
Wpis użytkownika WilczyApetyt w Podróże
WilczyApetytOsobistość
22piorunówFiu fiu. Ciężko dziś było. 4:30 wyjazd, 5:30 dotarłem sobie na Doi Pui, na wschód słońca. Godzinę wcześniej. Głupi, pomyślicie. A nic bardziej mylnego!
Jeśli ktoś kojarzy film Initial D, zrozumie klimat. Spory kawałek się tym leci. Jeszcze w nocy. Lewym pasem. Szkoda że tym piździkiem, ale i tak klimat niesamowity! W gratisie po drodze punkt widokowy na Chiang Mai.
W drodze powrotnej zatrzymałem się na fajkę, gdzie stało 5 młodych Tajów. Po tym sympatycznym spotkaniu musiałem udać się na bazę na godzinną drzemeczkę, z resztą Mae Sa Waterfall i tak później otwierali, a to był właśnie mój kolejny cel tego ambitnego dnia.
Reszta w komentarzu. Bo mi miejsca na zdjęcia brakuje xD
Komentarze (1)
Potem przerwa na tankowanie i siu w kierunku Pai Canyon. Cóż, zachód całkiem całkiem, tylko ten smog… Not good, not terrible. Mi się podobało. Potem wpadłem na szybko zostawić graty i szybki prysznic na hotel i poleciałem do centrum Pai.
Samo Pai mnie rozczarowało. Jeden nocny market, 70% ludzi to turyści. Ale chociaż fajną koszulkę kupiłem. I zapaliłem z Singapurczykiem który mieszka w Australii.
Nie chce mi się liczyć ile km machnąłem, przebiegu też nie sprawdzałem. Teraz już łóżko, a co jutro - nie wiem. Albo zwiedzę więcej w okolicy Pai i drogi powrotnej, albo lecę na Doi Inthanon, ale przez Mae Hong Son.
Bonus ostatnie zdjęcie - Tajlandia znów miesza z datami! Tym razem właśnie w Pai. ( ͡° ͜ʖ ͡°) #heheszki



