Hejto.pl
Motyw strony
Dodaj post

HejtoAdminKompan

Dołączył/a:

  • 9 wpisów
  • 31 komentarzy
  • 2 obserwujących

Lider

w Wiadomości Świat

26piorunów

Producenci sera Parmigiano-Reggiano umieszczają jadalne mikrochipy w swoich wyrobach by przeciwdziałać podróbkom włoskich produktów [ENG]

Makers of Parmigiano-Reggiano in Italy are adding microchips to their cheese wheels. It's the latest move to combat counterfeiters selling rip offs of the premium product. The chips, which are edible and placed on a food-safe label, cannot be read remotely. #wiadomosciswiat #jedzenie

Osobistość

w Hydepark

191piorunów

Prowadziłem kiedyś foodtrucka, teraz nie prowadzę. Życie jest za krótkie, aby je wspominać, niemniej z tamtych lat zostało mi trochę przemyśleń oraz historyjek, które będę wrzucał co jakiś czas na #foodtruckowehistoryjki

(Pra)początki
Ostatnio pisałem, że pomysł na foodtruck wziął się w mojej głowie trochę z d⁎⁎y, ale w sumie nie jest to do końca prawda - stąd dziś postanowiłem cofnąć się jeszcze bardziej w przeszłość, żeby zrobić większy rozbieg przed właściwą częścią historii. Będzie długo.

Jak to czasem z takimi pomysłami bywa, mobilne gastro kołatało mi się po głowie w różnej formie przez dłuższy czas. O zabawie w tego typu biznes pierwszy raz zacząłem myśleć jakoś w połowie 2009, jednak wówczas w zupełnie innym kształcie. Pierwotnym pomysłem była sprzedaż napojów typu lemoniada czy mrożona kawa z mobilnych wózków lub riksz rowerowych, trochę na wzór PRL-owskich saturatorów, jednak w odświeżonej i milszej oku formie. Udało mi się odgrzebać maile sprzed niemal 15 lat z różnymi pomysłami jak mogłoby to wyglądać, może nie są piękne, ale za to kosztowały zero złotych, bo robiły mi je koleżanki ze studiów xD Wg skomplikowanych analiz, które robiłem jako 20-latek siedząc przy stole w kuchni, sensownym miejscem prowadzenia tego typu działalności byłyby miejsca koncentracji ruchu pieszego i turystycznego - parki, Starówka, place. Tu wymagałoby to jednak jakiegoś rodzaju współpracy lub przynajmniej zgody na handel od miasta, które nie do końca wiedziałem jak uzyskać. No bo niby skąd, na studiach tego nie uczą, a w liceum co prawda były podstawy przedsiębiorczości, ale nauczyłem się z nich raptem definicji spółki komandytowej, straciłem 10% portfela na bananie aka GPW (gra giełdowa xDD) i napisałem biznesplan dla zmyślonej firmy oferującej rewolucyjny produkt - latające fotele. Teraz, z perspektywy lat i doświadczenia, podejrzewam, że jak uzyskać taką zgodę nie wiedziałoby również samo miasto, bo było to coś niestandardowego, a przez to ryzykownego - więc na wszelki wypadek, w celu uniknięcia odpowiedzialności zostałbym pewnie i tak odprawiony z kwitkiem.

No, ale przecież ma się ten młodzieńczy entuzjazm, nie? Na jego fali udało mi się określić trzy jednostki, które w jakimś stopniu wydawały się powiązane z przedsięwzięciem, które chciałbym zrealizować:
Stołeczne Biuro Turystyki
Biuro Promocji Miasta Stołecznego Warszawa
Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków w Warszawie

Skąd właśnie takie? Kryła się za tym pewna logika. Po pierwsze, według mojej analizy uzyskanie zgody wykraczało poza standardowe urzędnicze formułki i wymagało jakiegoś rodzaju współpracy z miastem. Do tego pierwsze skojarzenie na słowo "mobilne punkty gastronomiczne" przywodziło wspomniane w poprzednim poście jugokioski lub kiełbasę z giełdy na Słomczynie - stąd musiałem to opakować nieco bardziej elegancko. Po drugie, Warszawa cierpiała wówczas moim zdaniem na problem, mianowicie niedostatek punktów informacji turystycznej. Ruch turystyczny systematycznie rósł (na horyzoncie był Rok Chopinowski i Euro 2012), natomiast jego obsługa informacyjna była fatalna. Z tego co pamiętam, miasto miało wówczas całe cztery punkty informacji dla turystów (Dworzec Centralny, Okęcie i chyba dwa na Starym Mieście) a dodatkowo z jednego z budynków, który zajmowali mieli ich wyrzucić, bo znalazł się jego spadkobierca. Punktów tych nie dość że było mało, to były jeszcze pochowane i istniały tak naprawdę trochę same dla siebie. Dobra - powiecie. I co z tego, przecież można sobie wszystko w necie znaleźć. Owszem, dziś problem wydaje się dziwny, ale pamiętajcie, że jest rok 2009, Iphone 3G to symbol bogactwa ostatecznego, większość telefonów dalej ma klawiatury a Internet w nich owszem, jest - ale raczej jako ciekawostka, bo w formie mobilnej dopiero raczkuje. Żeby bardziej poczuć klimat lat, jesteśmy dalej kilka miesięcy od filmiku Ale urwał, a SooldierPL nie wypuścił jeszcze wielkiego miksu youtube. Wracając do rzeczy.

Stołeczne Biuro Turystyki wg mojej obserwacji ma problem - ich punkty informacyjne to relikty przeszłości, istnieją bardziej na zasadzie, że skoro już są to trzeba je zostawić, niech stoją jak stały. A to że nikt z tego nie korzysta? No to już nie nasz problem, swoje zrobiliśmy, to nie nasza wina tylko turystów xD I teraz planuję wejść ja, cały na biało i powiedzieć - słuchajcie, mam pomysł. Czasy wymagają, aby wyjść do ludzi (XD), frontem do klienta itd. Informacja musi być łatwo dostępna, że tak się wyrażę - na ulicy. Podana w fajny, modny sposób. Mam dla was propozycję: wy pomożecie mi w wydzierżawieniu od miasta kilku miejsc, a w zamian dostajecie mobilny, estetyczny, jasno oznakowany i widoczny punkt, który możecie w dużej części wykorzystać - nie dość, że może udzielać informacji, kolportować informatory i ulotki i promować nadciągające wydarzenia, to jeszcze będzie zarabiał na siebie i jego koszty utrzymania będą minimalne. W podobnym duchu - że takie wózki mogłyby posłużyć jako platforma do informowania i promowania nadchodzących imprez - planowałem uderzyć do Biura Promocji. Ostatnim elementem układanki był dla mnie Konserwator Zabytków, bo według tego, co wówczas sprawdziłem odpowiadał m.in. za to, jak mają wyglądać ogródki piwne i elementy małej architektury na Starym Mieście więc siłą rzeczy miałby coś do powiedzenia.

Mając w głowie, że najlepiej uczyć się na cudzych doświadczeniach w ramach szpiegostwa przemysłowego zatrudniłem się na jeden dzień w firmie, która sprzedawała mobilnie kawę. Ich sposób działania moim zdaniem był nietrafiony, bo opierał się na nagabywaniu ludzi przy wyjściach z metra a następnie wciskaniu im kawy z dużego termosu noszonego na plecach, za co płaciło się niemałe jak na przełom 2009/10 6 złotych. Jak pewnie się domyślacie zainteresowanie produktem było nikłe, dla mnie istotne było raczej to, że przełamałem się trochę psychicznie jeśli chodzi o eliminację zahamowań w nagabywaniu ludzi oraz zadałem "szefostwu", niby to z ciekawości, bardzo dużo pytań, które miały pomóc mi w wystartowaniu ze swoim pomysłem związanych przede wszystkim z sanepidem i obsługą płatności xD W międzyczasie pracowałem też nad projektem samego wózka/rikszy, na rynku nie znalazłem wtedy gotowych rozwiązań, stąd szacując koszt budowy od zera na ok. 10-15k zatrudniłem się do rozwożenia pizzy w celu zarobienia potrzebnych pieniędzy. Jeśli pomyślę dodatkowo też o tym, że studiowałem i dużo gierczyłem na kompie, zaczynam się zastanawiać skąd brałem na to wszystko czas xD

W kilka miesięcy udało mi się zebrać wystarczające środki, opracować materiały i zdobyć kontakty - telefoniczne lub mailowe - do osób, które wydawały się decyzyjne i pozostało tylko działać. Na pierwszy ogień poszło biuro konserwatora zabytków. "Dzień dobry, próbuję otworzyć mobilną działalność na terenie Starego Miasta, chciałbym dowiedzieć się, czy istnieją jakieś wytyczne dotyczące estetycznej strony tego typu działalności?" "Uuuuu, no trudne pytanie. Ja nie mogę udzielić tego typu odpowiedzi. To jest zależne od decyzji Pani Konserwator" "Czy w takim razie jest możliwość rozmowy z Panią Konserwator i uzyskania tego typu informacji?" "Pani konserwator nie przyjmuje interesantów" "Ok, a czy mogę dostać kontakt do innej osoby decyzyjnej?" "Nie, nie ma takiej osoby" xD Ot, i tak skończyła się rozmowa z Wojewódzkim Urządem Ochrony Zabytków. Stwierdziłem, że póki co jednak jest to żadna strata - wrócę do nich, gdy uda mi się uzyskać ewentualne wsparcie dwóch pozostałych urzędów i powinno pójść gładko. W swojej idealistycznej wizji zakładałem bowiem, że skoro całość jest i tak finansowana ze środków publicznych, to muszą ze sobą przecież jakoś współpracować... prawda? xD

W drugiej kolejności próbowałem zainteresować Stołeczne Biuro Turystyki. Na początek w komunikacji mailowej - gdzie kilkukrotnie otrzymałem w odpowiedzi parafrazowane na różne sposoby zdanie "Nie mamy pieniędzy". Mimo to, co było już sporym postępem zwłaszcza w stosunku do poprzedniego Urzędu, udało mi się wyprosić osobistą audiencję. "Wiecie, nie przychodzę tutaj po pieniądze, potrzebne jest mi przede wszystkim wasze wsparcie i pozytywna opinia, żeby w dalszej części zyskać zgodę miasta na tego typu działalność. Z waszej strony nie ponosicie żadnych kosztów, poza ewentualnymi materiałami." "Aaaa, no i właśnie, bo wie pan, my tych materiałów i tak nie mamy wystarczająco nawet na obecne potrzeby a co dopiero jeszcze na rozdawanie..." "Mimo to naprawdę proszę to przemyśleć. To może być interesująca forma promocji". Po usłyszeniu kluczowego słowa "PROMOCJA" pani ze Stołecznego Biuro Turystyki powiedziała mi, że pomysł jest owszem, interesujący - natomiast według niej jest to bardziej temat dla Biura Promocji Miasta Stołecznego Warszawa, to oni są od tego. I w ogóle to fajnie się nam rozmawia, ale oni są tutaj bardzo zajęci i mają wiele innych tematów na głowie, więc proszę wrócić jak już coś ustalę z Biurem Promocji. Nie widząc innej opcji, a także z uwagi na to, że Biuro Promocji i tak zamierzałem odwiedzić przystałem na to.

Biuro Promocji Miasta Stołecznego Warszawa było ostatnim na mojej liście. Żeby dodać smaczku, mieścili się w budynku PKiN. Na to spotkanie, poza samą prezentacją zabrałem ze sobą trochę rekwizytów:

model wózkorikszy
przykładowy produkt, który miałbym sprzedawać - mrożoną kawę
przykładowe materiały promocyjne - papierowe kubki z nadrukowanymi informacjami o charakterystycznych obiektach Warszawy i przykładowych, nadchodzących imprezach; papierowe (!) słomki z jakimiś forsowanymi wówczas hasłami reklamowymi, typu Zakochaj się w Warszawie.

Wystalkowałem też osoby, przed którymi miałem się prezentować i udało mi się ustalić, że były odpowiedzialne za tzw. zygmuntówkę - stąd postanowiłem w swojej prezentacji nawiązać do tego wyrobu xD Mała dygresja: zygmuntówka miała być nowym, warszawskim ciastkiem na które plebiscyt ogłoszono w 2009. Sama idea kojarzy mi się z takimi "forced memes" i jest ciekawym przykładem projektu podejmowanego przez sektor publiczny: znajduje się problem (warszawskim ciastiem jest wuzetka, a ta jest siermiężna i kojarzy się z PRL-em, potrzebujemy coś NOWOCZESNEGO) po czym tworzy coś, o co nikt nie prosił i o czym praktycznie nikt nie wie poza pomysłodawcami. Ów projekt przez pewien czas jest bardzo intensywnie promowany, a po krótkim okresie hype'u trafia do szuflady i po niedługim czasie mało kto o nim pamięta. Sama zygmuntówka nawet zaraz po ogłoszeniu rozpoznawalność miała niską a dziś nie wiem nawet, czy ktoś je jeszcze sprzedaje. Ja ciastko pierwszy i ostatni raz spróbowalem kilka dni przed moją prezentacją, było drogie i bardzo słodkie, smakowało mi ale drugi raz bym nie kupił. Swoją drogą bardzo dobrze oddaje stan obecnych foodtrucków i zarazem większości piw kraftowych - kupić raz, spróbować, nie wrócić xD

Co do samej prezentacji w Urzędzie Promocji, odbiór był pozytywny. Panie wydawały się zaskoczone, że wymyślona przez nie zygmuntówka ma mimo wszystko jakąś rozpoznawalność xD bardzo podobała im się też idea nadrukowywania materiałów i tekstów na papierowe kubki. Niestety, jak nietrudno się domyślić, ze spotkania z którym wiązałem duże nadzieje ostatecznie niewiele wyszło, miasto miało cały budżet już zaplanowany i na jakiekolwiek inicjatywy poza nim pieniędzy nie mieli. Nie bardzo też chcieli pomóc jeśli chodzi o uzyskiwanie zezwoleń. Konkluzja była następująca: pomysł jest ciekawy, ogarnij się z tym sam, a jeśli będzie to już działać, wówczas zgłoś się do nas to może przekażemy jakieś materiały żebyście mogli nas promować. Jakakolwiek forma współpracy na ten moment nas jednak nie interesuje. Jak nietrudno się domyślić perspektywa dalszego, samodzielnego obijania się o ściany urzędniczej machiny niespecjalnie mnie pociągała, stąd postanowiłem że na ten moment dam sobie spokój.

Ostatecznie jednak koszt jaki poniosłem był niewielki, trochę czasu i kilka prezentacja. Zrozumiałem też przy okazji, że jakakolwiek współpraca między sektorem prywatnym a państwowym przy tak nędznej skali jak moja i braku znajomości nie ma sensu. Wiem również, że i Biuro Promocji Miasta coś z tego spotkania wyciągnęło, bo jakiś czas później zauważyłem, że promowali się na jednorazowych kubeczkach od kawy xD

Pomysł porzuciłem, ale co ciekawe wydaje się, że jego założenia były w jakiejś części słuszne, bo parę lat później riksze/wózki rowerowe istotnie pojawiły się na ulicach i w parkach. Z tego co wiem miasto ogłasza obecnie przetargi na pewną pulę miejsc - trwało chyba jednak dobrych 5-6 lat od momentu mojej prezentacji do momentu, gdy pierwsza riksza stanęła sobie na legalu na ulicy. Do tej pory widzę je dość często i, mimo wysokich cen, cieszą się całkiem sporym zainteresowaniem.

Tak skończył się swoisty prequel do mojego wejścia w świat gastro. Pieniądze, które odłożyłem na budowę wózkorikszy przeznaczyłem na kurs jazdy na moto i kupno gieesa pińćset, a plany na kolejne 4 lata odłożyłem na półkę, skupiając się póki co na rozwoju w bardziej przyziemnej pracy w korpo. W kolejnej części będzie w końcu o foodtrucku:)

Pokaż więcej komentarzy (20)

Kompan

w Hydepark

1piorunów

Siemka, mam ogolnie generalny problem z wynoszeniem smieci. Nie lubię tego bardzo robic.a jak już robie to mój samochód jest zupełnie w drugą stronę od śmietnika. Zawsze... A zlecanie partnerce nic nie daje  i mam takie do was pytanie w formie ankiety.

Wynoszenie smieci, co i jak

  • Nie lubie, wynosze51%
  • Lubie, wynosze37%
  • Nie wynosze3%
  • Nie lubie, wynisze i zaplace komus za wyniesienie6%
  • Partner(ka) wynosi i tego nie lubi3%

35 głosów

Pokaż więcej komentarzy (9)

Fanatyk

w Hejto

367piorunów

Cześć!

Na wstępie chcieliśmy podziękować @Suodka_Monia za pomysł wprowadzenia kultowych userbarów, który w ostatnim czasie pojawił się w gorących. 🔥

Doceniamy takie inicjatywy i jako, że pomysł został przez Was odebrany bardzo pozytywnie, to nie pozostało nam nic innego jak wdrożyć go w życie.  Z dzisiejszą aktualizacją przynosimy Wam możliwość dodania własnego, unikalnego, jedynego w swoim rodzaju userbara. :partying_face:

Jako pierwsi z nowej funkcjonalności mogą skorzystać [nasi Patroni]( https://patronite.pl/hejto), których userbar będzie pojawiał się pod każdym wpisem. A @Suodka_Monia w nagrodę za inicjatywę otrzymuje od nas rogala na miesiąc by cieszyć się Hejto bez reklam oraz wyróżnieniem na stronie głównej. :hot_pepper:

Oprócz wprowadzenia funkcjonalności userbara przynosimy również kilka innych zmian i poprawek. W odpowiedzi na wasze sugestie i potrzeby, oto główne nowości w aktualizacji:

Richtext w komentarzach - wiemy, jak ważna jest możliwość wyrażania siebie w komentarzach. Dlatego wprowadziliśmy bogaty edytor tekstu, który umożliwia formatowanie tekstu w komentarzach. :money_mouth_face:

Poprawki w czarnolisto - zablokowane treści nie będą pojawiały się po prawej stronie w rightbarze + kilka usprawnień :mechanical_arm:

W trakcie / w planach:

* wprowadzenie plusów/minusów
* social credit usera (pokazujemy ratio plusów/minusów)
* wagi głosów zależne od rang
* usprawnienia w formularzach
* personalizacja głównej
* usprawnienia aplikacji (wiadomosci prywatne, poprawki dot. logowania, nowa strona główna)

Fajnie, że z nami jesteście jak wiecie nie mamy mega dużych mocy przerobowych i nie zawsze nasza komunikacja wygląda tak jakbyśmy chcieli, ale staramy się godzić swoje codzienne obowiązki z tworzeniem dla Was Hejto. :dizzy_face:

Jeszcze raz dziękujemy naszym Patronom za wsparcie, aktualnie to jest główne źródło, które najbardziej pomaga utrzymać Hejto. ❤️ Jeśli chcecie wesprzeć naszą inicjatywę i dołączyć do grona naszych Patronów - serdecznie zapraszamy [tutaj]( https://patronite.pl/hejto) :smiling_face_with_3_hearts:

Zespół Hejto

Pokaż więcej komentarzy (121)

Specjalista

w Dyskusje

200piorunów

Dzień Dobry. Chciałbym dzisiaj opowiedzieć Wam, jak zaczęło się moje życie z cukrzycą i jak choroba to życie zmieniła.

Podczas mniej więcej połowy studiów na jednej z Warszawskich uczelni, mieszkając w wynajmowanym domu wraz z 4 innymi osobami, zauważyłem u siebie pierwsze objawy, które pojawiły się późną wiosną.

Obudziłem się jak normalnie szykując się na zajęcia i jadąc tramwajem zauważyłem, że nie widzę dobrze z daleka. Widziałem tylko na odległość około metra, wszystko co było dalej stawało się coraz bardziej zamazane. W pierwszej chwili pomyślałem, że to zmęczenie, niewyspanie, ale w ciągu dnia temat nie znikał i coraz bardziej zastanawiałem się, czy czasem moje oczy nie zaczęły szwankować.

Wszystko zmieniło się wieczorem, kiedy do objawów związanych z widzeniem, doszły nowe - ogromne, nieprawdopodobne wręcz zmęczenie, niesamowite pragnienie oraz częste oddawanie moczu.

Następnego dnia, na zajęcia jechałem z 2 litrową butelką wody, która starczyła mi tylko do południa. Co każdy wykład chodziłem do toalety, a jak wróciłem po zajęciach i drobnych zakupach o 17, położyłem się spać i wstałem następnego dnia o 6 rano.

Od razu zapaliła mi się czerwona lampka, szybkie potwierdzenie objawów "w góglu" wydało prostą diagnozę. To cukrzyca. Od razu następnego dnia olałem zajęcia i zleciłem badania krwi na cukier. Odbierając je (a robiłem to osobiście, bo nie wszystkie laboratoria pozwalały wtedy sprawdzać to online), pani pielęgniarka, zapytała się, czy nie choruję może na cukrzycę, bo wynik był niezadawalający. Ku mojemu zaskoczeniu, wskazywał 441 mg/dl - ponad 4 razy większy niż u zdrowego człowieka.

Następnego dnia byłem już u lekarza rodzinnego, który skierował mnie od razu do szpitala. Powiedziałem, że sam tam pojadę, ale uparł się, by... zawiozła mnie tam karetka. Od razu, zaraz po wyjściu z wizyty.

Był to pierwszy raz w życiu, kiedy jechałem karetką (ale niestety nie ostatni). Do dziś się śmieje, że gdyby nie cukrzyca - to pewnie przez kolejne lata nie miałbym takiej możliwości!

Całkiem świadomy, niezwykle zmęczony fizycznie, suchy i pusty po praktycznie 4 dniach od pierwszych objawów, trafiłem do szpitala, gdzie rozpoczęto terapię i moją naukę jak sobie radzić z chorobą.

W ciągu tych 4 dni, schudłem 7 kg, pomimo normalnych posiłków.

W szpitalu spędziłem 3 dni, z czego pierwsze 2 praktycznie cały czas spałem z powodu ogromnego zmęczenia, budzony wyłącznie na siku, jedzenie i podanie insuliny oraz krótkie informacje od lekarza prowadzącego. Nigdy w życiu się tak nie wyspałem. Nie byłem w śpiączce, rozpoznałem objawy dość szybko i zadziałałem trzeźwo, więc nie doszło do kwasicy ketonowej, która mogła mnie do śpiączki doprowadzić.

Po 3 dniach wypisano mnie ze szpitala z skierowaniem do innego (w przeciągu 2 tygodni), który specjalizował się w chorobach cukrzycy i posiadał specjalistyczny oddział. Trafia się tam na 7 dni i razem z innymi "świeżakami" przechodzi gruntowne szkolenie, naukę i dopasowanie terapii do chorego. Zostałem zbadany tak dokładnie jak nigdy. (podobno niektóre szpitale w polsce mają takie specjalne szkoleniowe oddziały)

Nigdy nie wymażę z pamięci momentu w którym odwiedziła mnie tam moja mama w momencie, gdy omawiałem z lekarzami mój stan. Pojawił się wtedy psycholog, który zapytał mnie, czy nie potrzebuję rozmowy. Moja mama, która siedziała obok, nagle się rozpłakała z emocji i uwaga lekarza została skierowana na nią.

Zapadło mi to bardzo mocno w pamięci, dlatego, że przez pierwsze kilka tygodni w ogóle nie czułem się psychicznie źle. Wydawało mi się, że od startu zrozumiałem, że jestem nieuleczalnie i przewlekle chory i to będzie część mojego życia. Wydawało mi się wtedy, że bardzo łatwo zaakceptowałem mój nowy stan w którym się znalazłem. Fizycznie i psychicznie (po ustaleniu terapii) czułem się świetnie i nie wyobrażałem sobie, żeby moje życie miało się drastycznie zmienić, tym bardziej, że w szpitalach uświadomiono mnie jak wiele osób żyje normalnie z tą chorobą.

Pękłem i rozpłakałem się tylko raz. To było pierwszego dnia pobytu w pierwszym szpitalu. Dostałem do ręki spakowany posiłek z napisem "cukrzyca". Nie wiem czemu, przeczytanie tego napisu, skategoryzowanie mnie do tej grupy osób, jasno i wyraźnie określenie - CUKRZYCA, sprawiło, że dosłownie ugięły się pode mną kolana. Rozpłakałem się, bo zrozumiałem, że to moment w którym wszystko do końca życia się zmieniło. Dochodziłem do siebie przez kilka godzin. Rozmawiałem wtedy z lekarzem prowadzącym, który uświadomił mnie co mnie czeka i wbrew pozorom... to mnie mocno uspokoiło. Teraz jak na to patrzę, to był to wspaniały, pełny empatii człowiek, który potrafił niezwykle dobrze wyjaśniać problemy i pytania, które wtedy miałem. Wlał we mnie ogromne pokłady nadziei i spokoju, przez które wtedy zatrzymały moje zmartwienia.

Nigdy więcej nie płakałem z powodu choroby, zmieniło się to w tym roku, kiedy problemy psychiczne, a zwłaszcza "niemoc" pewnego wydarzenia, wzięły górę.

Dzisiaj, jak na to patrzę, to wydaje mi się, że byłem silniejszym człowiekiem niż teraz. Mniej kruchym. Może kryło się to też w tym, że byłem bardziej... nieodpowiedzialny? Młodszy, przez to "głupszy"? A może miałem po prostu mniej na głowie i mogłem bardziej skupić się na sobie i zrozumieniu swojego stanu, oraz walce o dobre wyniki? Nie wiem, ale jak o tym myślę, to jestem wręcz zaskoczony, że przeżyłem pierwsze lata choroby i dawałem sobie radę. Myślę, że gdybym dzisiaj usłyszał, że dostałem cukrzycę, dużo gorzej bym sobie poradził na start, albo nawet NIE poradził.

Jak to teraz napisałem, to myślę, że dzisiaj wiem po prostu za dużo. Wtedy tak mocno nie przejmowałem się powikłaniami i walką o najlepszy cukier. Byłem młody, świat jeszcze się przede mną otwierał, widziałem możliwości, a nie przeszkody. I te świetne wyniki były - co tylko motywowało mnie, by się nie zatrzymywać i korzystać z życia w pełni. Z biegiem lat, człowiek budzi się rano z bolącym kręgosłupem, niewyspaniem i toną stresu związanym z pracą, czy dzieckiem. Każdy powód jest świetny, żeby się zamartwiać, a w konsekwencji coraz mniej dbać o siebie. Z biegiem lat, człowiek widzi coraz więcej swoich ograniczeń, a patrząc na młodych - zazdrości im możliwości, otwartości i ambicji.

Nie... nie czuję się staro :slightly_smiling_face: ale czuję... widzę, że mam pewne ograniczenia, pewne... braki możliwości, które sprawiają, że inni ludzie w moim wieku, czerpią z życia więcej, niż ja bym chciał.

Opowiem wam kiedyś o tym, jak przerażająca wydaje mi się perspektywa na przykład 2-tygodniowych wakacji poza krajem.

Ale na tę chwilę to tyle. Mam nadzieję, że czytając to, nie dopasowujecie sobie moich objawów do waszego aktualnego stanu zdrowia. Uwierzcie mi - wyczulibyście, że coś jest nie tak.

Pozdrawiam Was wszystkich gorąco w ten upalny dzień!

Pokaż więcej komentarzy (42)

GURU

w Moderacja content

170piorunów

#moderacja @hejto

Mam propozycję. Uważam, że nowe konta przez co najmniej tydzień nie powinny mieć uprawnień do niczego poza piorunami. Ostatnio pojawiło się masa nowych kont i robiły syf polityczny, reklamowy itp. Jak ktoś traktuje serwis powaznie to sobie poczeka, poczyta i zacznie normalnie używać konta a odsiejemy w ten sposób spamerów.

Pokaż więcej komentarzy (30)

Mocarz

w Dyskusje

41piorunów

Jakiś czas temu pomalowałem Kapelana na motocyklu bojowym z Zakonu Czarnych Templariuszy.

Więcej zdjęć, możecie zobaczyć w pełnej galerii (jeśli nie chcecie - też w porządku :yum:):

https://noocnikpaints.com/wh40k-primaris-chaplain-on-bike-czarnych-templariuszy-prezentacja/

Pozdrawiam! 😁

Łukasz

 

Pokaż więcej komentarzy (8)

Zawodowiec

w Gry Planszowe

23piorunów

Dzisiejszy wydruk może nie jest czymś super poprawiającym i ulepszającym rozgrywkę, ale jest bardziej takim małym QoL. Jest to znacznik tur do Nidavellir. Kilka razy już się zdarzało że trochę za późno orientowaliśmy się z niebieskim że to już ostatnia tura, albo zapomniałam go powiadomić że już koniec gry, kiedy ten miał wielkie plany na przyszłość :v

Zastanawiałam się nad złotymi detalami na posągu, ale to jeszcze nie ten poziom malowania, może kiedyś kupię odpowiedni sprzęt i się nauczę.

Ogólnie grę bardzo polecam grę, mimo że jest raczej mniej znana. Punkty dochodzą tam do nawet 300, co może niektórych odstraszyć, ale strasznie satysfakcjonująca jest rekrutacja kolejnego górnika który zwiększy ci punkty z 72 na 100. W grze jest strasznie dużo liczenia, ponieważ każdy rodzaj krasnoluda zdobywa punkty w inny sposób. Wcześniej wymienieni górnicy zdobywają je w ten sposób, że dodaje się ich wartość (0, 1 lub 2), a potem mnoży się przez ilość górników w armii. Kowale dostają jeden punkt więcej niż za poprzedniego kowala zaczynając od 3, czyli za jednego są 3 punkty, za dwóch 7(3+4), potem 12(3+4+5), 18(3+4+5+6) itd. Końcówka zamienia się w liczenie typu "Która karta da mi ten punkt więcej", albo "Czy zabrać mu łowców, bo ma już taką armię, że kolejny mu podwoi punkty" xD

No i bardzo fajna mechanika licytacji, można użyć wysokich monet żeby mieć pierwszeństwo przy wyborze krasnoluda, ale wtedy zostaną niskie wartości do scalenia w jedną monetę, albo można użyć niskich monet do licytacji żeby te wyższe scalić i jak najszybciej dotrzeć do maksymalnej wartości monet.

Strasznie chaotycznie pewnie wyszła ta minirecenzja ale nie umiem pisać ༼ ͡° ͜ʖ ͡° ༽

Tag do obserwowania/czarnolistowania -> #eveplanszowkuje

#gryplanszowe #tworczoscwlasna #hobby #grybezpradu

Pokaż więcej komentarzy (5)

Gruba ryba

w Rękodzieło

164piorunów

Hej(t)o! Może ma ktoś z Was na i małą niespodziankę? Piorunujcie :smiley:

Generalnie jest sprawa: Mam do wykorzystania 4 przesyłki inpostu i dzisiaj muszę zrobić 6 etykiet do 23.59 albo zwyczajnie mi przepadną a mam je zapłacone (abonament w inpoście)

Zrobiłem w ostatnim tygodniu wrzutkę do mojego sklepu www.bido.com.pl/shop ponad 200 galaktyk, ale przyznam że wśród tych które zrobiłem mam lekko ponad 20 sztuk które mają malutkie skazy: A to mały pyłek który osiadł na powierzchni, a to jakiś bąbelek powietrza który trochę przeszkadza. Generalnie są to mankamenty które wg. mnie dyskwalifikują moje wyroby do wrzucenia na stronę, ale jednocześnie nie są szkaradne - ot, rzeczywistość je zaatakowała, co przy robieniu 250-300 rzeczy miesięcznie po prostu się zdarza :grinning:

Więc chciałbym połączyć oba te fakty i wylosować chętnych osób które chcą dostać prezent-niespodziankę godząc się na fakt że nie będą to rzeczy idealne. ALE ZA DARMO TO ODPOWIEDNIA CENA xD

Losowanie ok 22, będę wołać zwycięzców których będę prosić o wysłanie mi do 23 danych do wysyłki do paczkomatu.

Trochę mi głupio, że taka forma rozdajo ale cholera naprawdę nie wiem co robić z takimi rzeczami a stwierdziłem, że parę osób może się ucieszyć z takiej niespodzianki :smiley:

Dla chętnych na zrobienie zakupów u mnie używajcie śmiało kodu "hejto" na -10% na wszystkie rzeczy na stronie.

Udanej Majówki!

#rekodzielo #rozkminkrzaka #tworczoscwlasna #rozdajo

https://streamable.com/sv65od

Pokaż więcej komentarzy (20)

Lider

w Marynarz

276piorunów

W pracy na statku zdobywa sie miliardy mniej lub bardziej przydatnych informacji z wielu dziedzin nauki. Jedna, a wlasciwie dwie z takich informacji znowu wam sprzedam 😉

Na zdjeciu widzicie kadlub statku i namalowana linie zanurzenia, tzw. freeboard mark (dla pilota)

Pierwsza ciekawostka jest, ktora latwo dostrzec, ze pakle i caly inny syf zdecydowanie bardziej osadzil sie na bialej farbie niz bordowej/brazowej. Dlaczego? Ano dlatego, ze kadlub malowany jest farba anti-fouling, ktora utrudnia przyczepianie sie takim skurczybykom i ogolnie zarastanie glonami, itp. Biala farba, to zwykla farba.

https://en.m.wikipedia.org/wiki/Anti-fouling_paint

Druga informacja to linia zanurzenia dla pilota. O co z nia chodzi? Linia jest w gornej polowie biala, w dolnej czerwona. Generalnie biala czesc zaczyna sie w miejscu, gdzie do pokladu jest 9m, czyli pilot musi sie wspinac 9m po drabince. No i co w zwiazku z tym? Ano to, ze przepisy mowia, w jesli jest wiecej niz 9m to musi byc tzw. combination pilot ladder czyli obnizony trap do takiego poziomu, aby pilot mial do wejscia w pionie tylko 9m, a potem trapem na poklad.

Z tego wynika, ze jesli pilot widzi czerwona czesc freeboard mark to powinien byc przygotowany zestaw trap + drabinka. Moze troche pokretnie tlumacze, dlatego podrzucam link, na ktorym jasno widac o co chodzi.

Swoja droga - jest mnostwo wymagan dotyczacych drabinek pilotowych i wiekszosc statkow ich nie spelnia. Jak jest na prawde zle to pilot moze i powinien odmowic wejscia na poklad. Wkoncu to jego zdrowie, a nawet zycie. https://www.pla.co.uk/assets/imoboardingarrangementsforpilotsposter.pdf

#statki

Pokaż więcej komentarzy (24)

Fanatyk

w Hydepark

344piorunów

Hej, w przerwie od klepania kodu, chcieliśmy poruszyć nieco inny temat niż zazwyczaj :upside_down_face:

GUS podało najnowsze informacje - inflacja w Polsce w lutym 2023 r. wyniosła 18,4 proc. rok do roku. To najwyższy odczyt od grudnia 1996 r.

Ceny usług oraz produktów na półkach sklepowych rosną w zastraszającym tempie. _(Ceny w lutym 2023 r. w porównaniu z analogicznym miesiącem ub. roku wzrosły o 18,4% (przy wzroście cen towarów – o 20,2% i usług – o 13,3%)_

Pojawiają się prognozy, że w kolejnych miesiącach inflacja ma spadać, według PKO BP i NBP nawet do wartości jednocyfrowych do końca 2023 roku.

A Wy jakie skutki odczuwacie na co dzień z powodu wysokiej inflacji i jakich odczytów spodziewacie się w kolejnych miesiącach?

_Będziemy się starali odzywać częściej i zabierać głos_ w tematach, które aktualnie dzieją się w kraju i na świecie_, nie jako administracja, a jako członkowie społeczności 👋

Pokaż więcej komentarzy (76)

Fanatyk

w Wykop

1297piorunów

Na wykopie jest tak źle, że administrator po latach prawie zerowej aktywności decyduje się na publiczne przeprosiny

Zarządowi wykopu pali się część zadnia siedząca. Ruch na stronie musiał zmaleć tak ostro, że nawet nieaktywny Michał Białek zaczął intensywnie komentować wpisy na mikroblogu, a dziś - wystawił obszerne przeprosiny za wprowadzenie wykopu 2.0. Czyżby reklamodawcy serwisu (tu też