Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#zielonaherbata

Mocarz

w Herbata

10piorunów

Bhagwan Buddha Mao Feng – herbata niecierpliwa? Należy do typu herbat wytwarzanych z młodych, omszonych pączków i pierwszych listków. Jednocześnie ważne jest _terroir_: wilgotne góry, jak w przypadku najsławniejszej Huangshan Maofeng z Gór Żółtych. Ta konkretna herbata nie została jednak wytworzona w Chinach — ani jednych, ani drugich — lecz w Nepalu. Pierwsza część nazwy odnosi się do Buddy, ale w tym wypadku nie jako konceptu teologicznego (?), lecz do statuy znajdującej się opodal ogrodu herbacianego w regionie Ilam, na wysokości 1600–1800 m, przy granicy z Indiami.

O herbatach czasem wspomina się, że są cierpliwe, mając na myśli to, że dobrze znoszą nieoptymalne warunki zaparzania — np. zielona herbata zaparzona w 90°C wciąż da smaczny napar. Bhagwan Buddha to jej odwrotność. W przypadku lekkiego przekroczenia optimum natychmiast pojawia się gorycz katechin i innych polifenoli. Dodatkowo ilość suszu musi być skalibrowana precyzyjnie: jeśli będzie go za dużo, gorzko tego pożałujemy. No i czas! Bez stopera się nie obędzie; przekroczenie widełek sprawi, że herbata zdecyduje się być jedynie gorzka. Nie jestem pewien wpływu zjawisk astronomicznych, takich jak zakończenie retrogradacji Jowisza, zaćmienie i pełnie Księżyca, Lirydy, Eta Akwarydy czy koniunkcja Wenus z Jowiszem — ale ta herbata zachowuje się tak, jakby każde z nich wpływało na produkcję katechin. Na pewno wpływ ma jej pochodzenie: herbata jest mniej słodka od chińskich, z większą ilością garbników.

Ta herbata musi być zaparzona w temperaturze od 65 do 67°C przy pierwszym zaparzeniu, w proporcji 3 g na 360 ml, przez 90 sekund. Wtedy — pisząc fachowo — znajdujemy punkt równowagi, w którym uwalniamy wystarczająco dużo aminokwasów, by zrównoważyć garbnikowy charakter herbaty. A tylko spróbujcie inaczej: bądźcie kreatywni, a w nagrodę herbata odwdzięczy się płaskim, gorzkim smakiem. Jeśli zrobicie wszystko poprawnie, a pisząc niefachowo — układ gwiazd będzie wam sprzyjał, poczujecie smak Mao Fenga z Ilamu: warzywny, strączkowy, a także ziołowy. Lekko mineralny. Finisz zawsze gorzkawy. W kolejnych zaparzeniach — nr 2 i 3 — smak jest mniej ziołowy, a może wręcz bardziej kwiatowy. Można je przygotować w temperaturze 70–74°C i wydłużyć czas zaparzania do dwóch minut.

Przechodząc do podsumowania: skoro herbata jest niecierpliwa, to jej konsument(ka) musi być cierpliwy(-a). Wymagało to kilku prób, a ze względu na jej charakter były to gorzkie lekcje, ale w końcu współpraca z tą herbatą okazała się satysfakcjonująca. Bhagwan Buddha Mao Feng smakuje jak łupek łyszczykowy.

Gruba ryba1piorunów

Herbata do zaparzania z udziałem komputera 😛

Pokaż więcej komentarzy (2)

Mocarz

w Herbata

10piorunów

Yeongam Jungseon – mszysta herbata? Zawiła nazwa tej zielonej herbaty wynika z jej koreańskiej proweniencji. Pochodzić ma z ogrodu herbacianego uprawianego organicznie i z tradycyjnych odmian liści. Zbiór jest wiosenny, majowy, z dwóch metod powstrzymywania oksydacji wykorzystano przy jej stworzeniu skorzystano z obydwu, czyli najpierw trafiła pod strumień pary, a później na patelnię gdzie została wyprażona. Nie wydaje się popularnym typem herbaty, zbyt wiele stron jej nie oferuje, zarówno polskich jak i zagranicznych. Opis ze strony czajnikowy.pl był zasadniczo dość podobny do jednej z czeskich stron – wspólne źródło, lub tłumaczenie?

Załącznik numer dwa przedstawia widok suszu, więc kto ma oczy, może zobaczyć. Kto ma nos może powąchać, ale przez ekran się nie da, więc zapach określiłbym jako ogólnie zielony, bardziej w typie herbat chińskich.

Zaparzanie odbywało się z reguły w temperaturach 75-80°, trwając dwie minuty, jedną, dwie i trzy minuty. Ilość suszu to 5 g na czajniczek obrachunkowy. Ostatnie zaparzanie było wyraźnie słabsze. Kolor herbaty jest wyraźnie żółty, ale w załączniku nr 1 zlewa się z błękitem czarki tworząc jadowicie zielone :D. Najważniejszy jest smak, a ten okazał się przyjemnym zaskoczeniem. Yeongsam  okazał się mieć posmak leśny, nie spotkałem jeszcze takiego w innych herbatach. Gdybym spróbował rozłożyć go na czynniki pierwsze wyszłoby coś w rodzaju zielono-ziołowego i gorzko-świeżo-warzywnego. W praktyce każda czarka tej herbaty była jak spacer do lasu, tak bowiem odbierałem to zestawienie. Czerwcowy las po deszczu, w którym zapach podbija wilgoć, czuć było kobierce mchów. Takie coś w podniebieniu. Yeongam Jungseon smakuje jak Puszcza Piska.

Mocarz

w Herbata

12piorunów

Anji Bai Cha – biało-zielona? Ta chińska herbata jest dostępna w sklepach internetowych, może wręcz stacjonarnych. Skąd się wziął ten Aragorn wśród herbat? Opisywana być miała jako roślina o białych liściach (stąd jej nazwa, biała herbata dosłownie) w czasie panowania dynastii Song, a konkretnie okresu Qingli (1041–1048 n.e.), gdzie została opisana jako „herbata o białych liściach, której młode pąki są cienkie jak arkusz papieru” i ceniona wysoko przez chińskich ludzi. Później została opisana przez samego cesarza Huizonga na początku naszego XII w. jako posiadająca wiotkie, bladożółto-białe i bardzo cienkie liście. Napisał też, że została odkryta, nie wyhodowana. I wówczas historia się urywa. Nie jest wiadomym co robiły drzewka/krzaki herbaty w czasie inwazji na Chiny tych i owych, ani podczas wojen domowych. Następna informacja pochodzi z pierwszej połowy lat 80-tych XX wieku jako że wtedy znaleziono pojedynczy krzew herbaty o frapujących bladych liściach. I wtedy gdy odkryto ostatnie drzewko zaczęto pozyskiwać sadzonki i wegetatywnie je rozmnażać. Pierwszą partię herbaty komercyjnej otrzymano mniej więcej po 10 latach prac, kultywator zarejestrowano po kolejnych dziesięciu, od 2004 r. herbata jest chroniona geograficznie – można kultywator uprawiać jedynie w powiecie Anji w prowincji Zhejiang – co tłumaczy w jakiś sposób czemu jest taka droga.

Swą bladą barwę Anji Bai Cha zawdzięcza osobliwemu składowi wiosennych liści, które zawierają w sobie chlorofil, to właśnie jemu zawdzięcza swą nazwę biała – obrabiana jest jak zielona. _(trzecie ujęcie to pokazuje)_. Liście zbierane są jedynie wiosną. Dalsza część obróbki jest już standardowa – zbiór ręczny, prażenie na patelni aby zatrzymać oksydację, kształtowanie – susz przypomina sosnowe igiełki. _(ujęcie 1)_ Herbata pachnie lekko warzywnie, rzekłbym świeżymi warzywami – groszek byłby chyba najlepszym porównaniem. Na paru listkach zauważyłem dziurki, co stanowi dobry omen, bo jak głosi stare chińskie przysłowie nietrudno o smaczną herbatę z Chin, trudno o nieprzenawożoną. I "nieprzepestycydowaną''.

Zaparzałem ją zgodnie z radą sklepu w temperaturze 80 stopni przez 2 minuty _(ujęcie 2 – po 1 zaparzeniu)_. Ilość suszu to było 5 gramów/czajniczek. Szybko pieszczotliwie przezwana andżibą, dawała cztery zaparzenia, dwa po dwa razy. Jej smak był wiosennie świeży, warzywnie kojący, z wyczuwalną zielonością. Czyli tym czymś co mają herbaty z Japonii. Ale łagodniejszego i słodszego. Taka „biała” wersja gyokuro.

Trochę dziwnie wyszło, że część historyczna i biologiczna zajmują 4x więcej tekstu niż sam opis zaparzania, ale w wypadku tej herbaty jej nieoczywista historia jak i biologiczna anomalia okazały się dawać rzeczywisty efekt. Ta herbata jest po prostu świetna i warta swojej ceny, niewątpliwie najciekawszą herbatą i najlepszą herbatą jaką piłem w 2025 r., polecam. Andżiba smakuje jak maj.

Mocarz

w Herbata

18piorunów

Herbata Long Jing (hin. krzaczek, kratka, domek z czymś). Jej nazwę można przetłumaczyć jako Smocza studnia. A pochodzić ma od konkretnej studni, położonej nad Jeziorem Zachodnim w wiosce zwącej się Smoczą Studnią, w prowincji Zhejiang. Nazwa studni pochodzić ma, albo od zjawiska gdy po opadach deszczówka przedostaje się przez warstwy wodonośne i zaczyna mieszać się ze studzienną wodą tworząc różne wiry, kojarzące się ruchem smoka, albo też od faktu, że niegdyś smok do studni wlazł i dotychczas nie wylazł.

Jest to zielona herbata, uchodzącą za jedną z 10 Wielkich Herbat Chińskich. Dość powiedzieć, że lista nie jest urzędowo określona, więc różni autorzy podają różne rodzaje, ale Long Jing zawsze się pojawia. Rodzaj jaki ja kupiłem nie pochodził ze Smoczej Studni, a z okolicy. Jak pisałem już wcześniej, w wypadku herbat chińskich uważa się, że im bliżej oryginalnego miejsca wynalezienia herbaty tym lepiej. Moja pochodziła z tego samego powiatu co Studnia, a zbierana była wiosną, w marcu. Kultywator nosi nazwę 43 i uchodzi za jeden z lepszych. Widać go na jedynym obrazku – wygląd miał bardzo przyjemny, pachnąc zielono i maślanie.

Herbata nie zrobi się słodsza od samego mieszania i nie stanie się smaczniejsza od ględzenia jaka jest wybitna, tak więc przejdę do rzeczy. Zaparzałem ją w temperaturze 80 C, czterokrotnie. Pierwsze zaparzenie trwało dwie minuty, kolejne półtora, trzy i pięć minut.

Smak dwóch pierwszych naparów był podobny do siebie, a więc trawiasty, maślano-słodki. Bardzo rześka herbata. Inna osoba, która jej spróbowała porównała ją do japońskich, Chińczycy nie byliby szczęśliwi. Zaparzenia nr 3 i 4 były już inne, bardziej orzechowe, mniej słodkie, wciąż smaczne. Na początku Long Jing nie zrobił na mnie takiego wrażenia, ale z czasem po kilku zaparzeniach zacząłem rozumieć czemu umieszczany jest zawsze na podium. Wypicie soku z suszonych liści tego rodzaju naprawdę odpręża, pozwalając podzielić dzień na 'przed herbatą' i 'po'.

Wcześniej przez kilka lat zastanawiałem się, czy kupić Smoczą studnię. Jest wiele jakościowo różnych wariantów, tańszych i droższych. Uznałem, że lepiej kupić coś dobrej jakości, by przekonać się co oferuje ta herbata. No i się przekonałem. Long Jing smakuje jak szmaragd.

GURU17piorunów

@Augustyn_Benc-Walski Fajna recenzja! Mogę podpytać o kilka rzeczy, bo widzę, że się znasz? 😉

1) Dlaczego drugie parzenie zrobiłeś tylko 1,5 minuty? Zazwyczaj liniowo wydłużałem czas z parzenia na parzenie i mnie trochę to zdziwiło czemu takie krótkie akurat 😁

2) Skąd zamawiasz herbaty? Odczuwasz znaczącą różnicę między tymi "tanimi sypanymi", a tymi droższymi, czy to kwestia niuansów i jakości typu brak gałązek/ defektów?

3) Mówisz, że Chińczycy by się obrazili, że nazwie się ją Japońską. Chodzi tu bardziej o "wolimy naszą, bo jest nasza"? Z reguły słyszałem, że te Japońskie zielone herbaty są lepszy, no i z reguły widzę, że są również droższe.

Mocarz4piorunów

@pingWIN Dziękuję, miło mi że się podoba. Ale ja się nie znam, znam za to ludzi, którzy się znają. Na hejto np., @Herbata nomen omen.

1. Nie robię zaparzania 0, czyli aby obudzić herbatę. Więc drugie jest krótsze, bo listki się rozwinęły i zawierają wciąż z drugiej strony dużo składników smakowych, nie chcę więc aby była za mocna.
2. Nie wiem co oznacza "tanie sypane". Jeśli takie jakie można kupić w marketach, to tak, różnice są znaczące. Sklepy w jakich kupuję najczęściej to czajnikowy.pl i eherbata.pl. Choć ta wyżej opisana została kupiona w zagranicznym sklepie.
3. To się odnosi do relacji chińsko-japońskich, bardzo trudnych. Ale co do herbaty, to Chińczycy uważają się jej wynalazców, więc w ich optyce to japońskie herbaty należy porównywać do oryginalnych. Zwykle herbaty japońskie są lepsze, choć należy pamiętać, że Chiny produkują ponad 2 mln ton Camelia sinensis, Japonia 80 tys. ton - 4% tego co ChRL, znaleźć wyjątek nie będzie trudno.

GURU17piorunów

@Augustyn_Benc-Walski Dzięki za odpowiedzi!

Ad 1. Ok, ma to sens, czyli po prostu te bardziej zwinięte herbaty (np. long Zhu czy gunpowder) można krócej parzyć na drugim parzeniu, dobrze wiedzieć, spróbuję 🙂
Ad 2. Tanie sypane to właśnie sklepy typu czajnikowy czy kawaiherbata24, nie marketowe 😉 eherbata już jest bardziej średnia cenowo, więc jak masz porównanie między tymi dwoma co podałeś to chętnie posłucham
Ad 3. Ok, no w sumie jest to logiczne i tłumaczy to wszystko.

Dzięki jeszcze raz

Mocarz3piorunów

@pingWIN Największą różnicą jest bogactwo oferty, eherbata ma tego więcej. W jakości samych herbat nie widzę różnicy, raz się zdarzyło, że na czajnikowy były herbaty ewidentnie zleżałe, a zamówień składałem tam niemało.

GURU16piorunów

@Augustyn_Benc-Walski No i super, dzięki za odpowiedź, w takim razie zostanę przy czajnikowym. Teraz właśnie wziąłem na próbę z kawaiherbata24, bo ceny podobne i ktoś polecał, ale nie widzę różnicy, troszkę inne herbaty, ale chyba jest ich mniej niż na czajnikowym, a dodatkowo gorzej opisane (dużo kopiuj-wklej). Wydawać 30zł+ /50g herbaty to dla mnie sporo, a właśnie na eherbaty często widziałem i po 60zł+, dlatego byłem ciekaw czy warto aż tyle dopłacać. Będę musiał sprawdzić więcej japońskich herbat, bo jakoś zazwyczaj przy tych chińskich zielonych zostawałem, a szczególnie japońska Sencha mnie ciekawi jak bardzo się różni od tej chińskiej

Pokaż więcej komentarzy (5)

Mocarz

w Herbata

12piorunów

Bi Luo Chun – strasznie zielona. Nazwę tej herbaty można przetłumaczyć jako „zielony ślimak wiosny”, należy ona do elitarnej grupy 10 sławnych herbat chińskich.

Herbata pochodzi z centrum upraw Bi Luo Chun, czyli z prowincji Jiangsu, znad jeziora Tai. Nie jest to jedynie ciekawostka, bowiem w Chinach z danym rodzajem herbaty związane jest konkretnie jedno miejsce i najlepszy napar to będzie właśnie stamtąd, potem już idzie to koncentrycznie – powiat, prowincja. Są oczywiście wyjątki. Ponad to jak już do zaparzania użyje się wody źródlanej, tej samej z której korzystają także krzaczki herbaty, to klękajcie mandaryni. Drugim ważnym wyróżnikiem jakości suszu jest czas zbiorów, odrobinę upraszczając – im wcześniejszy tym lepszy. Herbatę którą kupiłem zebrano przed końcem lutego, co gwarantować miało wysoką jakość listków, które pokryte powinny być włoskami.

Herbata jak widać na fot. 1 nie została jakoś specjalnie ukształtowana. To co widać to biały puszek, który sprawia, że listki wydają się nieco rozmyte. Listki? Lepszym słowem byłoby pączki.

Tą znakomitą znakomitość producent rekomendował zaparzać w temperaturze 80 C, przez pół minuty. Niestety nie dodał ile należało w kolejnych zaparzeniach. Sam doszedłem do wniosku, że herbata jest nieco za delikatna po tak krótkim zaparzaniu i parzyłem ją pierwsze dwa razy przez minutę, następny 2 minuty, ostatnie zaparzenie dłużej. Po zaparzeniach Bi Luo Chun lądowała w dużym czajniczku jako cold brew. Część sucha trafiała z kolei ostatecznie do jugortu.

Najważniejszy jest oczywiście smak, który jest trawiasto-fasolkowo-orzechowy. Bardzo kompleksowy i subtelny. Określiłbym go jako warzywno-słodki. Zauważyłem, że nie należy obniżać temperatury zaparzania, bowiem zamiast subtelności, otrzymamy słaby napar. Nie widzę powodu, by próbować jakoś komplekowo opisywać nuty, wrażenia i silić się na porównania. Po prostu miło się z czarką tego naparu trochę porozkoszować, tak jak ze słodyczami wysokiej jakości.

Trudno jest jakoś podsumować tą herbatę, bowiem przygotowując ten słowotok odkryłem potencjalnie interesujące metody zaparzania. Reasumując, Bi Luo Chun smakuje jak oaza.

Debiutant1piorunów

U mnie najczęściej chińska zielona wlatuje na cold brew a do picia na ciepło drobna igiełkowa sincha/sencha z JP

Pokaż więcej komentarzy (6)

Kompan

w Hydepark

5piorunów

Dzisiaj na koniec dnia ... nie ;) Matcha daje czasem większego kopa.

Wirtuoz1piorunów

@programystic herbata taka spieniona?

Kompan1piorunów

@Mel tak, uwaga.. spieniaczem do mleka :smiley: Matche trzeba bardzo dobrze wymieszać a spieniaczem ułatwiamy sobie życie

Wirtuoz0piorunów

@programystic nigdy nie piłem, lubię senche, ta matche wygląda jak młody jęczmień sproszkowany, czy w smaku podobna do niego?

Kompan0piorunów

@Mel matcha nie jest dobra... dla mnie jest gorsza od senchy. Ale na prawdę potrafi dać kopa nawet bardziej niż kawa. Efekt utrzymuje się dłużej. Tylko dla tego ją piję i jej właściwości zdrowotnych. Tak na marginesie matche można wypić trzema-czterema łykami aby uzyskać lepszy "efekt", więc smaku nie czujesz aż tak. Polecam! 😉

Wirtuoz0piorunów

@programystic sencha ma bardzo dobry smak. Pytałem o to, czy piłeś kiedyś sproszkowany jęczmień, bo widzę, że jest podobny w fakturze do matchy, jęczmień próbowałem i mi nie smakował.

Kompan0piorunów

@Mel ah, niee, nie piłem 😒

Kompan0piorunów

To sa minusy spieniacza :l

Pokaż więcej komentarzy (9)

Kompan

w Jedzenie

1piorunów

Jaką polecacie smaczną zieloną herbatkę? :thinking_face: Teraz se pije Japan Sencha Kagashima i nawet spoko, ale chętnie bym jakąś inną spróbował

Fenomen0piorunów

@Leprykon koreański sejak, japońska kamairicha, sencha z hon yama i zielone oolongi.
Japońskie oolongi też są mega dobre, mogę polecić stronkę