
Wpis użytkownika Cori01 w Dyskusje
Cori01Osobistość
94piorunówBEZ PRACY NIE MA KOŁACZY
Part 7 - pracownica w sieciowce z markowym outletem w galerii handlowej.
Prace dostałam po znajomości, kumpel mojego kumpla mnie polecił dzięki czemu dostałam tam posadę. Był to całkiem dobry larytas jeżeli chodzi o pracę dla studentów. Stawka była o kilka cebulionow wyższa niż najniższa krajowa. No i było coś niespotykanego na skalę studencką - Dostawało się umowę o pracę, a nie jakaś tam zleceniowke.
Praca zaczęła się całkiem spoko, było dużo roboty i zmiany 12h więc 3/4 etatu bardzo szybko się wypracowywalo. Mimo ilości godzin czas mijał bardzo szybko. Wg tego co było na początku nie robiło się cała zmianę tego samego, tylko co 3h zmieniało się stanowisko. Raz to była kasa, raz szatnia, a raz układanie ubrań na rejlach.
Jednak bardzo szybko mój entuzjazm do pracy został sprowadzony do parteru. Przez to że tam każdy pracował z polecenia, kolesiostwo miało tam lvl hard. Najgorszym zajęciem na zmianie była szatnia, stało się przy wejściu i odbierało ubrania od klientów, a potem układało te obrania na wieszaku. Nikt tam nie chciał stać, więc kto dostawał to zajęcie? Ktoś najmniej znany i lubiany - czyli ja i laska że mną zatrudniona. Szybko zasada zmienności stanowisk przestała istnieć. Może i celowo mnie dawali na szatnie bo już wiedzieli że nie ma sensu żebym się uczyła innych działów skoro i tak mi nie przedłużą umowy...
Bardzo prawdopodobne, że przez depresję jaka wtedy miałam, moje podejście do pracy i obowiązków była bardzo olewcze, ale też bez przesady, po prostu nie chciało mi się uczyć numerów działów było ich chyba z 50 i trzeba było wiedzieć co kryje się pod każdą liczba żeby szybko segregować produkty, ale w rzeczywistości po prostu było widać co gdzie idzie. Ale robiono co chwilę z tego testy jakby to był jakiś egzamin. A w rzeczywistości wiadomo było, że jak coś jest talerzem to raczej nie idzie do działu z bielizną tylko do działu kuchennego. Problem był bardziej z ubraniami, bo czasem ciężko było rozróżnić co jest damskie a co męskie, więc te numery akurat znałam.
Więc moja praca przez prawie 3 miesiące polegała na staniu przy szatni jak te widły w gnoju... mam teraz szacunek do osób które odbierają takie ubrania. Staram się je oddać w miarę normalnym stanie, a nie wymięte, rozpięte i bez wieszaka. Kiedyś dostałam od jakiegoś typa stos wymiętych jak szmaty ubrań, które właśnie przymierzył papatrzylam na niego z pretensja i powiedziałam "serio?" A ten do mnie "taka praca" i odszedł z poczuciem wyższości na twarzy. Dał mi masę dodatkowej pracy...
Punkt w którym moja wyjebka na tą pracę przekroczyła swój limit, był taki że jak zgłosiłam L4 na dwa dni. Po tych dwóch dniach miałam mieć wolne przez kolejne 5 dni. Po dwóch dniach L4 dostałam telefon od przełożonej czemu nie ma mnie w pracy, ja mówię że mam przecież zmianę dopiero za 5 dni, a ona że nie, że grafik się zmienił i dzisiaj mam zmiane. Ja do niej że powinna mnie o tym poinformować skoro byłam na L4, a ta że to w mojej gesti leży pilnowanie zmian w grafiku. Grafik był wywieszony na kartce w szatni, więc trzeba było być fizycznie w pracy żeby wiedzieć, że grafik się zmienił xd niby była jakaś grupa na fb z grafikiem ale nikt mnie tam nie dodał...
Czasami zdarzyło mi się stac na kasie i byłam w szoku ile ludzie mają kasy. Zostawiali w tym sklepie luzem kilka tysięcy jak gdyby nigdy nic.
Z cringowych rzeczy to mieliśmy słuchawki przez które się komunikowalismy i faceci na zmianie gadali sobie teksty typu "ale fajna d⁎⁎a przy kasie" "no ale bym ją..."
Raz była też wielka bitwa kierowniczki z Cyganakami, które regularnie kradły w tym sklepie. Kierowniczka chciała im zabrać ubrania z torby które zaczęły piszczeć przy wyjsciu, no to Cyganka rzuciła się na nią z łapami.
Ogólnie co do kolesiostwo to rozbroił mnie fakt, że był tam taki chlopaczek zatrudniony wtedy co ja. Kompletnie sobie nie radził, ciągle coś mi z rąk leciało i ciągle się mylił. Z innymi osobami zatrudnionymi w tym samym czasie byliśmy w szoku, że nie dostawał żadnych uwag, a my wszyscy ciągle byliśmy "j⁎⁎⁎ni", nie wiem jakie miał on znajomości że wszyscy się tak nad nim spuszczali i go ojojali. Moje podejrzenie było takie, że to był chłopak jednego z kierowników.
Po ponad 2 miesiącach miałam rozmowę o przedłużenie umowy po okresie próbnym. Od razu powiedziałam, że nie chce tej umowy przedłużać bo wizja pracy na szatni 12 h dziennie była dla mnie nie do udźwignięcia. Przełożona po moim tekście powiedziała "no to mamy problem z głowy". Czyli też nie chciała mi tej umowy przedłużyć. Ego pracujących tam kierowników posiadało własną grawitację. Jedyna kierowniczka zmiany była fajna - ta pobita przez cygankę. Reszta to jakieś nieporozumienie i brak umiejętności zarządzeniem ludźmi czyli standard jak kogoś bardziej lubię to go lepiej traktuje, kogoś nie znam to go gnoje.
Podsumowując: praca w sklepach z odzieżą totalnie mnie odrzuca, nie chciałabym znów pracować w tej branży. Trzeba to lubić i podobnie jak w urzędzie tak i w dużych sklepach - trzeba wiedzieć komu wejść w dupkę.
Komentarze (35)
Larytas to coś jak porszak weselny? :D
Jestem na tym etapie, że boję się że zawody które wykonywałaś się skończą, a tym samym cykl. :p
Bardzo lubię czytać te historie.
@Fafalala jeszcze trochę zostało "Opus Magnum" mojej traumy zawodowej jeszcze przed nami
@Fafalala no ilu miejscach można pracować xd
@Cori01 Kolesiostwo w sklepie z ciuchami? Ja nie wiem czy świat zwariował czy dorabiasz tą historię xD
@SzubiDubiDU kolesiostwo jest wszędzie, byś się zdziwił jak się ludzie traktują w pracy i jak ciężko znaleźć środowisko gdzie "nepotyzm" nie istnieje. W mojej poprzedniej pracy byłam w szoku jak szefowa nie traktowała lepiej swojej przyjaciółki, którą miała pod sobą, była to dla taka odmiana, że aż ciężko mi było uwierzyć jak ja kierowniczka upominała za robienie błędów albo spóźnianie bez żadnej ulgi.
@SzubiDubiDU widać nigdy nie pracowałeś w sklepie z ciuchami, ani nie znasz nikogo xd żona pracowała i tam np dziewczynom które _awansowały_ na zastępcę kierownika odpierdalało grubo. Obowiązków więcej, opierdol od dyrektora gratis, ale za to miały 300zł brutto więcej i takie poczucie władzy, że zaczęły stosować mobbing wobec zwykłych pracownic xd jedna nawet zaczęła jeździć taksówką do pracy
Kto zna te historie ten się w cyrku nie śmieje
Generalnie w tej branży zawsze coś jest nie tak. Albo masz spierdolony zespół jak u OPki, albo klienci traktują cię jak śmiecia
@Cori01 Czyli nie chciało Ci się nauczyć 50 działów, nawet nie że zawartości i dziwisz się, że dawali Cię na chujową pozycję? XDDDDD zasadniczo w takie debilne miajsca daje się minionki co nie ogarniją kuwety
@wielbuont cóż no to mamy różne doświadczenia
@Cori01 dopóki pracowałem stacjonarnie to w każdej firmie chodziłem na fajka bez fajka. wszędzie to przechodziło
@wielbuont zresztą kurde, jak ja nie znoszę smrodu fajek xd to już bym wolała je palić xd
@wielbuont widać że małe masz doświadczenie zawodowe. Jak nie palisz to kierownik powie do ciebie "co tak stoisz jak widły w gnoju?" I tak samo będą patrzeć na ciebie Ci pałacy. Nie bez powodu wzięło się powiedzenie "kto nie pije i nie pali to pilnuje sali"
@Cori01 no to a) ogarniaj kuwete b) można chodzić na `fajke bez fajki` sobie pogadać z palącymi
@wielbuont przecież napisałam, że mnie to nie dziwiło, przez depresje miałam bardzo niski angaż w pracy, której i tak nie lubiłam. Ograniczyłam się do robienia swojego. Ostatnią rzeczą na jaką miałam ochotę to naukę zbędnych rzeczy (mieliśmy zawsze kartkę że sciaga co jest jakim działem ale i tak w większości działów od razu było widać co gdzie idzie). Tych trudniejszych nauczyłam się przez doświadczenie, ale stanowiły one mniejszość więc jak typ mnie się zapytał co oznacza nr41 to nie wiedziałam że dział kuchenny. Ale jakbym miała w ręku przedmiot z tego działu to bym od razu wiedziała gdzie ma iść. Ostatnią rzeczą na jaką miałam ochotę to odpierdalac jakiś szajs, żeby mi umowę przedłużyli, zwłaszcza jak widziałam że pracownicy są traktowani nie równo, liczyło się głównie to z kim kto chodzi na fajkę i kto z kim się przyjaźni. Ogólnie przez to, że nie paliłam miałam w większości prac przejebane bo nikt mnie przez to nie poznawał a przez to mnie nie lubił od razu na wstępnie. Ba nawet kiedyś myślałam żeby zacząć palić żeby nie być outsiderem w pracy.
@Cori01 dawaj wiecej, proszę
@Cori01 dobrze, gdybys jeszcze wpisywala w ktorych latach pracowalas w danych miejscach. Ech jak tak siegne pamiecia czego ja sie imalem za mlodu i za jakie pieniadze...
@bojowonastawionaowca napewno nie piorunujesz wpisów o patologiach rynku pracy 20 lat temu
@wielbuont a niby co ja robię?!
@bojowonastawionaowca no to piorunuj, a nie wełnę żujesz
Komentarz usunięty
@wielbuont ja na to czekam xD
@bojowonastawionaowca w sumie może byc trend na opisywanie patologii rynku pracy lat młodzieńczych
@Pirazy do pracy poszłam jak miałam 19 lat więc te doświadczenia są max 12 lat stare - nie licząc prac jako nastolatka
@Pirazy dajesz 😛
Bardzo fajna ta seria o swiecie pracy i tym jak to wyglada dla random tomka tosi, troche mi stracha napedzasz bo bede szukal po raz pierwszy zatrudnienia w pl i jak widze ze mozna 48h przed zmienic planing prwcownika do tego nie informujac go o tym to Xddd jprd ta nacja sra pod siebie bo zakretki przymocowane do butelek a niema podstawowego prawa chroniacego prqcownikow.
@ErwinoRommelo to było prawie 10 lat temu, ale myślę że w prostych pracach nic się w tej gesti nie zmieniło. Teraz mam super pracę tylko o awans czy podwyżki ciężko.
@roadie do mnie na priv xd
@RogerThat a gdzie się zgłaszać? Ja umiem w śrubki i po angielsku
@RogerThat jam czolgista wychowany w nienawisci do lotnictwa
@ErwinoRommelo lotnictwo szuka masy ludzi i będzie potrzebować masy ludzi w przyszłości, a pieniądze są w porządku, praca nawet też. Polecam, jeśli znasz angielski i umiesz odkręcić śrubkę.
@roadie taki jest plan
@ErwinoRommelo wracasz do pl?????