Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#czytajzwujkiem

Lider

w Książki

30piorunów

1062 + 1 = 1063

Tytuł: Harry Potter and the Methods of Rationality - Book 1

Autor: Eliezer Yudkowsky

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: HPMOR.com

Format: ebook

Liczba stron: 357

Ocena: 8/10

Nie wiem, czy kiedykolwiek czytałem fanfik, który z taką łatwością przekracza granicę między zabawą cudzym światem, a pełnoprawną powieścią. HPMOR bierze na tapet dobrze znane uniwersum Harry’ego Pottera i zadaje jedno, pozornie proste pytanie: co by było, gdyby Harry wychował się nie u Dursleyów, ale w domu naukowca? Efekt jest zaskakująco wciągający. Zamiast chłopca, który intuicyjnie pakuje się w kolejne przygody, dostajemy jedenastoletniego racjonalistę, który próbuje zrozumieć magię metodą naukową, kwestionuje wszystko, co słyszy i każdą hipotezę próbuje zweryfikować eksperymentalnie.

Fabuła pierwszej księgi w dużej mierze pokrywa się z początkiem "Kamienia Filozoficznego" - do czasu. Harry odkrywa, że magia istnieje, trafia na Ulicę Pokątną, poznaje Draco Malfoya, otrzymuje różdżkę, zostaje przydzielony do domu - Ravenclaw i rozpoczyna naukę w Hogwarcie. Tyle że niemal każda z tych scen została napisana od nowa. Autor nie próbuje opowiedzieć historii Rowling własnymi słowami - wykorzystuje jej wydarzenia jako punkt wyjścia do zupełnie innych rozmów, przemyśleń i relacji między bohaterami. Dzięki temu nawet doskonale znając oryginał, nie miałem poczucia, że czytam to samo, wręcz przeciwnie. Sporą zmianą jest jednak to, że do świata magii, Harrego wprowadza Profesor McGonagall i to ona ma za zadanie udowodnić mu, że świat magii istnieje i jest wart pozniania.

Największą siłą tej książki są dialogi. Uwielbiałem momenty, w których Harry dyskutuje z McGonagall o metodzie naukowej, rozkłada na czynniki pierwsze poglądy Draco Malfoya, prowadzi psychologiczne eksperymenty na jego ojcu Lucjuszu czy zadaje nauczycielom pytania, których nikt wcześniej nie odważył się postawić. Bardzo podobało mi się również to, że autor nie sprowadza bohaterów do prostych ról. Draco nie jest po prostu zarozumiałym antagonistą, Lucjusz okazuje się znacznie bardziej złożony niż u Rowling, a profesor Quirrell od pierwszego pojawienia się, kradnie każdą scenę, w której występuje. Mam też wrażenie, że relacja Harry'ego z Hermioną została napisana znacznie ciekawiej niż w oryginale - opiera się przede wszystkim na wzajemnym szacunku i intelektualnym partnerstwie, oboje są potwornie inteligentni i oboje kwestionują zastaną rzeczywistość, poznając ją z perspektywy wychowania z mugolami. U Rowling w pierwszym tomie Hermiona była kujonką, która musiała nadrobić dzieciństwo, które inni czarodzieje mogli poświęcić na poznawianie świata magii, a Harry był ciamajdo-fajtłapą z piętnem w postaci 2 blizn - nazwiska i tej na czole, który leciał głównie na farcie. Tu jest zupełnie inaczej.

Jednocześnie HPMOR nie jest książką dla każdego. Momentami bardziej przypomina wykład z psychologii poznawczej, teorii decyzji czy rachunku prawdopodobieństwa niż powieść fantasy. Autor regularnie zatrzymuje akcję, aby pozwolić Harry'emu tłumaczyć błędy poznawcze, twierdzenie Bayesa czy mechanizmy manipulacji. Mnie to w większości przypadków bawiło i angażowało, ale były fragmenty, w których miałem ochotę wrócić do samej historii zamiast kolejnego eseju o racjonalności. Harry również bywa chwilami aż za błyskotliwy – trudno uwierzyć, że jedenastolatek potrafi prowadzić rozmowy na takim poziomie z praktycznie każdym dorosłym.

Najbardziej spodobało mi się jednak to, że autor nie próbuje udowodnić, iż racjonalność daje odpowiedź na wszystko. Wręcz przeciwnie. Im więcej Harry wie, tym częściej odkrywa, jak wiele jeszcze nie rozumie. Jego największą siłą nie jest inteligencja, ale gotowość do zmiany zdania, kiedy pojawiają się nowe dowody. To podejście bardzo dobrze współgra z motywem badania magii jak nieodkrytej gałęzi nauki i sprawia, że świat Rowling zyskuje zupełnie nową perspektywę.

Pierwsza księga kończy się bardziej obietnicą niż kulminacją. To dopiero początek większej historii, ale już na tym etapie widać, że autor ma bardzo konkretny plan i konsekwentnie go realizuje. Jeśli ktoś szuka wiernej adaptacji Harry’ego Pottera, raczej się odbije. Jeśli jednak lubi czytać książki, które bawią się znanym materiałem i zmuszają do myślenia, HPMOR jest naprawdę ciekawym doświadczeniem.

Dla mnie 8/10. To jeden z najbardziej oryginalnych retellingów znanego świata, jakie czytałem w życiu. Nie wszystkie filozoficzne rozważania mnie porwały i czasami autor przesadza z intelektualnymi popisami Harry'ego, ale liczba świetnych pomysłów, błyskotliwych dialogów i świeżego spojrzenia na uniwersum Pottera zdecydowanie wynagradza te słabsze momenty. Na pewno sięgnę po kolejne tomy, bo bardzo spodobała mi się ilość róznic względem materiału źródłowego.

Jest to fanfik, więc musicie pamiętać, że nie dostaniecie go w polskim tłumaczeniu, ale za to jest za darmo, zarówno w formacie PDF, EPUB, jak i w audiobooku na Spotify.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Gruba ryba1piorunów

dużo skomplikowanego słownictwa?

Pokaż więcej komentarzy (9)

Lider

w Książki

10piorunów

Fabryka Słów właśnie wypuściła dodruk „Pana Lodowego ogrodu”, na ten moment jest dostępny w Świecie książki, ale niedługo trafi do innych księgarni.

https://www.swiatksiazki.pl/search/Pan%20lodowego%20ogrodu?customFilters=availability_status:1;publishers_ms:Fabryka%2520S%25C5%2582%25C3%25B3w

Tomy w twardej i miękkiej oprawie dostępne w cenach od 41 do 51 złotych za sztukę. #fabrykaslow #ksiazki #czytajzwujkiem

Pokaż więcej komentarzy (5)

Lider

w Książki

34piorunów

1047 + 1 = 1048

Tytuł: Krótki pobyt w piekle

Autor: Steven L. Peck

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Muza

Format: książka papierowa

Liczba stron: 123

Ocena: 8/10

Niepozorna, krótka książka, która robi z głową dużo więcej niż niejeden opasły tom filozoficznego science fiction. Punkt wyjścia jest prosty: człowiek umiera i trafia do piekła. Był chrześcijaniem, choć według piekielnego przewodnika, jedyną prawdziwą religią jest zoroastryzm. Tyle że to piekło nie jest klasycznym ogniem, smołą i widłami. To piekło czytelnika spacerowicza (ups) - biblioteka zawierającą wszystkie możliwe książki. Żeby się z niej wydostać, trzeba znaleźć jedną konkretną - własną, bezbłędną historię życia.

I właśnie w tym pomyśle siedzi największa siła tej książki. Peck bierze koncept Biblioteki Babel Borgesa (sam do niej nawiązuje) i zamienia go w bardzo osobiste, egzystencjalne piekło. Niby zadanie jest skończone. Niby książka istnieje. Niby kiedyś można ją znaleźć. Ale skala tego "kiedyś" jest tak absurdalna, że skończoność zaczyna zachowywać się jak nieskończoność. Bardzo podobała mi się ta filozoficzna rozkmina o wieczności, trudzie, nadziei i o tym, że czasami sama potencjalna iskierka sukcesu jest bardziej okrutna niż jej całkowity brak.

To nie jest horror, który straszy wyskakującym potworem zza regału. To horror skali. Horror monotonii. Horror myśli, że można iść dalej, iść przez tysiące, miliony, miliardy lat, i nadal być praktycznie w tym samym miejscu. Najlepsze jest to, że książka nie potrzebuje wielu stron, żeby ten ciężar zbudować. Im dalej, tym bardziej czuć, jak bohaterowi odpadają kolejne warstwy człowieczeństwa: wiara, przywiązania, ambicje, sens, a na końcu może nawet nadzieja.

Bardzo dobrze działa też kontrast między początkową "łagodnością" tego piekła a jego "prawdziwą" naturą. Są łóżka, jedzenie na życzenie, rozmowy, ludzie, nawet miłość i seks. Przez moment można pomyśleć, że to bardziej dziwny czyściec niż piekło. Ale właśnie dlatego później uderza mocniej, bo okazuje się, że największą karą nie jest ból fizyczny, tylko świadomość niewyobrażalnego dystansu między tobą, a wybawieniem.

Nie wszystko było dla mnie równie mocne. Momentami postacie poboczne są bardziej nośnikami idei niż pełnoprawnymi ludźmi, a sama konstrukcja jest bardziej przypowieścią niż klasyczną fabułą. Ale przy tej objętości i przy takim pomyśle zupełnie mi to nie przeszkadzało. To książka, która zostaje bardziej jako koncept, uczucie i niewygodna myśl niż jako historia z wieloma zwrotami akcji.

To bardzo celna, duszna i inteligentna książka. Krótka, ale zostawiająca po sobie długi cień. Najbardziej kupiła mnie właśnie ta nieskończona skończoność - świadomość, że koniec istnieje, tylko jest tak daleko, że dla człowieka właściwie niczym nie różni się od wieczności.

Do przeczytania książki zachęciła mnie okładka, ale totalnie inne miałem o niej wyobrażenie.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Gruba ryba2piorunów

III tam, po prostu zbierasz braci i wrzucacie w otwór wszystko jak leci. Zamiast upiornej wieczności spiewacie shanty I gracie na loterii, bo może ktoś jednak w coś trafi.

Tak, miliard wobec nieskończoności ma takie same szanse, ale przynajmniej jesteś częścią wspólnoty.

Pokaż więcej komentarzy (6)

Lider

w Książki

22piorunów

1041 + 1 = 1042

Tytuł: Kropla zepsucia

Autor: Robert Jackson Bennet

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Mag

Format: ebook

Liczba stron: 512

Ocena: 8/10

Po lekturze „jedynki" wracałem z apetytem na to samo: przytulny kryminał z potworami w tle, zamknięty pokój i Ana sypiąca błyskotliwymi dedukcjami zza przepaski na oczach. Dostałem coś zupełnie innego i to mnie zaskoczyło. Nie na minus, nie na plus, po prostu zaskoczyło.

Bennett wciąż buduje jeden z ciekawszych światów, jakie ostatnio czytałem: Święte Imperium Khanum żyje w cieniu lewiatanów, morskich potworów, z krwi których ludzie nauczyli się tworzyć modyfikatory ciała - dodające siły, pamięci, zmysłów. Śledczy duet się nie zmienia: genialna, ekscentryczna Ana Dolabra, która przez nadmiar bodźców nosi opaskę na oczach, i Din, czyli jej chodzące „oczy" o umyśle zmodyfikowanym tak, by niczego nigdy nie zapominał. On patrzy i rejestruje, ona wyciąga z tego wnioski.

I tu zaczynają się różnice. "Kropla zepsucia" startuje jak klasyczna zagadka - ktoś znika z pilnowanego pokoju, zostawia coś w sejfie, w okolicznościach z gatunku "to niemożliwe, a jednak" - ale bardzo szybko przestaje być kameralna. Bennett przenosi akcję z murów morskich do Yarrow, na wpół podbitego, gnijącego królestwa na obrzeżach Imperium i zamienia salonową "przytulną" łamigłówkę w polityczny thriller o kolonializmie, zepsuciu władzy i cenie, jaką się płaci za coś, co Imperium nazywa służbą. Tam, gdzie pierwszy tom był w gruncie rzeczy Holmesem w kostiumie dziwnego fantasy - przytulnym, zamkniętym, trochę zabawnym - drugi jest intrygą o dużo szerszym tchnieniu, z prawdziwym przeciwnikiem po drugiej stronie planszy. I to chyba największa zmiana: seria dostała wreszcie antagonistę, który realnie dorównuje Anie, zamiast być tylko kolejnym trupem do rozpracowania.

Zyskał również Din. W "jedynce" bywał głównie funkcją, trochę jeżdzącym odkurzaczem Roomba - chodzącą pamięcią i grzecznym narratorem. Tutaj dostaje własne życie wewnętrzne, wątpliwości, coś do stracenia, życie po za pracą, długi po ojcu i nagle robi się z niego pełnoprawny bohater, a nie tylko soczewka, przez którą oglądamy Anę. Świetnie wypada też nowa twarz po stronie lokalnej - cierpka, uzbrojona po zęby apotekarka -tropicielka, która wnosi do książki i humor i realny pazur.

Coś się przy tym zgubiło i byłbym nieuczciwy, gdybym to przemilczał: to chyba ta lekkość, za którą polubiłem tom pierwszy. Miejscami wyraźnie czuć, że autorowi bardziej zależy, by coś powiedzieć o imperiach, władzy i moralnym koszcie "porządku", niż po prostu bawić się zagadką. Kilka fragmentów w środku ciągnie się odrobinę za długo, zanim intryga znów przyśpieszy. Ale kiedy już przyśpiesza - trzyma czytelnika mocno w fotelu, a rozwiązanie jest dość uczciwe: wszystkie tropy leżą na stole, wystarczy je ze sobą połaczyć. Finał domyka rzecz z rozmachem i zostawia serię w miejscu, które sprawia, że po tom trzeci sięgnę bez wahania.

8/10, bo jest to zupełnie inna książka, niż się spodziewałem - bardziej polityczna, mroczniejsza, ambitniejsza i chyba właśnie dlatego dobra. Kto liczył na powtórkę z "Zatrutego kielicha", może na starcie kręcić nosem na zmianę tonu. Kto da się tej zmianie porwać, dostanie coś zdecydowanie większego niż kolejny sympatyczny kryminał z ogromnymi potworami w tle.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Praktykant1piorunów

@WujekAlien Dzięki za polecenie serii, jedynka już przeczytana, lecę z drugą częścią :smiley:

Lider

w Książki

14piorunów

Ledwie kilka ( ͡~ ͜ʖ ͡°)
#ksiazki #czytajzwujkiem

Lider1piorunów

@WujekAlien nie mam ZIELONEGO POJĘCIA jak oni to zrobili, ale zamówiłem 11 książek, a dostałem 22 xDDD podwoili jakimś cudem mi zamówienie

Lider0piorunów

@bojowonastawionaowca xD też kiedyś myślałem, że księgarnia się pomyliła na moją korzyść, a to ja każdą książkę 2x dodałem i za każde podwójne sztuki zapłaciłem ;)

Pokaż więcej komentarzy (10)

Lider

w Książki

11piorunów

Dzień dobry,
Dziś przychodzę do Was z promocją urodzinową Wydawnictwa Poznańskiego i ich księgarni: Wydaje nam się.

Promocja _"Domowe Targi Książki"_ obowiązuje od 01.07.2026 do 05.07.2026 zarówno online pod LINKiem jak i stacjonarnie w księgarni na ulicy Fredry 8A w Poznaniu. Promocją objęte są wszystkie Książki i Ebooki.

Oprócz tej promocji znajdziecie również ksiązki z katalogu wyprzedażowego, których ceny zaczynają się od 7,50zł - LINK

Powodzenia w trzymaniu się swoich postanowień zakupowych ;)
#promocjeksiazkowe #czytajzwujkiem #ksiazki

Lider6piorunów

Jakby ktoś chciał jakieś polecajki, to ja polecam Apeirogon, Domosławskiego, Shuggie Bain, Rozpad umysłu. Biografia schizofrenii, Kraj za murem, Kosmiczny wyścig. Zdumiewająca historia pierwszego człowieka, który opuścił Ziemię (te dwie jeszcze nieczytane przeze mnie, ale są na półce) czy serię reporterską 😛

Gwiazdor2piorunów

@WujekAlien wg mnie podobne do Szugiego tylko mocniejsze. a potem do teatru na chłopacy.

Lider1piorunów

@WujekAlien ja mam problem z upchnięciem książek na półce, a ty mi tu o czytaniu mówisz xD

Lider1piorunów

@bojowonastawionaowca czytanie to ledwie efekt uboczny. Mi się już dawno skończyło miejsce na półkach, wróciłem do stosów na podłodze, na ten moment tylko 3, ale jednak 😉

Lider1piorunów

Takie nadstawki to ja mam zbudowane na wózeczku co ma 100cm wysokości ;)

Pokaż więcej komentarzy (17)

Lider

w Książki

16piorunów

1017 + 1 = 1018

Tytuł: Piętno ciemności

Autor: Andrzej Pupin

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Fabryka Słów

Format: audiobook

Liczba stron: 591

Ocena: 7/10

Po bardzo udanych „Rozbłyskach ciemności miałem nadzieję, że Andrzej Pupin domknie trylogię z równie dużym rozmachem. I choć „Piętno ciemności” nie jest książką idealną, to jest satysfakcjonującym finałem historii Jerzego i świata, który od pierwszego tomu coraz mocniej odsłaniał swoje mroczne oblicze.

Tym razem Jerzy wraca do więzienia (innego), ale role całkowicie się odwracają. Nie jest już człowiekiem działającym pod przykrywką strażnika - sam trafia za kratki jako więzień. Równolegle Barbara, która po wydarzeniach poprzedniego tomu wreszcie się odnalazła, próbuje zrobić wszystko, by wydostać go na wolność. Sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej, gdy dochodzi do tragicznej pomyłki. Jerzy odkrywa, że jego brat nie żyje, a ponieważ zwłoki zostają błędnie zidentyfikowane jako jego własne, Barbara otrzymuje informację, że to właśnie Jerzy zginął. Od tego momentu bohaterowie funkcjonują w dwóch zupełnie różnych rzeczywistościach - on walczy o przetrwanie, a ona próbuje pogodzić się z jego rzekomą śmiercią i wyjaśnić co się z nim stało.

Bardzo spodobało mi się prowadzenie narracji z dwóch perspektyw. W poprzednich tomach świat oglądaliśmy głównie oczami Jerzego, natomiast tutaj Barbara staje się pełnoprawną bohaterką. Dzięki temu historia zyskuje dodatkowy wymiar. Czytelnik wie więcej niż każda z postaci z osobna, co pozwala budować napięcie w zupełnie inny sposób. Obserwowanie, jak oboje próbują zrozumieć wydarzenia, dysponując zupełnie innym zestawem informacji, było jednym z najmocniejszych elementów książki.

To, co najbardziej podobało mi się w całej trylogii, czyli stopniowe odkrywanie natury Ciemności, również doczekało się satysfakcjonującego rozwinięcia. Autor nie zdradza wszystkich tajemnic od razu, ale daje wystarczająco dużo odpowiedzi, by czytelnik miał poczucie domknięcia historii. Jednocześnie świat pozostaje na tyle rozległy i niejednoznaczny, że bez problemu mógłby stać się fundamentem kolejnych opowieści.

Podobnie jak w dwóch wcześniejszych tomach, bardzo odpowiadało mi połączenie kryminału z weird fiction i urban fantasy. Nadal miałem skojarzenia z trylogią Adama Przechrzty, choć po trzech tomach mogę już śmiało powiedzieć, że Andrzej Pupin zbudował własną świetną tożsamość. Ciemność nie jest tutaj jedynie pretekstem do opowiadania historii - staje się pełnoprawnym elementem świata przedstawionego, ograniczeniem i wrogiem, który wpływa na losy bohaterów i stopniowo zmienia ich samych.

Mam jedynie wrażenie, że końcówka mogła być odrobinę dłuższa (choć książka i tak urosła względem poprzednich tomów). Autor przez dwa poprzednie tomy bardzo cierpliwie budował napięcie i kolejne tajemnice, dlatego liczyłem na jeszcze mocniejsze wybrzmienie finału. Nie jest to jednak zarzut na tyle duży, by wpłynął na moją ocenę.

„Piętno ciemności” jest bardzo dobrym zakończeniem trylogii. Rozwija bohaterów, wykorzystuje motywy z poprzednich części i zamyka najważniejsze wątki, jednocześnie pozostawiając czytelnikowi poczucie, że świat Ciemności żyje dalej. To seria, która z tomu na tom stawała się coraz lepsza, a to w literaturze gatunkowej wcale nie zdarza się często.

Jeśli pierwszy tom był obietnicą ciekawego uniwersum, drugi jego rozwinięciem, to „Piętno ciemności” jest dowodem, że Andrzej Pupin miał na tę historię pomysł od samego początku, a to jeszcze bardziej imponujące, bo to jego debiut literacki. I właśnie dlatego całą trylogię uznaję za świetną ze sporym kredytem świeżości, którego w polskim fantasy dawno nie czułem.

Jest to 128 książka w tym roku, więc i książka, która zamyka wyzwanie czytelnicze 128/128 na 2026. Jak co roku kończę regularne wpisy i od teraz będę wrzucał raczej najciekawsze i najbardziej nietypowe pozycje, które mnie urzekły + podsumowania miesiąca, kwartału i wyzwań Goodreads.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Gruba ryba1piorunów

No i dotrzymał słowa

Lider1piorunów

@saradonin_redux miałem rano napisać, ale w robocie jest młyn xD

Pokaż więcej komentarzy (2)

Lider

w Książki

31piorunów

1016 + 1 = 1017

Tytuł: Żony ze Stepford

Autor: Ora Levin

Kategoria: horror

Wydawnictwo: Albatros

Format: ebook

Liczba stron: 192

Ocena: 5/10

Są książki, których wpływ na literaturę i popkulturę jest znacznie większy niż przyjemność płynąca z ich lektury. Dla mnie Żony ze Stepford są właśnie takim przypadkiem. Doskonale rozumiem, dlaczego ta powieść stała się klasyką i dlaczego do dziś funkcjonuje określenie „żona ze Stepford”. Problem w tym, że sama historia nie porwała mnie tak, jak się spodziewałem.

Fabuła rozpoczyna się, gdy Joanna Eberhart wraz z mężem i dziećmi przeprowadza się z Nowego Jorku do idealnego, spokojnego miasteczka Stepford. Wszystko wydaje się wręcz zbyt doskonałe - zadbane domy, piękne ogrody i niezwykle uprzejmi mieszkańcy. Bardzo szybko Joanna zaczyna jednak zauważać coś niepokojącego. Wszystkie kobiety w Stepford są niemal identyczne. Perfekcyjnie ubrane, zawsze uśmiechnięte, bez reszty oddane sprzątaniu, gotowaniu i uszczęśliwianiu swoich mężów. Co gorsza, nawet kobiety, które początkowo wydawały się normalne, po pewnym czasie przechodzą dziwną przemianę. Joanna próbuje odkryć, co naprawdę dzieje się w Stepford, zanim będzie za późno.

Najbardziej podobał mi się sam pomysł. Levin stworzył historię, która jest jednocześnie thrillerem, horrorem science fiction i satyrą na role społeczne oraz małżeństwo. Dzisiaj ten motyw wydaje się znajomy, ale trzeba pamiętać, że książka powstała w 1972 roku i była jedną z pierwszych, które tak otwarcie poruszały temat uprzedmiotowienia kobiet i lęku przed utratą własnej tożsamości. Nie bez powodu „żona ze Stepford” weszła na stałe do języka jako określenie kobiety idealnej... aż do przesady.

Miałem też bardzo ciekawe skojarzenie z sagą Blackwater Michaela McDowella. Oczywiście są to zupełnie inne historie, ale w obu przypadkach ogromną rolę odgrywa atmosfera małego miasteczka, pod którego spokojną powierzchnią kryje się coś bardzo niepokojącego. Bohaterka trafia do zamkniętej społeczności, gdzie wszyscy zachowują się tak, jakby znali sekret, którego ona jeszcze nie odkryła. To właśnie ten powolny narastający niepokój najbardziej przypominał mi pierwsze tomy Blackwater.

Niestety sama lektura nie dostarczyła mi tylu emocji, ile obiecywał pomysł. Książka jest bardzo krótka i przez to wiele wątków rozwija się zbyt szybko, albo po łebkach. Bohaterowie pozostają dość jednowymiarowi, a napięcie, choć obecne, nie osiąga poziomu, którego oczekiwałem. Współczesny czytelnik może też dość szybko domyślić się, dokąd zmierza cała historia, bo przez ponad pięćdziesiąt lat motyw Stepford był wielokrotnie kopiowany, rozwijany, ekranizowany i reinterpretowany.

Ostatecznie bardziej doceniam Żony ze Stepford za ich znaczenie dla gatunku niż za samą historię. To książka, bez której prawdopodobnie nie powstałoby wiele późniejszych thrillerów i horrorów psychologicznych, ale jako samodzielna lektura pozostawiła mnie ze sporym niedosytem.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Gruba ryba2piorunów

@WujekAlien pamiętam, ze kiedy miałem naście lat to mi się bardzo podobał pomysł tej książki. No ale to były czasy gdy wciągałem dużo tanich, kieszonkowych wydań z serii Amber Horror, których pełno było w osiedlowej bibliotece.

Pokaż więcej komentarzy (3)

Lider

w Książki

16piorunów

1015 + 1 = 1016

Tytuł: Rozbłyski ciemności

Autor: Andrzej Pupin

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Fabryka Słów

Format: audiobook

Liczba stron: 451

Ocena: 8/10

Po całkiem udanym pierwszym tomie miałem nadzieję, że Andrzej Pupin pójdzie w stronę rozwijania stworzonego świata, zamiast jedynie powtarzać sprawdzony schemat. I dokładnie to zrobił. Rozbłyski ciemności są dla mnie wyraźnie lepszą książką od Szeptów ciemności. Nadal dostajemy mieszankę kryminału, fantasy i weird fiction, ale tym razem autor znacznie śmielej odsłania karty i pozwala czytelnikowi lepiej zrozumieć zarówno głównego bohatera, jak i naturę samej Ciemności.

Jerzy coraz mocniej odnajduje się w świecie, o którego istnieniu jeszcze niedawno nie miał pojęcia. Wiemy już więcej o jego przeszłości, o zasadach rządzących nadnaturalną rzeczywistością i o tym, czym właściwie jest Ciemność. Paradoksalnie jednak wraz z kolejnymi odpowiedziami pojawiają się nowe pytania.

Najbardziej intrygujący pozostaje wątek kobiet z otoczenia Jerzego. Po wydarzeniach z pierwszego tomu znów dochodzi do tajemniczego zniknięcia - tym razem przepada Barbara, jego bogata wspólniczka z agencji detektywistycznej. Problem staje się jeszcze bardziej osobisty, gdy znika również adoptowana przez nią dziewczynka, Zofia, którą Jerzy miał się opiekować podczas nieobecności Barbary. Od tego momentu śledztwo przestaje być jedynie kolejną sprawą detektywistyczną. Staje się czymś znacznie bardziej osobistym.

Bardzo podobało mi się połączenie dwóch pozornie niezależnych historii. Z jednej strony Jerzy prowadzi zawodowe śledztwo, z drugiej desperacko próbuje odnaleźć Zofię, z trzeciej dalej pamięta o ukochanej Wandzie, którą utracił w 1 tomie. Oczywiście czytelnik przeczuwa, że oba wątki muszą się w końcu połączyć, ale autor robi to w sposób naturalny i satysfakcjonujący. Dzięki temu książka ani przez chwilę nie sprawia wrażenia dwóch historii zszytych na siłę.

Świetnie wypada również fragment rozgrywający się na więziennej farmie. Jerzy, działając pod przykrywką strażnika, próbuje od środka zrozumieć, co naprawdę dzieje się w tym miejscu. To jedna z najciekawszych części książki, a zarazem największa. Czego się kompletnie nie spodziewałem, gdy się zaczynała. Zamiast klasycznego śledztwa dostajemy infiltrację zamkniętego środowiska, w którym nie wiadomo, komu można zaufać, a atmosfera z każdą kolejną stroną robi się coraz bardziej niepokojąca.

To właśnie klimat pozostaje największym atutem serii. Nadal miałem skojarzenia z Materią Primą Adama Przechrzty - światem, w którym magia i nadprzyrodzone zjawiska funkcjonują tuż obok codzienności, choć większość ludzi nie ma o nich pojęcia. Mam jednak wrażenie, że Pupin coraz śmielej buduje własną tożsamość i nie ogranicza się już tylko do samego motywu przenikania dwóch światów.

Najbardziej cieszy mnie to, że drugi tom rozwija praktycznie każdy element pierwszego. Bohater jest ciekawszy, nie jest taką sierotą, świat jest bardziej rozbudowany, Ciemność staje się bardziej zrozumiała, a sama intryga ma większy rozmach. Jednocześnie autor zachowuje wystarczająco dużo tajemnic, by po zakończeniu lektury od razu chcieć sięgnąć po kolejny tom. Więc mój plan z wciągnięciem całej trylogii w wekeend pasuje tu jak ulał.

Na minus - świat astralny, sam zamysł super, każdy bohater ma reprezentację w tym świecie i jest to nietypowe/zmodyfikowane stworzenie. Wszyscy po za Jerzym zdają się mieć zwierzątko lądowe albo morski, a on ma Anioła (dlaczego?). Ale to nie jest jedyny zgrzyt, bo Jerzy wchodzi w postać astralną od czasu do czasu i nie do końca ma to uzasadnienie. Gdy prowadzi śledztwo i szuka tropów, to ten przypadek użycia jest ok, ale niewiele później wie, że na więzienie robią rajd sowieci i wtedy jakby zapomina o tej umiejętności. Choć sama walka z nimi jest świetna i mega mi się podobała.

"Rozbłyski ciemności" to przykład kontynuacji, która robi dokładnie to, czego oczekuję od drugiego tomu serii - nie powiela pierwszej części, tylko rozwija jej najmocniejsze elementy. Dzięki temu bawiłem się jeszcze lepiej niż przy "Szeptach ciemności", a świat i Jerzy dali się polubić jeszcze bardziej.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Lider

w Książki

19piorunów

1008 + 1 = 1009

Tytuł: Szepty Ciemności

Autor: Andrzej Pupin

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Fabryka Słów

ISBN: 9788367949385

Liczba stron: 414

Ocena: 7/10

Szepty ciemności to książka, która bardzo szybko skojarzyła mi się z pierwszym tomem Materia Prima - „Adeptem” Adama Przechrzty. Nie dlatego, że autor kopiuje jego pomysły, ale dlatego, że ponownie trafiamy do świata, w którym pozornie zwyczajna rzeczywistość zaczyna przeciekać czymś nadnaturalnym. Granica między tym, co racjonalne, a tym, co niewytłumaczalne, staje się coraz cieńsza, a bohaterowie muszą nauczyć się funkcjonować w świecie, który okazuje się znacznie bardziej skomplikowany, niż przypuszczali.

Fabuła koncentruje się wokół tajemniczych zjawisk i zaginięć, które początkowo wydają się odosobnionymi przypadkami. Z czasem jednak bohater odkrywa, że za nimi kryje się znacznie większa i mroczniejsza układanka. To historia o świecie, do którego przenikają siły niepasujące do naszego wyobrażenia rzeczywistości – mroczne, trudne do zrozumienia i rządzące się własnymi zasadami. Śledztwo stopniowo odsłania kolejne elementy tej układanki, a wraz z nimi rośnie poczucie zagrożenia i zezwierzęcenia podejrzanych.

Najbardziej podobał mi się właśnie klimat. Lubię książki, w których współczesny świat zderza się z czymś niewytłumaczalnym, ale autor nie odkrywa wszystkich kart od razu. Tajemnica jest tutaj odpowiednio dawkowana, dzięki czemu czytelnik razem z bohaterem próbuje zrozumieć, jakie reguły rządzą tym nowym światem. To daje bardzo przyjemne uczucie odkrywania kolejnych warstw historii.

Nie sposób było mi nie porównywać tej książki do „Adepta”. Jeśli tam najbardziej podobało mi się stopniowe poznawanie magicznego świata funkcjonującego tuż obok naszego, to Szepty ciemności wywołały bardzo podobne odczucia. Oczywiście oba cykle idą w innych kierunkach, ale sam pomysł przenikania nadprzyrodzonych zjawisk do codzienności bardzo trafia w mój gust.

Mam jednak wrażenie, że autor nie wykorzystał jeszcze pełnego potencjału stworzonego uniwersum. Są momenty, w których chciałbym dowiedzieć się więcej o zasadach rządzących tym światem i głębiej poznać jego historię. To jeden z tych przypadków, gdy książka bardziej zachęca do sięgnięcia po kolejne tomy, niż daje pełną satysfakcję jako samodzielna opowieść.

Mimo to bawiłem się naprawdę dobrze. To udane połączenie thrillera, urban fantasy i horroru, z odpowiednią dawką tajemnicy oraz świata, który powoli odsłania swoje sekrety. Jeśli ktoś lubi historie, w których pod powierzchnią codzienności kryje się coś znacznie mroczniejszego, Szepty ciemności powinny przypaść mu do gustu.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

#czytajzhejto

Pokaż więcej komentarzy (6)

Lider

w Książki

29piorunów

992 + 1 = 993

Tytuł: Czerwony Świt

Autor: Pierce Brown

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Mag

Format: ebook

ISBN: 9788367793926

Liczba stron: 448

Ocena: 5/10

To jedna z tych książek, wobec których miałem ogromne oczekiwania. Przez lata słyszałem, że to jedna z najciekawszych współczesnych serii science fiction, pełna intryg, brutalnej walki o władzę i rozbudowanego świata przyszłości. Tym większe było moje rozczarowanie, gdy okazało się, że zamiast historii o kolonizacji Układu Słonecznego i zderzeniu klas społecznych, dostałem coś, co przez dużą część książki przypomina połączenie Igrzysk śmierci z młodzieżową powieścią o rywalizacji w mrocznej akademii.

Fabuła przedstawia świat przyszłości podzielony na kolory odpowiadające społecznym kastom. Darrow należy do najniższej z nich - Czerwonych i wierzy, że jego ciężka praca pomaga przygotować Marsa dla przyszłych pokoleń ludzi. Gdy odkrywa prawdę o świecie, w którym żyje, zostaje wciągnięty w plan obalenia istniejącego porządku. Punkt wyjścia jest naprawdę świetny. Konflikt klasowy, manipulacja społeczeństwem, kolonizacja planet i walka z systemem wydają się idealnymi składnikami historii, która powinna trafić w mój gust.

Problem polega na tym, że książka bardzo szybko porzuca najciekawsze elementy własnego świata. Zamiast eksplorować Marsa, strukturę społeczną czy funkcjonowanie międzyplanetarnej cywilizacji, autor zamyka bohaterów w specyficznej grze przypominającej szkolenie przyszłych elit. I właśnie wtedy moje zainteresowanie zaczęło stopniowo spadać.

Największym zawodem było dla mnie samo uniwersum. Nie dlatego, że jest źle wymyślone - wręcz przeciwnie. Jest pełne interesujących pomysłów. Problem w tym, że przez większość książki mam wrażenie, że oglądam je przez dziurkę od klucza. Chciałem dowiedzieć się więcej o tym świecie, jego historii, polityce i funkcjonowaniu społeczeństwa. Zamiast tego dostałem rywalizację grup nastolatków i kolejne konflikty między bohaterami. A trochę na to liczyłem sięgając po 1 tom serii. Może się ten świat przede mną lepiej otworzy w kolejnych tomach, tylko na ten moment nie mam ochoty po nie sięgać.

Nie pomogli mi również sami bohaterowie. Darrow jest skuteczny i zdeterminowany, ale trudno było mi się z nim emocjonalnie związać. Wiele postaci sprawiało wrażenie bardziej archetypów niż pełnoprawnych ludzi. Część relacji rozwija się bardzo szybko, a niektóre zwroty akcji wydają się podporządkowane tempu fabuły bardziej niż logice postaci. Dużo jest też ściemniania i podstępów, za którymi nie przepadam, bo gdy bohaterowie zaczynają grać kogoś innego (na potrzeby sytuacji), to trudno mi złapać, jacy na prawdę są.

Nie oznacza to jednak, że książka jest zła. Brown potrafi pisać dynamicznie. Tempo jest wysokie, rozdziały krótkie, a historia skutecznie zachęca do przeczytania kolejnego fragmentu. Jeśli ktoś szuka szybkiej, brutalnej i pełnej rywalizacji historii, prawdopodobnie będzie zadowolony.

Ale ja liczyłem na coś podobnego do Cosmere Sandersona - powolnej, rozwleczonej historii, która mnie pochłonie na długie wieczory. Chciałem bardziej science fiction niż młodzieżowej rywalizacji. Bardziej eksploracji świata niż walki o pozycję w grupie. Bardziej Marsa niż kolejnej wariacji na temat „grupy młodych ludzi wrzuconych do śmiertelnej gry”.

Miała wjechać piękna pełna seria, ale chyba odpuszczę sobie już po 1 tomie :(

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Osobistość1piorunów

@WujekAlien podobno tom pierwszy pisał właściwie pod dyktando wydawcy, dlatego tyle tam uproszczeń dla fanów pośledniej literatury. Dopiero od drugiego tomu dali mu wolną rękę i wtedy seria rozwija skrzydła. Ludzie twierdzą, że warto podjąć decyzję dopiero po drugim tomie. Ale ja to wszystko tylko słyszałem, seria jeszcze przede mną, więc ten komentarz potraktuj jako drogowskaz.

Lider0piorunów

@Cerber108 dzięki, poszukam więcej info i recenzji

Autorytet1piorunów

@WujekAlien ja na jutubie dużo o tej książce słyszałem to mówili dokładnie to samo - że pierwsza to jakieś genryczne ya typu igrzyska śmierci, a kolejne dużo lepsze.

GURU3piorunów

@WujekAlien w kolejnym tomie eksploruje to, czego ci brakowało, bo pośrednio lecimy w kosmos. Ogólnie co książkę świat będzie coraz bardziej rozbudowany i skomplikowany. Ogólnie siłą tej serii jest to, że im dalej, tym bardziej wszystko się komplikuje od strony moralnej.

Lider0piorunów

@Hilalum właśnie mnie to mocno zniechęciło, może nie na tyle, żeby przerwać czytanie, ale na tyle, żeby olać serię już bliżej. Na pewno wciągnę drugi tom, żeby dowiedzieć się, co dalej :) dzięki ;)

Pokaż więcej komentarzy (6)

Lider

w Książki

20piorunów

991 + 1 = 992

Tytuł: Wyspa

Autor: Jędrzej Pasierski

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie

Format: audiobook

Liczba stron: 344

Ocena: 5/10

Po kryminałach Jędrzeja Pasierskiego spodziewałem się czegoś więcej. "Wyspa" ma ciekawy punkt wyjścia, zamkniętą przestrzeń, grupę ludzi z własnymi sekretami i atmosferę odcięcia od świata, która aż prosi się o wykorzystanie. Niestety w moim przypadku ten potencjał nie przełożył się na równie angażującą historię.

Największym problemem okazali się bohaterowie. Trudno było mi się z nimi związać, a jeszcze trudniej któregokolwiek polubić. Oczywiście nie każdy protagonista musi być sympatyczny, ale dobrze, gdy jest przynajmniej interesujący. Tutaj przez dużą część książki miałem wrażenie, że obserwuję ludzi, których losy nie budzą we mnie większych emocji. A kiedy w kryminale przestaje obchodzić nas, co stanie się z bohaterami, sama zagadka często nie wystarcza, by utrzymać pełne zaangażowanie.

Sama intryga również nie porwała mnie tak, jak liczyłem. Autor stara się budować napięcie wokół tajemnic, niedopowiedzeń i relacji między postaciami, ale finał nie daje satysfakcji proporcjonalnej do czasu poświęconego na budowanie atmosfery. Kilka razy miałem poczucie, że historia zmierza do czegoś naprawdę dużego, tylko po to, by ostatecznie otrzymać rozwiązanie, które można podsumować wzruszeniem ramion i krótkim „meh”. Akcja dzieje się na wyspie, we Wrocławiu, a autor próbuje budować atmosferę zamknięcia, jakby odcięcia pod całego świata. A mówimy tu o fragmencie ponad 500 000 miasta.

Paradoksalnie najwięcej przyjemności dostarczył mi audiobook. Aktorzy głosowi wykonali bardzo dobrą pracę i to głównie dzięki nim dotrwałem do końca z zainteresowaniem. Mam jednak pewien problem z warstwą muzyczną. Momentami była tak dramatyczna, jakby za chwilę miał nastąpić przełomowy zwrot akcji, wielka konfrontacja dobra ze złem, albo odkrycie zmieniające wszystko, co do tej pory wiedzieliśmy. Tymczasem po tych muzycznych zapowiedziach często następowały sceny znacznie spokojniejsze, a czasem wręcz rozczarowująco zwyczajne. Efekt był taki, że ścieżka dźwiękowa obiecywała więcej emocji niż sama fabuła była w stanie dowieźć.

Nie jest to książka zła. Warsztatowo wszystko działa poprawnie, a sam pomysł na miejsce akcji i zamkniętą społeczność, ma swoje zalety. Problem polega na tym, że po zakończeniu zostało mi w pamięci głównie wrażenie niewykorzystanego potencjału.

To kryminał, który przez większość czasu zapowiada coś większego, niż ostatecznie dostarcza. Być może gdybym czytał go zamiast słuchać, ocena byłaby jeszcze niższa. Audiobook uratował tę historię przed całkowitą obojętnością, ale nie zdołał sprawić, żebym naprawdę przejął się jej bohaterami czy finałem.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Lider

w Książki

58piorunów

974 + 1 = 975

Tytuł: Spotkanie z Ramą

Autor: Arthur C. Clarke

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Rebis

Format: ebook

ISBN: 9788383380131

Liczba stron: 280

Ocena: 8/10

„Spotkanie z Ramą” bardzo ładnie się zestarzało, a książka ma już ponad 50 lat. W większości książek science fiction kontakt z obcą cywilizacją oznacza spotkanie z kosmitami. Clarke zrobił coś znacznie ciekawszego. Nie pokazuje obcych. Pokazuje ich dzieło, które nagle trafia do naszego Układu Słonecznego.

Rama ma około 50 kilometrów długości i 20 kilometrów średnicy. Początkowo wygląda jak zwykła asteroida, ale gdy ludzie zbliżają się do niej, odkrywają, że jest idealnym cylindrem wykonanym z nieznanego materiału. Nie ma żadnych anten, okien, sygnałów radiowych ani oczywistych śladów załogi. Jest jak gigantyczny statek kosmiczny, który od realizuje swój własny cel.

Najbardziej fascynujące jest jednak jej wnętrze.

Po otwarciu śluzy okazuje się, że Rama jest pusta tylko pozornie. W rzeczywistości jej wnętrze stanowi cały świat. Obracając się wokół własnej osi, generuje sztuczną grawitację. Na wewnętrznej powierzchni cylindra znajdują się góry, równiny, zabudowania, a nawet morze. Ludzie, którzy wchodzą do środka, mają wrażenie, jakby znaleźli się na powierzchni nowej planety..

Jeszcze ciekawsze jest jednak to, że Rama sprawia wrażenie całkowicie obojętnej na obecność ludzi. Nie próbuje się z nimi komunikować. Nie atakuje ich. Nie pomaga im. Jest jak mechanizm działający według własnego planu, którego ludzie nie rozumieją.

W pewnym sensie Rama przypomina bardziej zjawisko naturalne niż statek kosmiczny. W środku znajdują się również tajemnicze konstrukcje i biomechaniczne istoty. Nie wiadomo jednak, czy są mieszkańcami Ramy, robotami, narzędziami czy czymś jeszcze innym. Im więcej odkrywają bohaterowie, tym bardziej zdają sobie sprawę, jak niewiele rozumieją. I właśnie to najbardziej mi się podobało.

Współczesne science fiction często stara się wszystko wyjaśnić. Clarke robi coś odwrotnego. To trochę jak wejście do piramidy zbudowanej przez cywilizację miliony lat bardziej zaawansowaną od naszej. Możemy mierzyć ściany, opisywać pomieszczenia i analizować mechanizmy, ale nie jesteśmy pewni, po co to wszystko powstało. I chyba dlatego Rama robi tak wielkie wrażenie. Jest tajemnicą. A Clarke doskonale rozumiał, że czasami największy zachwyt budzi nie odpowiedź, ale rodzące się pytanie.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

#czytajzhejto

Gruba ryba15piorunów

Part 2 spotkanie z Delmą

Lider8piorunów

@keborgan part 3, walka między Biedronką i Lidlem w promocjach na masło 😉

GURU5piorunów

@WujekAlien

> Spotkanie z Ramą” bardzo ładnie się zestarzało

No właśnie wiele razy chciałem się za to wziąć bo znałem zajawkę ale bałem się że będzie zawód.

Wrzucę w wolnej chwili, dzięki

Lider2piorunów

@entropy_ Mi się podobało, bo lubię tematykę podróży kosmicznych, ale jednocześnie średnio lubię literaturę opisującą „pierwszy kontakt”, a ta książka idealnie się w te gusta wpisuje.

Pokaż więcej komentarzy (15)

Lider

w Książki

21piorunów

970 + 1 = 971

Tytuł: Sprawa osobista

Autor: Lee Child

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Albatros

Format: audiobook

Liczba stron: 448

Ocena: 6/10

Dziewiętnasty tom przygód Jacka Reachera jest jednocześnie jednym z najbardziej ambitnych i jednym z najmniej „reacherowych” w całej serii. Tym razem stawka jest znacznie większa niż zwykle. Zaczyna się od strzału oddanego do francuskiego prezydenta, a Reacher zostaje wciągnięty w międzynarodową operację z udziałem amerykańskich, brytyjskich i francuskich służb, próbujących namierzyć i wyeliminować potencjalnych snajperów. Pojawiają się agencje wywiadowcze, prywatne odrzutowce, podróże między kontynentami i krajami oraz zagrożenie o globalnym zasięgu.

I właśnie tutaj zaczynają się moje problemy z tą książką.

Doceniam próbę wyjścia poza utarty schemat. Po osiemnastu tomach trudno oczekiwać, że autor będzie wciąż pisał dokładnie tę samą historię. Lee Child postanowił więc zwiększyć skalę wydarzeń i wrzucić Reachera do świata wielkiej polityki, dyplomacji i międzynarodowego wywiadu. Tylko że dla mnie Reacher nigdy nie był bohaterem od ratowania świata, jeśli już to tego lokalnego, ale nie globalnego.

Najbardziej lubię go wtedy, gdy wysiada z autobusu w małym miasteczku, zauważa, że coś jest nie tak, i zaczyna rozwiązywać lokalny problem po swojemu. To właśnie ten małomiasteczkowy klimat, prowincjonalna Ameryka i poczucie, że pod spokojną powierzchnią kryje się zło, stanowiły o sile najlepszych tomów serii. W „Sprawie osobistej” tego po prostu nie ma.

Zamiast samotnego włóczęgi dostajemy Reachera współpracującego z największymi agencjami rządowymi świata i podróżującego prywatnym odrzutowcem. Oczywiście nadal pozostaje tym samym człowiekiem – analitycznym, brutalnie skutecznym i nieprzejmującym się procedurami – ale mam wrażenie, że ten ogromny rozmach trochę odbiera serii jej charakter. Im większa skala wydarzeń, tym mniej miejsca na to, co zawsze działało najlepiej: obserwację ludzi, lokalne konflikty i powolne odkrywanie tajemnicy.

Nie znaczy to, że książka jest zła. Wręcz przeciwnie – Child nadal potrafi budować napięcie, pisać świetne dialogi i sprawiać, że kolejne strony znikają błyskawicznie. Reacher pozostaje bardzo charyzmatycznym bohaterem, a sama intryga ma kilka naprawdę mocnych momentów. Problem polega na tym, że czytałem tę książkę bardziej z sympatii do bohatera niż z autentycznego zachwytu nad historią.

Mam wrażenie, że Sprawa osobista jest trochę jak film akcji, który dostał zbyt duży budżet. Wszystko jest większe, szybsze i bardziej spektakularne, ale gdzieś po drodze ginie część uroku, który przyciągnął nas do serii na początku. Jest trochę jak seria o Bondzie, która straciła swój klimat na rzecz gadżetów, widowiskowych pościgów i wybuchów.

Doceniam próbę odświeżenia formuły i wyjścia poza dobrze znane schematy. Tylko że dla mnie Jack Reacher najlepiej działa wtedy, gdy ratuje małe miasteczko, a nie świat. Czekam na to jak wypadnie w tej kwestii kolejny tom.

Dobijam już powoli do celu na ten rok i po raz kolejny zaczynam czuć, że pisanie o książkach przestaje mnie kręcić, więc od lipca zrobię sobie trochę przerwy i wrócę z książkami za jakiś czas.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

GURU3piorunów

@WujekAlien Twoja wytrwałość przy tej serii godna pochwały. 👍

Jak liczyłem kiedyś to całość miała 28 tomów i kilka półtomów.

Lider2piorunów

@Mr.Mars dla mnie to dobry odmóżdżacz, po ciężkim dniu. Zwykłych tomów jest 30, ale dodatkowych w tym opowiadań kolejne 15 :)

Pokaż więcej komentarzy (2)

Lider

w Książki

25piorunów

969 + 1 = 970

Tytuł: Gdzie są dorośli

Autor: Nina Lykke

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Pauza

Format: ebook

Liczba stron: 240

Ocena: 7/10

Po lekturze „Dobrze wychowanych” Ewy Kozy trudno nie dostrzec, że „Gdzie są dorośli” opowiada o podobnym problemie, ale z zupełnie innej perspektywy. Tam patrzyliśmy na świat oczami dzieci noszących w sobie dawne rany. Tutaj obserwujemy matkę, która nie rozumie, skąd te rany się wzięły i dlaczego jej dorosły syn nie chce już utrzymywać z nią relacji.

Główną bohaterką jest terapeutka – osoba zawodowo pomagająca innym porządkować emocje, odbudowywać więzi i leczyć rodzinne traumy. Paradoks polega na tym, że sama nie potrafi zrobić tego we własnym życiu. Gdy syn odsuwa się od niej i praktycznie zrywa kontakt, kobieta próbuje zrozumieć, co właściwie poszło nie tak. Problem w tym, że jej wersja wydarzeń nie zawsze pokrywa się z tym, jak mogły wyglądać one z perspektywy dziecka.

To właśnie najbardziej podobało mi się w tej książce. Nina Lykke nie tworzy prostego podziału na winnych i niewinnych. Nie ma tu potwornych rodziców ani idealnych dzieci. Są za to ludzie, którzy przez lata żyli obok siebie, mając zupełnie różne wspomnienia tych samych wydarzeń. I chyba każdy, kto ma rodzeństwo albo rozmawiał z rodzicami o dawnych czasach, wie, jak bardzo pamięć potrafi być wybiórcza.

Bardzo mocno wybrzmiewa tu pytanie: czy można kogoś skrzywdzić, nawet nie zdając sobie z tego sprawy? Bohaterka nie uważa się za złą matkę. Przeciwnie – przez całe życie starała się pomagać innym, wspierać bliskich i postępować właściwie. A jednak okazuje się, że dobre intencje nie zawsze oznaczają dobre skutki. I to jest chyba najtrudniejsza myśl, jaką niesie ta książka.

Szczególnie poruszający jest dla mnie fakt, że bohaterka jest terapeutką. W jej przypadku wiedza psychologiczna nie staje się narzędziem rozwiązania problemu, ale czasem wręcz dodatkową przeszkodą. Łatwiej analizować cudze relacje niż własne. Łatwiej dostrzegać schematy u innych niż u siebie. To bardzo ludzki i jednocześnie bardzo bolesny paradoks.

Lykke świetnie pokazuje też doświadczenie rodzica, który nagle słyszy od dorosłego dziecka: „skrzywdziłaś mnie”, choć sam tego nigdy tak nie postrzegał. Nie ma tu łatwych odpowiedzi ani prostego pojednania. Jest za to ogromna bezradność i pytanie, które zapewne zadaje sobie wielu rodziców: czy można naprawić relację, jeśli druga strona nie chce już jej odbudowywać?

To książka trudna i niewygodna, ale właśnie dlatego tak potrzebna. Bo przypomina, że rodzinne historie rzadko mają jednego narratora, a prawda bardzo często leży gdzieś pomiędzy wspomnieniami różnych osób, a i same wspomnienia jawią się inaczej każdej ze stron.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Osobisty licznik: 120/128

#czytajzhejto

Lider

w Książki

37piorunów

968 + 1 = 969

Tytuł: Dobrze wychowani. Jak wytresowana milenialsów

Autor: Ewa Koza

Kategoria: reportaż

Wydawnictwo: MANDO

Format: ebook

Liczba stron: 240

Ocena: 6/10

To jedna z tych książek, które czyta się nie tyle z przyjemnością, co z poczuciem niepokojącej znajomości. Bo choć opowiada o konkretnych bohaterach, ich rodzinach i dzieciństwie, bardzo szybko okazuje się, że wielu czytelników odnajdzie w niej fragmenty własnej historii. Ja również je odnalazłem. I nie wszystkie wspomnienia, które ta książka wyciągnęła na powierzchnię, były przyjemne.

Ewa Koza bardzo trafnie opisuje rzeczywistość wychowania sprzed kilku dekad – świata, w którym dziecko, jak ryba, głosu nie miało. Świata, w którym niemal każdy był „gówniarzem”, „gamoniem” albo „bachorem”, a klapsy, pas czy krzyk były uznawane za normalne i wręcz pożądane metody wychowawcze. Co ciekawe, książka nie próbuje demonizować pojedynczych rodziców czy opiekunów. Pokazuje raczej cały system społecznych przyzwyczajeń, w którym wiele zachowań uznawano za oczywiste i wychowawczo słuszne.

I chyba właśnie to uderzyło mnie najmocniej. Bo czytając Dobrze wychowanych, wracałem nie tylko do własnych wspomnień, ale też do historii kolegów i koleżanek z dzieciństwa. Nagle przypominają się rzeczy, które wtedy wydawały się normalne: wyśmiewanie dzieci przez dorosłych, zawstydzanie, porównywanie rodzeństwa, przemoc fizyczna czy emocjonalna. Dzisiaj wiele z tych zachowań nazwalibyśmy wprost krzywdą. Wtedy były po prostu „wychowaniem”.

Największą siłą tej książki jest to, że pokazuje długotrwałe skutki takich doświadczeń. Trauma nie kończy się wraz z dzieciństwem. Ona dojrzewa razem z człowiekiem, wpływa na relacje, poczucie własnej wartości i sposób budowania bliskości. Bohaterowie tej historii noszą swoje dzieciństwo w sobie jak niewidzialny bagaż – i bardzo wyraźnie widać, że ten bagaż nie zamierza szybko zniknąć.

Jednocześnie książka nie jest oskarżeniem ani aktem zemsty wobec starszych pokoleń. Raczej próbą zrozumienia mechanizmów, które przez lata były przekazywane z rodziców na dzieci. Bo przecież wielu dorosłych wychowywało tak, jak sami zostali wychowani. To nie usprawiedliwia przemocy, ale pomaga zrozumieć, dlaczego tak trudno przerwać ten łańcuch.

To trudna lektura. Nie dlatego, że jest formalnie skomplikowana, ale dlatego, że zmusza do konfrontacji z własną przeszłością. To trudna lektura również dlatego, że autorka spłyciła problem, pokazała go z perspektywy wywiadów, ale bez dodatkowego komentarza, a co za tym idzie trochę chaotycznie i bez stopowania rozmówców, gdy zbyt mocno skupiali się tylko na jednym z aspektów tematu. Dzięki temu książka jest bardziej rzeczywista, ale też dużo trudniej się ja czyta.

Nie powiem, że polecam, bo wyciąga na wierzch to, o czym raczej czytelnik chciałby zapomnieć, a najlepiej nigdy do tego tematu więcej nie wracać.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Fenomen2piorunów

"Bo przecież wielu dorosłych wychowywało tak, jak sami zostali wychowani." Całkowicie się z tym nie zgadzam. Słaba wymówka. Mnie ojciec lał pasiorem, a mi przez myśl nie przeszło, żeby stosować taki "środek wychowawczy". I tutaj nie chodzi tylko o czasy, w których żyjemy, większą świadomość, ale po prostu zwykłą ludzką empatię. Nie trzeba być kuźwa mistrzem intelektu, aby pojąć, że w takich sposobach jest jednak coś nie tak. I nie wierzę, że takie metody stosowali wszyscy. Raczej ci słabsi psychicznie rodzice, którzy szli na łatwiznę i słuchali co im inny podpowiadali, często właśnie ich rodzice. Zamiast poszukać innych rozwiązań na wychowanie.

Pokaż więcej komentarzy (17)

Lider

w Książki

17piorunów

963 + 1 = 964

Tytuł: Kiedy wilk wróci do domu

Autor: Nat Cassidy

Kategoria: horror

Wydawnictwo: Akurat

Format: ebook

Liczba stron: 416

Ocena: 9/10

To jeden z tych horrorów, które bardzo długo sprawiają wrażenie, że wiemy, dokąd zmierzają. Mamy bohaterkę z bagażem traum, mamy niepokój czający się na granicy rzeczywistości i wyobraźni, mamy pytanie, czy zagrożenie jest prawdziwe, czy może stanowi jedynie materializację lęków, których nie udało się przepracować. Przez większą część książki wydawało mi się, że czytam solidny, dobrze napisany horror psychologiczny. Dopiero końcówka pokazała mi, jak bardzo się myliłem.

Historia skupia się na kobiecie próbującej poradzić sobie z własną przeszłością, gdy nagle jej życie zostaje wywrócone do góry nogami przez wydarzenia, które nie powinny mieć miejsca. Musi zaopiekować się chłopcem, którego ściga przemocowy ojciec, pod postacią ogromnego wilka, niszczącego wszystko i zabijającego każdego na swojej drodze. Cassidy bardzo umiejętnie buduje atmosferę niepewności. Czytelnik przez długi czas nie wie, czy ma do czynienia z czymś nadprzyrodzonym, czy raczej z rozpadem psychiki bohaterki. I właśnie ta niejednoznaczność działa tutaj najlepiej.

Największą zaletą książki jest sposób, w jaki autor wykorzystuje motyw lęku. To nie jest horror oparty wyłącznie na potworach, krwi czy jumpscare'ach przeniesionych na papier. To historia o strachu, który rośnie, żywi się wspomnieniami i stopniowo przejmuje kontrolę nad życiem człowieka. Cassidy świetnie pokazuje, że najgorsze potwory często rodzą się z traum, które nosimy w sobie od lat.

Przez pierwsze 80% książki oceniałbym ją na mocne 7/10. Czytało się bardzo dobrze, klimat był gęsty, bohaterowie interesujący, ale nie miałem poczucia obcowania z czymś wyjątkowym. Autor sprawnie korzystał ze znanych motywów horroru psychologicznego i robił to lepiej niż większość współczesnych twórców, ale nadal wydawało się, że zmierza do dość standardowego finału.

A potem przychodzi końcówka. I to właśnie ona sprawiła, że będę tę książkę pamiętał jeszcze długo po zakończeniu lektury. Cassidy nie tylko podkręca tempo, ale całkowicie zmienia skalę wydarzeń. Horror staje się bardziej brutalny, bardziej emocjonalny i znacznie bardziej osobisty. To jeden z tych finałów, które sprawiają, że nagle zaczynamy patrzeć inaczej na to, co przeczytaliśmy wcześniej. Wszystkie elementy układanki zaczynają wskakiwać na swoje miejsce, a napięcie osiąga poziom, którego zupełnie się nie spodziewałem.

Szczególnie podobało mi się to, że autor nie poszedł na łatwiznę. Mógł zakończyć historię w sposób bezpieczny i przewidywalny, ale zamiast tego postawił na rozwiązania odważniejsze, bardziej emocjonalne i znacznie mocniej uderzające w czytelnika. To właśnie wtedy książka z dobrego horroru zamienia się w coś naprawdę nietypowego.

"Kiedy wilk wróci do domu" jest więc dla mnie trochę nierównym doświadczeniem. Większość czasu czytałem bardzo dobry horror psychologiczny, ale ostatnie kilkadziesiąt stron było już horrorem wybitnym. A że zakończenia mają dla mnie ogromne znaczenie, finalnie oceniam całość wyżej, niż wskazywałaby na to sama pierwsza część książki.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Lider5piorunów

Polska okładka jest niestety nijaka i brzydko narysowana, dużo bardziej przemawia do mnie wydanie niemieckie:

Lider

w Książki

25piorunów

959 + 1 = 960

Tytuł: Gliff

Autor: Ali Smith

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: W.A.B.

Format: ebook

Liczba stron: 272

Ocena: 8/10

Po lekturze Kwartetu Pór Roku (Jesień, Zima, Wiosna, Lato) można było odnieść wrażenie, że Ali Smith wyrobiła sobie już dość mocno swój unikalny styl. Jej książki zawsze były mniej zainteresowane samą fabułą, a bardziej językiem, skojarzeniami, znaczeniami i tym, jak opowieści wpływają na nasze postrzeganie świata. „Gliff” idzie dokładnie tą samą utartą ścieżką, ale robi to w znacznie bardziej dystopijnym wydaniu.

Fabuła skupia się na rodzeństwie o Bri i Rose o żyjących w niedalekiej przyszłości, w rzeczywistości przypominającej świat, który skręcił o kilka stopni za daleko w stronę kontroli, kategoryzowania ludzi i technologicznego nadzoru. Pewnego dnia wokół ich domu pojawia się tajemnicze oznaczenie (czerwona linia), które sprawia, że stają się wyrzutkami. Zmuszeni do ucieczki próbują odnaleźć się w świecie, który coraz częściej traktuje ludzi nie jak jednostki, ale jak dane do przetworzenia. Towarzyszy im koń o imieniu Gliff, który staje się jednym z najważniejszych symboli całej historii.

Najbardziej podobało mi się to, że Smith nie pisze klasycznej dystopii. Nie interesuje jej tworzenie szczegółowego świata przyszłości, ani tłumaczenie mechanizmów działania systemu. Tak jak w swoich wcześniejszych książkach bardziej skupia się na ludziach, języku i emocjach. Świat poznajemy fragmentarycznie, czasem wręcz przez przypadek, a wiele rzeczy pozostaje niedopowiedzianych i niewyjaśnionych. Dzięki temu książka ma bardzo specyficzny klimat niepewności, jakby wszystko znajdowało się lekko poza naszym zasięgiem.

To również kolejna książka Smith o znaczeniu słów. Autorka od lat pokazuje, że język nie tylko opisuje rzeczywistość, ale wręcz ją tworzy. W „Gliffie” ten motyw jest szczególnie mocny. Bohaterowie funkcjonują w świecie, gdzie odpowiednie nazwanie człowieka może decydować o jego losie. To książka o etykietach, definicjach i próbach zachowania własnej tożsamości w rzeczywistości, która chce wszystko uporządkować i skatalogować.

Jednocześnie mam wrażenie, że „Gliff” jest bardziej pomysłem niż historią. Podobnie jak w części wcześniejszych książek Smith, bardziej podziwiałem jej inteligencję i konstrukcję niż przeżywałem losy bohaterów. Niektóre fragmenty są świetne, inne celowo chaotyczne i wymagające dużej cierpliwości. To jedna z tych książek, które czasami bardziej się analizuje niż czyta.

Mimo tego bawiłem się bardzo dobrze. Smith nadal potrafi pisać w sposób, który zmusza do myślenia, a jednocześnie nie zamienia powieści w filozoficzny wykład. „Gliff” jest pełne ciekawych pomysłów, niepokojących wizji przyszłości i pytań o to, co właściwie czyni nas ludźmi. To może nie jest najlepsza książka Ali Smith, ale bardzo udana kontynuacja tematów, które rozwija od lat. Dystopia bardziej literacka niż fabularna, bardziej oparta na ideach niż akcji, ale zdecydowanie warta poznania.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz\

Lider

w Książki

24piorunów

956 + 1 = 957

Tytuł: Wyspa bijących serc

Autor: Laura Imai Messina

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Grupa Wydawnicza Relacja

Format: ebook

Liczba stron: 320

Ocena: 8/10

Niektóre książki mają tak nietypowy punkt wyjścia, że trudno uwierzyć, iż powstały na bazie prawdziwego miejsca. Wyspa bijących serc jest właśnie taką historią. Inspiracją dla powieści stała się istniejąca w Japonii wyspa Teshima, na której znajduje się archiwum ludzkich głosów - miejsce, gdzie ludzie zostawiają wiadomości dla tych, których już nie ma. Brzmi niezwykle, a jednocześnie trochę nierealnie. I właśnie wokół tego pomysłu Laura Imai Messina buduje swoją opowieść.

Główni bohaterowie to ludzie naznaczeni stratą. Każde z nich próbuje poradzić sobie z pustką pozostawioną przez bliskich, choć robią to na zupełnie różne sposoby. Spotkanie ich losów prowadzi do historii bardziej o żałobie i pamięci niż o samych wydarzeniach. To książka bardzo spokojna, momentami wręcz kontemplacyjna, która nie próbuje szokować czytelnika ani przyspieszać tempa tam, gdzie nie jest to potrzebne.

Najbardziej podobało mi się to, że autorka nie traktuje straty wyłącznie jako źródła cierpienia. Owszem, jest tu dużo smutku, ale równie dużo miejsca poświęcono pamięci, wspomnieniom i temu, jak obecność zmarłych potrafi nadal wpływać na życie tych, którzy zostali. Telefon, do którego nie można się dodzwonić, a mimo to ludzie zostawiają w nim wiadomości, jest jednym z najpiękniejszych literackich symboli, jakie spotkałem w ostatnim czasie.

Książka bardzo mocno korzysta też z japońskiej wrażliwości. Nie ma tu wielkich dramatycznych scen ani emocjonalnych eksplozji. Zamiast tego dostajemy ciszę, niedopowiedzenia i małe gesty, które znaczą więcej niż długie monologi. Dla jednych będzie to ogromna zaleta, dla innych wada, ale mnie ten sposób opowiadania historii bardzo odpowiadał.

Co ciekawe, mimo że centralny motyw jest tak niezwykły, książka ani przez chwilę nie wydaje się sztuczna. Wręcz przeciwnie - im dłużej ją czytałem, tym bardziej myślałem o tym, że każdy człowiek nosi w sobie rozmowy, których nigdy nie odbył albo nie zdążył dokończyć. Autorka wykorzystuje niezwykły pomysł, by opowiedzieć o czymś bardzo uniwersalnym.

To jedna z tych powieści, które nie opierają się na zwrotach akcji ani tajemnicach. Jej siłą są emocje, atmosfera i refleksja nad tym, jak radzimy sobie z nieobecnością tych, których kochaliśmy. Może nie jest to książka dla każdego, ale jeśli ktoś lubi spokojne, melancholijne historie o ludziach i uczuciach, to trudno przejść obok niej obojętnie.

Nietypowy pomysł, piękne wykonanie i dużo więcej ciepła, niż sugerowałby temat żałoby.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz