
Wpis użytkownika cyberpunkowy_neuromantyk w Książki
cyberpunkowy_neuromantykGruba ryba
24piorunów89 + 1 = 90
Tytuł: „Żuk w mrowisku”
Autorzy: Arkadij Strugacki, Borys Strugacki
Kategoria: science fiction
Wydawnictwo: „Fantastyka 01-03/1982”
Ocena: 7/10
Na początek parę spraw:
1. To moja pierwsza styczność z twórczością braci Strugackich.
2. Zacząłem od drugiej części trylogii :')
3. Przeczytałem ją w formie powieści publikowanej w częściach w czasopiśmie „Fantastyka” z 1982 roku, na przestrzeni trzech numerów. Samo w sobie to było ciekawym doświadczeniem, bo na ciąg dalszy „musiałem” (a raczej chciałem”) czekać, aż przeczytam cały numer i przejdę do kolejnego. Takie mieszanie tekstów jest lekko problematyczne i za każdym razem, jak wracałem do „Żuka w mrowisku”, na początku musiałem sobie przypomnieć, co było wcześniej.
Pozwolę sobie pożyczyć opis powieści:
„ Rok 2278. Pracownik światowej Komisji Kontroli Maksym Kammerer otrzymuje zadanie odnalezienia Lwa Abałkina, zwiadowcy planetarnego, który w niewyjaśnionych okolicznościach opuścił swoją ostatnią placówkę, powrócił na ziemię i nie zgłosiwszy się w centrali - zaginął. Prowadząc poszukiwania, Kammerer wciąż napotyka mur tajemnicy, otaczający postać i historię życia Abałkina. Dopiero w Muzeum Kultur Pozaziemskich, w sektorze obiektów niewiadomego przeznaczenia, dojdzie do dramatycznego spotkania bohaterów...”
Najfajniejsze z tego wszystkiego?
Wspomnienia/raporty z działalności Lwa Abałkina, który współpracował z Głowanem - psopodobnym obcym. Opisy eksploracji obcej planety, kontakty z również obcymi i powolne rozwiązywanie tajemnicy, co stało się z jej mieszkańcami, należą do najmocniejszych stron tej powieści.
Z kolei nie spodobała mi się końcówka i wyjaśnienie, dlaczego Lew Abałkin jest tak bardzo ważny. Znaczy, może i sam motyw jest interesujący, jednakże nie do końca pasował mi do całego śledztwa przeprowadzonego przez głównego bohatera, który wydawał się równie zaskoczony co ja. I nawet żałował, że poznał tę skrywaną przed ludzkością tajemnicę, ponieważ od tego momentu również musiał jej dotrzymać. Chodzi mi o to, że Kammerer dochodzi do pewnych wniosków, próbuje zrozumieć motywy Abałkina i jego próby kontaktów z różnymi ludźmi z przeszłości, z którymi był związany, aż tu nagle pod koniec książki spada „bomba”, która przekreśla większość tego, co do tej pory Maksymowi udało mu się ustalić.
Komentarze (3)
Polecam Piknik na skraju drogi.
Trudno byc bogiem wydaje się być niezwykle nadęte, i w dodatku pełne dziur logicznych/metodologicznych. Seria Iaina Banksa o Kulturze stoi na znacznie wyższym poziomie.
Poniedziałek zaczyna się w sobotę to fajne urban fantasy.
Tyle mniej więcej pamiętam że Strugackich. No i i jeszcze ten wierszyk z Żuka w mrowisku - Ptaki, zwierzaki pod drzwiami stały, jak do nich strzelano, to umierały...
@cyberpunkowy_neuromantyk miałem podobne odczucia. Tak do psopodobnego kompana jak i końcówki. Na plus bym dodał jeszcze przełączanie się między osobami narracji, między śledczym, a dziennikarzem. Ma to swój urok. Na minus moim zdaniem jednak ukazuje się postać Kammera, tak innego od tego z Przenicowanego Świata. Ogólnie Strugaccy mam wrażenie, że pewne braki (czasem literackie, czasem fabularne), nadrabiali w innych miejscach i dzięki temu mam nie mały sentyment do ich prozy.
Na plus bym dodał jeszcze przełączanie się między osobami narracji, między śledczym, a dziennikarzem
To też mi się podobało, chociaż myślę, że mniej uważnemu czytelnikowi (czyli czasem też i mnie :')) z początku mogło to konfundować. :')
Na minus moim zdaniem jednak ukazuje się postać Kammera, tak innego od tego z Przenicowanego Świata
Niestety, nie mam jeszcze porównania.