisz. Zacznij żyć od nowa i rozwiązuj swoje problemy jeden po drugim. Najpierw praca, potem dziewczyna, potem wyprowadzka od starych. Przeszłość z której nie jesteśmy zadowoleni istnieje tylko w naszej głowie, jej już nie ma .. a najlepiej pomyśleć że tego nie było. Inaczej zamienia się w straszny kamień u szyi i negatywnie wpływa na teraźniejszość i przyszłość. Aha, zainteresuj się jakąś filozofią która Ci pomoże psychicznie. Polecam stoicyzm i kaizen. Dzięki nim da się wyjść z każdego szamba.

Pokaż więcej komentarzy (8)