boogieLider
41piorunówMam przemyślenia i pewną tezę nt. wojen, głównie bazując na tym co się dzieje w Ukrainie i Iranie.
Biorąc pod uwagę jak "niewiele" potrzeba, aby zatrzymać "mocarstwa" tj. USA czy rossja to okres wojen na pełną skalę się chyba zakończył.
Wystarczy trochę dronów, trochę ataków na jakieś strategiczne i można się bronić względnie niskim kosztem, w porównaniu w ekstremalnie wysokich kosztów ataku.
rossja osiąga dosłownie gówno. Przez ostatnie 2, czy moze 3 lata więcej ziem stracili niż zyskali. Linia frontu się niemal nie zmienia. W ostatnich miesiącach ataki w głębi rossji to codzienność. Eksplodujące gówno w Moskwie :white_check_mark: , Eksplodujące gówno w St Petersburgu :white_check_mark:Eksplodujące gówno w innych gównianych miejscach :white_check_mark:. Ukraina niszczy sprzęt za miliony dronami FPV wartymi $500 (czasami mniej). Potrafią rozwalić russką rafinerię dronami za $50k. Europa, taką proxy wojnę (sponsorować Ukrainę finansowo i technologicznie), może prowadzić w "nieskończoność". Budżety państw UE oraz NATO państw, którym zależy na słabej rossji mogą sponsorować ich powolne wykańczanie mniejszym kosztem, niżeli wydawanie na zbrojenia.
A Iran? USA faktycznie narobiło strat w tym kraju i Iran nie miał szans, aby się jako bronić, ale wystarczyło zacisnąć zęby i wysyłać drony niemal na oślep na sąsiadów, zablokować ropę i nagle się dogadali. Jeszcze im pomarańczowy obiecał (?) inwestycje na $300 mld.
Jeżeli USA nie było wstanie "rozwalić" Iranu, a rossja nic nie zyskuje na Ukrainie to jakie szanse ma ktokolwiek przeciwko komukolwiek? Chiny i Tajwan? Chiny mogą być potęgą, ale Tajwan jest bogaty w mamonę i technologie. Jestem przekonany, że w razie wojny będą mogli strzelać to tych wszystkich chińskich łódek bez wychodzenia z domu, używając pada do xboxa :slightly_smiling_face: No i do Pekinu nie jest daleko, tak samo jak całe wschodnie Chiny ich fabryki z "naszymi ajfonami"./
Nie znam się, więc się wypowiedziałem :slightly_smiling_face:

Zmieniają się środki walki i obrony. Mocarstwa były przygotowane na wojnę, która już była, a nie, która będzie - nihil novi. Jedno mocarstwo się zweryfikowało negatywnie, ale Stany będą szybciutko gotowe na nowy rodzaj konfliktu - to się nie zmieniło na pewno.
Ciekawe zagadnienie. Fakt, kiedyś do wojny potrzebowałeś chłopów co umieli trzymać pikę albo kusze. Jak pomarli to mała strata dla króla. Dziś z jednej strony wojna jest wyrafinowana, samolotami za dziesiątki milionów dolarów wystrzeliwuje się rakiety, po kilkaset tysięcy każda, żeby zniszczyć fabrykę czy rafinerię, której odbudowa pochłonie miliony. Z drugiej strony, obu stronom bardzo brakuje rekrutów.
Żyjemy w czasach, że zarówno atakowanie wyrafinowanym sprzętem jak i koszt otrzymania precyzyjnego ciosu na tyłach państwa to ogromne koszty.
Kiedyś zdobycie ziemi, niewolników czy skradzionego kruszcu, rekompensowały straty. Dziś te zachęty są dużo mniejsze, a rachunek strat dużo większy.

