@festiwal_otwartego_parasola @szatkus-7 Ale to są dwie różne kwestie. Kwestie szkoleń wojskowych - które IMO powinni mieć ludzie w młodszym wieku, jako nie mający jeszcze zobowiązań w pracy czy rodzin na utrzymaniu - czyli w wieku 18-23 lata. Gdzie można wypłacić im jakiś żołd w wysokości minimalnej, bo prawdopodobnie w tym wieku i tak więcej nie zarabiają a to wystarczy na utrzymanie jednej osoby (zwłaszcza jak mają zakwaterowanie i wyżywienie w koszarach). Gdzie strata na pół roku osoby bez doświadczenia nie będzie wielką szkodą dla firm czy gospodarki.
Jak weźmiesz na półroczne szkolenie 40-latków, ile byś musiał zapłacić żołdu, żeby pokryło raty kredytu za dom/mieszkanie i utrzymanie całej rodziny 40-latka? Dycha netto może nie wystarczyć. Kto pomoże w tym czasie drugiemu z rodziców, jak zostanie sam, z ogarnięciem wszystkiego - zawożeniem dzieci na zajęcia, do szkoły, do lekarza? Kto zastąpi w tym czasie te osoby w pracy, które najczęściej już mają duże doświadczenie zawodowe i są trudni do zastąpienia w firmie, w której pracują?
Natomiast w przypadku wojny to już inna sprawa, tutaj wiadomo że lepiej w pierwszej kolejności wziąć starszych, niż poświęcać młodych. Wojna rządzi się swoimi sprawami i kwestie ekonomiczne schodzą na drugi plan, a są po prostu kwestie etyczne. Mówię to jako rodzic - poszłabym sama, w wieku 50+, byle tylko nie musiały iść moje dzieci.
A jeszcze osobną kwestią w ogóle jest, po co robić masowe szkolenia, jeżeli nie ma na to sensownych zasobów i funduszy, a nie ma ich nawet dla takiej ilości szkolonych jak jest teraz. Trzymać kogoś pół roku w koszarach żeby przez ten czas obierał ziemniaki, mył podłogę i wystrzelał dwa magazynki? Marnowanie czasu i nawet tych niewielkich zasobów. Jeżeli stać nas na dwa magazynki na łeb na szkolenie, to można pozwolić się zapisać na jakiś termin - iść na jeden dzień do najbliższej czy wybranej jednostki, żeby nas zapoznali z podstawami posługiwania się bronią.