Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

Wpis użytkownika pfu w Japonia

Mocarz

w Japonia

24piorunów

Po skończonym lunchu w japońskich szkołach podstawowych i średnich dzieje się coś, co dla większości europejskich rodziców byłoby trudne do wyobrażenia. Punktualnie o ustalonej godzinie, przez głośniki szkolnego radiowęzła zaczyna płynąć rytmiczna marszowa muzyka albo lekka klasyka, którą uczniowie nazywają nieformalnie "piosenką sprzątania". Dzieci, zamiast szykować się do następnej lekcji albo wybiegać na boisko, sięgają po szmaty, mopy, miotły i wiadra. Przez kolejne dwadzieścia minut cała szkoła zamienia się w sprawnie funkcjonującą armię siedmio, dziesięcio i piętnastolatków, którzy myją podłogi, wycierają tablice, czyszczą biurka, polerują klamki, opróżniają kosze, a w starszych klasach również szorują toalety.
Ta codzienna rutyna ma w Japonii swoją nazwę. Mówi się o niej o-soji (お掃除) albo gakko soji, czyli dosłownie "sprzątanie szkoły", a praktyka ta sięga stuleci wstecz i ma swoje korzenie w japońskiej tradycji buddyjskiej oraz w konfucjańskim systemie wartości. W buddyzmie zen sprzątanie jest jedną z głównych form medytacji, a klasztory zen do dziś zaczynają i kończą każdy dzień rytualnym sprzątaniem przez mnichów. W konfucjanizmie troska o wspólną przestrzeń jest dowodem szacunku do społeczności i odpowiedzialności wobec innych. Z tych dwóch tradycji w drugiej połowie XIX wieku, w czasie reform Meiji, japoński system edukacji wziął i wbudował w siebie konkretną praktykę pedagogiczną, którą do dziś realizują wszystkie szkoły publiczne w kraju.
W praktyce wygląda to tak. Każda klasa otrzymuje na początku semestru przydział, czyli rejony, za które jest odpowiedzialna. Zwykle jest to własna sala lekcyjna plus dwa inne miejsca w szkole, na przykład gabinet pielęgniarki, biblioteka, sala gimnastyczna, korytarz, schody albo część boiska. Klasa dzieli się na mniejsze grupy zwane "han", liczące po pięć do sześciu uczniów, a każda taka grupa ma swoje konkretne zadanie. Jedna myje podłogę, druga wyciera meble, trzecia opróżnia kosze, czwarta polerujе klamki i okna, piąta sprząta wokół umywalek. Wszyscy pracują w ciszy lub przy muzyce, bez nadzoru dorosłych, w skoncentrowanej, spokojnej atmosferze.
W szkołach starszych, gimnazjalnych i licealnych, sprzątanie obejmuje też toalety. Uczniowie czternasto i piętnastoletni szorują muszle klozetowe, czyszczą umywalki i myją podłogi w łazienkach, dokładnie tak samo jak w klasach. Niektóre szkoły zostawiają to zadanie dorosłym, ale większość uważa, że właśnie sprzątanie najbardziej brudnego miejsca w budynku jest najgłębszą lekcją pokory, jaką dziecko może odebrać w trakcie swojej edukacji. Cytuję japońskiego pedagoga Yutaka Okihary z jego klasycznej książki "Gakko Soji" z 1992 roku. "Żadna praca, nawet brudna praca sprzątania, nie jest zbyt niska dla ucznia. Wszyscy powinni dzielić równo wspólne zadania. Utrzymanie szkoły jest odpowiedzialnością wszystkich."
Trzeba przy tym uczciwie powiedzieć, że twierdzenie, jakoby japońskie szkoły w ogóle nie miały woźnych, jest pewnym uproszczeniem. W większości placówek pracują niepedagogiczni pracownicy nazywani yomushuji albo w skrócie shuji, którzy odpowiadają za głębokie sprzątanie, konserwację techniczną, naprawy hydrauliczne, prace ogrodnicze i inne czynności wymagające specjalistycznej wiedzy. Czasem służą też jako "crossing guards" przeprowadzający dzieci przez przejścia dla pieszych na początku i końcu dnia szkolnego. Codzienne, rutynowe sprzątanie wykonują jednak uczniowie i to oni są bezpośrednio odpowiedzialni za stan szkoły na co dzień.
Co praktyka o-soji daje dziecku poza obowiązkiem fizycznym. Po pierwsze, uczy odpowiedzialności za wspólną przestrzeń. Dziecko, które samo szoruje tę samą podłogę, na której wcześniej tego dnia zostawiło ślad błota, błyskawicznie uczy się, że bezmyślne brudzenie generuje dla niego osobiście dodatkową pracę. Po drugie, uczy szacunku dla pracy fizycznej. W systemie japońskim nie ma podziału na uczniów lepszych i gorszych przy sprzątaniu, syn dyrektora banku szoruje toaletę tak samo, jak syn rolnika z prowincji. Po trzecie, uczy pracy zespołowej. Każdy han ma jedno zadanie do wykonania i jeśli ktoś się boczy albo robi mniej, reszta grupy musi to nadrobić, co bardzo szybko generuje społeczną presję na uczciwy wkład każdego ucznia. Po czwarte, buduje to, co japońska kultura nazywa "kizuna", czyli głębokie więzi między ludźmi pracującymi razem nad wspólnym celem.
Jest jeszcze jeden niezauważalny dla obserwatora aspekt o-soji. Każdy uczeń, każdego dnia, przez wszystkie lata swojej edukacji, przeżywa moment fizycznej pracy. W kraju, w którym dzieci spędzają coraz więcej czasu przed ekranami, w którym presja akademicka jest jedną z najwyższych na świecie, w którym co roku liczba dzieci z otyłością, niedoborami snu i zaburzeniami nastroju rośnie, codzienne dwadzieścia minut fizycznego sprzątania jest, w pewnym sensie, jedyną gwarantowaną aktywnością ruchową niektórych uczniów w ciągu dnia.
Efekt tego systemu, kontynuowanego przez dwanaście lat edukacji, widać potem w całym dorosłym społeczeństwie japońskim. Każdy, kto kiedykolwiek był w Tokio, Osace albo Kyoto, zauważył, że ulice są tam praktycznie pozbawione śmieci, mimo że publicznych koszy jest tam o wiele mniej niż w europejskich stolicach. Każdy, kto oglądał Mundial w Brazylii w 2014 roku albo w Katarze w 2022 roku, widział słynne nagrania japońskich kibiców, którzy po przegranym meczu zostawali na trybunach, żeby posprzątać śmieci po sobie i po sąsiadach. To nie był marketingowy gest, to było po prostu coś, co dorośli Japończycy robią automatycznie, bo robili to przez dwanaście lat każdej szkoły swojego życia.
Profesor Hiroyuki Onozuka z Uniwersytetu Tokijskiego, który od lat bada wpływ o-soji na rozwój dziecka, powiedział w jednym z wywiadów dla New York Times krótko i mocno. "Sprzątanie nie jest dla nas karą ani upokorzeniem. Jest to forma medytacji w ruchu. Dziecko, które uczy się sprzątać świat, jednocześnie uczy się sprzątać siebie."
W ostatnich latach kilkanaście krajów na świecie, w tym Finlandia, Szwajcaria, Singapur, Tajwan i niektóre stany USA, próbowało wprowadzić w swoich szkołach uproszczone wersje o-soji. Wyniki są mieszane. Tam, gdzie kultura już zachęca do podobnych zachowań, jak na Tajwanie czy w Singapurze, praktyka się przyjmuje. Tam, gdzie kultura indywidualistyczna i prawnicza dominuje, jak w niektórych amerykańskich stanach, rodzice szybko zaczynają protestować, że ich dzieci nie powinny być zmuszane do "darmowej pracy". Krytycy w samej Japonii też istnieją i wskazują, że ten system, choć piękny, niesie ze sobą cień przymusu, którego niektóre dzieci nie znoszą i z którego nie mogą się wyłamać bez społecznej kary.
Mimo tych zastrzeżeń, japońskie ministerstwo edukacji nigdy nie rozważało zniesienia o-soji. Jest to jeden z fundamentów systemu, którego nikt nie chce ruszać. Dziecko, które samo, na klęczkach, czyści podłogę swojej klasy, odbiera lekcję, której nie da się przekazać żadną wykładową godziną etyki ani religii. Lekcja brzmi tak. To, co jest twoje, masz utrzymywać w porządku. To, co jest wspólne, masz utrzymywać w porządku razem z innymi. Świat nie jest miejscem, w którym ktoś za ciebie posprząta. Świat jest miejscem, w którym ty masz nauczyć się zostawiać po sobie czystość.
Może w epoce, w której nasze polskie szkoły coraz bardziej upodabniają się do hoteli, a dzieci uczą się, że za sprzątanie odpowiada ktoś inny, jest jakaś dyskretna mądrość w japońskiej tradycji, do której warto kiedyś spojrzeć z ciekawością, a nie z lekceważeniem. Najmniej obciążające dwadzieścia minut dnia może okazać się tymi, które najmocniej zbudują dorosłego człowieka.
Bo dziecko z mopem w ręku, sprzątające za sobą po lekcjach, jest dzieckiem, które rozumie świat lepiej niż wielu dorosłych w skrojonych garniturach.
Okihara Y., Gakko Soji, Tokio, 1992. European Cleaning Journal, 2017. BrightVibes, 2018. Japanese Ministry of Education (MEXT) materials.

, trzeba było pilnować ( ͡° ͜ʖ ͡°)
oryginalny post by @elsajko https://wykop.pl/wpis/87897057/po-skonczonym-lunchu-w-japonskich-szkolach-podstaw

Komentarze (7)

Gruba ryba17piorunów

A teraz pogadajmy o tym, że pracujesz nie od 8-17, a 8-19 a nawet 20 bo wypada zostać po godzinach.

Pewnie dlatego mają taką za⁎⁎⁎⁎stą demografię :upside_down_face:

Fanatyk5piorunów

@keborgan jakby u nas demografia była taka cudowna. Też siedzimy w kołchozach ponad normę. Ogonie tak samo jak u nas jak i u nich trend powoli się odwraca. Choć u nich chyba bardziej mozolnie że względu na głębiej zakorzenioną tradycje.