Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#samoloty

Fenomen

w Lotnictwo

32piorunów

Najnowsze dane z czarnych skrzynek po katastrofie B-787 Air India 171 mówią, że dopływ paliwa do silników został odcięty manualnie 3 sekundy po starcie.

12 czerwca w katastrofie niedaleko lotniska w Ahmadabadzie zginęło 241 osób na pokładzie i 19 na ziemi. Przeżył tylko jeden pasażer. Teraz pojawił się wstępny raport z dochodzenia w sprawie tragedii. Agencja Reutera przeanalizowała, co działo się w ciągu 32 sekund od chwili startu do uderzenia samolotu w budynek na podstawie wstępnego oficjalnego raportu.
Jak wynika z danych opublikowanych przez indyjskie Biuro ds. Badania Przyczyn Katastrof Lotniczych (AAIB), po trzech sekundach od startu z lotniska w indyjskim Ahmedabadzie przełączniki dopływu paliwa do obu silników maszyny prawie równocześnie przestawiły się z pozycji "włączone" na "wyłączone", co uniemożliwiło silnikom pracę.
Przełączniki sterowania paliwem są wyposażone w sprężynowy mechanizm blokujący, który utrzymuje je w pozycji i zapobiega ich przypadkowemu przesunięciu. Przed przestawieniem z pozycji pracy na odcięcie i odwrotnie należy pociągnąć przełącznik do góry. Eksperci do spraw lotnictwa twierdzą, że pilot nie byłby w stanie przypadkowo przesunąć przełączników paliwa.

Pojawiły się wątpliwości czy przełączniki zostały przełączone celowo czy przez przypadek. Większość ekspertów oraz raport mówią, że nie ma możliwości, aby stało się to przez przypadek w 3 sekundzie lotu - najpierw jeden, a później drugi z jednosekundowym odstępem.

I tutaj pojawia się pytanie, który z pilotów dokonał tej dywersji? Wiadomo tylko, że chwilę po odcięciu paliwa jeden z pilotów zapytał: dlaczego odciąłeś dopływ paliwa? Drugi odpowiedział: "niczego nie zrobiłem". Nie wiem kto pytał, ani kto odpowiadał, możemy się tylko domyślać.

Przełączniki dopływu paliwa zostały przesunięte w tryb On z 2 sekundowym odstępem dopiero po kolejnych 10 sekundach.

Kto zatem miał powód, aby rozbić samolot, zabić siebie i wszystkich pasażerów na pokładzie?

W jednym z artykułów w brytyjskiej prasie znalazłem krótki opis obu pilotów:

[>] Sumeet Sabharwal (56 lat) - kapitan
[>] Clive Kunder (32 lata) - drugi pilot

Kapitan Summet był samotny, nie miał żony, ani dzieci, miał tylko starszą siostrę i ojca

Kilka miesięcy przed przejściem na emeryturę Sabharwal planował pozostać w pełnym wymiarze godzin z ojcem w domu, aby się nim opiekować. Jego sąsiedzi powiedzieli wcześniej The Indian Express, że nie mógł się doczekać spędzania więcej czasu w domu i opieki nad starzejącym się ojcem. W dniu katastrofy podobno zadzwonił do ojca z lotniska na krótko przed wejściem na pokład, mówiąc: „Zadzwonię do ciebie, gdy dotrę do Londynu”. Telefon nigdy nie nadszedł.

Clive Kunder - drugi pilot:

W przeciwieństwie do kapitana Sabharwala, pierwszy oficer Cliver Kunder, lat 32, był na początku obiecującej kariery lotniczej, z ponad 3400 godzinami lotu na koncie. Jego licencja pilota komercyjnego, wydana w 2020 roku, była ważna do 26 września 2025 roku. Uzyskał uprawnienia do pilotowania samolotów Cessna 172 i Piper PA-34 Seneca jako pilot dowódca oraz jako drugi pilot na odrzutowcach Airbus A320 i Boeing 787. Kunder z niecierpliwością czekał również na nowy rozdział w swoim życiu osobistym - zaledwie dwa miesiące dzieliły go od ślubu. Jego matka pracowała wcześniej jako stewardesa i wraz z rodziną mieszkała w Australii.

Kto odłączył dopływ paliwa do silników B-787?

  • Kapitian59%
  • Drugi pilot41%

110 głosów

Fanatyk9piorunów

Brakuje opcji: "nie wiem"

Kosmonauta0piorunów

Po odcięciu dopływu paliwa tuż po starcie, w momencie gdy samolot jest tak nisko, że nic się nie da zrobić (a do tego leci prawie 300kmph), nie trzeba się bić, żeby nikt nie włączył dopływu, bo to i tak nic nie da.

Pokaż więcej komentarzy (36)

Gruba ryba

w Hydepark

5piorunów

Niby każdy wie, niby nikt się nie boi ale przy lądowaniu tu nóżka skacze, tam rączka poręcz urywa, tam udaje że śpi z powiekami ściśniętymi jak zwieracz pod prysznicem w areszcie, tam się nerwowo śmieją.

Niby każdy wie, że prawdopodobieństwo śmierci jest wiele wieele razy mniejsze w samolocie niż w aucie ale jednak lądowania takiego kolosa ma w sobie coś, co każe wątpić w te statystyki. Zapewne stąd ujście stresu pod postacią klaskania w wielu krajach i kulturach.

Oraz mam taką opinię, że w trakcie turbulencji czy jak to się nazywa, jak samolot w sekundę opada od xx metrów, że ludzie łbami przy suficie latają, nie ma na pokładzie osób niewierzących.

Przeżyłem jedną taką czkawkę podczas zbliżania się do lotniska w Kopenhadze (to był sezon szkwałów czy jak to się zwie, wtedy w tv ciągle mówili o "cofkach" na morzu od silnego wiatru, jakieś 12-13 lat temu. Jak samolot dosłownie runął, na pokładzie zaraz po krzyku zaczęły się modlitwy :smiley:
Linie lotnicze SAS, samolot niewielki odrzutowiec chyba jakiś Bombardier?

GURU1piorunów

Ja za kazdym razem odtwarzam sobie scene a fight clubu, mysle sobie no w koncu double enginge failure I juz nie trzeba bedzie wstawac, no j⁎⁎⁎ij no i nigdy nic.

Pokaż więcej komentarzy (6)

GURU

w Ukraina

39piorunów

Ewakuacja kolosa. Po starcie z Kijowa Rusłan odleciał w stronę Polski

Linie lotnicze Antonov Airlines ewakuowały z Ukrainy jeden z największych samolotów świata, jakim jest transportowy An-124-100 Rusłan. Maszyna wystartowała z Kijowa, po czym z wyłączonym transponderem skierowała się w kierunku Polski. #samoloty #ukraina #ciekawostki

GURU

w Hydepark

53piorunów

Zawsze mnie śmieszyli ludzie, którzy budowali się lub kupowali mieszkania pod dworcami i lotniskami a potem skarżyli się na hałas. Dzisiaj, po dekadzie mieszkania w Ursusie, mam już tych cholernych samolotów serdecznie dość i pomimo niechęci do pomysłu CPK, mam nadzieję, że wkrótce zamkną to przeklete Okęcie.

Czy to oznacza, że pełną gębą wszedłem w wiek średni i mi zaczęło wszystko przeszkadzac wokół? No cóż... Nie mogę tego tak zupełnie wykluczyć oczywiście, ale mam kilka argumentów na swoją obronę.

Jak się wprowadzałem do swojego mieszkania, które w końcu było moje a nie wynajęte, to samoloty latały co 15... no! W szczycie co 10 minut. Dodatkowo latały dosyć wysoko i nie hałasowały tak mocno. Przynajmniej nie mocniej niż w Raszynie, gdzie mieszkałem bezpośrednio wcześniej.

Dzisiaj, w drodze na autobus, skracałem sobie drogę przez park. Przez 8 minut tego spaceru przeleciało mi nad głową 7 samolotów, które leciały tak nisko, że czułem w płucach wibracje od nich, a gdy podniosłem oczy w górę to widziałem na ich skrzydłach różne numery techniczne (te większe oczywiście :smiley: ).

Nie chcę być malkontentem ale na lotnisku Chopina kogoś grubo pogrzało chyba.

Zawodowiec2piorunów

CPK to Modlin 2.0. Tym razem nam się uda! W końcu jest to miś na skalę naszych możliwości :teddy_bear:

Zawodowiec2piorunów

Tyle dobrego, ze gorzej nie bedzie 😉 Okecie jest zaladowane pod kurek, nie maja juz wolnych slotow na dodatkowe loty

Pokaż więcej komentarzy (51)

GURU

w Hydepark

77piorunów

Jakby ktoś miał ochotę przytulić 250€ i spędzić noc w Sheratonie, to polecam wieczorne loty z Frankfurtu do Katowic - regularny overbooking.
Trzeba przyznać, że hotel całkiem na poziomie. Recepcjonistka tłumacząc gdzie i kiedy na kolację i śniadanie dodała: "Można jeść do woli, Lufthansa płaci" xD
Zapłaciła.

GURU4piorunów

raz mialem przesiadke we wiedniu jak lecialem lufa do krk, ja sie przesiadlem ale bagaz juz nie

Pokaż więcej komentarzy (16)

GURU

w Hydepark

112piorunów

Widzę @bartek555 już wrzucił newsa o katastrofie Air India, więc postaram się dodać kilka szczegółów.
Samolot był w dobrym stanie, kapitan z bardzo dużym doświadczeniem, pierwszy oficer młody, ale też nie żółtodziób, odpowiednio wypoczęci, w ciągu miesiąca nie mieli zbyt dużo godzin wylatane (40?). Start był zupełnie normalny, prędkości w normie, masa w normie. Po katastrofie wszystkie najważniejsze przełączniki też były we właściwej pozycji (podwozie nie zostało schowane, ale też rozbili się 1,5 km od pasa). Potwierdzono, że nadali Mayday, faktycznie był wysunięty RAT (generator ze śmigłami do awaryjnego generowania prądu) i włączył się APU, czyli ten odrzutowy generator z tyłu samolotu (używany niemal wyłącznie na lotnisku) - co jasno wskazuje na to, że przestały działać oba silniki.

Co się stało?
Ktoś ok. 7 sekund po starcie odciął dopływ paliwa do silników przełącznikami (jeden po drugim w odstępie sekundy) w kokpicie. Któryś z pilotów się zorientował, że spada moc i najwyraźniej zauważył w końcu czemu i zapytał drugiego:

* Dlaczego odciąłeś dopływ paliwa?
* Nie zrobiłem tego.

Niestety byli za nisko (plus mieli pełne obciążenie w ekstremalnie wysokiej temperaturze), więc przywrócenie dopływu paliwa do silników po 9 sekundach już nie pomogło. Po katastrofie przełączniki były w pozycji włączonej. Z tego powodu nie ma żadnych rekomendacji dla Boeinga, bo samolot zachował się zupełnie normalnie.

Kto i dlaczego?
Przypadkowe przełączenie odpada, one mają mechanizm, żeby ich się nie dało po prostu przełączyć przypadkiem (tak jak np. wsteczny bieg w aucie). Plus są usytuowane w takim miejscu, że po starcie żaden z pilotów nie powinien tam niczego szukać. Po osiągnięciu prędkości V1 obie ręce idą na drążek sterowy z dala od dźwigni siły ciągu ("gazu"), bo od tego momentu już muszą wystartować. Przełączniki są pod tą dźwignią. "Zaćmienie mózgu" też będzie ciężko wytłumaczyć. Trzecia osoba w kokpicie? Wymiana zdań na to nie wskazuje. Umyślne przełączenie? Niestety całkiem prawdopodobne, choć po włączeniu pomp przełączniki pozostały w tej pozycji. Śledczych czeka skupienie się na samych pilotach. Może być tak, że nigdy się nie dowiemy kto to przełączył i dlaczego.

Gruba ryba7piorunów

@Nemrod Gdyby było wiadomo coś wiecej, dawaj znać. Dzieki za wpis.

Specjalista2piorunów

Ciekawe jak zdania są podzielone i spolaryzowana została dyskusja: pilot czy awaria i to kaskadowa, bo jak jedna awaria miałaby wyłączyć oba silniki. Tak tylko wspomnę że boeing sprzedał ponad 2000 szt tego samolotu w różnych wersjach, gdyby mieli je teraz uziemiać to poszliby dosłownie z torbami, więc nad tym raportem pracowały nie tylko pajety ale zapewne jakieś sprzyjające amerykańskiej korporacji ośrodki typu CIA, zaraz po katastrofie Trump prosił rząd Indii o nieuziemianie swoich dreamlinerów, Indie i Japonia zleciły ich inspekcję. Najciekawszą hipotezę wymyślił mój wujek: -komu to się opłacało? -airbusowi -no więc sabotaż.
Tylko że nie od dziś wiemy, że boeing testował na produkcji, pierwsze koty za płoty i co złego to nie my. Już nie wspominając 737 max, to w 787 były samozapłony baterii litowo-jonowych, często na poszyciu łuszczy się całymi płatami farba, a w tym konkretnym egzemplarzu poprzednia załoga zgłaszała nieprawidłowe odczyty położenia jakichś klap. W samochodach napakowanych elektroniką po kilku-kilkunastu latach potrafią się pojawiać jakieś losowe błędy szczególnie przy zaniku napięcia, utracie masy, drobnych nieszczelnościach i związanej z tym korozji, mogą śniedzieć styki, zmienia się rezystancja obwodów, jeżeli komputer zbiera to wszystko i podejmuje sam decyzję często z pominięciem pilota/kierowcy to łatwo sobie wyobrazić, że pompa paliwa została odcięta w najgorszym momencie. Ciekawe dyskusje są pod materiałami na YT sprzed 2 tyg gdzie komentujący się zastanawiają, czy mimo redundancji silników i ich sterowania nie miały np. wspólnej masy, po której mogły się generować nieprawidłowe odczyty w związku z awarią zupełnie innego modułu niż pierwszy podejrzany FADEC (ten sterownik jest w raporcie wspomniany tylko raz na ostatniej stronie).

Pokaż więcej komentarzy (33)

Osobistość

w Hydepark

38piorunów

W trakcie takich wydarzeń jak Szczyt Klimatyczny w Davos, czy imprez towarzyskich pokroju czerwcowego ślubu miliardera Jeffa Bezosa z Lauren Sanchez w Wenecji, z różnych stron padają pytania o to, dlaczego wielu uczestników podobnych wydarzeń musi koniecznie przylecieć na miejsce na pokładzie prywatnego odrzutowca. Odpowiedź jest dość prosta i od razu jej udzielę. Otóż, na wysokościach przelotowych samolotów pasażerskich panują skrajnie niekorzystne warunki dla bytowania człowieka, więc powinno się taką podróż odbywać w izolacji od nich, np. właśnie jako pasażer niewielkiego Learjeta.

Opiszę jakie warunki panują na zewnątrz samolotu lecącego na wysokości około kilkunastu kilometrów, jak bardzo nieprzyjemne, bądź przyjemne (sic!) byłoby wystawienie się na ich działanie i jak długo można tego doświadczać przed utratą przytomności lub zgonem.

Na opowiadam o swojej (nadal trwającej) historii zostawania pilotem samolotu pasażerskiego. Znajdziecie tutaj mieszankę typowego bloga, ciekawostek o i oraz praktycznych informacji dla osób, które również chciałyby podjąć takie wyzwanie, np. ile to wszystko mnie kosztuje, a także ile trwa.

Tu się nie da żyć

Część 1. - czas potrzebny na przeczytanie: ~8 minut

W pierwszym - dość odległym już w czasie - wpisie zwierzyłem się ze swojej przypadłości polegającej na tym, że jestem niespecjalnie utalentowany w pisaniu wstępów i dlatego ten powyższy może brzmieć trochę cynicznie, choć na co dzień tej cechy raczej nie przejawiam. Uważam, że ekologia w ruchu powietrznym jest ważna i leży w interesie nas wszystkich. Chciałbym żeby wrogość w stosunkach ludzkość-atmosfera pozostała zwrócona jedynie przeciwko nam. Na każdym kroku powinno się o tym myśleć, nawet w sprawach tak błahych jak spasowanie elementów statków powietrznych. Wiedzieliście bowiem, że 5 milimetrów niedokładności w montażu drzwi wejściowych średniej wielkości samolotu turboodrzutowego skutkuje wzrostem spalania paliwa o około 9 100 kilogramów rocznie? 1 centymetr to już 21 100 kilogramów, a brak uszczelki w drzwiach cargo to ponad 2 000 kilogramów więcej spalonego paliwa na rok.
Co gdyby takich drzwi, bądź całego samolotu w ogóle nie było?

Przyjrzyjmy się następującym parametrom górnych warstw troposfery oraz dolnych stratosfery, które stanowią środowisko bytowania samolotów pasażerskich: ciśnieniu, temperaturze, promieniowaniu, zawartości tlenu, w tym tego w formie ozonu, wilgotności oraz pionowym i poziomym ruchom powietrza. Omówię je po kolei w następujących po sobie wpisach i składam w tym miejscu deklarację, że zawrę tu tylko skondensowane powtórki z geografii, fizyki, czy z mnóstwa materiałów o podstawach lotnictwa, które znajdują się w Internecie, a więcej miejsca poświęcę zagadnieniom „insiderskim” oraz ciekawostkom. W ten sposób zamierzam nie powielać wiedzy szkolnej i typowych „ciekawostek o lotnictwie”, ale jednak pewnych podstaw nie damy rady sobie darować.

Bro, you’re high…
Większość osób wie, że samoloty pasażerskie latają na wysokości około 8-12 kilometrów. Wartości wysokości w lotnictwie wyraża się jednak raczej w stopach i po takim przeliczeniu otrzymamy zakres od około 26 000 do blisko 40 000 stóp. Ten zakres można przedstawić jeszcze inaczej, tj. pod postacią poziomów lotu, czyli tak jak się to robi przede wszystkim w tak zwanym „dużym” lotnictwie. Taka operacja, o ile zadowoli nas mocno przybliżony wynik, jest bardzo prosta i polega jedynie na podzieleniu liczby stóp przez 1000. Zatem – po raz kolejny przekształcając te wartości – otrzymamy wynik FL260 – FL400 (FL – „Flight Level”, z ang – poziom lotu). Ten właśnie wycinek przestrzeni przeanalizujemy w najbliższej przyszłości.
Zacznijmy od początku, tj. od ustalenia, że rzeczywiście znajdujemy się w odległości 8-12 kilometrów od powierzchni, a w kolejnych wpisach sprawdzimy co stałoby się z człowiekiem, który wystawiłby się na warunki tam panujące.

100 000 kłamstw dziennie
Niewielu pasażerów zdaje sobie sprawę z tego, że kiedy kapitan informuje o osiągnięciu wysokości przelotowej np. na poziomie 33 000 stóp, czyli 10 kilometrów, to mija się z prawdą. Gdyby bowiem wyrzucić za okno bardzo długą miarkę (np. centymetr krawiecki używany przez rodzicielkę Twojego kolegi), to rzeczywisty pomiar będzie różnił się od deklaracji kapitana, czasem o dość znaczną wartość. Podstawowym powodem takiego stanu rzeczy jest ciągła zmienność gęstości powietrza w przebiegu słupa powietrza znajdującego się pod samolotem. Biorąc pod uwagę liczbę dzienną liczbę operacji samolotów pasażerskich na świecie – takie kłamstwo pada około 100 000 razy na dobę.
Nasza atmosfera składa się z materii, a zatem ma masę. Wobec tego, że znajduje się ona w polu działania grawitacji Ziemi – ma również wagę. I to nie małą, bowiem słup powietrza o podstawie 30x20 centymetrów i wysokości 130 kilometrów (przybliżona górna granica atmosfery), z uwzględnieniem standardowego gradientu spadku jego gęstości ze wzrostem wysokości, to około 650 kilogramów.

Siła przyciągania utrzymuje atmosferę wokół planety. Współistnienie masy atmosfery oraz grawitacji odczuwamy jako ciśnienie. W świetle tego, że powietrze jest płynem – jest ono ściśliwe, a jego ciśnienie podlega ciągłym fluktuacjom. Z tych powodów – co do zasady – ciśnienie jest wyższe w niższych partiach atmosfery, a w wyższych – niższe. Nie miażdży nas, gdyż działa prawie równomiernie ze wszystkich kierunków, co umożliwia osiągnięcie równowagi sił zewnętrznych i wewnętrznych, tj. działających na powietrze ze strony organizmu.

Ciśnienie nie spada też o taką samą wartość ze wzrostem wysokości, tylko w pierwszych kilku kilometrach robi to zdecydowanie szybciej niż w kolejnych. Spadek nie jest liniowy. 50% masy atmosfery mieści się w pierwszych 5 kilometrach jej wysokości, a ta sięga (w zależności od źródła) do około 120 kilometrów, choć niektóre publikacje podają wartości dużo wyższe.

Precyzja (nie)godna zegarmistrza
Wspomniany kapitan nie dysponuje tak długim centymetrem krawieckim, ale za to ma podstawowe przyrządy pomiarowe w postaci kilku wysokościomierzy barometrycznych (zwykle 4 na samolot pasażerski), które są barometrami – urządzeniami, których zasadą działania jest pomiar ciśnienia. Barometry te – aby były przydatnymi – nie mogą zakładać liniowego spadku ciśnienia wraz z wysokością, ponieważ – jak już ustaliliśmy – spadek ten nie jest liniowy. Na poziomie morza 1 hektopaskal różnicy w pomiarze to 27 stóp, czyli około 8 metrów. W rejonach, które nas bardziej interesują, czyli np. powyżej 8 kilometrów – spadek ciśnienia o 1 hektopaskal to już około 50 stóp, a zatem niewiele ponad 15 metrów. Stąd, wysokościomierze wymagają pewnych poprawek – kalibracji. Można to osiągnąć mechanicznie lub elektronicznie w ten sposób, że żeby pokazać zmianę wysokości np. o wartość 100 stóp, wysokościomierz będzie oczekiwał innego spadku lub wzrostu ciśnienia na wysokości poziomu morza, a innego na wysokości przelotowej. Szczególnie ciekawe są poprawki mechaniczne, gdyż te stosowane są za pomocą elementów mechaniki precyzyjnej, podobnych do tych, które tworzą tradycyjne zegarki. Na wysokościach przelotowych te korekty są bardzo znaczne. Prawidłowo skalibrowany wysokościomierz pokaże wysokość 8 kilometrów jako około 26 000 stóp, czyli FL260. Jego ubogi w zębatki kolega powie, że znajduje się w odległości około 5.3 kilometra od ziemi, tj. wskaże niewiele ponad 17 700 stóp – FL177. Nie uwzględni przecież, że każdy kolejny hektopaskal to coraz większa różnica wysokości.

No dobrze – to skoro posiadamy te wszystkie precyzyjne narzędzia, to dlaczego podważam prawdziwość deklaracji kapitana o wysokości? Właśnie dlatego, że odczyty i kalibracje bazują na pewnym idealnym założeniu wobec materii tak zmiennej, jaką jest atmosfera.

Wiersz, w którym autor grzecznie, acz stanowczo uprasza liczne zastępy bliźnich, aby mu atmosferę opomiarowały
Już w połowie XIX wieku, w Bostonie, Stirling i Krefeld, mądrale, ścisłowiedy, chlipały swą intelektualną zupę i radziły nad przyjęciem wzorcowych parametrów atmosfery takich jak temperatura, ciśnienie, gęstość powietrza, lepkość kinetyczna, czy prędkość dźwięku oraz ich zmienność w zależności od wysokości. Było to potrzebne wówczas do obliczeń związanych z wysokością lotu załogowych balonów, czy – niewiele później – także na potrzeby balistyki jako dziedziny nauki. Różne gremia czcicieli radia i fizyki przyjęły swoje wzorce i w ten sposób, w jednym czasie mieliśmy osobne założenia w USA, Wielkiej Brytanii, Włoszech, Niemczech i we Francji. Wraz z umiędzynarodawianiem się lotnictwa… i balistyki, pojawiła się potrzeba standaryzacji na większym obszarze niż jedno państwo. W latach 20. XX wieku poczęto zawierać porozumienia w formie umów międzynarodowych, ale i to nie wystarczyło. Dopiero w 1952 roku przyjęliśmy w skali globalnej jeden model atmosfery – ISA („International Standard Atmosphere” – z ang. atmosfera wzorcowa). Światowe porozumienie umożliwił fakt ówczesnego zrzeszenia większości państw jako członków związanej z ONZ organizacji ICAO („International Civil Aviation Organization” – z ang. Organizacja Międzynarodowego Lotnictwa Cywilnego). Orzekliśmy, że w naszej Globalnej Wiosce, na poziomie morza temperatura wynosi +15 stopni Celsjusza i spada o 6,5 stopnia z każdym kilometrem wysokości aż do 11 kilometrów, gdzie zatrzymuje się na wartości -56,5 stopnia Celsjusza (potem jeszcze wzrasta, ale to wykracza poza zakres tematyczny tego wpisu), ciśnienie w miejscowościach nadmorskich wynosi 1013,25 hektopaskala, a jego spadek nie jest stały z wysokością itd.

Ten brak stałości spadku ciśnienia jest też widoczny w definicji poziomu lotu (FL). Na wstępie przybliżyliśmy sobie różnicę pomiędzy poziomami lotu w ten sposób, że dzieliliśmy liczbę stóp przez 1000. Jednak zgodnie ze sztuką jest przyjmować różnicę między nimi nie w odległości pionowej wyrażonej np. w stopach, a w zmianach ciśnienia pomiędzy nimi. Widzicie – poziomy lotu są tylko teoretycznie i w przybliżeniu oddalone od siebie o 1000 stóp, a w praktyce zdefiniowano je tak, że ustanowiono pomiędzy nimi sztywne różnice wyrażone w hektopaskalach i może być tak, że z uwagi na ciśnienie i temperaturę, pomiędzy mijającymi się samolotami na różnych poziomach lotu nie będzie np. 1000 stóp, tylko np. 800 lub 1100. Trochę szerzej piszę o tym dalej.

ISA podlegała później dalszym zmianom, udoskonaleniom i rozwinięciom. I tak, zaczęto standaryzować coraz wyższe wysokości, czy uszczegóławiać różnice dzielące niskie i średnie szerokości geograficzne od tych wysokich, znajdujących się w pobliżu biegunów geograficznych. Co prawda różne ośrodki badawcze, naukowe i inżynieryjne nadal posługiwały i posługują się swoimi modelami, niemniej operacje lotnicze wykonuje się w zasadzie wyłącznie w oparciu o ISA.

15 stopni i dorsz za 150
Dzisiaj (12 lipca 2025 roku) rzeczywiście w Gdańsku panuje +15 stopni Celsjusza, ale ciśnienie nie wynosi 1013,25 hektopaskala, a 1010. Nie mówiąc już o wspomnianym wyżej Bostonie, gdzie wartości te aktualnie stanowią odpowiednio 21 stopni i 1019 hektopaskali. Dziś wieczorem, za tydzień w południe, lub w Wigilię Bożego Narodzenia pomiary pokażą jeszcze inne parametry. Co więcej, obecnie w Gdańsku temperatura punktu rosy to 14 stopni Celsjusza, co implikuje możliwość występowania tam chmur o niskiej podstawie (sprawdziłem – tak jest rzeczywiście), a w tych chmurach powietrze nie ochładza się o 6,5 stopnia na kilometr wysokości, lecz wolniej i jest to związane z takim pojęciem jak gradient wilgotnoadiabatyczny.

Są to tylko niektóre wartości, które należy wziąć pod uwagę analizując prawdziwą odległość statku powietrznego od ziemi, względem tej deklarowanej przez wysokościomierz barometryczny. Szczęście w nieszczęściu jest takie, że pomimo tych różnic, przybliżenia wskazane w ISA nadal zasadniczo działają. 3 hektopaskale różnicy pomiędzy ciśnieniem w Gdańsku i wg ISA powodują, że obiekty latające poruszają się jedynie o około 100 stóp, tj. 30 metrów niżej niżby to było w ISA. Temperatura w Bostonie sprawia, że te z nich, które znajdują się na wysokości przelotowej, są o około 700 stóp wyżej niż w ISA, czyli trochę ponad 200 metrów. Co więcej, z uwagi na to, że wszystkie one są poddane działaniom tych samych rozbieżności od atmosfery wzorcowej – nie ma większego ryzyka zderzenia, gdyż każdy samolot, śmigłowiec, czy szybowiec w okolicy jest odpowiednio o tych 30 metrów niżej, czy 200 metrów wyżej niż wskazuje mu na to wysokościomierz barometryczny.

Zasadniczo wysokościomierze umożliwiają ustawienie na nich odpowiedniego ciśnienia i w ten sposób część błędu jest usuwana. Do tego celu służy pokrętło, a ustawiona wartość ciśnienia pokazana jest w odpowiednim okienku. Niestety, na wysokościach przelotowych ustawia się ciśnienie STD - 1013 hPa lub 29.92 inHg (cali słupa rtęci). Zdarza się, że wysokościomierz umożliwia też nastawę w mmHg (milimetrach słupa rtęci - wówczas ciśnienie STD wynosi 760 mmHg). Wobec ustawienia wysokościomierza do wartości odpowiedniej dla ISA - powstaje ten błąd, choć załatwia się w ten sposób problem ujednolicenia nastaw wysokościomierzy pomiędzy wieloma statkami powietrznymi w odległych lotach.

Dewiacje na Mount Everest
Problem jest gdzieś indziej niż w ryzyku kolizji z innym ruchem. Cały czas mówimy bowiem o wysokości nad poziomem morza, pomijając to, że od poziomu gruntu możemy być dużo bliżej, co rodzi ryzyko zdarzeń takich jak CFIT („Controlled Flight Into Terrain” – z ang. kontrolowany lot ku ziemi). Jeżeli bowiem przyjąć, że samolot ma przelecieć nad Mount Everest, która ma wysokość około 8 848 metrów, a załoga planuje wykonać ten lot na wysokości 10 000 metrów, czyli na FL330, to nadal może nastąpić zderzenie z ziemią! Wg ISA – temperatura zewnętrzna winna tam wynieść -51 stopni Celsjusza, a ciśnienie 265 hektopaskali. Gdyby jednak temperatura rzeczywista spadła do -84 stopni Celsjusza, a ciśnienie do 230 hektopaskali, to samolot zderzyłby się z górą około 150 metrów poniżej jej szczytu. Implikuje to konieczność zwracania uwagi na różnice pomiędzy wskazaniami wysokościomierza i rzeczywistością, biorąc pod uwagę właśnie odstępstwa – lub inaczej dewiacje – od ISA.

Podając bowiem pasażerom informację, że właśnie osiągnęliśmy wysokość 33 000 stóp lub 10 000 metrów, kapitan przekazuje jedynie odczyt z wysokościomierza barometrycznego, bez brania poprawki na ciśnienie, temperaturę i ich inne od standardowych pionowe zmiany, np. związane z gradientem sucho i wilgotnoadiabatycznym, a także nie uwzględniając tego, że teren nad którym wykonywana jest operacja, w istocie nie musi być poziomem morza. Tych parametrów można wymieniać jeszcze wiele, gdyż np. lot w wietrznej dolinie – za sprawą działania Prawa Bernoulliego – będzie wykonywany w rzeczywistości niżej niż nad otwartym terenem, niemniej przedmiotowa ściana tekstu zaczyna budzić moje obawy o to, czy w ogóle technicznie uda się niniejszy tekst opublikować na hejto.pl.

Inne rozwiązania
Zapytacie – to nie można jakoś lepiej mierzyć wysokości? Można i tak się też robi. Na niedużych wysokościach (do 2 500 stóp nad terenem, czyli około 760 metrów), szczególnie w trakcie manewrowania w górzystym terenie lub podczas podejścia do lądowania, wykorzystuje się radiowysokościomierze, które działają na zasadzie emisji fal radiowych i liczenia czasu potrzebnego na ich powrót po odbiciu od terenu. To jest jednak rozwiązanie – jak pisałem – na niższych wysokościach niż typowa przelotowa oraz tutaj też występują błędy – szczególnie w zakrętach. Inna metoda to odczyt tzw. pseudoodległości z dość licznych satelitów GNSS (np. GPS, GLONASS, Beidou). Jeżeli mamy dostępną odpowiednią konstelację satelitów, tj. jest ich odpowiednio dużo, wówczas wysokość ta jest możliwa do odczytania. Problem tylko jest taki, że model Ziemi wykorzystywany przez satelity (Np. WGS-84), a rzeczywisty kształt naszej planety, nie pokrywają się idealnie i powodują tzw. zjawisko undulacji, które także bierze się pod uwagę i wprowadza stosowne poprawki, niemniej dotyczy to szczególnie podejść do lądowania.

Co dalej?
W następnych wpisach opowiem o tym jakie warunki atmosferyczne można napotkać na wysokościach przelotowych i jak groźne są one dla człowieka, ale określając np. ciśnienie parcjalne tlenu na danej wysokości, temperaturę, promieniowanie, czy czas potrzebny na zgon w takich okolicznościach, posługiwać się będę wysokościami odniesionymi do ISA. Kłamstwo powtarzane 100 000 razy dziennie musi jednak stać się prawdą właśnie pod postacią pewnego wzorca, bez którego nie umiemy opowiadać o lotnictwie.

Zdjęcia:

1. Wysokościomierz barometryczny z widocznym okienkiem na ustawienie ciśnienia w calach słupa rtęci;
2. Wysokościomierz barometryczny z widocznymi okienkami na ustawienie ciśnienia w calach słupa rtęci i w milibarach (mb/hPa).

Źródła (wybrane):

1. ICAO Doc 10013 - Operational Opportunities to Reduce Fuel Burn and Emissions;
2. ICAO Doc 8168 - Procedury Służb Żeglugi Powietrznej Operacje Statków Powietrznych;
3. Padpilot Ltd. Meteorology. 2nd ed., Version 1.18. Gloucester, UK: Padpilot Ltd., December 2022. ISBN 978-1-909600- 68-3;
4. Padpilot Ltd. Basic Instruments. 2nd ed., Version 1.10. Gloucester, UK: Padpilot Ltd., October 2022. ISBN 978-1- 909600-70-6.

Osobistość6piorunów

@PositiveRate
> 29.92 inHg (milimetrów słupa rtęci)
*cali
Czekam na kolejny wpis.

Gruba ryba2piorunów

Dziękuję. Taki wpisy to miód na moje oczy.

Pokaż więcej komentarzy (13)

Lider

w Hydepark

37piorunów

Wedlug wstepnego raportu, samolot air india, ktory sie niedawno rozbil zostal pozbawiony doplywu paliwa do obu silnikow. 3 s po starcie.

https://amp.cnn.com/cnn/2025/07/11/india/air-india-crash-report-intl-latam

Gruba ryba19piorunów

@bartek555
> A cut in the fuel supply to the engines caused last month’s Air India crash that killed 260 people, a preliminary report has found.
> (...)
> “In the cockpit voice recording, one of the pilots is heard asking the other why did he cutoff. The other pilot responded that he did not do so,” the report reads.
> Shortly after, the switches were reversed back to where they should have been, and the engines were in the process of powering back up when the crash happened.
> (...)
> “Throughout the years, those switches have been improved to make sure that they cannot be accidentally moved and that they’re not automatic. They don’t move themselves in any manner,” Soucie said on Friday.
> On the 787, the fuel cutoff switches are between the two pilots’ seats, immediately behind the plane’s throttle levers. They are protected on the sides by a metal bar and have a locking mechanism designed to prevent accidental cutoff.
Ciekawe kiedy lotnictwo wpadnie na pomysł instalacji kamer CCTV w kokpitach.

Pokaż więcej komentarzy (11)

Osobistość

w Hydepark

20piorunów

Mielonka w Mediolanie

Lider8piorunów

@MementoMori jak "wbiegł na płytę lotniska"? To co tam- żadnej ochrony nie było? Tak se po prostu wziął i się wpieprzył pod samolot? Nie było żadnych procedur, że przy uruchomionym samolocie nikogo już nie może być? Świetnie to tam musi wyglądać, następnym razem wpadnie im tam terrorysta z pasem szahida i się wysadzi w powietrze razem z całym samolotem ludzi.

Mistrz8piorunów

@NiebieskiSzpadelNihilizmu jeśli to Bergamo, to tam jedynym ogranicznikiem dla ludzi przed płytą lotniskową jest białoczerwona rozciągnięta taśma XD uroki tanich lotnisk

Osobistość5piorunów

@NiebieskiSzpadelNihilizmu tanie linie lotnicze nie korzystają z rękawów, bo to wydłuża boarding. Pasażerowie są wpuszczani na płytę lotniska. Jak stoi kilka samolotów obok siebie czasem ktoś nie ogarnie i zaczyna się Benny Hill.

Nie wiem czy tak było w tym przypadku.

Fenomen6piorunów

@MementoMori Matteo, słyszałeś o tym Polaku, co wkładał rurkę z metalu w silnik? To teraz patrz. I hopla!

Sum1piorunów

@BapitanKomba fakt autentyczny- w chinach jest przesąd, że jak wrzucisz przed odlotem kilka monet do silnika samolotu to podobno szczęśliwie dolecisz i niektórzy wrzucają

Pokaż więcej komentarzy (8)

Fanatyk

w Hydepark

8piorunów

Pianownice czyli system gaśniczy mają na pewno sprawny :grinning:
04.07.2025

https://youtube.com/shorts/0FqQ\\_EqKyBg?feature=shared

GURU5piorunów

Piana party

Lider3piorunów

Pianownica to mozesz auto umyc.
Do systrmow pozarowych sa wytwornice i generstory piany.

Fanatyk0piorunów

@bartek555 uproscilem dla ogółu i nie jest to błąd nazewnictwa. Na Krzesinach, w Dęblinie czy Powidzu, nazwa stosowana zamiennie.
Byłem podczas testów na lotnisku w Powidzu, dość ciekawe doświadczenie.

Lider0piorunów

@RACO to musisz im powiedziec, ze sie nie znaja ;)

Pokaż więcej komentarzy (6)