Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#mojewloskiewakacje

Kosmonauta

w Dyskusje

24piorunów

Dalsza część sprawozdawcza z

W czwartek wyruszyłyśmy naszym pożyczonym pomarańczowy Renault Clio wzdłuż wybrzeża jeziora Como do Bellagio. Gdy jechałyśmy samochodem cały czas padało, a góry na drugim brzegu jeziora to wyłaniały się to ginęły za mgłą. Nie tracąc optymizmu cieszyłyśmy się romantycznym widokiem. W Bellagio zjadłyśmy pizzę prosciutto crudo, ogrzałyśmy się kubkiem herbaty i poszłyśmy zwiedzać. Bellagio jest cudowne. Położone na zboczu góry pełne jest kamiennych, stromych uliczek, schodów i zaułków. Nad jeziorem ciągnie się kwiecista promenada. Ciekawy jest też park, w którym rosło drzewo pełne czerwonawych małych owoców. Myślałyśmy, że to mirabelki i uradowane podbiegłyśmy bliżej. Okazało się, że to były dziwne owoce wyglądające jak parchate wiśnie. Zjadłam jedną na próbę, była słodka. Później w miejscu noclegowym, gdzie było Wi-Fi sprawdziłyśmy, że był to dereń kousa. Owoc jadalny, co uspokoiło koleżanki bojące się o moje życie po zjedzeniu dziwnej rośliny XD. Jest tam też piękny mały kościółek oraz kilka metrów dalej stara świątynia przerobiona na mieszkanie, wyglądająca wspaniale. Deszcz raz padał, raz przestawał, ale co ważniejsze mgła się rozstąpiła i mogłyśmy podziwiać widoki.
Zapach Bellagio jest cudowny. Pachnie żywopłotem z rozmarynu, drzewkami oliwnymi, kwiatami z ogródków i wodą jeziora.
Jeśli będziecie kiedyś w północnych Włoszech, to polecam odwiedzić Bellagio. No i mają tam przepyszne lody.

Kosmonauta

w Dyskusje

24piorunów

Obiecane sprawozdanie z wycieczki.
Niestety jeśli chodzi o pogodę, to nie trafiłyśmy najlepiej. Generalnie było deszczowo. Pierwszego wieczoru, we wtorek było jeszcze ciepło, więc postanowiliśmy wykorzystać okazję i rozmawiałyśmy na ławce na skwerku do 4 nad ranem przy winie z kartonu. Bawiłyśmy się świetnie, ale nasze rozmowy chyba przeszkadzały bezdomnemu, który koczował kilka ławek dalej, w końcu spakował tobołki i się przeniósł. Następnego dnia miało padać, więc od rana ruszyłyśmy w miasto, by zdążyć przed deszczem. Zobaczyłyśmy katedrę, galerię Emanuela II, chciałyśmy też zwiedzić kościół św. Ambrożego, ale nie mogłyśmy znaleźć wejścia, bo do świątyni przylega uniwersytet katolicki. Na szczęście drzwi do uniwersytetu były otwarte - trwała jakaś konferencja. Wmieszałyśmy się w tłum i zwiedziłyśmy dziedziniec oraz piękną salę wykładową. No i skorzystaliśmy z najczystszej i najlepiej zaopatrzonej toalety na całym wyjeździe 😅 Potem poszłyśmy do Pinakoteki di Breda, gdzie spędziłyśmy 3 godziny. Serdecznie polecam to muzeum. Sale są pięknie zaaranżowane, zbiór obrazów imponujący, no i co ciekawe można zobaczyć jak działa ich pracownia konserwatorska oraz jak wygląda jeden z magazynów, co mnie niezmiernie interesowało z racji wykonywanego zawodu. W cenie biletu można zwiedzić jeszcze niewielką wystawę rzeźby i ogród botaniczny. Pinakoteka ma też świetnie zaopatrzony sklepik muzealny, gdzie nakupowałam pamiątek. Gdy wyszliśmy z muzeum okazało się, że przez miasto przeszła ulewa, którą ominęłyśmy. Jak się później okaże - takiego farta będziemy miałyśmy przez niemal cały wyjazd. Na koniec dnia poszłyśmy na najpyszniejszą pastę jaką jadłam do małej pracowni makaronu, racząc się przy okazji aperolem.
Dalsza część sprawozdawcza w następnych wpisach.

I tag do śledzenia/blokowania:

Gruba ryba5piorunów

uuu libacja na skwerku

GURU0piorunów

Komentarz usunięty

GURU2piorunów

@roadie kliknelo mi sie nie tam gdzie trzeba xD

Pokaż więcej komentarzy (7)