anonimowehejtoOsobistość
148piorunówcos mi sie dzisiaj przypomnialo, niezbyt fajne wspomnienie....
lata 90 to byly w Polsce ciekawe czasy, z jednej strony zachlysniecie zachodem z drugiej jeszcze resztki czasow minionych. w tv lecial fantastyczny serial dla mlodziezy tajemnica Sagali. pamietam jak dzis odcinek 12 - bodajze ostatni, tej serii. i scena gdzie dwojka bohaterów wbija na istną uczte. dostaja duze szklany cocacoli, nastepnie fure frytek, burgerów i na koncu ze 4 ogromne pizze.
pamietam tą scene jak dzis, patrzylem na to i nie dowierzalem, ze takie jedzenie istnieje. pamietam nawet skurcz brzucha, z glodu, uczucie tak ciezkie do opisania - bo moze jedynie zrozumiec ten kto chodzil glodny. mialem wtedy jako dziecko naprawde ciezko, a sucha bulka z plastrem chleba to rarytas. widok tego zarcia byl dla mnie nieczym widok amerykanskiego kosmonauty ladujacego na ksiezycu. serio. jak to wspominam ogrania mnie przygnebienie, ze codzilem wtedy glodny, mialem jedna pare spodni na caly rok szkolny....
dzis znalazlem ta scene na youtube. dzis nie robi to wrazenia a wrecz moze obrzydzac, te frytki, pizza niczym najgorsza odgrzewana mrozonka, czy burgery - gotowce. ale wtedy uwierzcie, to bylo jak ogladanie 10 gwiazdkowego dania w lokalu michelin.
czesto wracam myslami do tamtych chwil, wspominam to uczucie - glownie gdy mam jakis kaprys i chce kupic jakas pi⁎⁎⁎⁎le ze pare tysi, zastanawiam sie i dziekuje ze los pokierowal mnie inaczej i ze moje dzieci nie zaznaja tego uczucia.
pielegnujcie to co macie, nawet jesli wydaje sie wam ze niejest tego za duzo to uwierzcie ze dla innych wasza podloga moze byc sufitem ktorego nie osiagna przez cale zycie.
to ten fragment
https://youtu.be/RdlJnoRb1rw?t=1000
---
Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
ID: #643d314e5d0028568aacb77c
Post dodany za pomocą AnonimoweHejtoWyznania: https://anonimowehejto.pl - Zaakceptowane przez: HannibalLecter

Nie chce mi się tutaj odpisywać każdemu trollowi z osobna, od "nieudaczników" i "gównianych starych".
Nie macie pojęcia o czym piszecie, w tamtych latach po prostu nic nie było, każda śmieszna dziś rzecz była rarytasem, jak ktoś nie miał rodziny za granicą i dolarów to nawet będąc dobrze sytuowany w tamtych realiach miał to co wszyscy czyli gówno. Moje dzieciństwo to lata '80, rodzice byli "prywaciarzami", czyli dosyć zaradnymi ludźmi w tamtych czasach, ale w domu nigdy nie było zbędnych wydatków na głupoty, całe pieniądze zawsze szły w rozwój firmy, rodzice też budowali dom w tym czasie, to też wydatki, wiadomo. Pierwszą wymarzoną dżinsową spódniczkę kupiłam sobie w wieku 7 lat za pieniądze zarobione na sprzedaży porzeczek i malin na skupie, trochę pieniędzy dołożył mi dziadek na urodziny. Lalkę Barbie (podróbę, bo na oryginalną było szkoda pieniędzy) za pieniądze z komunii. Pierwszego w życiu banana zjadłam chyba dopiero jak upadł ZSRR, serio, to już była może 3-5 klasa podstawówki? Pamiętam swoje rozczarowanie. Wydawało mi się, że banan jest w środku jak pomarańcza, soczysty. Nie trzeba było być biednym niedożywionym dzieckiem, żeby pizza, hamburgery i cola wydawały się w tamtych czasach luksusowym posiłkiem z innego świata.
To faktycznie są trolle, takie ich zadanie. Siać nienawiść, sączyć jad.
Wrzuć post, w którym się czymś cieszysz- napiszą, że gówno.
Podziel się czymś osobistym- z gównem zmieszają.
Tyle w nich żółci i gówna, że nic innego nie mogą napisać tylko: gówno, jesteś gównem, aaaa gówno mlask mlask mlask, takie pyszne gówno sraka.
A lata 90 były ciężkie, rodzice robili każdy etat a do tego szarpnęli się na mały biznes- kiosk przy jednej z większych ulic w Bydgoszczy. Na początku było super, pamiętam jak tata podjechał polonezem z komisu i komórą w zestawie (motorola t180). To było coś. Pamiętam też telefony po nocach- kolejne włamanie do kiosku, rozterki- znowu szczury zjadły wafelki i płyty CD wyjmowane z oddawanych magazynów przynoszone dzieciakom do domu.
I pamiętam cholerną samotność, klucz na szyi i siedzenie po kilka godzin przed telewizorem czekając na powrót rodziców. Budzenie telefonem do szkoły, kanapki z pomidorem zrobione pod plastikowym przykryciem i cały czas budzenie się bez rodziców.
Chujowe czasy, które wracają.
@AdelbertVonBimberstein Odnośnie tematu lat 90 w Bydgoszczy - o ile moi rodzice to byli biedole, o tyle z moim ojcem na kolei robił taki typek co mając dwa czy trzy kioski postawił sobie chałupę w Niemczu :D. Obstawiam, że ten biznes kioskowy o którym piszesz to już był u schyłku opłacalności. mam w rodzinie wujasa który właśnie u schyłku się zdecydował i może nie żałuje, ale mówi że mógł to wcześniej zrobić bo sporo lepiej by na tym wyszedł.
@GazelkaFarelka Heh, ty pamietasz banana, a mi utkwiła w pamięci puszka Mirindy. To było pod koniec 80-tych, na mikołajki w firmie mamy, dzieciaki pracowników dostały w paczkach m.in. po puszce Mirindy. Ja swoją otworzyłem ... na zakończenie roku szkolnego - tak, pół roku później, bo dopiero zakończenie klasy w podstawówce uznałem za godne otwarcia puszki słodzonego napoju. Najpierw z minutę męczyłem się z otwarciem. Widziałem na filmach, ale zawsze to był albo zamaszysty ruch, albo nie było to dokładnie pokazane. W zasadzie cała puszka to było jedno wielkie zaskoczenie: tak słodkie, że nic wcześniej takiego nie piłem, super mocno zgazowane - nie znałem tego, pieniło się w ustach, troche sztuczny smak - nie potrafiłem tego połączyć z pomarańczą. Ogólnie 5/10, byłem tylko zdziwiony, ale bez "wow"
Końcówka lat 80' i lata '90 to był zupełnie inny świat. Wychowywałem sie w dużym mieście w blokowisku. Bieda na każdym kroku. @GazelkaFarelka pisała o bananie, a ja pamiętam scenkę, jak moja siostra pomarańczę jadła pierwszy raz w wieku chyba 4 lat. Nie wiadziała co to jest i myślała, że to piłka i zaczęła się nią bawić. Mama nie wytrzymala i sie rozryczała.
Nigdy nie chodziłem głodny spać, ale na obiad zdarzał się ryż z cynamonem.
Dla mnie to była niezła szkoła życia. I taki kompas moralny, że jak nie będę się ogarniał, to będzie bieda jak w 90'.
Z pozytywów to były wtedy mega filmy i muza.
@thomson Ja pamiętam jak zwierzyłam się mamie, że chciałabym spróbować banana bo nigdy nie jadłam. Mama obiecała mi że kupi jak będziemy w mieście. Byliśmy w mieście powiatowym, niestety nie było bananów w sklepie, tak więc obeszłam się smakiem. Potem jakiś czas później w szkole poczęstowała mnie bananem koleżanka. Przyniosła do szkoły i podzieliła jednego banana na kilka koleżanek, żebyśmy popróbowały.
Z hobby z kolei z kolei z koleżanką zbierałyśmy kamienie. Dziś dzieci zbierają/zbierały pokemony, harrego pottera, lego, karty z piłkarzami jakieś czy inne rzeczy do kupienia w sklepie. My zbierałyśmy kamienie. Jeździłyśmy rowerami na wykopki piasku i siedziałyśmy tam całymi dniami, wyszukując ładne albo ciekawe kamienie. Trafiały się belemnity, z odciskami muszli czy korali.
Szczerze? Z jednej strony było gorzej, ale patrzę na swoje dzieci, które mają wszystko i są już przesycone, zblazowane nadmiarem i mi ich szkoda. Mam wrażenie że myśmy się cieszyli bardziej z fajnego kamienia, niż dzisiejsze dzieciaki z setnej zabawki....