Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#czytajzwujkiem

Lider

w Książki

23piorunów

927 + 1 = 928

Tytuł: Pewnego razu we Francji - Tom pierwszy
Autor: Fabien Nury, Sylvain Vallee
Kategoria: komiks
Wydawnictwo: Non Stop Comics
Format: książka papierowa
Liczba stron: 120
Ocena: 8/10

Ten komiks to przykład, że historia potrafi być bardziej niejednoznaczna niż jakikolwiek thriller. Pewnego razu we Francji autorstwa Fabiena Nury’ego i Sylvaina Vallee to mocne otwarcie trzytomowej serii inspirowanej życiem Józefa Joanovici – Żyda rumuńskiego pochodzenia, który podczas II wojny światowej był zarówno kolaborantem, jak i bohaterem ruchu oporu.

Tom pierwszy rzuca nas w wir wydarzeń bez zbędnych wstępów – od pierwszych stron czuć gęstą atmosferę okupowanej Francji, moralne dylematy i nieuchronność tragicznych wyborów. Joanovici to bohater z krwi i kości – bogaty złomiarz, który nie tylko lawiruje między Niemcami a francuskim podziemiem, ale też pozostaje postacią absolutnie niejednoznaczną – trudno go jednoznacznie polubić, ale równie trudno przestać go śledzić.

Na osobne uznanie zasługuje kreska Vallee – realistyczna, pełna detali, ale jednocześnie nieprzeładowana. Świetnie oddaje klimat lat 40., portretuje emocje postaci i surowość epoki. Plansze są dynamiczne i bardzo dobrze skomponowane, a stonowane kolory wzmacniają wrażenie brudu, niepewności i napięcia. To komiks historyczny, ale nie nudna lekcja historii. To dramat człowieka, który grał na wielu frontach i do dziś budzi kontrowersje. Tom pierwszy daje przedsmak większej historii, ale już tutaj widać ambicję i jakość całej serii.

W oryginale to 6 tomowa zamknięta historia, ale polskie wydanie z 2023 roku to komiksy z historiami zebranymi po 2 tomy, w tym wypadku: Imperium pana Józefa i Czarne wrony.

Komiksy to nie do końca mój klimat, ale takie jak ten są świetnym przykładem, że nawet w nie do końca swoim gatunku można spędzić świetnie czas.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz
Osobisty licznik 86/128 (brak 2 recenzji na bookmeter)

Lider

w Książki

32piorunów

926 + 1 = 927

Tytuł: Ocean. Ostatnie dzikie miejsce
Autor: David Attenborough, Colin Butfield
Kategoria: reportaż
Wydawnictwo: Wydawnictwo Poznańskie
Format: e-book
Liczba stron: 400
Ocena: 8/10

David Attenborough to nazwisko, które niemal automatycznie budzi skojarzenia z pasją, wiedzą i niesamowitym sposobem opowiadania o naturze. Ocean to kolejne potwierdzenie jego daru przekazywania złożonych tematów w przystępny i fascynujący sposób. To nie jest książka naukowa w klasycznym sensie – to raczej hołd złożony największemu i najmniej zrozumiałemu środowisku na Ziemi, a przy tym wołanie o jego ochronę.

Attenborough zabiera nas w podróż przez rafy koralowe, głębiny oceaniczne, otwarte wody i nadbrzeżne ekosystemy. Opowiada nie tylko o pięknie i cudach podwodnego świata, ale też o jego kruchości i ogromnych zagrożeniach, jakie niesie działalność człowieka – od przełowienia i kłusownictwa, przez odpady, po zmiany klimatyczne i niszczenie całych środowisk życia zagrożonych gatunków.

Książka świetnie sprawdza się jako wprowadzenie dla osób, które chcą lepiej zrozumieć oceany, ale niekoniecznie mają specjalistyczną wiedzę. Ton narracji jest charakterystyczny dla Attenborougha – spokojny, pełen podziwu i zarazem lekko niepokojący.

Momentami jest nieco zbyt ogólna i powtarza wiele treści znanych z dokumentów BBC, co dla wiernych widzów może nie być zaskoczeniem. Nie zmienia to jednak faktu, że Ocean to wartościowa pozycja, która potrafi zachwycić i wzbudzić refleksje.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz
Osobisty licznik 85/128 (brak 2 recenzji na bookmeter)

Lider

w Książki

27piorunów

922 + 1 = 923

Tytuł: Lider - jak być skutecznym?
Autor: Henryk Mruk
Kategoria: poradnik
Wydawnictwo: Impectus Consulting
Format: e-book
Liczba stron: 57
Ocena: 5/10

Na pierwszy rzut oka książka profesora Henryka Mruka zapowiada się ambitnie – przecież temat skutecznego przywództwa to obszar pełen złożoności, narzędzi, koncepcji i praktycznych przykładów. Niestety, Lider – jak być skutecznym? to raczej broszura niż pełnoprawna publikacja, która wygląda jakby ktoś wyjął z większej całości dwa rozdziały i postanowił nadać im własne życie wydawnicze.

Mimo że zawarte w książce myśli są poprawne, a profesor Mruk nie mówi niczego kontrowersyjnego czy błędnego, to wszystko zostało przedstawione w sposób zbyt skrótowy. Dla osoby szukającej pogłębionej refleksji o przywództwie, narzędzi do pracy nad sobą lub zespołem – to po prostu za mało. To raczej delikatne „liźnięcie” tematu niż rzeczywista analiza. Brakuje przykładów z praktyki, rozwinięcia teorii, studiów przypadków czy nawet konkretnego planu działania.

Nie pomaga również wycena e-booka na 50 zł, co przy nieco ponad 50 stronach daje absurdalny przelicznik złotówka za stronę. Z pewnością jest to jedna z tych książek, które mocno trącą Blanchardem i jego zespołem – krótkie, lekkostrawne, ale przy niewspółmiernej cenie i bez faktycznej wartości wdrożeniowej.

Nie jest to zła książka – raczej niewystarczająca. Może sprawdzić się jako przypominajka lub bardzo wstępna inspiracja, ale trudno uznać ją za cokolwiek więcej. Jeśli ktoś dopiero zaczyna interesować się tematem przywództwa, to można przeczytać – choć z zastrzeżeniem, że to dopiero początek drogi, a nie jej kompas. Przykładowo porusza tematy neuroróżnorodności i atypowości, które w innych książkach mają więcej objętości niż ta książka ma w całości.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz
Osobisty licznik 84/128 (brak 2 recenzji na bookmeter)

Lider2piorunów

@WujekAlien pisanie książek takiej objętości w takiej cenie to interes życia xD

Lider2piorunów

@moll jest jeszcze wydawana w self-publishingu i tylko jako ebook/audiobook, więc więcej kaski dla autora i brak kosztów magazynowania, logistyki i innych zarezerwowanych dla papierowych książek 😉

Lider1piorunów

@WujekAlien postawić pod to landing page z darmowego szablonu, na własnym hostingu...

Lider2piorunów

@moll dokładnie, poszukam ile mu się tego udało sprzedać, ale gdyby nie EmpikGo i jego polecajki, to nie dowiedziałbym się nawet, że taki potworek wyszedł

Lider1piorunów

@WujekAlien a nie dość że wyszedł, to się skusiłeś

Lider2piorunów

@moll mylić się jest rzeczą ludzką :grinning:

Lider1piorunów

@WujekAlien tak jak podejmowanie ryzyka, hazard, hazard wszędzie 😛

Pokaż więcej komentarzy (7)

Lider

w Książki

23piorunów

921 + 1 = 922

Tytuł: Kłamca
Autor: Steve Cavanagh
Kategoria: kryminał, sensacja, thriller
Wydawnictwo: Albatros
Format: e-book
Liczba stron: 448
Ocena: 7/10

Trzeci tom przygód Eddiego Flynna to solidny thriller sądowy… który paradoksalnie najgorzej wypada właśnie na sali sądowej. Kłamca nadrabia jednak pomysłową intrygą, osobistymi wątkami i zaskakującymi zwrotami akcji, które trzymają czytelnika w napięciu do samego końca.

Eddie Flynn zostaje wciągnięty w sprawę, która na pierwszy rzut oka wydaje się prosta: broni mężczyzny oskarżonego o porwanie i zamordowanie swojej córki. Wszystko wskazuje na winę – są zeznania świadków, dowody, historia konfliktu rodzinnego. Ale jak to często bywa w świecie Flynna, prawda okazuje się dużo bardziej skomplikowana. Eddie podejrzewa, że jego klient może być niewinny, a cała sprawa to dobrze zaplanowana intryga. Im głębiej kopie, tym bardziej wplątuje się w sieć kłamstw, manipulacji i niebezpiecznych przeciwników, którzy zrobią wszystko, by prawda nigdy nie wyszła na jaw. Flynn – jako były oszust i aktualny adwokat z sumieniem – nie potrafi przejść obojętnie obok sprawy, w której ktoś może zostać skrzywdzony przez system. To właśnie jego moralny kompas, a nie chęć zysku czy sławy, pcha go prosto w oko cyklonu.

Niestety, sceny sądowe są tym razem nudne, nastawione na intuicję, która niestety pojawia się, jak już Eddie popełni błąd. Brakuje mi tej błyskotliwości i napięcia, które Cavanagh świetnie zbudował w Zarzucie. Zamiast solidnych prawniczych przepychanek, dostajemy zbyt ugodowe rozwiązania. W pewnym momencie mówią jednym głosem z panią prokurator i sędzią. Kłamca to przyjemna kontynuacja z dobrze skonstruowaną zagadką i coraz ciekawszym głównym bohaterem.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz
Osobisty licznik 83/128 (brak 2 recenzji na bookmeter)

Lider

w Książki

22piorunów

913 + 1 = 914

Tytuł: Zarzut
Autor: Steve Cavanagh
Kategoria: kryminał, sensacja, thriller
Wydawnictwo: Albatros
Format: e-book
Liczba stron: 480
Ocena: 8/10

Po pierwszym tomie serii o Eddiem Flynnie, Obronie, który balansował na granicy sensacji i filmu akcji z prawnikiem w roli Rambo, Zarzut okazuje się wyraźnym krokiem naprzód. Cavanagh uspokaja tempo, ale nie akcję – wciąż jest dynamicznie, intrygująco i z napięciem, ale tym razem na sali sądowej, a nie w zaułkach z bronią w ręku.

Eddie Flynn wraca w formie, w jakiej naprawdę dobrze się sprawdza – jako błyskotliwy adwokat z nieprzeciętną intuicją, cwanością i umiejętnością czytania ludzi, a nie człowiek od zadań specjalnych. Spór przenosi się z fizycznych konfrontacji do starć słownych i psychologicznych, co czyni książkę bardziej wiarygodną i dużo lepiej zbalansowaną.

Jedyny zgrzyt? Autor znowu wciąga rodzinę Flynna w wir przestępczości, co momentami wydaje się nieco powtarzalne i zbędne – jakby nie dało się zbudować napięcia bez osobistej stawki. W pierwszym tomie życie córki, a teraz żony leżą na szali. Ale nawet mimo tego, książka trzyma się mocno i nie gubi tempa ani logiki.

Zdecydowanie bardziej spójna niż pierwszy tom, Zarzut pokazuje, że Steve Cavanagh potrafi napisać prawniczy thriller z krwi i kości, gdzie fabuła nie musi opierać się na wybuchach i pościgach, ale na strategii, dialogach i napięciu wynikającym z dobrze skonstruowanego procesu. Flynn jest tu bardziej adwokatem niż kaskaderem – i to wyszło mu (i książce) na dobre.

Wyższa ocena, bo sądowa sala znów stała się areną najwyższej klasy thrillera.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz
Osobisty licznik 82/128 (brak 2 recenzji na bookmeter)

Lider

w Książki

23piorunów

906 + 1 = 907

Tytuł: Plac Zabaw
Autor: Richard Powers
Kategoria: literatura piękna
Wydawnictwo: Wydawnictwo Poznańskie
Format: e-book
Liczba stron: 432
Ocena: 9/10

Plac zabaw Richarda Powersa to książka, która z ogromną czułością i uwagą patrzy na zwykłych ludzi, a jednocześnie pozwala im — czasem mimochodem, czasem wbrew sobie — odegrać rolę w czymś większym niż własne życie. To nie jest opowieść o herosach ani geniuszach (no może trochę), tylko o ludziach takich jak my: zmagających się z codziennością, błędami, relacjami, które trzeba zrozumieć albo naprawić.

Powers jak buduje opowieść z pozornie niepowiązanych losów, które z czasem zaczynają się ze sobą łączyć, aż w końcu splatają się w przekonującą, emocjonalną całość. Czytając, czujemy, że to nie tylko literacki zabieg, ale odbicie rzeczywistości — tej, w której jedna rozmowa, przypadkowe spotkanie, błahy wybór mogą zmienić bieg czyjegoś życia. I odwrotnie — że często nie zauważamy, kiedy jesteśmy tłem lub impulsem w czyjejś opowieści.

Największą siłą tej książki jest empatia i zrozumienie, z jakimi autor portretuje swoich bohaterów. Nie ocenia ich, nie zmusza do wielkich przemian. Pozwala im być sobą — z ich lękami, marzeniami i błędami. A mimo to (a może właśnie dlatego) udaje mu się pokazać, jak zwyczajność może stać się polem do przełomowego działania, do zostawienia po sobie śladu.

To dojrzała książka, która zostaje z czytelnikiem na długo po przeczytaniu. Pokazuje, że nasze indywidualne losy, nawet jeśli wydają się małe i nieistotne, wspólnie tworzą większy obraz — swoisty plac zabaw życia, na którym nic nie jest przypadkiem.

To Powers, którego polubiłem za Listowieść (Overstory) i mam wrażenie, że to książka bardzo bliska tamtej, może nawet równie dobra, choć Listowieści dałem chyba pełne 10/10.

Książka zalicza wyzwanie GoodReads - Armchair Explorer 😉

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz
Osobisty licznik 81/128 (brak 2 recenzji na bookmeter)

Lider

w Książki

26piorunów

898 + 1 = 899

Tytuł: Obrona
Autor: Steve Cavanagh
Kategoria: kryminał, sensacja, thriller
Wydawnictwo: Albatros
Format: e-book
Liczba stron: 384
Ocena: 6/10

Obrona to książka, którą przeczytałem w tempie ekspresowym — i to chyba najlepszy dowód na to, że Steve Cavanagh wie, jak pisać wciągająco. To thriller, który rzuca czytelnika na głęboką wodę już od pierwszych stron i trzyma w niej, póki nie przewrócisz ostatniej kartki. Problem w tym, że ta woda momentami przypomina basen z plastikowym dnem — efektowny, ale niezbyt głęboki.

Główny bohater, Eddie Flynn, to adwokat z przeszłością oszusta i ewidentnym zacięciem do widowiskowych manewrów — i właśnie na tym opiera się cały styl książki. Z jednej strony: fajnie, że mamy bohatera z charakterem, który potrafi wykorzystać swoje nietypowe umiejętności w sali sądowej. Z drugiej: momentami Eddie przypomina raczej Rambo w garniturze niż człowieka, którego właśnie szantażują porwaniem kilkuletniej córki.

I tu właśnie coś zgrzyta. Nie czułem do końca ciężaru emocji, który powinien towarzyszyć tej sytuacji. Porwanie dziecka to materiał na thriller z ogromnym ładunkiem psychologicznym, a tu mamy raczej brawurowe zagrywki, ciężar bomby, podpuszczanie gangsterów i akcję, która częściej przypomina scenariusz filmowy niż dramat sądowy z realnymi emocjami.

Mimo tych przerysowań, czyta się błyskawicznie. Tempo jest świetne, zwroty akcji odpowiednio rozłożone, a narracja tak zbudowana, że trudno się oderwać. Cavanagh wie, jak konstruować napięcie i jak wciągnąć czytelnika nawet wtedy, gdy fabuła zaczyna przypominać planszę do Monopolu z losowymi wydarzeniami.

Plusy za tempo, lekkość i czysty fun z czytania, ale z dużym minusem za emocjonalną powierzchowność i przesadę w portretowaniu bohatera. Dobra książka na jeden wieczór, ale nie zostaje z człowiekiem na długo. Mam nadzieję, że kolejne tomy serii będą lepsze.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz
Osobisty licznik 80/128 (brak 2 recenzji na bookmeter)

Lider

w Książki

26piorunów

893 + 1 = 894

Tytuł: Amanda Black i niebezpieczne dziedzictwo
Autor: Juan Gomez-Jurado, Barbara Montes
Kategoria: literatura młodzieżowa
Wydawnictwo: SQN
Format: e-book
Liczba stron: 200
Ocena: 8/10

Po thrillero-kryminalnych jazdach bez trzymanki, jakie serwuje Juan Gómez-Jurado w swoich powieściach dla dorosłych, postanowiłem sprawdzić, jak radzi sobie w literaturze dziecięcej. Efekt? Zaskakująco udany eksperyment, który udowadnia, że dobre pióro potrafi odnaleźć się w każdym gatunku — choć nie bez drobnych zgrzytów.

Amanda Black i niebezpieczne dziedzictwo to dynamiczna, lekko napisana i bardzo przystępna historia dla młodszych czytelników, która łączy przygodę, zagadkę i lekki wątek „wybraństwa” w stylu młodzieżowych hitów. Tytułowa bohaterka to postać, którą od razu da się polubić — inteligentna, odważna, z charakterem, ale bez przerysowania. Dobrze zarysowane tło rodzinne i tajemnica związana z dziedzictwem i rezydencją nadają historii głębi i emocjonalnego sensu.

Fabularnie: Amanda jest sierotą, mieszka z ciotką w przemalutkim mieszkaniu, na tyle, że nie ma w nim łazienki, a dziewczynka musi odrabiać lekcje w szybie wentylacyjnym. W przeddzień swoich 13 urodzin otrzymuje tajemniczą kopertę z informacją, że może ją otworzyć dopiero za kilka godzin, w porze swoich urodzin. Okazuje się, że jest to list od jej matki, napisany w imieniu rodziców. List jest zaproszeniem do rodzinnej willi, w której Amanda ma odkryć swoje powołanie i tajemnicę śmierci rodziców. Razem z ciotką przeprowadzają się do rezydencji, która jest labiryntem pomieszczeń, korytarzy i schodów. Będziemy towarzyszyć Amandzie w rozwikłaniu tych zagadek, poznaniu siebie i swojej rodziny.

Autorzy nie infantylizują narracji, co zasługuje na duży plus. Akcja pędzi, a kolejne przeszkody i odkrycia trzymają tempo i uwagę. Czuć tu doświadczenie Jurado w budowaniu napięcia — tylko że tym razem podane w wersji młodzieżowej. Miałem delikatne wrażenie, że autorzy inspirowali się Tomb Raiderem, ale w takim mega pozytywnym sensie.

Największy minus? To nie jest książka, która działa jako zamknięta całość. Przygoda dopiero się rozkręca, a zakończenie ewidentnie zapowiada kolejne tomy. Dla dorosłego czytelnika — nawet takiego, który świadomie sięga po literaturę dziecięcą — może to być frustrujące. Szkoda.

Bardzo dobry pomysł, tempo, lekkość i udane wejście twórcy literatury sensacyjnej w zupełnie inny świat. Jeśli traktować to jako początek dłuższej przygody (a wszystko wskazuje, że tak będzie), to zapowiada się naprawdę solidna seria dla młodszych czytelników — i ciekawostka dla starszych fanów autora. Główna bohaterka ma 13 lat, ale równie dobrze mogłaby mieć 8-9, więc nie skreślałbym jej jako pozycję dla młodszych czytelników.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz
Osobisty licznik 79/128 (brak 2 recenzji na bookmeter)

Lider

w Książki

25piorunów

888 + 1 = 889

Tytuł: Todo Muere. Wszystko umiera
Autor: Juan Gomez-Jurado
Kategoria: kryminał, sensacja, thriller
Wydawnictwo: SQN
Format: e-book
Liczba stron: 656
Ocena: 7/10

Todo Muere to domknięcie trylogii, które — choć może nie aż tak porywające jak dwa poprzednie tomy — wciąż stanowi solidną, emocjonującą lekturę z hiszpańskim pazurem. Juan Gómez-Jurado utrzymuje tempo i styl, który zdążył już przyciągnąć rzesze fanów jego twórczości i choć tym razem nieco bardziej kombinuje z fabularnymi ścieżkami, nadal czuć ten charakterystyczny dla niego rytm: intensywny, soczysty i pełen nieoczywistych zwrotów.

To, co wyróżnia uniwersum Reina Roja, to ciekawe refleksje na temat władzy i bogactwa — tej granicy, po której pieniądze nie służą już do życia, ale do kontrolowania innych. Miesięczne zarobki liczone w setkach lat zwykłego śmiertelnika. Możliwość kupienia wszystkiego i każdego nie tylko jako narzędzie narracyjne, ale i jako gorzki komentarz do współczesnego świata, wypada bardzo trafnie. Autor zgrabnie wplata ten wątek w intrygę, nie popadając przy tym w moralizowanie.

W porównaniu do poprzednich części, akcja bywa bardziej zagmatwana, fabuła odrobinę zbyt przekombinowana, przez co momentami trudno się połapać, kto kogo gra, z kim i po co. Niektóre nitki intrygi wydają się na siłę plątane, by utrzymać napięcie, co może nieco frustrować, zwłaszcza w finale, od którego czytelnik oczekuje klarownego zamknięcia. Bardzo fajny wątek z podążaniem po śladach kuponów loterii, jako nawiązanie do motywu z Jasia i Małgosi.

Mimo wszystko, Todo Muere dobrze domyka serię, rozwija świat, pogłębia postaci i utrzymuje wysoki poziom języka oraz narracyjnego zmysłu. Gómez-Jurado potrafi pisać thrillery, które nie tylko wciągają, ale też zostają z czytelnikiem na dłużej — i nawet jeśli ostatni tom nie jest najlepszy z trójki, to i tak nie rozczarowuje.

Najbardziej mi jednak te cipciowanie Sere przeszkadzało, bo jest to dość osobliwy sposób zwracania się do Aury i chyba zbyt często powtarzany.

Zakończenie z rozmachem, ciekawy motyw społeczny i niepodrabialny klimat thrillera rodem z Hiszpanii. Może nie do końca tego się spodziewałem, ale i tak warto było tę podróż dokończyć.

Wspomnę tylko, że tej serii nie da się czytać na wyrywki, bo każdy kolejny tom wymaga znajomości poprzedniego (i to dość dogłębnej). Stąd też nie chciałem spoilerować za bardzo fabuły, gdyby ktoś chciał rozpocząć od 1 tomu - a moim zdaniem warto.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz
Osobisty licznik 78/128 (brak 2 recenzji na bookmeter)

Lider1piorunów

A jakby się ktoś zastanawiał o co chodzi z cipciowaniem 😉

Lider

w Książki

21piorunów

872 + 1 = 873

Tytuł: W cieniu AI. Jak sztuczna inteligencja ingeruje w nasze życie?
Autor: Madhumita Murgia
Kategoria: reportaż
Wydawnictwo: Port
Format: e-book
Liczba stron: 480
Ocena: 6/10

W cieniu AI to książka, która obiecuje otworzyć nam oczy na to, jak sztuczna inteligencja wnika w nasze codzienne życie — nie jako futurystyczny byt, ale jako realna siła wpływająca na losy konkretnych ludzi, często zupełnie zwyczajnych. I choć temat jest szalenie aktualny i ważny, to książka niestety nie do końca wykorzystuje swój potencjał.

Najmocniejszą stroną publikacji są konkretne historie — mieszkańcy beidnych miasy w Kenii, którzy za niską stawkę uczą algorytmy rozpoznawania obrazów, kierowcy Ubera i Uber Eats, których aplikacje dosłownie oszukują na przejechanych kilometrach i szacowanym czasie dostawy, czy obywatele poddani scoringowi AI, który decyduje o tym, czy dostaną kredyt, jak długo będą czekać na lekarza, a czasem nawet… czy trafią do więzienia.

To poruszające, miejscami bardzo osobiste historie, pokazujące, że sztuczna inteligencja nie jest już tylko domeną Doliny Krzemowej, ale globalnym systemem wpływu — niewidzialnym, często niepojętym, a przy tym bezdusznym i pozornie „obiektywnym”.

Niestety, mimo tak dobrego materiału źródłowego, książka jako całość nieco rozczarowuje. Styl Murgii jest momentami suchy, bardziej przypominający ciąg artykułów niż spójną narrację, a całość chwilami wydaje się powierzchowna. Zabrakło mi głębszego komentarza, pogłębienia kontekstu i mocniejszego wyciągnięcia wniosków. Niektóre historie aż proszą się o więcej — więcej danych, więcej analizy, więcej refleksji. Trochę za duży nacisk autorka kładzie też na kolor skóry i zbyt często wspomina, że AI faworyzuje osoby o jasnej karnacji. Zrozumiałem za pierwszym razem, nie trzeba mi co rozdział przypominać, że AI jest rasistowska.

Czuć, że książka sygnalizuje problemy, ale ich nie rozwiązuje. Pokazuje jak nasi bohaterowie radzili sobie w swoich przypadkach, ale nijak mają się do globalnego rozwiązania tychże problemów. Dla czytelnika śledzącego temat AI to będzie raczej wprowadzenie niż przełomowe spojrzenie. I choć temat wciąga, to pozostaje niedosyt — tak jakby autorka otworzyła drzwi do ważnej dyskusji… i zaraz je przymknęła. Forma i głębokość nie dorównują treści. Warta przeczytania jako punkt wyjścia, ale nie jako jedyna lektura o wpływie AI na nasze życie.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz
Osobisty licznik 77/128 (brak 2 recenzji na bookmeter)

Pokaż więcej komentarzy (2)

Lider

w Książki

29piorunów

866 + 1 = 867

Tytuł: Wyrocznia
Autor: Thomas Olde Heuvelt
Kategoria: horror
Wydawnictwo: Albatros
Format: e-book
Liczba stron: 510
Ocena: 6/10

Wyrocznia zaczyna się obiecująco — mroczny klimat, senne miasteczko na brzegu rzeki, dziwne zjawiska i atmosfera narastającego niepokoju. Przez pierwsze rozdziały naprawdę można uwierzyć, że trzymamy w rękach coś z pogranicza Stephena Kinga i Neila Gaimana — z dużym naciskiem na tę bardziej niepokojącą, nadnaturalną stronę. Niestety, im dalej w las (albo raczej: w wodę), tym większe rozczarowanie.

Punktem wyjścia jest pojawienie się tajemniczego statku - Wyroczni - na trawniku jednego z mieszkańców miasteczka. Zjawisko te jest równie niepokojące, co niewytłumaczalne. Jak się pewnie domyślacie mieszkańcy ciekawi co to, wchodzą na pokład i pod pokład, skąd przy dźwięku równie tajemniczego dzwonu - znikają. Autor sprawnie buduje napięcie, wprowadza elementy lokalnych legend i daje czytelnikowi nadzieję na solidny horror z psychologicznym tłem. Ale z czasem historia skręca w rejony, które zamiast pogłębiać intrygę, zaczynają ją rozmywać.

Zamiast prowadzić opowieść ku wyraźnej kulminacji, dostajemy zbyt wiele zwrotów, niedopowiedzeń i wątków, które sprawiają wrażenie pisanych w biegu. Miejscami robi się chaotycznie, nielogicznie i niepotrzebnie efekciarsko. Bohaterowie, którzy na początku wydawali się intrygujący, zaczynają działać w sposób sztuczny i naciągany, jakby autor gonił za klimatem, a nie za spójnością.

Nie jest to książka zła — autor potrafi pisać, jego styl jest lekki, obrazowy, a pomysł na samo zjawisko Wyroczni miał ogromny potencjał. Ale właśnie dlatego końcowe rozczarowanie jest tak wyraźne. Początek zapowiadał więcej, niż historia finalnie dowiozła. Zamiast niepokojącej opowieści z głębią i psychologicznym napięciem, dostaliśmy coś, co ostatecznie bardziej przypomina popowy thriller z horrorowymi kliszami. A do tego głównym bohatererem i to dosłownie bohaterem, jest nastoletni chłopiec, napędzany miłością do zaginionych osób i swojej dziewczyny - pierwszej miłości.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz
Osobisty licznik 76/128 (brak 2 recenzji na bookmeter)

Lider8piorunów

źle mi sie kojarzy tytuł tej książki.

Lider

w Książki

23piorunów

865 + 1 = 866

Tytuł: Inspektorium
Autor: Marek Zychla
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: Mięta
Format: e-book
Liczba stron: 320
Ocena: 7/10

Inspektorium to książka z jednym z ciekawszych konceptów, jakie ostatnio spotkałem — ponura wizja Polski po apokalipsie, w której dzieci w wieku 16 lat są przymusowo odbierane matkom i kierowane do „resocjalizacji” w systemie, który przypomina skrzyżowanie dystopii Orwella z wojskowym internatem.

W tym świecie dziewczynki trafiają do pracy w mieście, uczone pokory, służalczości i funkcjonowania w społecznej machinie, a chłopcy szkoleni są na żołnierzy. Wszystko pod czujnym okiem tytułowego Inspektorium – instytucji, która przypomina jednocześnie Ministerstwo Miłości i korporacyjny system selekcji. Brzmi złowieszczo? Bo takie właśnie jest.

Muszę przyznać, że pomysł na świat przedstawiony naprawdę robi wrażenie. Jest niepokojąco bliski, momentami bardzo polski – z duszną atmosferą, traumą rodzicielską i strachem przed władzą, która niby wszystko wie lepiej. Marek Zychla sprawnie kreśli ten świat, pokazując, jak ludzka codzienność może być zredukowana do roli trybika w systemie pełnym przemocy, indoktrynacji i chłodnej kalkulacji.

Ale… no właśnie. Wykonanie nie do końca dotrzymuje kroku pomysłowi. Tempo bywa nierówne, styl miejscami zgrzyta, a postaci — choć ciekawe na poziomie konceptualnym — nie zawsze są pogłębione na tyle, by naprawdę wciągnąć emocjonalnie. Czuć, że autor chciał dużo przekazać — o społeczeństwie, matkach, męskości, władzy — ale chwilami zabrakło przestrzeni, by to wszystko wybrzmiało z odpowiednią mocą.

Trochę czuć, że autor miał pomysł na całą serię, więc nie odkrywał wszystkich kart w pierwszym tomie. Tylko czy to wystarczy, żeby przyciągnąc czytelnika na tyle, żeby nie tylko przeczytał 1 tom do końca, ale też sięgnął po kolejny/kolejne tomy.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz
Osobisty licznik 75/128 (brak 2 recenzji na bookmeter)

Lider

w Książki

39piorunów

841 + 1 = 842

Tytuł: Emma
Autor: Jean Reno
Kategoria: literatura obyczajowa, romans
Wydawnictwo: Albatros
Format: e-book
Liczba stron: 320
Ocena: 2/10

Są książki złe. Są książki tak złe, że aż śmieszne. I jest Emma — książka, której peron odjechał tak daleko, że bohaterka zamiast złapać pociąg, zaczęła wysyłać mentalne telegramy z duchowej pustyni w Omanie, przekonana, że jest wcieleniem Kaszpirowskiego z coachingowym certyfikatem.

Jean Reno, legendarny twardziel kina akcji, postanowił zamienić pistolet na pióro i opowiedzieć nam historię kobiety, która wyjeżdża na Wschód, by odnaleźć siebie, duchowość, sens życia i zarobić trochę kasy — a po drodze gubi fabułę, zdrowy rozsądek i połowę synaps.

To mariaż 365 dni, Paulo Coelho i programu "Natura i zdrowie" z kablówki. Emma nie tyle przeżywa, co unosi się przez książkę jak welon w reklamie proszku do prania — otoczona zapachem kardamonu, metaforami o świetle i oczywiście "głębokimi" refleksjami, których nie powstydziłaby się cytatowa tapeta z Pinteresta.

Styl? Jakby Google Translate próbował przetłumaczyć myśli joginki po trzecim winie. Dialogi mają głębię zen-memów, a narracja co chwilę zawraca, jakby nawet autor nie był pewien, o co mu właściwie chodziło. W pewnym momencie zastanawiałem się, czy Emma czasem nie wyobraziła sobie całej książki — łącznie z jej napisaniem.

2/10 – bo muszę zostawić miejsce dla gorszych książek, które może kiedyś napisze np. Steven Seagal.
7 lat wstecz, to przy tej książce arcydzieło ( https://hejto.pl/wpis/749-1-750-tytul-siedem-lat-wstecz-autor-ashley-poston-kategoria-literatura-obycz ).

Reno oddawaj moje 3h. Jeśli kiedyś jeszcze myśleliście, że recenzje na Lubimy czytać, nie są kupowane, to zapraszam na portal zobaczyć, jak cudowne jest to dzieło.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz
Osobisty licznik 74/128 (brak 2 recenzji na bookmeter)

Lider2piorunów

@WujekAlien w ogóle nie warto wchodzić na duże portale i się sugerować ich ocenami... Niestety, zostaje nam nisza małych zaufanych społeczności.

Autorytet0piorunów

Komentarz usunięty

Pokaż więcej komentarzy (6)

Lider

w Książki

27piorunów

827 + 1 = 828

Tytuł: Po drodze donikąd
Autor: Mateusz Jańta
Kategoria: literatura piękna
Wydawnictwo: Vectra
Format: e-book
Liczba stron: 368
Ocena: 8/10

Po drodze donikąd to książka, która zgrabnie łączy klimat klasycznej amerykańskiej literatury drogi z bardzo osobistą narracją. Choć formalnie opowiada o podróży przez Stany Zjednoczone, to w rzeczywistości jest to ucieczka przed czymś znacznie bardziej bolesnym i złożonym — przed samym sobą, przeszłością i przede wszystkim… rozpadającym się małżeństwem.

Główny bohater wyrusza w trasę, by zostawić za sobą toksyczną relację i emocjonalny chaos. Nie ma konkretnego celu ani planu, a "donikąd" z tytułu staje się metaforą stanu zawieszenia, w jakim się znajduje. Przemierza amerykańskie przestrzenie, spotyka ludzi, prowadzi rozmowy — ale każda z tych chwil to raczej impuls do introspekcji niż zapis fascynujących przygód.

Mateusz Jańta pisze lekko, ale szczerze. Nie próbuje dorabiać do podróży wielkich ideologii, a mimo to czytelnik dostaje wgląd w rozpad, próbę zrozumienia, pogodzenia się lub choćby uchwycenia sensu tego, co było. I właśnie ta szczerość, ta intymność przeżycia, sprawia, że książka zostaje w głowie.

To także opowieść o Ameryce z perspektywy outsidera – nie tej z folderów turystycznych, ale prawdziwej, momentami brzydkiej, rozciągniętej, prowincjonalnej. Autor wykorzystuje ją jako tło, a może raczej jako lustro – odbijające zagubienie bohatera.

Książka może dostałaby wyższą ocenę, gdyby nie zbrodnie po drodze totalnie bez sensu. To jest jedyna część książki, która dla mnie jest niejasna, bo tylko 1 z tych zbrodni prowadziła nas do wątku, który trwa kolejne kilka stron, a później już nie powraca. Nie ma też wpływu na bohatera, a już na pewno nie taki, jakiego moglibyśmy się spodziewać.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz
Osobisty licznik 73/128 (brak 2 recenzji na bookmeter)

Fanatyk4piorunów

Komentarz usunięty przez moderatora

Lider2piorunów

@AndzelaBomba jest nawet gorzej, bo protagonista się szwenda bo barach i klubach ze striptizem, a tu na okładce kulturalna jadłodajnia z kawą na dolewki 🤣

Fanatyk2piorunów

Komentarz usunięty przez moderatora

Fanatyk1piorunów

Komentarz usunięty przez moderatora

Pokaż więcej komentarzy (6)

Lider

w Książki

24piorunów

823 + 1 = 824

Tytuł: Moonraker
Autor: Ian Fleming
Kategoria: kryminał, sensacja, thriller
Wydawnictwo: Skarpa Warszawska
Liczba stron: 384
Ocena: 6/10

Moonraker to trzeci tom przygód Jamesa Bonda. To powieść zdecydowanie inna od tego, czego można się spodziewać po ekranowej wersji z Rogerem Moore’em. Tu nie ma kosmicznych pościgów ani laserów — jest za to kamienna Anglia, tajemnice zimnej wojny i spisek, który ma wysadzić Londyn w powietrze.

Fabuła jest dość zwięzła: Sir Hugo Drax, milioner, bohater narodowy i twórca tytułowej rakiety Moonraker, zostaje otoczony aurą podejrzeń, gdy jego zachowanie zaczyna budzić wątpliwości w kręgach rządowych. M wrzuca w temat swojego najlepszego agenta — Jamesa Bonda, który ma sprawdzić, czy co z Draxem jest nie tak. Bond, wspierany przez agentkę Galę Brand, odkrywa, prawdziwą motywację Draxa i jego cel.

Całość — jak na standardy Fleminga — jest dość kameralna. I… może nawet za bardzo. Bo o ile w Wybrankach Jean-Christophe Grange’a narzekałem, że książka była przegadana i za długa, tak tu miałem poczucie niedosytu. Moonraker jest po prostu za krótki. Tempo akcji jest szybkie, klimat odpowiednio gęsty, a napięcie budowane solidnie, ale gdy już człowiek się rozsiądzie w tym szpiegowskim fotelu — książka się kończy. Może to też powód, dla którego ekranizacja zyskała kilka dodatkowych wątków, których próżno szukać w książkowym pierwowzorze.

Bond jak zwykle jest chłodny, pewny siebie i niepokonany, a Gala to jedna z ciekawszych bohaterek kobiecych w serii - profesjonalna, twarda i… nieczuła na urok agenta 007, co jest ciekawą odmianą. Ale i tu czuć, że wątek mógłby być nieco bardziej rozwinięty.

Fleming jak zwykle dobrze radzi sobie z opisem detali, od kart przy stole klubu Blades po metaliczne wnętrze tajnego bunkra. Ale też czasem balansuje na granicy suchych raportów, przez co niektóre sceny tracą emocjonalną głębię.

Swoją ocenę motywuję głównie długością, bo nie można książce odmówić tego, że czyta się ją błyskawicznie (poniżej 3h) i jest wciągająca. Nie mogę się doczekać 4 tomu, bo po ranach, które odniósł Bond w tej części, raczej trudno mu będzie wrócić szybko do pełnej sprawności bojowej.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz
Osobisty licznik 72/128 (brak 2 recenzji na bookmeter)

Lider

w Książki

21piorunów

815 + 1 = 816

Tytuł: Wybranki
Autor: Jean-Christophe Grange
Kategoria: kryminał, sensacja, thriller
Wydawnictwo: Sonia Draga
Format: e-book
Liczba stron: 648
Ocena: 5/10

Wybranki to książka, po której spodziewałem się solidnego thrillera – w końcu mówimy o Jean-Christophe Grange, autorze takich tytułów jak Purpurowe rzeki czy Lontano. Niestety, tym razem zawiodłem się niemal na całej linii.

Zamiast dynamicznej, wciągającej fabuły z charakterystycznym dla Grange'a mrokiem, dostajemy powieść rozwleczoną, przegadaną i przeciążoną zbędnymi informacjami. Nie chodzi o to, że autor sięgnął po tło historyczne – samo w sobie mogło to być interesujące. Problem w tym, że chwilami odnosiłem wrażenie, że czytam nie thriller, a próbę napisania powieści historyczno-kryminalnej z ambicjami encyklopedycznymi. A przecież to nie miała być książka historyczna.

Narracja grzęźnie w szczegółach, które nie posuwają akcji do przodu, tylko ją spowalniają. Bohaterowie – zazwyczaj u autora pełnokrwiści i niejednoznaczni – tym razem wydają się nijacy albo przerysowani. Zabrakło emocji, napięcia, które zwykle trzymają czytelnika w garści do ostatnich stron. Zamiast tego mamy nadmiar ekspozycji i dygresji, które można byłoby spokojnie wyciąć bez szkody dla fabuły.

Fabularnie skupiamy się wokół tajemniczych morderstw kobiet w Berlinie, w przededniu wybuchu II WŚ. Zostają zamordowane i brutalnie okaleczone już po śmierci, każda z nich była również w ciąży. Każda z nich należała do stoworzyszenia Dam Adlonu, żon wysoko postawionych nazistowskich dygnitarzy. Tropem zbrodni rusza gestapowiec Franz i dwójka cywili - psychologów Kraus i Monna. Poza odkryciem zbrodni i sprawcy, odkryją wiele okrutnych procederów SS, od brutalnych zbrodni i czystek rasowych po eugenikę.

Doceniam chęć budowania tła historycznego, wplecenie zwyczajów nazistów w fabułę, ale autor mógł spokojnie skrócić ją o połowę i czytelnik nic by na tym nie stracił, może nawet by zyskał. Książce jest daleko do Lontano czy Rzeki tajemnic, nie czytałem co prawda tym bardziej niszowych, mniej znanych książek autora, ale zakładam, że Wybranki stawiają poprzeczkę na tyle nisko, że raczej żadna książka autora jej szybko nie przeskoczy w tym rankingu.

Nie polecam nikomu. Jeśli ktoś ma zacząć przygodę z autorem, to na pewno nie od tej książki, dwa tytuły wspomiane wcześniej są rewelacyjne i zacząłbym od nich. Jeśli ktoś jest fanem autora (tak jak ja), to Wybranki tylko zmarnują mu czas i zniechęcą do sięgania po kolejne książki.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz
Osobisty licznik 71/128 (brak 2 recenzji na bookmeter)

Lider

w Książki

24piorunów

794 + 1 = 795

Tytuł: Przedświt
Autor: Tomek Michniewicz
Kategoria: Wspomnienia
Wydawnictwo: Otwarte
Format: książka papierowa
Liczba stron: 223
Ocena: 5/10

Dlaczego sięgnąłem po Przedświt?
Bo Chrobot tego samego autora jest dla mnie jednym z trzech najlepszych reportaży, jakie kiedykolwiek czytałem. Byłem ciekaw, jak Michniewicz poradzi sobie z czymś bardziej osobistym, intymnym, psychologicznym.

I jak sobie poradził?
Niestety — dla mnie znacznie słabiej. Przedświt to książka zupełnie inna niż jego poprzednie publikacje. Mniej reporterska, bardziej introspektywna. Może zbyt bardzo.

Czy uzewnętrznianie się autora było potrzebne?
Nie wiem, może autorowi, ale nie mi. Jako czytelnikowi, chwilami trudno było znaleźć miejsce dla siebie. Kiedy autor zanurza się w swoim bólu, samotności i chaosie myśli, brakuje mi wyraźniejszego mostu między nim a odbiorcą. Czytelnik nie jest terapeutą, a książka – choć uczciwa i emocjonalna – nie zawsze daje coś w zamian.

Czy podejście do zdrowia psychicznego w Polsce nadal jest marginalizowane?
Tak. I być może właśnie dlatego Przedświt powstał. Michniewicz mówi o rzeczach, o których wielu wciąż boi się mówić. Samotność, depresja, kryzys tożsamości – wszystko to wybrzmiewa, ale... często bardziej jako nieuporządkowany strumień świadomości niż dobrze zbudowana opowieść. To ważne tematy, ale sposób ich podania nie każdemu trafi w serce.

Czy zostawiła więcej pytań niż odpowiedzi?
Zdecydowanie. I może nawet o to chodziło – ale sposób, w jaki została zamknięta, pozostawił mnie z uczuciem niedosytu, a może i lekkiego zawodu. Ostatnie zdanie, które miało być klamrą, raczej wywołało u mnie pytanie: czy naprawdę to miało być to? Czy to było potrzebne?

Czy warto było ją przeczytać?
Moim zdaniem nie

Tym razem trochę inaczej, bo też i książka jest inna, trudna, osobista i intymna. Tylko intymna w złym sensie, bardziej jak latanie bez spodni i bielizny po mieście i opowiadanie ludziom, że nie lubię chodzić w spodniach. Zostawia czytelnika z pytaniami, ale nie daje odpowiedzi. Mimo wszystko, jest to spory zawód, a w porównaniu z Chrobotem, książka jest totalnie o niczym. Niestety obserwują tendencję spadkową u autora:
"Chrobot" >> "Choroby współistniejące" >>> "Przedświt"

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz
Osobisty licznik 70/128 (brak 2 recenzji na bookmeter)

Lider

w Książki

38piorunów

783 + 1 = 784

Tytuł: Doskonałe państwo policyjne. Wyprawa w głąb chińskiej inwigilacyjnej dystopii
Autor: Geoffrey Cain
Kategoria: reportaż
Wydawnictwo: SQN
Liczba stron: 424
Ocena: 8/10

Geoffrey Cain w "Doskonałym państwie policyjnym" kreśli obraz współczesnych Chin, który niepokojąco przypomina urzeczywistnienie koszmarów z Roku 1984 Orwella i Procesu Kafki. To nie fikcja literacka, ale analiza rzeczywistości, która dzieje się tu i teraz — w kraju będącym pionierem w budowie społeczeństwa totalnej kontroli opartej na technologii i wszechobecnym nadzorze.

Cain nie ucieka od konkretów — z reporterską precyzją opisuje działanie systemu punktacji obywatelskiej, wszechobecnych kamer, algorytmów analizujących zachowanie obywateli i współpracy korporacji z państwem w celu pełnego nadzoru nad jednostką. Również w jego własnym domu. Szczególnie poruszające są fragmenty dotyczące prześladowania mniejszości ujgurskiej — pokazujące, jak łatwo „niewygodny” obywatel może zostać odczłowieczony, zastraszony, zamknięty, a nawet "zniknięty".

Dla mnie najsmutniejszym elementem tej książki był obraz jednostki, która liznęła wolności i Zachodu, ale została brutalnie sprowadzona z powrotem „na ziemię” — do systemu, który nie znosi różnorodności, swobodnej myśli ani cienia krytyki. Nie chodzi tylko o inwigilację, ale o ideologiczną tresurę – wychowanie obywatela, który nie tylko się boi, ale wręcz nie wyobraża sobie życia poza systemem.

Cain nie moralizuje — daje głos tym, którzy z Chin uciekli, oraz tym, którzy w nich zostali. Książka nie tylko dokumentuje, ale ostrzega: że technologia sama w sobie nie jest zła, ale w rękach reżimu staje się narzędziem doskonałej opresji. Staje się też kwestią zaufania dla innych krajów, czy warto zaufać firmie technologicznej (Huawei), która wybiła się na inwigilacji własnego społeczeństwa i została potentaten technologicznym - 2 firmą na świecie jeśli chodzi o sprzedaż smartfonów.

Rzetelny, poruszający obraz współczesnego zniewolenia. Po tej książce trudno już patrzeć na kamerę monitoringu w ten sam sposób. Jeśli ktoś uważa, że Orwellowi się "trochę wymsknęło" z tym pesymizmem, powinien przeczytać i zobaczyć, jak bardzo miał rację, przynajmniej w Chinach.

Dzięki @kiri za polecenie książki.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz
Osobisty licznik 69/128 (brak 2 recenzji na bookmeter)

Osobistość1piorunów

@WujekAlien a co do samej książki, to poruszyła mnie ta część, kiedy Maysem udaje się uciec i okazuje się, że ma problem z powrotem do swojej dawnej swobody myśli. Ciekawe, że tak mocno zadziałało na nią uwięzienie, mimo że wcale nie była tam długo...

Pokaż więcej komentarzy (3)

Lider

w Książki

27piorunów

770 + 1 = 771

Tytuł: Harry Potter and the Order of the Phoenix
Autor: J. K. Rowling
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: Pottermore
Format: e-book
Liczba stron: 815
Ocena: 10/10

Harry Potter and the Order of the Phoenix to punkt zwrotny całej serii -tom, w którym świat magii staje się nagle dużo mroczniejszy, bardziej skomplikowany i zdecydowanie bardziej dorosły. Dla mnie, obok szóstego tomu, to najlepsza część całego cyklu. To tu kończy się dzieciństwo, a zaczyna prawdziwa walka o przetrwanie — nie tylko z czarną magią, ale też z systemem, władzą i samotnością.

Już pierwsze sceny z dementorami na Privet Drive dają do zrozumienia, że nie wrócimy do beztroskiego klimatu z poprzednich tomów. Przez niemal całą książkę Harry jest otoczony przez siły, które wysysają z niego radość i nadzieję — nie tylko w sensie metaforycznym. Choć Voldemort nadal czai się w cieniu, prawdziwym czarnym charakterem tej części jest Dolores Umbridge — postać, która budzi autentyczną frustrację, złość i niekiedy wręcz odrazę. Jej metody opresji są subtelne, bezkrwawe (no prawie), ale przez to znacznie bardziej przerażające.

To również tom o izolacji i utracie zaufania. Harry staje się celem hejtu ze strony społeczeństwa czarodziejów i uczniów Hogwartu. Nikt nie chce uwierzyć w jego słowa o powrocie Voldemorta, media go oczerniają, a nawet najbliżsi przyjaciele znikają na długie tygodnie wakacji bez słowa. Gdy wraca do szkoły, Hagrid nadal nie wrócił z tajnej misji, a Ron i Hermiona, choć wciąż przy nim, są teraz prefektami, co symbolicznie dystansuje ich od Harrego, który czuje się coraz bardziej osamotniony.

To też książka o stracie - niekoniecznie poprzez śmierć, ale poprzez oddzielenie. Brak listów od przyjaciół latem, odebranie Harremu quidditcha, kolejne szlabany, stopniowe odcinanie go od tego, co lubił i co go trzymało przy zdrowych zmysłach. To wszystko buduje napięcie, które eksploduje w dramatycznym finale. Bo choć przez cały rok towarzyszy nam echo śmierci Cedrika, to prawdziwy cios przychodzi dopiero na końcu - kiedy Harry traci Syriusza, ojca chrzestnego, ostatni realny kontakt z czymś, co można było nazwać rodziną.

Order of the Phoenix to nie tylko książka o magii. To powieść o dojrzewaniu w bólu, o nieufności wobec władzy, o samotności w świecie pełnym ludzi. To też niezwykle dojrzały komentarz na temat tego, jak łatwo odebrać komuś głos, zniszczyć reputację i odciąć od wsparcia.

J.K. Rowling zbudowała tom, który dojrzewa razem z czytelnikiem i właśnie od tego momentu seria staje się czymś znacznie więcej niż dziecięcą sagą o czarodziejach. Do przeczytania po angielsku zainspirował mnie @AdelbertVonBimberstein , który czyta serię od początku. Ja jestem leniwą parówą, więc zaczynam od ulubionego tomu i przechodząc przez 6 tom, zakończę "dorosłą" trylogię.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz
Osobisty licznik 68/128 (brak 2 recenzji na bookmeter)

Lider

w Książki

26piorunów

767 + 1 = 768

Tytuł: James
Autor: Percival Everett
Kategoria: literatura piękna
Wydawnictwo: Marginesy
Format: e-book
Liczba stron: 336
Ocena: 8/10

James to bez wątpienia jeden z ciekawszych i bardziej świadomych retellingów klasyki literatury, z jakimi miałem do czynienia (i chyba drugi najlepszy po Demonie Copperheadzie). Percival Everett bierze na warsztat Przygody Hucka Finna i przepisuje je z perspektywy Jamesa (czyli Jima), czyniąc go nie tylko bohaterem, ale też narratorem swojej własnej historii — nie podrzędnym towarzyszem, ale pełnoprawnym, myślącym i niezwykle złożonym człowiekiem.

Z jednej strony to książka o godności, przetrwaniu i walce o człowieczeństwo w świecie opartym na uprzedzeniach. Z drugiej — intelektualna zabawa z klasyką, która świetnie obnaża rasistowskie fundamenty nie tylko epoki, ale i samej literackiej tradycji. Everett opowiada historię Jamesa jako człowieka zmuszonego do nieustannej gry – udawania głupszego, mniej świadomego, by przetrwać wśród białych. I robi to z ogromnym literackim wyczuciem.

Ale mam też zastrzeżenia, a konkretnie 2. Język jest prosty — czasem aż za bardzo. Rozumiem, że to celowy zabieg stylistyczny, ale chwilami miałem wrażenie, że forma aż za bardzo ogranicza treść. Miałem wrażenie, że tak jak James udaje głupszego niż jest, tak i autor ukrywa swój warsztat. Do tego zarzut białego rasizmu pojawia się tak często i tak bezpośrednio, że można się poczuć jak na ławie oskarżonych, zamiast w fotelu czytelnika. Rozumiem intencję, ale momentami brakowało mi subtelności.

Warto też wspomnieć o wątku humorystycznym, który Everett próbuje wpleść — to jednak humor ciężki, sarkastyczny, często wręcz brutalny w swojej bezpośredniości. Zdecydowanie nie dla każdego. Momentami można się uśmiechnąć, ale równie często śmiech więźnie w gardle. I nie mam tu na myśli „czarnego humoru” związanego z kolorem skóry bohatera, tylko z jego goryczą i brutalnością. Trudno jednak za to odejmować książce punkty. James to mocny literacko głos, który pokazuje klasykę w krzywym, bolesnym, ale potrzebnym zwierciadle. Niepozbawiony wad — szczególnie w warstwie językowej i balansie przekazu, ale zdecydowanie warty przeczytania.

Książka zalicza trofkę GoodReads: Seasonal Challenge (01.05 - 30.06) - Centennial Picks

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz
Osobisty licznik 67/128 (brak 2 recenzji na bookmeter)