UkradkiemKoneser
11piorunówKoledzy, wspomóżcie dobry słowem.
Podczas mojej ostatniej podróży do Marrakeszu wstąpiłem do Agarwood Maroc i po uczcie zapachowej zdecydowałem się na Musk Ghazal Nepal 20 years, olejek z piżma, 20 letni. Sam olejek na w sobie resztki tego piżma (takie granulki).
Pachniało to cudownie, nie potrafię opisać, ale przy cenie promocyjnej 900 zł/3 ml musiało wywrzeć wrażenie, bo jednak kupiłem z chęci, a nie musu.
Dzisiaj ubrałem go do pracy.
Wszedł kolega i pyta co tu tak krowami daje.
Idę do toalety i akurat za mną pani sprzątająca, żeby uzupełnić ręczniki i zadaje pytanie - „wie pan co tam u was w pokoju taki nieprzyjemny zapach jest? Tam i tutaj też, bo aż wytrzymać nie idzie.”
Ze śmiechem odpowiedziałem, że to pewnie moje perfumy i oboje uśmiani zakończyliśmy interakcje.
Tylko ja tych krów nie czuję. Jest taki gładki, może kremowy, lekki, jakby jakimś kwiatem zalatywało.
Nos do wyrzucenia czy olejek powinien przejść w tryb domowy?
Kulturowo u nas w Polsce nigdy nie było silnych zapachów, szczególnie naturalnych (bo takie były na wsi w oborze). Tak, że nie przejmuj sie, po prostu bierz pod uwagę, że Polsce bliżej w tym aspekcie do Japonii, niż Francji.
@Ukradkiem jesli Tobie sie podoba to czym sie przejmujesz? Z czasem sie przyzwyczaja😆 A tak swoja droga to dziwne ze olejek ma takie parametry.