Hejto.pl
Motyw strony
Dodaj post

offInspirator

Dołączył/a:

  • 19 wpisów
  • 87 komentarzy
  • 8 obserwujących

Gruba ryba

w OZE / Renewables.

30piorunów

https://www.ostrow24.tv/news/180957-odpadla-lopata-od-elektrowni-wiatrowej-wideo.html

Awaria turbiny wiatrowej w okolicach Jarocina. W miejscowości Dobieszczyzna, jedna z łopat odpadła (złamała się) w czasie pracy turbiny i spadła na ziemię.

Nikt nie został ranny.

Jeden z komentarzy pod artykułem mnie ujął. W tym przypadku jest celny. Parafrazując - ta turbina to tak jak używany TDI... kupił Polak, przywiózł do siebie z Niemiec i postawił. "Recykling" WTG poprzez kupno używanych, po decommisioningu w jednym kraju, import i instalacja w drugim miejscu to nic nowego.

Tutaj nie mogę rozpoznać jakiego OEMa ta turbina jest. Ciekaw jestem jak serwisy wyglądały. No i chętnie przeczytałbym raport o przyczynach. Ciekawe jak do tego podchodzi prawo polskie, bo w sumie nie wiem, czy jest to katastrofa budowlana. WTG w Polsce są traktowane jako maszyny (urządzenia), a nie budowle.

Pokaż więcej komentarzy (18)

Lider

w Marynarz

313piorunów

Dzisiaj luzniejszy temat - moj wjazd na recznym do portu na Teneryfie. Dosyc ciasno, bo miedzy glowkami bylo po moze 20m z kazdej strony, a do tego wiatr boczny 40kn, stad ten kontrolowany drift :smiley:

Wchodzac statkiem o takich rozmiarach i tak ograniczonej widocznosci w ogole nie patrzy sie za okno. Tzn. patrzy sie, ale robi to kapitan i inni. Pilot tez sie nie przydaje, bo on nie ma pojecia jak manewrowac tego rodzaju statkiem, wiec siedzi z tylu, pije kawe i kosi hajs.

Na filmie widzicie odtworzona podroz statku na ECDISie czyli mapie elektronicznej.

https://streamable.com/yitu3x

Pokaż więcej komentarzy (34)

Osobistość

w Hydepark

13piorunów

Taka trochę #nostalgia

Teraz tak siedząc w sobotę przypomniało mi się jak spędzałem czas jako 11 latek i jako dziecko dzisiaj uważany byłbym za patologię i jak opowieści z barem byłbym odebranym rodzicom. Tak zbieraliśmy po śmietnikach i było to dla nas normalne.

Wstawaliśmy około 7 rano, śniadanie serek homogenizowany truskawka i bułka z piekarni. 2 złote od mamy na picie, i wylotka na plac. Punkt docelowy boisko otoczone oponami samochodowymi i siatką metalową po obu stronach. 50 groszy standardowo wleciało w słonecznik, siedząc na oponie oczekiwałem na kumpli. Ok pierwszy przychodzi marionetka, młodszy o dwa lata, ojciec największy patus w miasteczku, daje mu garść słoniola i siedzimy dubiemy. Marionetka opowiada mi o nowych koszulkach jakie zdobył ( Zbieraliśmy paczki papierosów, i z góry klapy robiliśmy coś na kształt koszulek w tych latach "śmieciowe" zbieractwo to była nasza jedyna pasja. Bo nie wymagała kasy, a chodzenia i na dzisiejsze czasy mówiąc dropienia w różnych punktach. Zbieraliśmy koszulki z fajek, kapsle z piwa, oraz ciekawe grafiki z różnych magazynów, gazet które wycinaliśmy i przyklejaliśmy do specjalnych zeszytów coś jak zbieranie memów do folderów). Ok około godziny 9 dochodzi do nas Uszaty i Pudzian. I jak w sobotę szliśmy szlakiem, ulicznych śmietników, dochodząc do parku zbierając puszki, butelki i makulaturę oraz korki z produktów z firmy coca cola które wymieniało się na misie w zimie a latem na ręcznik czy płyty. Uszatego ojciec wyspawał taki wózek że nie musieliśmy nosić, tylko na zmianę go prowadziliśmy. Pudzian zawsze też prowadził za Marionetkę, bo młody, słaby a Pudzian jak sama nazwa wskazuje jarał się nim i był największy z paki i bronił nas wszystkich, jako 12 latek był postrachem nawet u dużo starszych kolegów. Przy domu kultury mieliśmy taki śmietnik ala czołg, nie wiem czy ktoś kojarzy. Taki kontener że klapy otwiera się jak właz do czołgu, no i ja zazwyczaj w nim nurkowałem z Uszatym i wyrzucaliśmy fanty na zewnątrz. Mario z Pudzianem zbierali do wózka, jakieś puszki, butelki, makulatura a czasem takie fanty jak wyrzucone prace z plasteliny, plastelina zawsze się przyda. Czasem jakieś stare długopisy, kredki stare. Kiedy zaliczyliśmy dom kultury następny przystanek był tak zwany akademik, był tak mega tani hostel w którym często mieszkali albo robotnicy robiący w miejscowości jakieś prace, albo studenci którzy do Krakowa mieli pociągiem 15 minut. Tak to była masa skarbów, czasem jakieś ubrania, narzędzia, kwiaty doniczkowe, piłki no dużo szło znaleźć, a najlepsze były tak zwane "Dary". Dary to był karton po kolesiu/kolesiach który po prostu wyjechał i nie opłacił pokoju i wyrzucali wszystkie przebrane rzeczy. Bo wiadomo że lepsze zgarnął właściciel. Często można było tam znaleźć fajne ubrania, jak np oryginale buty, słodycze oczywiście tylko te zamknięte graliśmy, czy jakieś zupki chińskie, gorące kubki, galaretki. Największym naszym znaleziskiem spodnie w których było 200 zł. (kupiliśmy do klubu 14 calowy telewizor). Po Akamediku, odwiedzaliśmy miejscowy skup surowców wtórnych. Tam Janko witał nas zawsze hasłem młode wilki, i sprzedawaliśmy puszki, butelki, makulaturę, czasem jakiś złom. On wiedział że dzielimy się na 4, to zawsze wydawał nam kasę już podzieloną żeby nie kombinować. Po wyjściu zanosiliśmy wózek jak i rękawice do bazy w piwnicy. Umyliśmy się w naszej bazie (był to chlewik równoległy do warsztatu ojca Uszatego, więc nawet w zimę było to ogrzewane. Mało tego mieliśmy tam też kibel oraz umywalka, masę godzin spędziliśmy żeby z nory, wyszło taki fajny klub do którego tylko my w czwórkę mieliśmy dostęp) Potem sklep, tam każdy kupował swój prowiant. Jak było więcej kasy to kupowaliśmy coś by było w klubie, jakiś sprzęt czy zapas jedzonka jak zupki, gorące kubki, mielonki w puszkach, no wiadomo że każdy miał z nas dom, ale wiedzieliśmy że z Mario i jego pato ojcem nie zawsze jest kolorowo i robiliśmy to głównie z myślą o nim. Czasami też w niedziele organizowaliśmy sobie wycieczki za kasę np do Krakowa, gdzie zwiedzaliśmy i szliśmy np na hamburgera po 6 zł. Popołudnie kończyliśmy wizytą u Waldka, był to wujek Pudziana który pracował jako cieć na hurtowni. I miał dostęp do złotego gralla, śmietnika hurtowni. No i z tego śmietnika często można było np znaleźć chipsy dwa dni po terminie, jakieś chińskie gadżety które się nie sprzedawały a trzeba było zrobić miejsce na coś bardziej dochodowego. Ale często też nie było nic, oprócz rozjebanych rzeczy i tony papierów. A niestety nie mogliśmy ich brać na makulaturę, bo były jakieś dane, faktury itd. Potem resztę dnia spędzaliśmy zależności do pogody. Nad wodą, graliśmy w piłkę, braliśmy w kosza, graliśmy na pegazusie w klubie, oglądaliśmy tv, poszliśmy spuścić komuś wpierdol że ktoś miał problem do Mario, Robiliśmy wyzwania strongman dla pudziana i tak do 18 gdzie wracaliśmy do domu na obiadokolacje i spać. Ehh tęsknie za tymi czasami. Dzisiaj ja Przegryw, Mario siedzi w Holandii w gówno pracy nawet już nie wraca jak czasem z nim piszę to mówi byle się naćpać i na⁎⁎⁎ać, Pudzian nie żyje rozbił się po pijaku swoim bmw, Uszaty masa długów niepełnosprawne dziecko i żona która poskakała po każdym c⁎⁎ju.

Ehh chciałbym nawet w śnie przeżyć znowu taką jedną sobotę.

Pokaż więcej komentarzy (6)

Osobistość

w Motoryzacja

6piorunów

Ciężki to był tydzień.

Zaczęło sie od proby montażu 'dedykowanego' dyfuzora. Był tak dedykowany, że musiałem go skrocic 5cm + wywalić dziurę, bo tłumik za bardzo wystawał (po to go kupiłem, zeby wlasnie zakamuflować wydech). Oczywiście na grupach mówili, że bedzie pasowało, sprzedawca też twierdził, że normalne, że trzeba to przerabiać (dziwnym trafem co od niego nie kupię to nic nie pasuje). Łacznie 5 godzin leżenia pod autem.

Ostatecznie złożyłem, efekt średni, ale lepiej niż było. No i pomalowałem tłumik na czarno żeby nie rzucał się w oczy.

Procz tego doszły nakładki na pasy, bo mi nachodziły na szyję..

Dziś byłem też na wymianie sworznia. I jak zwykle nic z tego nie wyszlo, bo okazało się, że mam amelinowe wahacze i sworzen jest niewymienny. Także wymiana całego wahacza za miesiąc podczas wymiany oleju.

Doszła też przeciwsloneczna wlepa z US i A. I nawet 1st raz udało się przykleić wlepe bez bąbli. Także oficjalnie witam w Zpołeczeństwie ( ͡~ ͜ʖ ͡°)

#atencyjnyz #jdm #motoryzacja

Off-top odnośnie dyfuzora:

Dyfuzor kupiłem na ebay za £260, w 3 ratach paypal, z dostawą do sklepu argos. Paczkę odebrałem, po kilku dniach dostałem powiadomienie, że paczka nieodebrana. Sprawdziłem kod kreskowy - dyfuzor, więc widocznie w sklepie nie oznaczyli jako odebrane. Po kilku dniach dostałem info, że rozpoczeli zwrot mojej paczki. Olałem to. Dzień przed terminem zwrotu hajsu od sprzedawcy sprzedawca poprosił o numer nadania. Był numer podany, ale po sprawdzeniu w royal mail wyskakiwało, że brrak info, bo mieli atak hakerski (typowe #uk ). Olałem. Na drugi dzień sprzedawca znów napisał. Odpisałem, że argos dał d⁎⁎y i żeby to zignorował. Napisali, że ok.... po czym paypal oddał mi 2 spłacone raty xD także ostatecznie dyfuzor kosztował ~£80, z czego 40 to wysyłka. I tak się powoli żyje na tej wsi..

Pokaż więcej komentarzy (2)

Inspirator

w Ciekawostki

419piorunów

_Odpowiadam @Opornik na pytanie odnośnie wejścia na turbinę wiatrową na morzu. Zrobił się z tego kawałek tekstu, więc postanowiłem dodać osobny post jako ciekawostkę. Postaram się zamieścić w odpowiednich miejscach zdjęcia i filmy, zobaczymy czy będzie się to trzymać kupy._

Generalnie jeśli chodzi o transport na turbinę, to drogi są trzy:

A)Śmigłowiec,

B)CTV,

C)SOV.

A) Śmigłowiec.

Temat śmigłowca można praktycznie pominąć. Korzysta się z niego raczej w wyjątkowych sytuacjach-jeśli inne opcje są niemożliwe lub jeśli czas staje się czynnikiem nadrzędnym(np. akcja ratunkowa). Nie ląduje on na turbinie, a jedynie zawisa na wysokości kilku metrów nad gondolą(nacelle) i opuszcza ludzi/sprzęt za pomocą specjalnej liny.

B) Crew Transfer Vessel.

Niewielka jednostka wodna o długości średnio do 30 metrów, mogąca pomieścić zwykle do kilkunastu pasażerów. Napędzana jest silnikiem(najczęściej dwoma) wodno-odrzutowym, dzięki czemu jest w stanie odpowiednio mocno napierać na TP(ta żółta podstawka, na której stoi wiatrak) podczas transferu. Posiada specjalnie zaprojektowany dziób, po to aby móc możliwie skutecznie „przykleić się” do poręczy drabiny. W starszych jednostkach jest tam po prostu przymocowany kawał gumowego odbojnika. Z czasem zaczęto stosować odbojniki wyprofilowane tak, by poręcze drabiny wpadały w odpowiednie otwory. Aktualnie opatentowano już nawet specjalne „szczypce”, które podczas transferu zaciskają się na poręczach drabiny i uniemożliwiają oderwanie się od niej statku- na żywo nie spotkałem takiej wersji.

Transfer popularną „cetefałką” polega na możliwie spokojnym(mocniejsze uderzenie odczujemy po prostu jak zderzenie samochodu o ścianę z niewielką prędkością) podejściu pod TP dziobową częścią statku i doprowadzeniu do kontaktu statku z drabiną zamocowaną do TP. Już sam ten etap nie należy do najprostszych i wystarczy niewielka fala, aby potrzebne było kilka podejść. Jeśli już uda się dotknąć obu poręczy jednocześnie, wtedy sternik daje miodu i statek napiera na TP z niemal całą swoją mocą. Dlaczego niemal? W zależności od ogólnych zasad bezpieczeństwa, należy zachować pewien zapas mocy na ewentualny awaryjny docisk. Z mojego doświadczenia jeśli jednostka nie jest w stanie utrzymać stałego kontaktu z TP przy 80% mocy silników to transfer zostaje anulowany. Do anulowania transferu może także dojść po indywidualnej decyzji kapitana jednostki lub team leadera danej grupy. Oczywiście my sami również mamy prawo zrezygnować jeśli czujemy się zagrożeni. PS- jeśli ktoś zacznie wymiotować również wracamy na SOV/do portu.

Kiedy kapitan i załoga stwierdzą, że warunki są odpowiednie, na pokład wychodzi przynajmniej jeden deckhand(zwykle nie posługują się tam rozgraniczeniami typu AB/OS), który otwiera prowizoryczną bramkę na dziobie i ściąga na dół linkę zabezpieczającą- popularne „jojo”. Jojo to proste urządzenie, montowane na szczycie każdej z drabin TP. Wydostaje się z niego lina stalowa o średnicy kilku milimetrów i działa podobnie do pasów bezpieczeństwa w samochodzie. Kiedy lina porusza się góra/dół powoli, to nie powoduje żadnych oporów. Kiedy natomiast wyczuje szarpnięcie- domyślnie czyjś upadek- następuje gwałtowna blokada liny. Jojo w swojej konstrukcji nie posiada amortyzatora, dlatego bardzo ważne, aby lina była cały czas napięta, ponieważ szarpnięcie po swobodnym locie nawet z dwóch metrów może spowodować katastrofalne skutki uboczne (łącznie z wypadnięciem wnętrzności do

moszny).

Deckhand powinien na bieżąco obserwować ruch wody i po otrzymaniu zgody od kapitana podać nam linę od jojo i sygnał do wejścia. W tym momencie mamy już w ręce gotowego frog’a, wpiętego w punkt A założonej wcześniej uprzęży*. Wpinamy w niego linę i ruszamy w górę. W tym momencie nie wolno zwlekać. Statek w zależności od stanu morza porusza się „na drabinie” góra/dół i sygnał na wejście dostajemy kiedy znajdziemy się w szczytowej wysokości. Jeśli zaczniemy wchodzić w momencie, kiedy statek „zszedł” nisko, to podczas wchodzenia po drabinie może nas zwyczajnie dogonić. Efekt można sobie wyobrazić lub poszukać na sadisticu.

Do pokonania chyba zawsze są dwie drabiny. Pomiędzy nimi jest mini-platforma, na której stajemy i przepinamy się do kolejnego jojo. Podczas przepinania się między jednym a drugim powinniśmy przypiąć się hakiem do poręczy, ale większość techników to olewa. Na samej górze wypinamy się z jojo(po pokonaniu barierki ochronnej) i jesteśmy.

Sama droga po drabinie to kilkadziesiąt metrów. Nie jest szczególnie wymagająca, choć znam takich, którzy nie przejdą jej „na strzała”. Sytuacja komplikuje się proporcjonalnie do warunków pogodowych. Jeśli mamy mocniejszy wiatr, deszcz prosto w oczy, śliską drabinę i jeszcze lina gdzieś nam się zaplącze to można się zestresować. Zejście jest nieco trudniejsze, ponieważ deckhand próbując zsynchronizować nas z ruchem statku na fali zaczyna odliczać, np. 3,2,1- step back. Wtedy musimy po prostu zrobić krok w tył i zaufać, że wie co robi. Może też krzyknąć, że mamy spierdalać- wtedy pędzimy w górę, żeby statek nie zmiażdżył nam nóg.

C) Support Offshore Vessel.

W naszym przypadku będzie to statek-hotel, operujący w systemie Dynamic Positioning. Jeśli kogoś interesuje na czym dokładnie to polega, to mamy na hejto kolegę @bartek555 , który wie o tym wszystko. W dużym skrócie pozwala on m.in. na zadanie statkowi określonej pozycji i nakazanie jej automatycznego utrzymania. Dzięki specjalnym sensorom zamieszczonych na TP statek może z niezwykłą dokładnością zczytać potrzebne informacje o odległościach, a z pomocą pędników azymutalnych i sterów strumieniowych podejść bardzo precyzyjne do turbiny pod odpowiednim kątem.

Najpopularniejsze urządzenia służące do transportu techników na turbinę to Ampelmann oraz Uptime. Ja miałem doświadczenie z tym drugim. Jest to nic innego jak długa platforma-korytarz, która ustawiana jest możliwie prostopadle do burty, a następnie wysuwana aż do momentu styku z odpowiednim miejscem na TP. Podobnie jak z CTV- nie jest to proste, statek jest cały czas w ruchu, a operator Uptime za pomocą kamery umieszczonej na jego końcu musi wycelować z dokładnością +/- 15cm w wyznaczone miejsce. Jeśli operator oraz DPO uznają, że połączenie jest wystarczająco stabilne, to możemy ruszać.

Pierwszy technik musi iść w uprzęży, mając w gotowości haki. Nie może natomiast mieć na sobie plecaka. Po pojawieniu się zielonego światła na sygnalizatorze stara się sprawnie przejść na drugą stronę. Jeśli urządzenie wyczuje zagrożenie odłączenia, to usłyszymy alarm połączony z sygnałem świetlnym. W tym momencie mamy kilka sekund na ucieczkę- w którą stronę? W tą, w którą mamy bliżej ;P.

Po dotarciu do TP otwieramy bramkę przesuwną, wchodzimy na platformę, przypinamy się hakiem do odpowiednio oznaczonego punktu i zamykamy ponownie bramkę. Następnie otwieramy i zamykamy ją za następnymi technikami. Pozostali nie muszą mieć już na sobie uprzęży i mogą mieć na sobie plecaki. Ostatni technik za pomocą specjalnego wózka elektrycznego transportuje duże sześcienne worki transportowe, w których znajdują się wszystkie narzędzia, sprzęt ratunkowy i medyczny, materiały eksploatacyjne oraz prywatne przedmioty techników.

Ten sposób wejścia na turbinę jest znacznie przyjemniejszy- jeśli nie jesteśmy pierwszym lub ostatnim technikiem to można to nazwać spacerem. Najgorzej ma ostatni, ponieważ musi jechać wózkiem, którym nie jest łatwo manewrować. Coś jak elektryczny paleciak, z tym że musimy pchać go przed sobą. W połączeniu z wysokim workiem osoby o niższym wzroście nie będą po prostu nic przed nim widzieć. Sam gangway jest niewiele szerszy od wózka, a na środku ma wysoki najazd, który skutecznie przeszkadza w transporcie. Zazwyczaj mamy kilka worków, co oznacza kilka kursów. Wystarczy chwila nieuwagi i uderzamy w ściankę boczną. Koledzy się z nas śmieją, cały statek się gapi, a to dopiero początek pracy. W razie alarmu zostawiamy wózek i dajemy nogi za pas w stronę SOV(dlatego należy zawsze pchać wózek przed sobą).

_*Uprząż powinna być ze względów bezpieczeństwa zdjęta wewnątrz CTV._

#wiatraki #morze #tworczoscwlasna

Zawodowiec5piorunów

niezły post, masakra ogólnie i serwis, często jest potrzeba tam wchodzić? jak daleko jest to od brzegu?

Inspirator0piorunów

@off Czad!

Pokaż więcej komentarzy (39)

Gruba ryba

w Motoryzacja

29piorunów

Koniec lat 90. W segmencie C jest Golf IV, Astra II, pierwsze Focus i Meganka, Peugeot 306, Corolla E11. Każde z tych aut ma swój własny, z daleka rozpoznawalny styl. A dzisiaj? Wszystkie samochody generyczne. Podobne bryły nadwozia, kierunkowskazy w lusterkach, takie same klamki. Kiedyś obok mojego byłego 308 T9 stała Kia Ceed w tym samym kolorze i omal nie wsiadłem do Kii.

#motoryzacja #samochody #rozkminy #nostalgia #90s

Gruba ryba3piorunów

@def Hehe wiadomo, że pod pewnymi względami jest lepiej. Auta są bezpieczniejsze, wygodniejsze, szybsze, mniej palą. W zamian za to stały się droższe, bardziej skomplikowane i tworzone tak by niczym zupa pomidorowa przypodobać się każdemu. Znak czasów, nie pozostaje nic innego niż to zaakceptować. Ale pogadać zawsze fajnie.:)

Pokaż więcej komentarzy (19)

Gruba ryba

w Filmy

219piorunów

Obejrzałem sobie Obcego 1, 2, 3 i 4 z czego trójkę w wersji reżyserskiej i sporo zmian względem wersji kinowej. Te filmy można oglądać co kilka lat i się nie znudzą. Jak za gówniaka w wakacje u babci wujek mi pozwolił trójkę obejrzeć to później strach było w nocy do kibla wstać a w głowie kłębiły się myśli, że za rogiem obcy się czai. Najgorzej było jak matka do piwnicy wysłała. Do przejścia było z 50 metrów krętego korytarza bo piwnicę mieliśmy na końcu. Jak gdzieś żarówki nie świeciły to się człowiek patrzył czy na suficie coś nie siedzi na rurach albo w ciemnych wnękach w których było po kilka piwnic.

Warto jeszcze wspomnieć o tym jaka hot była Sigourney w jedynce oraz o Winonie w czwórce :heart_eyes:

#filmy #dziecinstwo

Pokaż więcej komentarzy (37)

Inspirator

w Fotografia

77piorunów

Codzienne #fotyzroboty , zdjęcie nr. 5/365.

Inspirator3piorunów

@Opornik
Głównie w grę wchodzi maintenance, czyli wymiana filtrów, uzupełnianie smarów, takie pierdoły. Do tego ewentualnie dokręcanie śrub kluczami hydraulicznymi. Można też robić inne rzeczy typu wymiana żarówki, regulacja dźwigu, naprawa windy itp.

Jeśli chodzi o transport na turbinę z morza, to temat jest dość ciekawy, dam więcej info po 16 :stuck_out_tongue_winking_eye:

Gruba ryba0piorunów

@off Gdzie te wiatraczki? Bo wygląda to jak Szwecja/Findlandia 😉

Pokaż więcej komentarzy (7)

Kompan

w Motoryzacja

2piorunów

Siema ma ktoś może jakieś do 30k?najlepiej dieselka e90 320d

ogarnięta serwisowana i z właścicielem z mózgiem

bo już mnie ku⁎⁎⁎ca bierze z tymi petami co sprzedają na tym rynku samochody „wsiadać jeździć” a tu nagle jadę na warsztat i mi mówią ze bez 10k na start to nie ma co kupować

najlepiej Warszawa

Mocarz0piorunów

No to masz prosty wybór albo szrot e90 gdzie włożysz drugie tyle ile za niego zapłaciłeś albo niższa serie nie szrota, z tym samym silnikiem i zawieszeniem tylko mniejszym podłokietnikiem

Pokaż więcej komentarzy (15)

Fenomen

w Gównowpis

3piorunów

Co kupił mój ginekolog to nie mam pytań :flushed:

Gruba ryba1piorunów

@off która część mojego komentarza na to wskazuje?

Praktykant0piorunów

@jmuhha przedlift ma awaryjna elektryke, za to pancerniaka m57d30 218km pod maska, osobiscie posiadalem polifta przez 2 lata, jedno z najlepszych aut jakie w zyciu mialem.

Pokaż więcej komentarzy (8)

Inspirator

w Motoryzacja

7piorunów

Z racji tego, że moja praca to ciągłe delegacje, zmieniam auta jak rękawiczki. Setki tysięcy kilometrów przejechanych po naszych pięknych drogach dają mi w (moim mniemaniu) prawo do wydania osądu na temat aut, które zajeździłem, rozwaliłem albo odsprzedałem.
Zacznę od mojego oczka w głowie.
Przedstawiam Wam moją Czarna Hanię.
Honda CRX del sol VTI.
Autko trafiło do mnie przez kawę tzn. Piłem poranną kawę i buszowałem w sieci. W pewnym momencie ujrzałem auto o którego istnieniu zapomniałem. Szybki telefon do właściciela, telefon do kumpla i szybko wypad z gotówką wręce na oględziny. Stwierdzam, że Hania była moim przeznaczeniem ponieważ ogłoszenie wystawiał ktoś 70km od mojego domu.
Dobra. Dosyć pisaniny o moich uczuciach i przeczuciach.
Czas na kilka ciekawostek
Honda del sol wyprodukowana łącznie w 130tysiącach egzemplarzy łącznie (1992-1997)
Odmiana VTI to 162KM przy 1050kg masy pojazdu
Niektóre egzemplarze są wyposażone w skórzaną tapicerkę (dealerzy z rynku niemieckiego sami dokładali skórę)
Honda del sol TARGA czyli ma zdejmowany dach i pałąk za głową kierowcy i pasażera
Jak na takoe małe auto ma spory bagażnik. 300l.
Honda mie bierze oleju chyba, że zajechana😎
Za to bierze ją rdza i to bez litości ale u japończyka z tamtych lat to standard
Auto daje wielką frajdę z jazdy, dzięki systemowi Vtec, kręci do 8500 i ja się jedzie ze zdjętym dachem to nieco przypomina przejażdżkę motocyklem😉
Drugi bieg wrzuca się przy setce🙃
Aaaa ibym zapomniał. Auto przy delikatnej jeździe pali tyle co nic, z tym, że kto delikatnie jeździ takim autem...
Jest tu jakiś fan JDM?




Inspirator0piorunów

@off wyślę niebawem. Jestem 300km od domu o pojechałem drugim wynalazkiem, o którym zresztą napiszę parę zdań za jakoś czas😎

Pokaż więcej komentarzy (7)