Polacy mają bardzo mocno populistyczne podejście do sprawiedliwości, w dużej mierze rozbudzone i umocnione przez ludzi takich jak szeryf zero, dla których rozwiązaniem wszystkich problemów związanych z przestępczością jest zwiększanie kar. Doszło to do takich absurdów, że za niektóre przestępstwa np. seksualne (i nie mówię tu o gwałcie ze szczególnym okrucieństwem, ale np. seksie z "chętną" czternatstolatką), oczywiście straszne same w sobie, ale jednak w skali państwa nie mające wielkiego znaczenia (statystyka jest brutalna), są "wyceniane" przez KK wyżej niż... spowodowanie eksplozji nuklearnej. A żeby było śmieszniej, to jak ktoś produkuje, rozpowszechnia, ale też nawet i posiada (!) filmiki porno "związane z prezentowaniem przemocy" (tak, fani bdsm, mowa o Was, zbrodniarze - i nie tylko, kodeksowe pojęcie jest baaardzo pojemne) to podlega identycznej karze, jak przy typie kwalifikowanym (zaostrzonym) spowodowania tego wybuchu jądrowego.
Czemu tak jest? Bo Polacy tak chcą. Łatwo, bardzo łatwo jest zdobyć punkciki w wyborach grając twardego szeryfa. Gdyby ankieterzy dawali taką opcję to jestem w 100% pewien, że znalazłoby się co najmniej kilkanaście procent, a może i kilkadziesiąt, zwolenników ucinania ręki za karę.
Polityki karnej NIE powinno się w żadnym razie tworzyć na podstawie tego, czego chce tłum. To się zawsze kończy źle; większość instytucji o charakterze gwarancyjnym, które mają za zadanie zabezpieczać pewne podstawowe prawa człowieka w trakcie procesu karnego (prawo do obrońcy, domniemanie niewinności, wolnościowe środki zabezpieczające), byłaby wystrzelona w kosmos gdyby decydował o tym Janusz i Grażyna. Wystarczy zobaczyć, co mówi tłum w przypadkach opisywanych przez media celebrytów przyłapanych np. na jeździe pod wpływem; chociaż ze statystyk ogólnopolskich wynika, że i tak najczęściej sądy traktują ich surowiej niż zwykłego obywatela, to dla tłumu to wciąż za mało. Czemu nie siedzi w areszcie? Czemu ma prawo cokolwiek mówić publicznie? Czemu jeszcze nie został wtrącony do lochu na zawsze? Co to za specjalne traktowanie!?
No dobra. A jak to się ma do tych bułek kradzionych w sklepie?
Ano cały ten przydługi wywód jest po to żeby zaznaczyć, że tworzenie ankiet na takie tematy jest nie tylko głupie, ale wręcz niebezpieczne, bo tworzy samonapędzającą się karuzelę spierdolenia. Polacy chcą, więc minister daje, więc Polacy chcą jeszcze bardziej, i ani się obejrzymy a za kradzież sklepową niskiej wagi będziemy karać jak za zabójstwo.
To powiedziawszy zgadzam się, że NIE należy ignorować i pobłażać drobnej przestępczości. Jak to działa i się kończy wiemy, z wielu eksperymentów (czasem mimowolnych) prowadzonych na całym świecie. I nie kończy się dobrze. Ale rozwiązaniem nie jest podniesienie kar (a może jest - ale nie wyłącznie, i nie bez dogłębnej analizy zagadnienia, dlatego że tak chce motłoch). W Polsce niedomaga absolutnie cały system karny. Od policji, przez procedury, gwarancję praw człowieka w trakcie, ślamazarne postępowania, idiotyczne przepisy procesowe, system penitencjarny i niesamowicie nieskuteczną resocjalizację. Nie używa się w Polsce w sposób sensowny żadnych narzędzi do monitorowania i oceniania skutków pewnych działań. Ba, jak się dopyta ministerstwo czy policję o pewne kwestie w trybie dostępu do informacji publicznej to okaże się, że bardzo często nie posiadają żadnych użytecznych statystyk, a te które mają są często zagregowane w kretyński sposób, limitujący ich użyteczność do praktycznie zera.
Więc na jakiej podstawie podejmowane są decyzje o zmianach w polityce karnej? ...No jak to, w artykule napisali - bo Polacy tak chcą.
I dopiero gdy zreformujemy wszystkie te elementy, to będzie można przemyśleć, czy podniesienie kar ma sens. Ba - prawdę mówiąc to należałoby iść z reformami jeszcze szerzej, bo część (ale tylko część) drobnych kradzieży to kradzieże z biedy, których nie wyeliminuje się wyższymi karami. Gdy jest się głodnym, albo gdy głodne są dzieci, nawet perspektywa Alcatraz nie odstraszy od próby zdobycia tej bułki. Ale to osobna dyskusja, tylko sygnalizuję, że taki problem też istnieje i rośnie przy okazji kryzysu, w jaki wchodzimy.