Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#mojezdjecie

Mocarz

w Fotografia

46piorunów

Bitwa pod Grochowiskami 1863.

Wczoraj 18 marca miała miejsce 160 rocznica bitwy pod Grochowiskami. Strzały, wybuchy i oczywiście nasze zwycięstwo.

Dużo fot, trochę za dużo a wstawić mogę tylko 5, wiec pewnie jeszcze coś podrzucę.

 

Kompan2piorunów

@ReheatedCutlet jakiekolwiek celebrowanie powsatania styczniowego to kompletna ignorancja. to jak do niego doszło, jak go nie przygotowano, jak nim przewodzono i ostatecznie do czego doprowadziło powinno być wystarczającym powodem by każdy Polak w szkole uczył się na jego przykładzie jak nie przeprowadzać zrywów niepodległościowych. drugim powstaniem jest powstanie warszawskie, a trzecim listopadowe.
o dziwo powstania wielkopolskiego czy śląskiego nie celebrujemy co świadczy o autodestrukcyjnych cechach naszego narodu. im bardziej nas biją tym bardziej jesteśmy dumnymi Polakami.

Pokaż więcej komentarzy (7)

Osobistość

w Podróże

74piorunów

Najpiękniejszy zachód słońca w Chile widziałem nieopodal mojego nowego miejsca noclegowego, dla którego opuściłem wygodne mury hostelu. Rezygnowałem z murowanego budynku

znajdującego się w odległości 5 minut marszu od głównej uliczki San Pedro de Atacama na rzecz campingu, do którego trzeba było dreptać jakieś 50 minut wzdłuż prawie całkowicie wyschniętego koryta rzeki, mijając po drodze właściwie jedno wielkie nic. No ok, widać było dookoła pnące się na 2 metry murki, prawdopodobnie kryjące za sobą domostwa miejscowych, ale z zewnątrz wyglądało to wszystko wyjątkowo nieprzystępnie i surowo. Idąc po raz pierwszy w stronę mojego campingu czułem się jak wygnany poza mury miasta banita. Czułem też niesamowity skwar, będący swoistym źródłem dla rzeki potu spływającej z obciążonych bagażem pleców wprost między wzgórza mych jakże jędrnych pośladków.

Nie ukrywam, lokalizacja nowego miejsca noclegowego była jednoczesnym przekleństwem i błogosławieństwem. Przekleństwem właśnie ze względu na sporą odległość od miasta, do którego wybierałem się to na zakupy, to na piwo z kolegami poznanymi wcześniej. Błogosławieństwem, bo dzięki tej izolacji miałem naprawdę komfortowe warunkiem do obserwowania gwiazd nocą - wystarczyło wyjść z namiotu i pogapić się w niebo.

Gwoli ścisłości, nie był to zwykły camping lecz glamping. Dla niewtajemniczonych - glam camping, czyli nieco bardziej luksusowy camping z własnymi przestronnymi namiotami na metalowej konstrukcji, a nawet niewielkim basenem zewnętrzym. Dostrzegłem też... teleskopy. Tak, okazało się, że właśnie na ten camping docierała część wycieczek z miasta w celu oglądania czerwonych karłów, mgławic i galaktyk, które oglądałem kilka dni wcześniej. Najlepsze warunki do star gazingu miałem więc poniekąd za darmo w moim nowym miejscu noclegowym. Uściślając - gdybym chciał znów pogapić się przez obiektyw, musiałbym uiścić stosowną opłatę, ale mnie interesowało przede wszystkim niezanieczyszczone sztucznym światłem nocne niebo oglądane gołym okiem, a dokładnie takie warunki oferował mój camping.

Tuż obok campingu wyrastało strome wzgórze z dziwnym łukiem na szczycie oraz sporym pomnikiem z krzyżami nieopodal - to właśnie tę miejscówkę upatrzyłem sobie na zachód słońca. W aplikacji maps.me widziałem dwie ścieżki prowadzące na szczyt. Ta, która zaczynała się tuż obok wyjścia z campingu była chyba bardziej hipotetyczna niż prawdziwa - wejścia bronił wysoki płot z metalową siatką, uszkodzoną w kilku miejscach. Początku drugiej ścieżki nie chciało mi się szukać (szacowany czas dojścia do jej startu - pół godziny), bo nie miałem pewności czy nie zastanę podobnego widoku. Pozostało więc przecisnąć się przez dziurę w siatce i piąć w górę po stromym terenie nieco na czuja.

Wejście zajęło mi prawie pół godziny. Ze szczytu rozpościerał się przyjemny widok, choć na prawdziwy spektakl wciąż czekałem. Ustawiłem moje goPro do nagrywania timelapsu zachodu słońca i czekałem. Miałem ze sobą butelkę wina, ulubioną muzykę i kłęby własnych myśli.

Podczas samego zachodu słońca nagle pojawiło się na szczycie kilka dodatkowych osób, które dotarły drugą ścieżką (z góry było ją całkiem dobrze widać, w przeciwieństwie do tej którą przyszedłem - ta praktycznie nie istniała). Brak samotności trochę mnie zasmucił, bo zamiast spokojnej kontemplacji wkurzałem się na fakt zepsucia mojego timelapsu przez ich sylwetki. No ale kij z tym. Skupiłem się na zachodzie słońca i niebie, które przybrało te niesamowite barwy jakieś 20 minut później. W międzyczasie wpadłem na pomysł zrobienia sobie zdjęcia samowyzwalaczem, czego efekty możecie podziwiać na głównym zdjęciu. Jak na tylko jedną próbę chyba całkiem nieźle.

Jedyne czego żałowałem, to że nie było ani jednej chmurki na niebie, bo to wtedy wschody czy zachody słońca są najpiękniejsze. Ale nie narzekałem. Wciąż byłem oniemiały intensywnością pomarańczu na niebie, którego źródłem był najpewniej unoszący się w powietrzu pył pustynny, załamujący światło słoneczne.

Gdy zachód dobiegł końca pomyślałem sobie - koniecznie muszę wrócić tu na wschód słońca! Tylko czy będzie chciało mi się wstawać super wcześnie rano? Jednocześnie skonstatowałem, że jest to genialne miejsce na obserwowanie nocnego nieba. A że od dawna marzyłem o spędzeniu nocy pod gołym niebem, pomyślałem - why not both?

Plan był prosty - wrócić na camping, spakować śpiwór oraz karimatę i wrócić w to samo miejsce na noc. Może był to pomysł głupawy, bo jednak nocą na pustyni bywa zimno, w dodatku teoretycznie tu też mówiło się o występowaniu pum w górach (w co do tej pory nie chce mi się wierzyć), ale butelka wypitego wina dodała mi animuszu, więc ruszyłem nieistniejącą ścieżką w dół. No właśnie - jako że ścieżka za bardzo nie istniała, szedłem na czuja oświetlając sobie drogę gównianą czołówką z Decathlonu, która pomagała mi dostrzec jedynie to, co było bezpośrednio pod moimi stopami, ale nie była bezużyteczna w kontekście zrozumienia co zastanę za metrów paręnaście. Tym sposobem zboczyłem z nieistniejącej, choć w miarę wygodnej ścieżki, którą właziłem na górę, a zamiast tego trafiłem do żlebu z niepewnymi kamieniami pod stopami.

Co może się stać, gdy opierdzieli się w pojedynkę całą butelkę wina i schodzi się stromym żlebem po ciemku? Bingo - wypierdoliłem się po podkręceniu kostki na jednym ze zdradliwych kamieni. Szczęśliwie poza bólem stawu skokowego, zdartą skórą na goleniu i zranianą dumą nic mi nie było, więc kontynuowałem zejście.

Na campingu szybko spakowałem niezbędne rzeczy i ponownie ruszyłem w mozolną drogę pod górę. Tym razem udało się uniknąć trudnego terenu, a panujący dookoła chłód sprawiał, że wchodziło mi się przyjemniej niż poprzednio. W końcu dotarłem na szczyt.

Rozłożyłem karimatę i śpiwór oraz wpełzłem do środka. Miałem ze sobą nawet kolejną butelkę wina, którym miałem się raczyć oglądając rozgwieżdżone niebo. Z tym że leżąc tak i wpatrując się przez kilkanaście minut w firmament w ciepłym śpiworze w absolutnej ciszy, nagle poczułem, że zaczyna morzyć mnie sen. Walczyłem jeszcze z powiekami przez jakiś czas, ale zrobiło mi się tak błogo, mimo leżenia w absolutnie nieosłoniętym i narażonym na ataki prawdziwych i wyimaginowanych wrogów miejscu, że koniec końców poddałem się i zasnąłem, wcześniej ustawiając jednak budzik na 40 minut przed wschodem słońca.

Przyznam, że spałem jak zabity, więc gdy zadzwonił budzik średnio chciało mi się wyjść ze śpiwora, zwłaszcza że wciąż było co najwyżej szaro i nieciekawie. Nie chciałem jednak znów zasnąć i ryzykować przegapienia wschodu słońca, więc obserwowałem okolicę - najpierw na leżąco, a ostatecznie w pozycji wyprostowanej (choć raczej zgarbionej i zziębniętej). W końcu niebo zaczęło nabierać dość dziwnych kolorów, a złoto wciąż czającego się pod linią horyzontu słońca rozlało się nierównomiernie po firmamencie.

Zanim jeszcze słońce w końcu pojawiło się na niebie, przebiegłem się w stronę drugiego szczytu wzgórza z pomnikiem krzyży, które oglądałem też dzień wcześniej. Ku mojemu zdziwieniu, pośrodku ścieżki, nieopodal mojego miejsca noclegowego, widniałalo świeże i niemałe gówno pochodzenia zwierzęcego. Świeże, to znaczy na pewno nie było go wieczorem. Kto je tam zostawił w nocy oznaczając teren? Pies? Puma? Cholera wie. W każdym razie przez chwilę poczułem się nieco nieswojo, że zwierzę to mogło, albo i podeszło mnie obwąchać.

W końcu słońce zawitało na niebie, dodając uroku pomarszczonym wzgórzom Valle de la Luna za pomocą gry światłocienia. Naprawdę, nie chciało mi się stamtąd schodzić. Było absolutnie przepięknie. Spędziłem tam chyba kolejną godzinę zanim się w końcu udałem się w dół. Tego dnia miałem już opuszczać San Pedro de Atacama i lecieć ponownie do Santiago de Chile na ostatnie dwa dni w Ameryce Południowej. Ale o ostatnim weekendzie w chilijskiej stolicy opowiem w kolejnym wpisie.

    

Osobistość4piorunów

@Sniffer nie lubię spać bezpośrednio na glebie, bo insekty. W Chile mrówki były na tyle agresywne, że w nocy przegryzły mi podłogę i zrobiły ścieżkę pod karimatą. Musiałem się przenieść parę metrów w środku nocy.
I namiot za 2k dziurawy po 4 nocy 😛

Pokaż więcej komentarzy (10)

Zawodowiec

w Fotografia

10piorunów

Boże co ja odgrzebałem na XD

Rok 2008. Sporo fotografowałem dla samego siebie, a uwielbiałem fotografię makro. Będąc nad jeziorami ustrzeliłem foto, które wylądowało w bazie zdjęć, a między czasie pojawił się Photo Battle XV, temat: Granica ostrości.

Zdjęcie miałem, które tematycznie średnio pasowało, ale wymyśliłem do tego taką historię:

Wielu znanych i wybitnych naukowców próbowało udowodnić istnienie granicy ostrości. Niestety próby te okazywały się nieskuteczne. Niektórzy uważali ją za dziecinne mity, które miały straszyć niegrzeczne larwy. Najstarsze z owadów mawiały, że Ci którzy tam dotarli już nigdy nie powrócili.
Jędrek i Mietek byli przyjaciółmi od zawsze. Zainteresowania granicą ostrości sięgały czasów kiedy byli jeszcze larwami. Jedni nazywali ich podróżnikami, inni zaś szalonymi naukowcami. Nikt jednak nie wiedział, że są o krok od odkrycia granicy ostrości.
Po wielu latach obliczeń, wybrali się w miejsce, które miało być granicą ostrości...
- Jędruś!!! Patrz! Granica ostrości.
- Ale jaja, rzeczywiście! yyy ale gdzie ?
- No tam, gdzie ta żółta lina.
- Ahhh teraz widzę. Czy to znaczy, że nareszcie udowodnimy jej istnienie ?
- Tak, masz rację. Będziemy sławni i bogaci. Lecimy tam!
(... po wylądowaniu na miejscu...)
- Nareszcie będziemy szanowani przez te głupie ważki i wszystkie piękne motyle będą nasze!
- Czekaj, zerknę co jest poza nią.
- Tylko uważaj, żebyś tam nie wpadł, podobno jest tam strasznie...
- Dobra Mietek, będziesz mnie asekurował.
(po chwili)
- I jak Jędruś ? Co tam ciekawego widzisz ?
- Straszna kaszana... wszystko takie jakieś rozmazane. Przereklamowane i tyle!

Nie wiem co ja brałem, ale zdecydowanie była to za duża dawka :upside_down_face:

 

Pokaż więcej komentarzy (4)

Sum

w Fotografia

16piorunów

Tradycja kontra nowoczesność.

Centrum stolicy Albanii nie wygląda tak, jak sobie ją prawdopodobnie wyobrażamy. Miasto prężnie się rozwija.

W samym sercu Tirany nieopodal meczetu stoi też kościół chrześcijański, a w ostatnich latach wyrastają jak grzyby po deszczu wieżowce - chyba głównie mieszkalne.

---

6/x

Tag do obserwowania/czarnolistowania:  

Dziś kontynuacja  o chrześcijaństwie z Albanii z wczoraj.

 

  

Pokaż więcej komentarzy (2)

Sum

w Ciekawostki

258piorunów

Korea Północna. Żeby ją zobaczyć... wcale nie trzeba do niej jechać.

Bo chyba lepiej dmuchać na zimne i zwyczajnie nie wjeżdżać do tego państwa. W końcu zawsze istnieje niewielkie i całkowicie zbędne ryzyko nieumyślnego wplątania się w tarapaty. O czym mówię? Choćby o tragicznej historii amerykańskiego turysty, Otto Warmbiera.

Ale do rzeczy.

Przeszło 3 lata temu, miałem okazję być przelotem na krótko w Seulu. Już na miejscu, skusiłem się na wykupienie wycieczkę z przewodnikiem (zdaje się inaczej nie można) do tzw. DMZ, czyli strefy zdemilitaryzowanej pomiędzy obiema Koreami.

Jednym z punktów programu było m.in. odwiedzenie odkrytego w latach 70 tunelu infiltracyjnego wybudowanego przez Koreańczyków z Północy, celem ewentualnego przerzutu wojska i inwazji na Południe. Teraz - atrakcja turystyczna, ale wtedy potencjalnie ogromne zagrożenie.

Co ciekawe, tuż obok wstępu do tunelu znajdują się sklepiki, gdzie można chociażby kupić... wino z Korei Północnej. Może i drogie, ale za to okropne w smaku.

Taka ograniczona wymiana gospodarcza to efekt współpracy pomiędzy krajami, mającymi w zamyśle chociaż trochę zacieśniać relacje między sąsiadami.

Do tego te naklejki przedstawiające umundurowanych wojskowych w uroczy sposób. No nie wiem, dla mnie to takie... azjatyckie i niezrozumiałe.

Innym z elementów wycieczki była wizyta w punkcie obserwacyjnym Dora położonym stosunkowo blisko samej granicy.

W tamtym okresie jeszcze nie robiłem zdjęć niczym innym, niż telefonem noszonym kieszeni, ale tutaj dodatkowo posłużyłem się... dostępną na tarasie lunetą. I o dziwo nawet udało się złapać ostrość!

Po obu stronach można dostrzec flagi obu państw wywieszone na nieproporcjonalnie dużych i niepotrzebnych w tym miejscu masztach. Chyba że stanowią okazję do ćwiczenia szybkości wspinaczki dla miejscowych żołnierzy 😁

Cóż, obie części podzielonego na dwa narodu nawet i w tak bzdurnym aspekcie koniecznie stają w szranki.

Propaganda po północnej stronie idzie o krok dalej. Wystarczy nieco wytężyć wzrok, by zobaczyć również małe, schludne miasteczko - ale... ustalono, że to miasto-widmo i nikt tam nie mieszka. Może to jakaś nowa forma urbanistyki?

-----

4/x

Tag do obserwowania/czarnolistowania:

  

Specjalista0piorunów

powtarzasz stereotypy, które media maja za cel wam utrwalać, na YT masz kilkanaście filmów od prywatnych osób, jak na dłoni widać, że powielasz propagandę.
Spojrzałeś przez lunetę na Koreę północną i zobaczyłeś to co chciałeś zobaczyć, to co ci wymuli, a teraz chodzisz i szerzysz dezinformacje, a potem SIĘ NAWET NIE ZASTANOWISZ, ŻE INFORMACJE, które otrzymałeś od takich samych jak ty, co nigdy tam nie byli, nigdy tego kraju nie widzieli, powtarzają propagandę od innych ludzi. Chiny na bieżąco handlują z Koreą i jakoś nikt tam nie ginie.

Identyczny narracja była dawniej ludzi wracających z zachodu z Niemiec, za czasów kiedy mało kto podróżował, nie było internetu, nie dało się weryfikować tych BZDUR, tak jak teraz ciężko weryfikować Koreę północną, ale wystarczy się zastanowić, dlaczego nikt nie robi wywiadu z ludźmi, którzy w europie pracują czy studiują. dlaczego ciągle sa przedstawiani w negatywnym świetle podobniej Iran, rozumiem, że polityka może nie odpowiadać, ale jedziesz do ludzi, a nie do kima.
Ci wracający z Niemiec też opowiadali bajki i widzieli rzeczy, które usłyszeli od innych ludzi, albo tak jak teraz jak ktoś jedzie za granice to wydaje mu sie, że tam jeżdżą bezpieczniej, bo od dekad media im takie farmazony natłukli, dopiero jak zajrzysz w statystyk to widzisz prawdę.

Sum0piorunów

@obiektywny2023 nie wiem, dlaczego tak uparcie bronisz tej Korei.

Jeśli pisałbys podobne rzeczy o Iranie - pełna zgoda, ale nie Korea!

Do Iranu jeździ całkiem sporo ludzi z Polski, ja słyszałem wręcz tylko pozytywne opinie o ludziach, ich gościnności (już pomijam restrykcje narzucane na ludzi ze względu na ich własna kulturę). Piłkarze Iranu nawet robili sobie foteczki z amerykańskimi po meczu na MŚ w Katarze, itd. Nie brakuje dowodów na to, jak tam jest naprawdę. Nie jest kolorowo (protesty, prawo szariatu etc.), Ale można znaleźć rzetelne informacje i zweryfikować to i owo.

A co do braku wywiadów, to masz powyżej już kilka cytatów ode mnie.

To, że w Korei nie można robić zdjęć bez pozwolenia to wg Ciebie też całkiem normalne?

A że w czasach PRL powstawały mity o Zachodzie, to kwestia małej liczby osób wyjeżdżających i zabrali technologii (zdjęcia jako dowód i internet). Teraz mamy inne czasy i twierdzisz, że nagle ludzie nie umieliby zweryfikowac błędnych też o Korei?

Ludzi chcący wierzyć w swoja wersję świata nigdy nie zabraknie, dlatego w Afryce miejscowo sami zabierają białych na wycieczki tematyczne do celowo prepranowanych wioseczek z "chatami z gówna", bo tego oczekuje klient. Ale nie wmówisz mi, że w obecnym świecie taki sam schemat dotyka całego społeczeństwa i jego opinii nr całego kraju.

Pokaż więcej komentarzy (24)

Sum

w Podróże

50piorunów

Matka Natura zrobiła tu niesamowitą robotę - wystarczyło wyjąć telefon i cyknąć zdjęcie.

Patagonia w październiku - odwrotnie niż Polsce - cieszy się pierwszymi tygodniami kalendarzowej wiosny. Poza tym, że cały czas wieje (ale gdzie tam nie wieje), warunki trafiły się nam znakomite. Przez cały dzień charakterystyczny szczyt wyrastający prawie 2 kilometry ponad okolicę widoczny był bardzo dobrze już z daleka.

-----

3/x

Tag do obserwowania/czarnolistowania:  

   

     

Specjalista4piorunów

Łoo panie. Miejsce tak piękne, że aż boli jak się patrzy. Boli z chęci odwiedzenia go oczywiście ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Debiutant3piorunów

Myślałem w pierwszej chwili, że to screen z początku rozbudowy miasta z heroesów :grinning: Widok niesamowity :open_mouth:

Pokaż więcej komentarzy (4)

Mocarz

w Fotografia

15piorunów

Opuszczona część wsi Theletra, Cypr

  

Sum1piorunów

A dlaczego opuszczona? Strefa buforowa, następstwo migracji po wojnie z lat 70 czy po prostu naturalna kolej rzeczy - starszyzna odeszła, młodzi wyjechali?

Pokaż więcej komentarzy (3)

Mocarz

w Fotografia

15piorunów

Opuszczony dom, Cypr

  

Specjalista0piorunów

@ReheatedCutlet no nie powiem ktoś niezłą cenę zaśpiewał. Dom dosłownie bez okien stoi cały czas więc w środku pewnie się zalęgła jakaś wilgoć, tynk już w niektórych miejscach poodpadał, trzeba jeszcze powynosić stare graty, ogarnąć basen, odmalować cały dom. Spokojnie jeszcze pewnie kilka ekip urbexowych będzie się mogło przyjrzeć zanim ktoś to ruszy. Widoczek faktycznie świetny jest.

Mocarz1piorunów

@Arctowski Wystawiający twierdzi ze wykończenie to dodatkowe 75-125k Euro. Działka ma 4000m2. W okolicy 150-200m może 1-2 domy. Natknąłem się niechcący, zwiedzając, gdyby to było Monopoly, to bym już kopił :smiley:

Pokaż więcej komentarzy (6)