Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#herezjahorusa

Gruba ryba

w Książki

21piorunów

1298 + 1 = 1299

Tytuł: Warhawk

Autor: Chris Wraight

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Black Library

Format: ebook

Liczba stron: 482

Ocena: 7/10

“And so the world ends thus, not in defiance, but in madness”

VI część cyklu The Horus Heresy: Siege of Terra

Jaghatai Khan zmęczony wojną defensywną i licznymi niepowodzeniami opracowuje śmiały plan kontrataku. Osią wydarzeń jest ciąg dalszy konfliktu Białych Szram z Gwardią Śmierci, ale poza tym książka zawiera jeszcze mnóstwo innych wątków pobocznych.

Chris Wraight ma relatywnie lekkie pióro i nie stosuje takiej pompy i teatralności jak Dan Abnett czy Aaron Dembski-Bowden. W związku z tym, podobnie jak wcześniej “Szramy”, tak też i “Warhawka” czytało mi się przyjemnie niczym powieść przygodową, tylko tym razem zgodnie z cechą gatunkową nasyconą licznymi scenami walk, zarówno wojsk pancernych, piechoty, jak i indywidualnych pojedynków. W tej ostatniej kategorii, oprócz starcia dwóch prymarchów, książka zawiera też genialną konfrontację dwóch prawdopodobnie najpotężniejszych astartes uniwersum .

Bardzo ciekawie poprowadzona została ewolucja postaci, w szczególności Sigismunda i Caipha Morarga. Pierwszy trzymany dotąd przez Dorna na krótkiej smyczy zostaje z niej w końcu spuszczony. Drugi z troską obserwuje zmiany zachodzące w XIV Legionie.

Dodatkowo autor zastosował ciekawą zabawę, w której każde zdanie otwierające rozdział nawiązuje do zdania kończącego rozdział poprzedni, nawet jeśli dotyczy zupełnie innego wątku.

Erebus to c⁎⁎j.

Solidny tom.

GURU1piorunów

Mi sie zawsze wydawalo ze erebus zostal napisany zeby jakos lepiej uzasadnic to ze jego prymarch tak latwo sie dal wy⁎⁎⁎ac bogom chaosu

Gruba ryba1piorunów

@ErwinoRommelo ta postać jest tak totalnie antypatyczna jak to tylko możliwe. Kor Phaeron też. Co ogólnie jest rzadkością, bo seria jest tak napisana, żeby dało się sympatyzować albo przynajmniej zrozumieć motywacje nawet typków pokroju Sevatara czy Kharna

GURU0piorunów

@saradonin_redux caly 17sty legion to zjeb na zjebie, zauwaz jak duzy wplyw na fabule ma wlasnie to ze mozna zrozumiec motywacje postaci, w teori tyranidy powinny juz dawno wszystko zjesc, ale tak sie nigdy nie stanie bo nieda sie o tym napisac ksiazki tak zeby byla fajna do czytania.

Pokaż więcej komentarzy (4)

Gruba ryba

w Książki

18piorunów

1280 + 1 = 1281

Tytuł: Mortis

Autor: John French

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Black Library

Format: ebook

Liczba stron: 560

Ocena: 5/10

“What will be left after a war like this?”

V część cyklu The Horus Heresy: Siege of Terra

Wystarczy jedno spojrzenie na okładkę oraz tytuł i wiadomo, że główną oś wydarzeń stanowić będzie to, co przedszkolaki lubią najbardziej, czyli bitwy wielkich robotów, w szczególności Legio Mortis i ich niedorzecznie wielkich tytanów klasy Imperator.

Pod względem fabularnym całe oblężenie Terry przebiega liniowo, więc oczywiście “Mortis” podejmuje opowieść po wydarzeniach kończących “Saturnine”.

John French podobnie jak w “The Solar War” znów w jednej książce zamieścił wiele różnych perspektyw na wydarzenia główne oraz poboczne mające większy lub mniejszy wpływ na otaczający świat. Słusznie, gdyż titan-pr0n, choć efektowny, szybko zaczyna nużyć. Chyba jednak trochę przesadził i chciał poruszyć zbyt wiele tematów w jednej powieści. Wątków można wyróżnić co najmniej dziewięć, co sprawia, że ich śledzenie bywa uciążliwe, a całe napięcie gdzieś umyka.

Same bitwy tytanów zostały napisane w dwóch różnych skalach. Pierwsza ukazana z rozmachem i w tonie batalistyczno-katastroficznym głównie z punktu widzenia Tetrecaurona - princepsa senioris z Legio Ignatum pokazuje bardziej globalne, taktyczne spojrzenie na pole bitwy. Napięcie znakomicie budują detale np. w postaci komunikatów nadawanych pomiędzy tytanami. Natomiast związany z tym samym tematem wątek Acastii i Rycerzy Vyronii choć zbliżony technicznie, miał bardziej osobisty i ludzki charakter.

Zaskakująco ciekawie rozpoczęło się śledztwo Mauer w sprawie serii tajemniczych morderstw wśród oficerów oraz pośrednio wiary w Lectitio Divinitatus jako odpowiedzi na rozprzestrzeniające się poczucie beznadziei. Co z tego, kiedy potem urwało się, by wrócić dopiero za kilkaset stron?

Ciąg dalszy losów poborowego Katsuhiro poznanego w “The Lost and the Damned” prawdopodobnie miał nadal być smutną i dramatyczną historią okopową. Wyszło jednak nieciekawie i nużąco. Okrutnie przeciągnięta została podróż Olla Perssona w formie dziwnej, a’la lovecraftowej, psychodelicznej powieści grozy, nawet jeśli w pewnym momencie wychodzi z tego niezły mindfuck. Shibana natomiast w ogóle miałem ochotę pominąć, choć przyznam, że zakończenie było satysfakcjonujące.

Cała reszta, w tym kluczowy dla przebiegu kampanii wojennej temat Perturabo i IV Legionu, utrzymana została we właściwym tonie, choć przedstawiona bez większego polotu.

Na plus mogę dodatkowo zaliczyć stopniowo gęstniejącą atmosferę. W tej książce wyraźnie już widać, że kampania zaczyna wykraczać poza pojedynek wielkich strategów. Daje się wyczuć rosnąca desperację i słabnące nadzieje na zwycięstwo.

“Mortis” to książka bardzo nierówna, poniżej średniej na tle zarówno Oblężenia Terry jak i całokształtu Herezji Horusa. Po Johnie Frenchu spodziewałem się nieco więcej.

Gruba ryba

w Książki

19piorunów

1268 + 1 = 1269

Tytuł: Fury of Magnus

Autor: Graham McNeill

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Black Library

Format: ebook

Liczba stron: 246

Ocena: 6/10

“Civilisations are not won and held by men who give straight answers.”

Krótka nienumerowana powieść w ramach cyklu The Horus Heresy: Siege of Terra chronologicznie umiejscowiona pomiędzy IV a V częścią.

Perturabo z żelazną konsekwencją realizuje plan oblężenia w imieniu Mistrza Wojny, tymczasem Magnus ma w tej wojnie własne cele.

Nie przepadam za Karmazynowym Królem i jego świtą egipskich czarowników. Trochę za dużo magicznego ugabuga, co w połączeniu z kwiecistym i pełnym metafor stylem Grahama McNeilla sprawiło, że nie była to najłatwiejsza lektura.

Mimo to książka stanowi wartościowe podsumowanie tematów rozpoczętych jeszcze w “Tysiącu Synów” i łączy je w spójną całość z kilkoma wątkami z innych powieści i opowiadań. Przy okazji zawiera kilka ciekawych nawiązań do wcześniejszych treści, niekoniecznie bezpośrednio związanych z Magnusem m.in. "Ostatni Kościół".

Nawet zdarzyło mi się uśmiechnąć kiedy Bodvar Bjarki adoptował sobie trzy Salamandry nie pytając ich o zdanie.

Lektura nieobowiązkowa, ale domyka kilka spraw i stanowi punkt zwrotny w kwestii motywacji Magnusa.

Gruba ryba

w Książki

24piorunów

1261 + 1 = 1262

Tytuł: Saturnine

Autor: Dan Abnett

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Black Library

Format: ebook

Liczba stron: 464

Ocena: 9/10

“There will be daemons there.”

IV część cyklu The Horus Heresy: Siege of Terra

Zdradzieckie Legiony zdobyły pierwszy ważny przyczółek wokół Pałacu Imperatora. Lojaliści świadomi, że ich zasoby nie są nieskończone, muszą podjąć trudne decyzje.

Dan Abnett namalował książkę serią wymownych obrazów: smutnych, wzniosłych, brutalnych, często symbolicznych.

Niemal na samym początku zdarzyła się wpadka w kilku dialogach. Zamiast teatralnej maniery, trafily się zbyt potoczne, w jaskrawie niepasujący sposób. Rozumiem, że tak mogą mówić cywile, najemnicy czy rekruci, ale nie melancholijny i raczej powściągliwy Aksymand, a przeklinający Jaghatai Khan to już przesada. Odniosłem wrażenie jakby aktor wypadł z roli albo jakby te fragmenty dialogów napisała zupełnie inna osoba. Na szczęście później już wszystko wraca do normy.

Autor ponownie po mistrzowsku operuje formą. Da się zauważyć, że fragmenty opisujące Sanguiniusa są malownicze i heroiczne, zaś te dotyczące legionistów Imperialnych Pięści wyróżniają się bardziej uporządkowaną strukturą i surowym językiem (wyraźnie to widać w wątku, w którym występuje Camba Diaz). Jedna z bitew zaś została przedstawiona w postaci precyzyjnie koordynowanej operacji specjalnej w stylu Toma Clancy’ego.

Wiarygodnie napisane zostały też postaci, zarówno stare jak i nowe. Szczególnie ciekawie rozwijały się losy Abaddona wraz ze wspaniałą sceną z pięcioma etapami żałoby. Można było wyczuć, że był już powoli przygotowywany do nowej roli.

Wrócił Sindermann, więc oczywiście przemycona została szczypta rozważań filozoficznych poruszających tematy moralności, wiary czy prawdy. Wpadło przy okazji trochę ciekawostek dotyczących przeszłości Imperatora.

Książkę kończy seria dramatycznych, lecz bardzo zróżnicowanych walk, w których żywota dokonało kilka znaczących postaci po obu stronach konfliktu. Jedni otrzymali śmierć piękną, inni nieoczekiwaną, jeszcze inni przez nikogo nie zauważoną.

Znakomita część, emocjonująca opowieść, którą pochłonąłem z przyjemnością.

Fanatyk

w Hydepark

32piorunów

1252 + 1 = 1253

Tytuł: Mechanicum

Autor: Graham McNeill

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Copernicus Corporation

Format: książka papierowa

ISBN: 978-83-61656-57-9

Liczba stron: 415

Ocena: 6/10

Dalia Cyther, obdarzona niezwykłą zdolnością rozumienia maszyn, na życzenie Tech-Adeptki Koriel Zeth, władczyni Kuźni Magmowego Miasta, przybywa na Marsa do pomocy przy projekcie który ma całkowicie odmienić pojmowanie nauk Omnizjasza w Imperium Człowiek. W tym samym czasie Indias Cavalerio, Princeps "Rycerzy Domu Taranis" zostaje wmieszany w polityczne i fizyczne walki pośród Legionów Tytanów. Nikt z nich jednak nie wie że ziarno zdrady zostało zasiane na Czerwonej Planecie.

Ogromna cegła z serii Herezja Horusa która, mimo że dobrze się ją czytało, zajęła mi prawie dwa miesiące. Jak wspominałem książka opisuję dwie historie dziejące się równocześnie i wiążące się dopiero pod koniec. Osobiście bardziej podobała mi się historia Dalii, ale o Tytanach też ciekawie się czyta. Raczej książka od tak do poczytania dla fanów Czterdziestki niż jakieś wybitne dzieło, ale wciąż polecam zwłaszcza że mimo że jest częścią serii Herezja Horusa, można ja czytać jako oddzielną historie ponieważ nie ma w niej wielu odniesień do poprzednich części i ktoś w miarę ogarnięty z lore tego uniwersum powinien nawet te kilka odniesień zrozumieć.

Gruba ryba

w Książki

22piorunów

1235 + 1 = 1236

Tytuł: Sons of the Selenar

Autor: Graham McNeill

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Black Library

Liczba stron: 195

Ocena: 9/10

“How best should a warrior die?”

Nowela w ramach cyklu The Horus Heresy: Siege of Terra chronologicznie umiejscowiona pomiędzy III a IV częścią.

Wystarczy jedno spojrzenie na okładkę, by domyślić się, kto będzie bohaterem książki. Graham McNeill odchodzi na chwilę od głównych wydarzeń skupionych wokół Pałacu Imperialnego by przedstawić dalsze losy styranego krążownika Sisypheum i jego załogi złożonej z garstki legionistów Rozbitych Legionów ocalałych z masakry na Isstvanie V. Mieliśmy okazję spotkać ich już wcześniej m.in. w powieści “Anioł Exterminatus” czy opowiadaniu “Kryptos”. Sabik Wayland, Nykona Sharrowkyn, Atesh Tarsa i spółka docierają do Układu Sol by dołączyć do obrony Terry, kiedy niespodziewanie odbierają tajemniczy sygnał z Luny.

“Sons of the Selenar” to tak naprawdę historia wojenna typu “misja ponad wszystko” tylko osadzona w realiach Herezji Horusa. Po trzech złożonych i wielowątkowych powieściach taka zwarta i jednowątkowa forma okazała się miłą odmianą. Znakomicie napisana historia, pełna emocji i wartkiej akcji, stanowiąca sentymentalne pożegnanie z grupą niezłomnych bohaterów.

Gruba ryba

w Książki

22piorunów

1226 + 1 = 1227

Tytuł: The First Wall

Autor: Gav Thorpe

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Black Library

Format: ebook

Liczba stron: 528

Ocena: 4/10

“I would rather win a battle fighting for nothing than loose one.”

III część cyklu The Horus Heresy: Siege of Terra

Niestety, w stosunku do pierwszych dwóch, bardzo przyzwoitych części, zjazd jakościowy jest wyraźnie odczuwalny.

Po pierwsze, chronologia powieści jest poprzestawiana w wyjątkowo chaotyczny sposób i każda perspektywa obejmuje nieco inny przedział czasowy. Problem w tym, że odcinki czasowe nie są wzajemnie rozdzielne i odległe - nie ma tak, że jeden wątek dział się w teraźniejszości, a drugi lata wcześniej. W “The First Wall” różnice czasowe sięgają często zaledwie kilku dni i\\lub przedziały czasowe częściowo nakładają się na siebie, więc istnieją bezpośrednie powiązania przyczynowo-skutkowe pomiędzy wydarzeniami, które zupełnie niepotrzebnie zostały zamienione miejscami. Autor co prawda częściowo uzasadnił takie podejście w posłowiu, ale nie zmienia to poczucia nieuporządkowania, bo dobrej książki nie trzeba tłumaczyć.

Po drugie, Gav Thorpe nie wyciągnął wniosków z poprzednich powieści i nadal wypełnia objętość niepotrzebnymi opisami prozaicznych czynności. W “Angels of Caliban” zanudzał jak chłop jechał czołgiem, a w “The First Wall” poszedł tym tropem jeszcze dalej i rezerwiści jadą pociągiem przez kilka rozdziałów - ze wszystkimi szczegółami: jak pociąg nadjeżdża, jak wsiadają, zajmują miejsca i wykonują inne nic nie znaczące czynności o absolutnie zerowym wpływie na cokolwiek. Nikogo to nie obchodzi.

Podobał mi się natomiast “Wietnam” Forrixa i jego oddziału pozostawionych bez wsparcia na terytorium wroga, bo zawarł w tym epizodzie cały etos Żelaznych Wojowników. Było też trochę innych, bardziej udanych elementów jak przemyślenia Abaddona, stopniowa przemiana Kharna, czy kilka dramatycznych pojedynków.

Niby tragedii nie było, ale niezbyt mi się podobało, nie licząc satysfakcjonującej końcówki, w której jedne wątki się całkiem sprytnie połączyły, a inne dobiegły końca. Jednak wydarzenia w ramach cyklu “The Horus Heresy: Siege of Terra” mają charakter liniowy, więc nie bardzo daje się cokolwiek pominąć.

Gruba ryba

w Książki

23piorunów

1210 + 1 = 1211

Tytuł: The Lost and the Damned

Autor: Guy Haley

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Black Library

Format: ebook

Liczba stron: 432

Ocena: 7/10

“Death in the abstract is a friendlier fellow than death in the flesh.”

II część cyklu The Horus Heresy: Siege of Terra

Tytuł “The Lost and the Damned” dotyczy zwykłych śmiertelników. Podczas, gdy jedni przywódcy naradzają się bezpiecznie na orbicie, a drudzy w bunkrze, jak w każdej wojnie, na pewną śmierć posyła się miliony zwykłych ludzi i jeszcze się im wpaja, że umierają za wspaniałe ideały.

W związku z tym większość opowieści mamy przedstawioną z perspektywy poborowych żołnierzy Imperium, kadry pilotów czy najemników w służbie Mistrza Wojny. Błoto, zimno, strach, krew i okopy.

“The Lost and the Damned” można z powodzeniem również rozszerzyć na prymarchów i Astartes, którzy w ramach paktu z siłami Chaosu poświęcili jakąś część samego siebie. Mimo wszystko, muszę przyznać, że Angron miał niewątpliwie efektowne wejście.

Guy Haley jak zwykle zaprezentował lekkie pióro. Tak to napisał, że nawet jeśli ktoś przegapił kilka tomów, to pobieżnie streścił kontekst w ramach strategicznej narady prymarchów. Umiejętnie wykorzystał również kilka postaci z wcześniejszych tomów Herezji.

Książka nie wniosła jakiejś rewolucji fabularnej, ale okazała się solidną kontynuacją serii

Gruba ryba1piorunów

jak się to czyta po ang? sporo jest jakiś dziwnych słów czy raczej łatwo idzie?

Gruba ryba1piorunów

@Hoszin zależy od autora. Dan Abnett, Mike Lee, czy Guy Haley piszą raczej lekko i w miarę prostym językiem. Z kolei Graham McNeill często stosuje złożone opisy i bardziej wyszukane słownictwo. Aaron Dembski-Bowden plasuje się gdzieś po środku. Największe problemy ze zrozumieniem miałem z Jamesem Swallowem, ale to bardziej dlatego, że on lubi bardzo długie zdania o nieraz poprzestawianym szyku, więc czasem musiałem przeczytać ponownie, by załapać co autor miał na myśli.

Z uwagi na specyfikę świata pojawiają się archaizmy, jedne oczywiste jak apothecary, inne mniej. W polskim tłumaczeniu zresztą też jest tego sporo.

Na szczęście czytnik ma zainstalowany angielski słownik i wystarczy zakreślić słowo, żeby wyświetlić tooltip z definicją.

Pokaż więcej komentarzy (2)

Gruba ryba

w Książki

27piorunów

1189 + 1 = 1190

Tytuł: The Solar War

Autor: John French

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Black Library

Format: ebook

Liczba stron: 368

Ocena: 7/10

“Our dreams cannot change the stars. But sometimes, our deeds can change the universe even if it is only by accident.”

I część cyklu The Horus Heresy: Siege of Terra

Długo mi zeszło, bo ostatnio miałem bardzo dużo pracy, wyjazdy i nie mogłem spokojnie usiąść z książką, więc czytałem tak trochę z doskoku, czasem tylko po kilkanaście minut.

Początek końca. 54 książki prowadziły do bitwy, którą rozpoczyna owa powieść. Syreny zawyły, gdy pierwsze okręty Mistrza Wojny dotarły na obrzeża Układu Sol. Siły Imperium od lat przygotowywały się na ten moment, więc drogi ku Terze strzegą liczne linie obrony.

Monumentalizm wraca do poziomu znanego z trylogii początkowej. Jest rozmach i pompa. Nieco chaosu też, gdyż autor starał się zawrzeć wiele różnych wątków zbiegających się ze sobą: od ogromnych bitew kosmicznych setek okrętów, po bardziej kameralną historię Mersadie Oliton, która to moim zdaniem okazała się najciekawszym elementem powieści.

Miara katastrofy jest przeogromna: umierają bohaterowie, okręty, stacje kosmiczne, czy nawet całe księżyce, a ich ofiara i tak wydaje się prawie nic nie znaczącą w skali całego konfliktu. John French jasno daje do zrozumienia, że opisane wydarzenia nie są tylko waśnią pomiędzy zbuntowanym synem a ojcem, ale pomiędzy Chaosem a ludzkością.

W tym odcinku Ezekyle Abaddon dostał swoje 5 minut i w końcu został pokazany nie tylko jako gburowaty wojownik, ale przede wszystkim jako zaufany generał Horusa, a przy okazji pojawiły się urywki jego młodości. Natomiast jeśli Layak łażący za nim niczym Wrzód za Bezim w Gothiku miał być zabawny, to niezbyt to się udało.

Gruba ryba

w Książki

14piorunów

1169 + 1 = 1170

Tytuł: The Buried Dagger

Autor: James Swallow

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Black Library

Format: ebook

Liczba stron: 416

Ocena: 7/10

“What does not live will never be killed.”

LIV i zarazem ostatnia część cyklu Herezja Horusa

Książka podzielona została na dwa zasadniczo odrębne wątki. Pierwszy oznaczony przez autora jako numerowane ‘interwały’ dotyczy podróży Gwardii Śmierci przez osnowę w kierunku Terry. Przy okazji opowiada o trudnej młodości Mortariona na planecie Barbarus oraz jego przyjaźni z Calasem Typhonem. Szczególnie podobały mi się retrospekcje z Barbarusa, które w istocie budują osobę prymarchy, tym bardziej, że tak naprawdę po zakończeniu trylogii początkowej bardzo niewiele miejsca poświęcono XIV Legionowi, a Mortarion pokazywał się jedynie epizodycznie. Trochę smutne, że Mortarion, który w młodości kazał Imperatorowi Ludzkości się gonić, później okazał się zmanipulowanym przegrywem.

Drugi wątek, oznaczony standardowo numerowanymi rozdziałami, ma miejsce na Terze, gdzie Błędni Rycerze Malcadora niespodziewanie odnajdują niektóre z Sióstr Ciszy, które wcześniej uznane zostały za poległe lub zaginione. Śledztwo prowadzi do pewnych nieoczekiwanych odkryć, a końcówka decyduje o dalszych losach kilku kluczowych postaci.

We wszystko zamieszany jest dziadek Nurgle, a skoro tak, to musi być fujka, tak więc co wrażliwszych muszę ostrzec, że książka pełna jest opisów wszelkich obrzydliwości: chodzące trupy, patchworki ze zwłok, wypadające jelita, larwy itd

Przyznaję się do również faktu, że wszystkie dialogi wypowiadane przez Malcadora w języku angielskim mój mózg odczytywał głosem kancelerza Palpatina. Podobieństwo tych postaci jest po prostu uderzające, zarówno ich fizyczne przedstawienie jako zakapturzonych starców, posługiwanie się potężną mocą psychiczną, jak i prowadzone przez nich skomplikowane intrygi.

Choć James Swallow nie jest moim ulubionym autorem Black Library, to tym razem się spisał. Co prawda czytanie go wymaga pewnego skupienia, gdyż często stosuje on wyjątkowo złożone zdania o nieraz przestawionym szyku, ale udało mu się wciągnąć mnie w opowieść i sprawić, że niecierpliwie wyczekiwałem dalszego rozwoju wydarzeń.

Na tym chwilowo zamykam Herezję Horusa. Ukończyłem łącznie 42 tomy tej serii, pominąłem natomiast 12, dotyczących głównie mniej istotnych wątków pobocznych lub antologii opowiadań. Nie wykluczam, że jeszcze kiedyś do nich wrócę, bo lubię uzupełniać sobie obraz całości kolejnymi puzzlami. Teraz jednak nie mogę doczekać się wielkiego finału całego tego galaktycznego zamieszania - czeka mnie 10 powieści i 3 nowele składające się na “The Siege of Terra”.

“The struggle only matters if we are mortal.”

Gruba ryba

w Książki

23piorunów

1158 + 1 = 1159

Tytuł: Slaves to Darkness

Autor: John French

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Black Library

Format: ebook

Liczba stron: 432

Ocena: 6/10

“You are left with one thing that means that you are not a slave - you have a choice.”

LI część cyklu Herezja Horusa

Zbliżamy się do punktu kulminacyjnego. Sztormy osnowy tracą na sile, Horus zdaje sobie sprawę, że czas się kończy i musi uderzyć póki jeszcze lojalne Imperatorowi Legiony I i XIII nie dotarły układu Sol. Zwołuje więc braci, którzy stanęli po jego stronie, by wyruszyć na podbój Terry: Hej, chłopcy, zbieramy się odwiedzić tatusia. Lorgarku, znajdź Fulgrima, a ty Perturabo weź ze sobą Angrona <papajmacha.jpg>

“Slaves to Darkness” okazało się jedną z trudniejszych części cyklu.

Po pierwsze dlatego, że jest to opowieść o podziałach. O tym, że każdy ze zdradzieckich prymarchów ma w tej wojnie swój własny cel, a niektórzy nawet zboczyli ze ścieżki na tyle daleko, że obalenie Imperium przestało ich interesować. O tym, że Legiony również nie są monolitami, a ambicje poszczególnych oficerów prowadzą do wewnętrznych zdradzieckich rozgrywek. Ponadto niektórzy bohaterowie zaczynają sobie uświadamiać, że byli tylko pionkami w grze prowadzonej przez innych, ale mimo tej świadomości nie mają już możliwości powrotu z obranej drogi i stają się niewolnikami losu.

Druga sprawa, to chaotyczna narracja. Niby została podzielona w prosty sposób na trzy wątki, ale jest pełna zaburzających rytm czytania wtrąceń i retrospekcji, czasem wyjaśniających skomplikowane ciągi przyczynowo-skutkowe, a czasem będących po prostu wspomnieniami. Tak jakby złożona konstrukcja przerosła autora i musiał tym sposobem ratować spójność opowieści. No i na mój gust za dużo było osnowowego ugabuga.

Tym razem to Maloghurst nie zrobił nic złego.

Ciekawe przedstawiony został Perturabo łączący sprzeczne cechy posłusznego psa i giga chada.

Książka ma też mocne momenty takie jak spotkanie Perturabo z Angronem, czy końcówka na Ullanorze.

W perspektywie całości Herezji Horusa jest to średniak, który nie wnosi wiele nowego, a raczej wyjaśnia pewne zagadnienia.

GURU2piorunów

Smerfy juz jada wszystkich rozjebac, wysmiewani a tak samo jak tysiace lat pozniej z indomitud crusade, kiedy wszystko sie rozpada, nadzieja znika pod oceanem ciemnosci, to synowie macragge sa kregloslupem imperium.

Pokaż więcej komentarzy (3)

Gruba ryba

w Hydepark

14piorunów

Za każdym razem kiedy w książce pojawia się smutas Perturabo

GURU2piorunów

No niewiem, znalesc prymarcha bez daddy issues ciezko bo jest tylko ten od Alpha legion a tam takie szachy 4d ze on sam nie wiem czy zyje czy nie czy jest zdrajca czy nie ktory z blizniakow zostal zabity czy to w sumie on byl zabity.

Gruba ryba2piorunów

Uwaga spojler!

@ErwinoRommelo


kanonicznie umarł, zabity przez Dorna
ALE nikt o tym nie wie, ponieważ po jego śmierci Omegon przybrał imię Alpharius, bo jest identyczny, a o jego istnieniu i tak nikt poza legionem chyba nie wiedział. Zresztą u nich każdy twierdzi, że jest Alphariusem, więc co za różnica

GURU3piorunów

@saradonin_redux ta ale to tez mogla byc zmylka bo oni mieli tego perka ze oficerowie dostawali power up i przybierali torzsamosc jednego z braci wiec zawsze jest opcja ze zaden nie zgninol. A kanon w wh40 k to jak dziewictwo mariolki na dorzynkach, dorn tez kanoniczne umarl juz raz.

Pokaż więcej komentarzy (3)

Gruba ryba

w Książki

26piorunów

1145 + 1 = 1146

Tytuł: Legacies of Betrayal

Autor: praca zbiorowa

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Black Library

Format: ebook

Liczba stron: 448

Ocena: 6/10

“I think that you should laugh when you are killing.”

Antologia stanowiąca XXXI część cyklu Herezja Horusa zawiera następujące opowiadania:

Chris Wraight - Brotherhood of the Storm - 7/10

John French - Serpent - 4/10

Guy Haley - Hunter's Moon - 6/10

David Annandale - Veritas Ferrum - 5/10

John French - Riven - 8/10

Guy Haley - Strike and Fade - 5/10

Gav Thorpe - Honour to the Dead - 5/10

Aaron Dembski-Bowden - Butcher's Nails - 8/10

John French - Warmaster - 6/10

Graham McNeill - Kryptos - 5/10

Chris Wraight - Wolf's Claw - 7/10

Graham McNeill - Thief of Revelations - 5/10

Gav Thorpe - The Divine Word - 7/10

Graham McNeill - Lucius: The Eternal Blademaster - 6/10

Anthony Reynolds - Khârn: The Eightfold Path - 8/10

Gav Thorpe - Cypher: Guardian of Order - 6/10

Aaron Dembski-Bowden - Heart of the Conqueror - 8/10

Nick Kyme - Censure - 7/10

Chris Wraight - Bjorn: Lone Wolf - 6/10

Kolejna książka, którą początkowo chciałem pominąć, ale przed lekturą “Karmazynowego Króla” oraz “Wolfsbane” chciałem uzupełnić pewne luki fabularne w wątkach dotyczących postaci Luciusa i Bjorna, a skoro już przeczytałem kilka wybranych, to wypadało dokończyć pozostałe.

Zbiór jak zwykle był zróżnicowany pod względem zarówno formy jak poziomu. “Brotherhood of the Storm” to krótka powieść, przedstawiająca okoliczności, w których do Szram dołączył Targutai Yesugei oraz Ilya Ravallion, a więc na pewno wartościowa lektura dla fanów V Legionu. Z drugiej strony niektóre opowiadania miały tylko kilka stron. Znów dobrze mi się czytało opowiadania o Pożeraczach Światów i bawiła relacja Angrona z kapitan Lotarą Sarrin.

Zbiór jak zbiór: znalazło się miejsce zarówno na nic nie wnoszące zapychacze, jak i ciekawe fabularne smaczki dotyczące m.in. trzech popularnych łobuzów z okładki.

Pokaż więcej komentarzy (3)

Gruba ryba

w Książki

24piorunów

1124 + 1 = 1125

Tytuł: Wolfsbane

Autor: Guy Haley

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Black Library

Format: książka papierowa

Liczba stron: 400

Ocena: 7/10

“I am a man, raised by wolves and warriors in a world of ice and fire.”

XLIX część cyklu Herezja Horusa

Leman Russ - prymarcha VI Legionu i kat Imperatora postanawia wziąć sprawy w swoje ręce i samemu wymierzyć karę Horusowi, licząc, że tym sposobem uda mu się zapobiec inwazji na Terrę. Świadom, że ma niewielkie szanse w bezpośrednim starciu, udaje się na Fenrisa, aby tam z pomocą szamanów znaleźć sposób na pokonanie zbuntowanego Mistrza Wojny.

Zarys fabuły może się wydać naiwny, tym bardziej im lepiej znamy realia uniwersum i zmiany jakie w nim zaszły od początku Herezji. Jednakże Guy Haley po raz wtóry udowodnił, że potrafi napisać powieść, którą po prostu dobrze się czyta. Bardzo przyjemnie poprowadził narrację, bez przynudzania, ale też bez przesadnego komplikowania. Jego opowieść ponownie przybiera charakter mniej melodramatyczny, czy katastroficzny, a bardziej przygodowy niż u pozostałych autorów Black Library.

Przede wszystkim autor namalował znakomity portret Lemana Russa. Pokazał go jako dumnego przywódcę skrywającego bystry umysł pod pozorem nieustraszonego barbarzyńcy, jako postać niedoskonałą i bardzo ludzką. Drugą istotną postacią tej książki jest akolita Mechanicum Belisarius Cawl, którego początki mamy przyjemność poznać przy okazji wydarzeń w systemie Trisolian.

Oczywiście skoro Vlka Fenryka, to i nawiązania do mitologii nordyckiej musiały się pojawić. Russ niczym mityczny Thor u Utgarda-Lokiego staje przed niemożliwymi wyzwaniami. Co ciekawe znów udało się autorowi przemycić kilka elementów humorystycznych.

“Unfamiliar machines demanded to know who he was. He bullied them into submission.”

Istotna fabularnie i bardzo dobrze napisana część Herezji Horusa.

Gruba ryba

w Książki

26piorunów

1115 + 1 = 1116

Tytuł: Karmazynowy Król

Autor: Graham McNeill

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Copernicus Corporation

Format: książka papierowa

Liczba stron: 544

Ocena: 6/10

“Nie myl miecza z człowiekiem. Jedno można złamać, ale drugie przetrwa.”

XLIV część cyklu Herezja Horusa

Ahzek Ahriman wyrusza w poszukiwaniu odłamków duszy Magnusa, aby umożliwić swemu przywódcy powrót do świata materialnego i dawnej potęgi. Agenci Malcadora wraz ze sforą Kosmicznych Wilków mają zadanie do tego nie dopuścić.

Dziwnie się zaczyna, pomimo, że śledzę mapy z kolejnością czytania, to tutaj poczułem, że straciłem ciągłość - Lucius w drużynie Ahrimana, wtf? Wróciłem więc do krótkiego opowiadania Grahama McNeilla pt. “Lucius: The Eternal Blade”, aby poznać losy fechmistrza pomiędzy “Aniołem Exterminatusem” a “Karmazynowym Królem”.

Jedna z najbardziej złożonych powieści Herezji, której dodatkowo część dzieje się poza światem materialnym, co może stanowić dodatkowe wyzwanie dla wyobraźni.

Dobra książka, może nieco przekombinowana, bez jasnego podziału na dobro i zło, gdzie każda ze stron ma swoją własną motywację.

Na tym kończę papierowe wydania Herezji Horusa będące w moim posiadaniu. Pominąłem kilka tomów, które wydały mi się mniej istotne. Może kiedyś do nich wrócę, a tymczasem zabieram się za jeszcze nie wydany w Polsce ciąg dalszy historii w formie angielskich ebooków.

Gruba ryba

w Książki

23piorunów

1106 + 1 = 1107

Tytuł: Niszczycielski Sztorm

Autor: David Annandale

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Copernicus Corporation

Format: książka papierowa

Liczba stron: 376

Ocena: 5/10

“Wszyscy kroczymy wyznaczoną ścieżką.”

XLVI część cyklu Herezja Horusa

Sanguinius, Guilliman i Lion odcięci od reszty galaktyki przez lata żyli w przekonaniu, że Imperium upadło. Dowiedziawszy się, że Imperator wciąż żyje wraz ze swymi legionami postanawiają udać się na Terrę. Czeka ich długa i niebezpieczna droga przez szalejący w galaktyce Niszczycielski Sztorm, w którym zacierają się granice pomiędzy rzeczywistością a osnową. Jeszcze nie wiedzą, że ich podróż będzie miała wymiar zarówno fizyczny jak i metaforyczny.

Książka jest szalenie ważna pod względem fabularnym, ważą się w niej losy aż trzech legionów i czterech prymarchów. Tym bardziej więc boli, że napisana została miernie.

Narracja niemal od razu przechodzi do rzeczy: bitwy flot kosmicznych, demony z osnowy, krew, szaleństwo i przeznaczenie. Najsłabszym ogniwem chyba są płytkie i sztuczne dialogi, a ciągłe sceny walk niestety szybko stają się męczące.

Najmocniejszą stroną powieści niewątpliwie są wewnętrzne rozterki prymarchów - każdy z nich ma swoje sekrety i każdy toczy walkę z własnymi demonami. Najbardziej cieszy, że Sanguinius w końcu odegrał rolę zarówno kluczową dla uniwersum, jak i bardzo osobistą.

Niszczycielski Sztorm to kolejny kamień milowy Herezji Horusa. Tragedii nie ma: książka robi co ma robić, opowiada co powinna i nawet szybko poszło, bo w pociągu nuda, tylko jej poziom literacki mógłby być na nieco wyższym poziomie.

Gruba ryba

w Książki

22piorunów

1096 + 1 = 1097

Tytuł: Pretorianin Dorna

Autor: John French

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Copernicus Corporation

Format: książka papierowa

Liczba stron: 479

Ocena: 9/10

“Królestwo systemu Sol płonęło, krwawiło i czekało. Pomiędzy nim za jego ruiną stały Imperialne Pięści i siła woli ich Prymarchy.”

XXXIX część cyklu Herezja Horusa

Po kilku świetnych opowiadaniach, w tym moim ulubionym i jednym z najlepszych w całej serii “Ostatnim Upamiętniaczu” czas na pierwszą pełnowymiarową powieść Johna Frencha. Nie zawiódł.

W różnych miejscach układu słonecznego dochodzi do pozornie losowych wydarzeń: tu awaria, tam lokalny sabotaż. Zlepek krótkich, prozaicznych i pozornie nie powiązanych zdarzeń, składających się w efekcie na skomplikowaną intrygę. Pretorianin Terry - Rogal Dorn powietrza Archamusowi zadanie rozwikłania zagadki.

Książka wymaga pewnej uwagi, intryga jest złożona i czytając nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że liczy się każdy szczegół. Pod tym względem powieść przypomina dreszczowiec kryminalny, w którym detektyw próbuje powstrzymać seryjnego zamachowca mającego po swojej stronie element zaskoczenia i będącego cały czas kilka kroków przed nim.

Tempo jest intensywne, a zwroty akcji częste i nieoczywiste jak przystało na Legion Alpha. Nie zabrakło też przerywników pełniących rolę progów zwalniających, traktujących o przeszłości bohaterów oraz nadających kontekst ich działaniom i motywacjom.

Rewelacyjna, trzymająca w napięciu lektura.

Pokaż więcej komentarzy (3)

Gruba ryba

w Książki

19piorunów

1092 + 1 = 1093

Tytuł: Angels of Caliban

Autor: Gav Thorpe

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Black Library

Format: ebook

Liczba stron: 480

Ocena: 5/10

“Here was hierarchy and calm. From this, the warriors named themselves. The Order.”

XXXVIII część cyklu Herezja Horusa

Chciałem ten tom pominąć, gdyż nie jestem fanem Liona El’Jonsona (na okładce po lewej) ani Mrocznych Aniołów, a Gav Thorpe operuje suchym, topornym stylem i nie jest moim ulubionym autorem Black Library. Zachęciła mnie jednak chęć poznania dalszych losów sympatycznego emo nihilisty Konrada (na okładce po prawej).

Podobnie jak w przypadku poprzedniej książki o I Legionie tak i tym razem opowieść została podzielona na dwa odrębne wątki.

Pierwszy z nich kontynuuje historię zapoczątkowaną w “Upadłych Aniołach” i kilku opowiadaniach obejmującą Luthera, Astelana i Zahariela decydujących o przyszłości części legionu pozostałej na Calibanie. W tej części niewiele się dzieje: polityka, spiski i ukryte motywy, ale opisane bez polotu. Przez większą część emocje są tylko dlatego, że napisano, że są, a nie dlatego, że można je wyczuć z treści.

Drugi wątek zaś podejmuje opowieść o Imperium Secundus opisaną w “Niezapamiętanym Imperium” oraz “Pharos” i dotyczy głównie Liona polującego na Nocnego Upiora, ale pokazuje również szerszą perspektywę. Ten podobał mi się nieco bardziej, gdyż wyraźnie pokazał, że to nie mogło się udać. Autor budował dysonans pomiędzy różnymi charakterami Prymarchów prowadzącymi m.in. do drastycznie różnych metod zarządzania kryzysowego. Z jednej strony mamy liberalnego Guillimana kierującego się zasadą: “the excellence in government is not measured by how many powers you take and laws you create, but in how many you do not have to use”. Z drugiej Liona gotowego zaorać cały region z orbity byleby tylko dorwać Curze’a.

Kiedy Graham McNeill na kilka stron opisywał zmagania życiowe żuczka, tylko po to by na koniec został rozdeptany pod butem żołnierza, to byłem pod wrażeniem jego wizualizacji bezpardonowości wojny. Kiedy natomiast Gav Thorpe zamiast skupić się na istocie wydarzeń i pominąć fragmenty prozaiczne i powtarzalne, poczęstował mnie opisaną w niemal sprawozdawczy sposób sceną, w której chłop jedzie czołgiem wraz z opisem ławek w transporterze Rhino, to niestety ale ziewałem jak przy Sandersonie, który notorycznie robił to samo.

Fabularnie nie jest źle, wydarzenia są istotne i rzutują na kształt uniwersum. Plus za dobre stopniowanie napięcia w obu wątkach oraz przemyślane zakończenie, w szczególności “rozprawę sądową” i publiczne upokorzenie nadętego brata. No i jak tu nie lubić Konrada?

Gav Thorpe nadal mnie nie przekonał, gdyż nawet mając ciekawe tematy udało mu się mnie znudzić. Średniak, polecam dla fanów Liona i Mrocznych Aniołów, ale też dla ciekawych losów Imperium Secundus, zaś pozostali mogą ten tom z czystym sumieniem pominąć.

Gruba ryba

w Książki

21piorunów

1082 + 1 = 1083

Tytuł: Ścieżka Niebios

Autor: Chris Wright

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Copernicus Corporation

Format: książka papierowa

Liczba stron: 464

Ocena: 7/10

“Więc walczę dla ojca, którego nigdy nie kochałem, z bratem, którego miłowałem. Bronię Imperium, które nigdy mnie nie chciało, przed armią, która przyjęłaby mnie w mgnieniu oka.”

XXXVI część cyklu Herezja Horusa

Jaghatai Khan przysiągł bronić Imperium, jednak Białe Szramy zostały odcięte od układu Sol przez burze osnowy. Nękane przez wrogie legiony nie znalazły dotąd drogi na Terrę. Udają się na poszukiwania genialnego nawigatora, którego niezwykłe umiejętności pozwolą przeprowadzić flotę ich przez sztormy. Po piętach depczą im połączone siły Gwardii Śmierci i Dzieci Imperatora.

Dawno początek tak mnie nie zniechęcił. Bez żadnego kontekstu czy wprowadzenia autor wrzuca czytelnika w niemal sto stron partyzanckich manewrów i chaotycznej rozpierduchy: bolter porn, zboczeńcy Eidolona i pojedynki na miecze.

Na szczęście później już jest dobrze, a nawet bardzo dobrze, takie 8/10. Fabuła zwalnia, po czym rozwija się w sposób logiczny i wciągający, a na tle głównych wydarzeń rozgrywają się dramaty poszczególnych bohaterów takich jak Targutai Yesugei, Revuel Arvida, Shiban, czy Ravasch Cario. Znalazł się nawet element niemal lemowskiego sci-fi w postaci eksploracji niepojętej kosmicznej maszyny/anomalii.

Bardzo dobra książka tylko trzeba dać jej szansę i przebrnąć przez męczący początek.