Hejto.pl
Motyw strony
Dodaj post

OberonGwiazdor

Dołączył/a:

  • 30 wpisów
  • 54 komentarzy
  • 0 obserwujących

Gwiazdor

w Książki

33piorunów

274 + 1 = 275

Tytuł: Rambo: Pierwsza krew
Autor: David Morrell
Kategoria: kryminał, sensacja, thriller
Wydawnictwo: Storyside
Format: audiobook
ISBN: 9789179732448
Ocena: 9/10

Wow, ale to było dobre.

Szukając czegoś do słuchania w autobusie w drodze do pracy natrafiłem w Storytel na książkę Davida Morella pod tytułem "Rambo: Pierwsza krew". Pomyślałem sobie, całkiem spoko, film dobrze wspominam i pamiętam, więc nawet jak zdarzy mi się zamyślić nad kasownikiem to po powrocie do skupienia i tak będę wiedział o co chodzi. Ale zupełnie nie spodziewałem się tego co dostanę.

To co książka robi lepiej niż film to przedstawienie motywacji policjantów i szeryfa Teasle'a do tak zdeterminowanego ścigania Rambo po niebezpiecznym górskim terenie. No bo tak naprawdę w filmie Rambo nie zrobił nic takiego, żeby ścigać go z taką zawziętością, policjanci charakteryzują się nieuzasadnionym okrucieństwem. Z kolei w książce pokazano to już inaczej, historia przedstawiona jest zarówno z perspektywy Rambo jak i Teasle'a, a sam John nie jest bez winy, w przeciwieństwie do filmu w powieści zabija wiele osób. Co prawda często w obronie własnej i na skutek PTSD z wojny w Wietnamie, jednak obserwujemy jak powoli stacza się w otchłań szaleństwa i zaczyna walczyć o wolność jak dzikie zwierzę. 
Postać szeryfa również nabrała głębi, jego motywacja do schwytania Rambo ma lepiej podbudowane motywy. Obserwujemy tutaj coś w rodzaju wzajemnej obsesji na punkcie przeciwnika, Teasle również zatraca się w szaleńczej grze o przetrwanie z Rambo.

Zarzuty jakie mogę mieć do książki to fakt, że jest trochę rozwleczona w środkowej części fabuły, ponadto w filmie mieliśmy też świetną scenę przemowy Rambo na temat życia na wojnie i po niej, jej odpowiednika w książce nie ma.

Tak czy inaczej to świetna historia i nawet jeśli ktoś oglądał film to książka wciąż może go zaskoczyć. Na ocenę może wpływać też fakt, że nie czytałem zbyt wielu pozycji w gatunku, więc możliwe, że obiektywnie nie zasługuje na 9, ale moje subiektywne odczucie dobrej zabawy każe zostawić mi 9/10.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

#bookmeter

Lider7piorunów

@Oberon To jest generalnie świetna książka, choć ekranizacja jest uznawana za kultowy film, to moim zdaniem książka jest o klasę wyżej

Gwiazdor4piorunów

@WujekAlien chętnie zobaczyłbym serial wierny książce, ale raczej nie ma co marzyć, żeby ktoś zrobił to dobrze. No i chyba nie ma żadnego aktora młodego pokolenia, który udźwignąłby tę rolę po Stallone

Osobistość1piorunów

A ja właśnie oglądałem dzisiaj pierwszy odcinek Kiepskich, I tam był koniec Rambo aka Jąkała...

Pokaż więcej komentarzy (4)

Gwiazdor

w Filmy

78piorunów

140 + 1 = 141

Tytuł: Gran Torino
Rok produkcji: 2008
Kategoria: Dramat
Reżyseria: Clint Eastwood
Czas trwania: 1h 56m
Ocena: 10/10

#70razyeastwood
Obejrzane: 4/70

>Duke: What you lookin' at, old man?
>Walt Kowalski: Ever notice how you come across somebody once in a while you shouldn't have fucked with? That's me.

Jeden z nowszych filmów Eastwooda, w którym zarówno zagrał główną rolę, jak i stał za kamerą.

Jest to jeden z tych filmów, z których każdy może wyciągnąć coś swojego, ponieważ porusza takie tematy jak samotność, niezrozumienie rodziny, tęsknotę, odkupienie, poczucie winy, rasizm, znaczenie męskości. Potrafię sobie wyobrazić, że dla kogoś będzie to film o tym jak walczyć o swoje i umieć się postawić, ktoś inny może widzieć tu historię odkupienia, inni mogą się utożsamiać z samotnością i niezrozumieniem przez rodzinę głównego bohatera, inni mogą się doszukiwać symboliki religijnej a dla jeszcze innych może to być po prostu ciekawa historia z zabawnym przekomarzaniem się Walta ze znajomymi.

Na pewno kiedyś jeszcze do niego wrócę, kto wie, może wtedy kolejne doświadczenia życiowe wyciągną z niego coś jeszcze nieodkrytego.

Kosmonauta1piorunów

Clint Eastwood to w ogóle dla mnie synonim takiego mięsistego , rzetelnie zrobionego męskiego kina. Nie wszystko było złotem czego się tknął, ale nieważne. Sama jego facjata to już zapowiedź fajnej akcji.

Pokaż więcej komentarzy (16)

Gwiazdor

w Filmy

19piorunów

90 + 1 = 91

Tytuł: Pale Rider
Rok produkcji: 1985
Kategoria: Western
Reżyseria: Clint Eastwood
Czas trwania: 1h55m
Ocena: 10/10

#70razyeastwood

>Megan Wheeler: [Reading from the Book of Revelation] And when he had opened the fourth seal, I heard the fourth beast said: "Come and see." And I looked, and behold a pale horse. And his name that sat on him was Death.
>[the Preacher rides up on his pale horse]
>Megan Wheeler: And Hell followed with him.

Tym razem obejrzałem Pale Rider, a więc film z czasów, gdy Clint był już niekwestionowaną gwiazdą westernów i zdążył już się wyrobić jako reżyser. Mamy tu do czynienia z klasyczną historią tajemniczego jeźdźca ratującego ciemiężonych przed chciwymi bogaczami, podobnie jak na przykład w oglądanym przeze mnie niedawno filmie Shane. Mamy tu jednak drobny twist, ponieważ jeździec okazuje się być kaznodzieją.

Wygląda na to, że mam słabość do takich historii, gdyż ten bardzo mi się podobał. Może jest to prosta historia, ale czasami siła tkwi właśnie w prostocie.

Nie rozumiem też kto wpadł na pomysł, żeby przetłumaczyć tytuł jako Niesamowity jeździec, zwłaszcza, że w filmie pada bezpośrednie nawiązanie do Apokalipsy św. Jana i Śmierci na bladym koniu.

Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app

#filmmeter

Gwiazdor

w Filmy

11piorunów

84 + 1 = 85

Tytuł: Tarantula
Rok produkcji: 1955
Reżyseria: Jack Arnold
Czas trwania: 1h 20min
Gatunek: horror
Ocena: 8/10

>Dropping napalm. Follow in order... Dump 'em all.

#70razyeastwood

Tarantula to drugi film w karierze Eastwooda i można powiedzieć, że zawiera jego pierwszą scenę akcji, pojawia się on w 77 minucie filmu na kilkadziesiąt sekund jako dowódca eskadry myśliwców wysłanych do walki z Tarantulą.

Film rozpoczyna się intrygującą sceną ze zdeformowanym mężczyzną w piżamie wędrującego ostatnimi siłami po pustyni. Okazuje się, że był on asystentem naukowca pracującego nad napromieniowaną substancją odżywczą, która objawia się tym, że zwierzęta, którym je wstrzyknięto osiągają ogromne rozmiary. Jednym z nich jest tytułowa tarantula, która w wyniku pożaru ucieka z laboratorium i wkrótce zaczyna posilać się okolicznym bydłem i zagrażać mieszkańcom miasteczka.

Film zaskakuje niezłymi efektami specjalnymi, poprzez nałożenie na taśmę z krajobrazem taśmy z prawdziwym ptasznikiem, którego ruchy wymuszane były strumieniami powietrza, osiągnięto bardzo wiarygodny efekt. Wrażenie robią też sceny z laboratorium na początku filmu, z gigantyczną świnką morską.

Co do fabuły to jest całkiem nieźle, jak na horror klasy B, zabawna jest scena, w której doktor tłumaczy konieczność swojego wynalazku tym, że do roku 2000 na Ziemi będzie aż 3,5 miliarda ludzi i niemożliwe będzie ich wyżywienie. Pomylił się tylko o 3 miliardy :grinning:

Tak czy inaczej oglądało się to całkiem przyjemnie.

Gwiazdor

w Filmy

16piorunów

81 + 1 = 82
#filmmeter

> 'It's my considered opinion that rat number four is sitting inside that cat.'

Jako że w 2025 Clint Eastwood świętuje zarówno 95 urodziny, jak i 70 lat kariery w branży filmowej postanowiłem z tej okazji obejrzeć 70 filmów, w których grał lub które reżyserował Clint. Według jednej z list w internecie wszystkich takich filmów jest 75, ale jako że to 70-lecie zakładam tag #70RazyEastwood, zachęcam też do dołączenia. Filmy będę wybierał zgodnie z nastrojem, jednak postanowiłem zacząć od debiutu Clinta, czyli od filmu Revenge of the creature z 1955. Eastwood pojawia się tu jedynie na jakieś 30 sekund w komediowej scence na uczelni w 15 minucie filmu, w komentarzu przesyłam link do filmu ze sceną.

Tytuł: Revenge of the creature
Rok: 1955
Kategoria: Horror
Czas trwania: 1h21m
Ocena: 6/10

Film jest właściwie sequelem filmu Potwór z Czarnej Laguny, ale jego znajomość nie jest potrzebna. Film rozpoczyna się od złapania potwora w Amazonce przez grupę naukowców, którzy następnie transportują go do Stanów by pokazywać go jako atrakcje w parku wodnym i badać jego inteligencję. Mamy tu wszystko czego można się spodziewać po horrorach klasy B z tamtych czasów, romans głównego bohatera z damą, którą trzeba uratować, ucieczkę potwora, obławę policyjną itd. Nie wiem czy to zmora filmów tego typu, ale tempo jest tu strasznie dziwne, sceny w środku są przeciągnięte, a potem mamy pośpieszną końcówkę z ekranem The end w momencie, gdzie współczesne filmy nawet by jeszcze nie myślały o epilogu. Całkiem ciekawy był kostium potwora, może dosyć kiczowaty, ale rzeczywiście wyglądał jak sumopodobny dwunożny stwór. Ale tutaj pewnie dużo pomogło, że film jest czarnobiały. Co ciekawe, mimo że potwór został złapany w słodkowodnej Amazonce, to w oceanarium trzymany jest razem z rybami słonowodnymi 🙃
Mimo wszystko przyjemnie było zobaczyć jak w tamtych czasach podchodzono do tworzenia filmów. Jednakże na więcej niż 6/10 nie zasługuje, zwłaszcza w porównaniu z kolejnym filmem z Clintem: Tarantuli z 1955.
Film znalazłem tylko w wersji angielskiej.

Licznik filmów z Clintem: 1/70

GURU0piorunów

jeden film za drugim czy jakies przestoje na inne?

Gwiazdor1piorunów

@SuperSzturmowiec raczej z przestojami, chciałbym obejrzeć wszystkie do końca roku, więc jest sporo czasu. Ale też ostatnio miałem ochotę na westerny i ogolnie pojęte męskie kino, więc samo się to pewnie będzie napędzać

Pokaż więcej komentarzy (4)

Gwiazdor

w Książki

29piorunów

142 + 1 = 143

Tytuł: Warhammer 40K: Wywyższenie Horusa
Autor: Dan Abnett
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: Copernicus Corporation
Format: audiobook
ISBN: 9788386758937
Liczba stron: 416
Ocena: 8/10

Po zapowiedziach serialu w uniwersum Warhammera 40K i obejrzeniu odcinka "Secret Level" poświęconemu temu uniwersum postanowiłem zagłębić się bardziej w ten świat i mój wybór padł na książki z serii Herezji Horusa. Jest to tak naprawdę prequel dla całego uniwersum, akcja dzieje się bliżej roku 30000, a Imperator ludzkości wciąż prowadzi krucjatę w celu zjednoczenia ludzkości rozproszonej po galaktyce, a siły Chaosu dopiero czekają na odkrycie.

Jest to dość specyficzne science fiction, którego siłą jest jego lore i klimat. A ten jest doskonały, wszechświat jest brutalnym miejscem, a przecież największe plugastwa Chaosu w pierwszym tomie jeszcze skrywają się w mrokach kosmosu.

Głównym bohaterem jest Garviel Loken, kapitan X kompanii Wilków Luny, legionu dowodzonego przez Horusa, Mistrza Wojny i syna samego Imperatora. Loken jest Space Marine, więc siłą rzeczy obce są mu takie uczucia jak strach czy niezdecydowanie, z tego powodu nie ma tu wielkiego pola do popisu dla autora w kwestii rozwoju postaci, ale też nie o to w tej serii chodzi.
I jest w tym pewna magia, jeśli kiedykolwiek marzyliście o włożeniu ciężkiej zbroi, złapaniu za miecz z łańcuchem piły łańcuchowej i masakrowanie kosmitów w imię Imperatora to jest to książka dla was.

Jeśli miałbym wymienić kilka wad, to w pewnym momencie pojawia się wiele imion i postacie zaczynają się już mieszać, zobaczyłbym też chętnie więcej planet z obcymi rasami, ale z drugiej strony obniża to trochę próg wejścia i ułatwia wejście w uniwersum.

Polowałem przez długi czas na książkę w wersji papierowej, ale ta jest niedostępna, także na rynku używanych książek, dlatego zdecydowałem się wysłuchać ją w audiobooku z Filipem Kosiorem i muszę powiedzieć, że spisał się doskonale.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

#warhammer40k

Gruba ryba1piorunów

@Oberon Do Fulgrima ta seria to topka, potem to już jak Kinder Niespodzianka-czasem trafi się figurka, czasem puzzle, a czasem ktoś nasra dośrodka jak w Zstąpieniu Aniołów.

Fanatyk1piorunów

@sawa12721 Zstąpienie Aniołów jeszcze spoko, ale np Legion prawie wcale nie trzymał mojej uwagi

Gruba ryba1piorunów

@ZohanTSW Zstąpienie Aniołów jest spoko dopóki nie zorientowałem się, że Nemiel i Zahariel w pierwszej połowie książki mają po 11 lat, a gadają jak staruchy, imho najsłabsza książka po Bitwie o Otchłań, a szkoda, bo wątek Mrocznych Aniołów jest całkiem interesujący w kolejnych książkach.
Co do Legiona to się zgadzam, Abnett powpychał tam nikomu nie potrzebne wątki, które potem ciągną się przez kolejne książki, a które ni huha nie są ciekawe.

Fanatyk6piorunów

Kolega fanatyk Warhammera 40k na wieść, że zacząłem przygodę od Herezji Horusa napisał mi "grubo lecisz stary". Nie wiedziałem dlaczego, dopóki nie zorientowałem się, że to ma ponad 100 książek. W internecie jest grafika pokazująca jak można czytać te książki, ogólnie najpierw są (chyba) 4 te, co na audiobooku, a potem kolejność prawie dowolna, bo są tam wydarzenia opisane z perspektywy różnych legionów.
Zgadzam się z tym, że pojawia się dużo imion i nie wiadomo kto jest synem kogo - traktuję to jak koszt wejścia w uniwersum, ale po czasie zaczęło się układać wszystko. Ilość tych postaci z początku to był niestety moment, w którym żona odbiła się od uniwersum :/ mam nadzieję, że wróci i "wytrzyma" ten fragment.
Ogółem muszę cię ostrzec, w późniejszej książce Filip Kosior jest wymieniony na Krzysztofa Polkowskiego i pierwsza książka którą czyta jest tragiczna, tj to czytanie mu w ogóle nie wychodzi. Ale później już jest lepiej

Autorytet0piorunów

@ZohanTSW prędkość na 1.25 i jakoś idzie

Gwiazdor0piorunów

@ZohanTSW to że ma tyle książek to akurat wiedziałem, ale to akurat na tyle duże uniwersum, że to chyba tak samo dobre mieksce żeby zacząć jak każde inne

Fanatyk1piorunów

@Oberon też tak uważam, dla uzupełnienia wiadomości doczytuję jeszcze wh40k wiki, a z podcastami to już w ogóle

Lider0piorunów

@ZohanTSW To od czego poleca zacząc przygodę z Warhammerem?

Fanatyk1piorunów

@WujekAlien ja zacząłem od Wywyższenia Horusa właśnie, niby 10 tys lat mija do właściwiej akcji, ale niewiele się tam zmienia, a akcja Herezji ma kluczowe znaczenie na to jak wygląda świat w 40 milenium.
Do tego grywam sobie w Dawn of War, a jeszcze słucham podcastów po angielsku.
Z podcastów polecam posłuchać o historii ludzkości, to też świetny punkt startowy.

Pokaż więcej komentarzy (12)

Gwiazdor

w Filmy

15piorunów

64 + 1 = 65

Tytuł: Shane/Jeździec znikąd
Rok produkcji: 1953
Kategoria: western
Reżyseria: George Stevens
Czas trwania: 118 min
Ocena: 9/10

Dostępny w SkyShowtime, cda

#filmmeter #filmy
Film Shane, znany w Polsce też jako Jeździec znikąd to staroszkolny western z lat 50-tych. Realizacyjnie mocno się już zestarzał, jednak lubię stare filmy za te ich toporność, gdzie bohater może poślizgnąć się na błocie, jak w prawdziwym życiu nie wszystko jest idealne.

Fabularnie jest może naiwny, ale był to jeden z pierwszych filmów z motywem samotnego jeźdźca przybywającego do mieściny i ratującego mieszkańców przed opresją z łap bandytów, później świetnie rozwinięty w filmach z Clintem Eastwoodem czy Johnem Waynem.
Podobał mi się motyw zastraszanych wieśniaków i ich nieugietość w obronie własnych domów, nie byli to tylko statyści, których miał uratować główny bohater.

Doskonała jest także scena końcowa, której dialog wklejam poniżej. Tak czy inaczej kawał świetnego kina.

> Shane: I gotta be going on.
> Joey: Why, Shane?
> Shane: A man has to be what he is, Joey. Can't break the mould. I tried it and it didn't work for me.
> Joey: We want you, Shane.
> Shane: Joey, there's no living with... with a killing. There's no going back from one. Right or wrong, it's a brand. A brand sticks. There's no going back. Now you run on home to your mother, and tell her... tell her everything's all right. And there aren't any more guns in the valley.
> Joey: Shane...

Gruba ryba2piorunów

Kurde, większość westernów jest toporna i naiwna.
Ale kocham ten styl!

¯\\_(ツ)_/¯

Gwiazdor

w Książki

23piorunów

1212 + 1 = 1213

Tytuł: Kane. Bogowie w mroku
Autor: Karl Edward Wagner
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: Vesper
ISBN: 9788377314555
Liczba stron: 550
Ocena: 9/10

Ostatnio czytam zdecydowanie mniej fantasy niż za nastoletnich lat, ale ta pozycja bardzo mi się spodobała. To staroszkolne fantasy z "pulpowych" czasów dla fantastyki, nie ma tu więc tego co już zaczynało mnie męczyć we współczesnym fantasy, czyli wielkiej polityki, niepotrzebnego rozwleczenia historii na wiele tomów, żenujących romansów itd. Zostaje samo mięso, czyli ciekawe przygody tytułowego Kane'a. A jest on niezwykłą postacią, ciąży na nim bowiem klątwa nieśmiertelności. Można go jednak zabić, klątwa objawia się tym, że nie starzeje się, a rany goją się na nim szybciej.

Podobnie jak Conan Barbarzyńca, Kane nie jest jednoznacznie dobrą postacią, przez setki lat stał się mistrzem intryg i na kartach historii często kieruje się własną korzyścią.

W zbiorze od Vespera mamy powieść „Sploty Mroku” oraz cztery opowiadania: „W zwierciadle zimy dusza się przegląda”, „Zimne światło”, „Miraż", wiersz „Anioła śmierci cień” (swoją drogą Wagner mial talent do wymyślania tytułów), które tak naprawdę można czytać w dowolnej kolejności. W pierwszej połowie 2025 roku ma wyjść kolejny tom "Prometeusz nikczemny" (kolejny świetny tytuł) i na pewno się zaopatrzę.

#bookmeter

Inspirator3piorunów

Kupiłem na premierę i nie żałuję. Jest to po prostu świetna książka :green_book:

Inspirator1piorunów

Czekam na tom drugi :stuck_out_tongue_winking_eye:

Pokaż więcej komentarzy (3)

Gwiazdor

w Książki

21piorunów

1005 + 1 = 1006

Tytuł: Ludzie jak bogowie: Dalekie szlaki
Autor: Siergiej Sniegow
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: Współpraca
Liczba stron: 319
Ocena: 7/10

Jeśli miałbym określić krótko tę książkę to powiedziałbym, że to optymistyczne science fiction z wielką wiarą w człowieka. Tak jak większość space oper przedstawia człowieka jako będącego na skraju zagłady, próbującego znaleźć miejsce pomiędzy potężnymi rasami, czy dopiero stawiającego pierwsze kroki w podboju kosmosu, tak tutaj jest zupełnie inaczej.

Mamy XXV wiek a ludzie podróżują po znacznej części galaktyki za pomocą wielkich statków z anihilatorami dosłownie niszczącymi przestrzeń przed statkiem dzięki czemu możliwe są podróże przekraczające prędkość światła nawet tysiąckrotnie. Człowiek odkrył już kilka inteligentnych gatunków, jednak żaden nie dorównuje nam potęga. Ludzie przyjmują tu rolę opiekuna wszystkich inteligentnych i dobrych ras w galaktyce. Jednak w pewnym momencie natrafiaja na ślady starożytnej rasy Galaktów, a wszystko wskazuje na to, że uwikłani byli w wojnę na galaktyczną skalę ze ZłyWrogami.

I właśnie ten optymizm na temat przyszłego człowieka, który w obliczu zagrożenia nie myśli tylko o sobie, a wręcz przebudowuje zasady swojego społeczeństwa by pomóc innym rasom jest czymś co wyróżnia tę pozycję. Ciekawa jest też idea podróży nadswietlnych, gdzie statki zamiast pokonywać przestrzeń niszczą ją i przekształcają w materię i na odwrót. Muszę powiedzieć, że ciekawie było czytać o kosmicznych pługach przekształcających pusta przestrzeń w materiał na nowe planety. Było tu też dosyć nowatorskie jak na tamte czasy (pierwsze wydanie w 1966) spojrzenie na sztuczną inteligencję w postaci Wielkiego Akademickiego pomagającego podejmować decyzje na skalę galaktyczną, jak i osobistych opiekunek, trochę jak taki chat gpt na sterydach. Fajne są też pomysły na obce rasy, gdzie nawet półgłupkowata rasa "Aniołów" jest traktowana jako ważny członek tworzonej przez ludzi wspólnoty.

Oczywiście jak to w rosyjskiej literaturze z tamtych lat pojawiają się nawiązania do komunizmu, ale bezpośrednia wzmianka o tym, że to komunizm zwyciężył pojawia się tak naprawdę tylko raz, pojawia się też kilka nawiązań typu powiedzenia "każdemu według potrzeb", imiona też są zazwyczaj rosyjskie. Ale nie ma tu za dużo "ukrytej propagandy". Są tu też wady typowe dla starych powieści sci-fi, typu mimo tego, że poruszamy się ogromnymi statkami to załoga poza głównymi bohaterami tak naprawdę nie jest wspominana, rozmowy bohaterów są jak wyciągnięte z filmu instruktażowego dla dżentelmenów itd.

Mimo tych wad bardzo dobrze się bawiłem, być może to przez moją słabość do klasycznego science fiction. Na pewno sięgnę po kolejne tomy.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Gruba ryba0piorunów

O, czytałem to jakoś w zeszłym roku, całkiem niezłe. To mówisz że są dalsze tomy?

Gwiazdor1piorunów

@trixx.420 to chyba zależy od wydania, ja teraz czytam trzytomowe z Legimi (które już chyba zniknęło), jest chyba też wydanie zbiorcze i jakieś z dwoma tomami w jednym

Pokaż więcej komentarzy (2)

Gwiazdor

w Książki

20piorunów

983 + 1 = 984

Tytuł: Miedzy nami pingwinami
Autor: Noah Strycker
Kategoria: Popularnonaukowe
Wydawnictwo: Muza
ISBN: 9788328714618
Liczba stron: 336
Ocena: 7/10

Szukając czegoś do słuchania w drodze do pracy przejrzałem swoją półkę na Legimi i mój wybór padł na "Miedzy nami pingwinami" autorstwa Noah Stryckera. Książka opowiada o wyprawie badawczej w celu badania kolonii pingwinów Adeli na Przylądka Croziera na Antarktydzie.

Ciekawe są opisy trzymiesięcznej pracy trójki badaczy, którzy w tym czasie muszą radzić sobie z niską temperaturą, huraganowymi wiatrami, brakiem prysznica i badaniami nad 250 tysiącami pingwinów Adeli. Jednak w książce oprócz tego pojawiają się wspomnienia autora dotyczące początkowo jego fascynacji ptakami, a także krótkie historie z innych wypraw. I to jest właśnie największą zaletą tej książki, pasja autora wręcz wylewa się z kart książki, a po przeczytaniu ma się ochotę chwycić za lornetkę i wyruszyć na wyprawę w poszukiwaniu ptaków w okolicy.

Z drugiej strony, przez te dodatkowe wątki mało w tej książce ciekawostek o tytułowych pingwinach, pojawiają się one głównie w kontekście opisu prac badawczych typu pomiarów liczebności, wagi, czy obrączkowania. Jeśli podobnie jak ja oglądaliście jakiś dokument na temat pingwinów to raczej niczego nowego się nie dowiecie, aczkolwiek rozdział na temat osobników o nietypowym umaszczeniu na skutek niedoboru melaniny czy innych zaburzeń był dla mnie nowością.

Ciekawostka, na okładce znajdują się pingwiny cesarskie, które występują tu jedynie epizodycznie, głównymi bohaterami są tu mniej medialne pingwiny Adeli.

Podsumowując, jeśli szukacie książki napisanej przez pasjonata, który ma was zarazić swoją pasją to mogę te książkę polecić, natomiast jeśli szukacie czegoś popularnonaukowego na temat pingwinów to raczej tego tu nie znajdziecie, chyba że chcecie dowiedzieć się czegoś na temat życia badaczy pingwinów na mroźnej Antarktydzie.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

#bookmeter

Lider1piorunów

@Oberon jeśli lubisz o pingwinach, to polecam ten tytuł 😉

Gruba ryba1piorunów

@moll Wiem, że to książka dla dzieci, ale co to takie czerwone na lodzie? I dlaczego te dwa pingwiny wyglądają jakby wrzucały pozostałe do wody!?

Lider0piorunów

@vrkr mam Ci narobić spoilerów?! Poszukaj i przeczytaj 😁

Gwiazdor1piorunów

@moll a dziękuję, ostatnio czytam też polską literaturę młodzieżową i dziecięca z czasów PRL, więc pasuje idealnie 😁

Pokaż więcej komentarzy (4)

Gwiazdor

w Książki

19piorunów

943 + 1 = 944

Tytuł: Towarzystwo ochrony Kaiju
Autor: John Scalzi
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: Vesper
ISBN: 9788377315057
Liczba stron: 338
Ocena: 4/10

Miałem duże nadzieję z tą pozycją, niestety nie spełniły się.

Głównym bohaterem jest Jaime Gray, a cała historia rozpoczyna się w 2020 roku, niedługo po wybuchu pandemii koronawirusa. Na skutek związanych z nim trudności i z inicjatywy dupkowatwgo szefa Jaime traci pracę i z konieczności zatrudnia się jako dostawca jedzenia. Podczas jednej z dostaw adresatem okazuje się dawny kolega głównego bohatera, który proponuje mu pracę w organizacji TOK, która ma się zajmować ochroną dużych zwierząt. Dopiero później okazuje się, że chronione mają być Kaiju, ogromne stworzenia z innego wymiaru.

Nie powiem, takie streszczenie bardzo mnie zainteresowało, niestety dobry pomysł nie przyniósł też dobrej historii. Wymienię tutaj kilka z absurdów z historii:
1. Aż do przejścia do innego wymiaru Jaime nie wie czym właściwie będzie się zajmował (poza tym że będzie od noszenia rzeczy) ani gdzie, mimo to nie zastanawia się zbyt długo nad propozycją, rozumiem, że sytuacja w covidzie nie była najlepsza, ale jednak normalny człowiek zadawałby jakieś pytania. Zresztą dotyczy to nie tylko bohatera ale też bohaterów pobocznych z doktoratami (o nich zresztą za chwilę)
2. Poza tym że największe odkrycie w historii ludzkości nadzorowane jest przez prywatny TOK, to jeszcze jego finansowanie opiera się na miliarderach, którzy w zamian czasami przyjeżdżają tu na wycieczki
3. Właściwie każdy bohater, nieważne czy to Jaime, doktor fizyki, doktor biologii, szef ochrony, pilot śmigłowca czy dyrektor to żartowniś rzucający żartami na lewo i prawo. Dosłownie, w książce nie ma ani jednego dialogu bez żarcików, nieważne czy to prezentacja bilogii Kaiju przed generałem czy szkolenie nowych.
4. Cały personel TOKu to praktycznie idioci. Co zrobić gdy chcemy przemieścić Kaiju a ten śpi? Opuśćmy mu helikopter na oczodół! Musimy rozstawić kamery w dżungli gdzie wszystko chce nas zabić? A po co nam wyszkolona ochrona, do ochrony wystarczy tragarz Jamie po jednodniowym szkoleniu!
5. Wyglad Kaiju nie jest nigdzie dokładniej opisany, jednak z tego co pamiętam powiedziane było, że nie wyglądają wcale jak Godzilla, a bardziej jak bezkształtna góra mięsa, postanowiłem jednak to zignorować i czytając wyobrażałem sobie wielkie jaszczury.
6. Autor próbując być na czasie dodaje do historii osoby LGBT, tylko robi to w wyjątkowo nieudolny sposób, najbardziej irytująca postać (chyba miała być zabawnie sarkastyczna, coś jak nieudana Chandler z Przyjaciół) to niebinarna Niomh, tuż po przejściu do innego wymiaru homoseksualne małżeństwo pilotów wygłasza długi monolog żeby już nigdy się nie pojawić.
7. Trochę jak w amerykańskich filmach o Godzilli, momentów z Kaiju tu tyle co kot napłakał, zwłaszcza opis ich biologii, procesów fizycznych z nimi związanych itd. No w końcu 3/4 paczki głównych bohaterów jest tam żeby je badać.

W historii trafiają się ciekawe momenty, np. wykorzystanie feromonów do kontroli drapieżników, (skąpe) opisy biologii Kaiju, gdyby żartów było mniej to może niektóre bawiłyby bardziej. No i okładka jest piękna, gdyby nie to i fakt zbierania Wymiarów to pewnie zastanawiałbym się nad jej sprzedażą.

No cóż, pozostaje mieć nadzieję, że kolejne tomy Wojny starego człowieka tego samego autora będą trzymały poziom pierwszego, ta niestety to wielki niewypał.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Gwiazdor

w Książki

16piorunów

836 + 1 = 837

Tytuł: Narzeczona księcia
Autor: William Goldman
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: Jaguar
Liczba stron: 480
Ocena: 8/10
\
Witaj. Nazywam się Inigo Montoya. Zabiłeś mego ojca. Gotuj się na śmierć.

Zawsze darzyłem sentymentem film "Narzeczona księcia", więc gdy zobaczyłem na Legimi wersję książkowa natychmiast wrzuciłem ją na stosik do przeczytania.

Film, który powstał po książce jest jej dosyć wierny, więc jeśli dobrze pamiętacie film to nic was nie zaskoczy. Śledzimy tu więc losy Westley'a, jego ukochanej Buttercup, olbrzyma Fezzika i mojego ulubieńca Inigo Montoi. Mimo wszystko warto zapoznać się z książką, bo lepiej zarysowuje charaktery naszych bohaterów, niektórych na plus (jak Fezzika i Inigo), a niektórych na minus (Buttercup, która jest jeszcze bardziej irytujaca niż w filmie i właściwie jej jedynymi cechami jest to, że jest piękna i kocha Westley'a. Po prostu widać tu staroszkolny opis żeńskiej bohaterki, która istnieje tylko po to by bohater mógł ją ratować).

Książkę czytało mi się bardzo dobrze, ale myślę, że sporą zasługę mają tu świetne kreacje aktorów z filmu, których widziałem oczami wyobraźni czytając kolejne rozdziały. Samą książkę określić można baśnią ze współczesnymi wstawkami humorystycznymi, przez co czyta się ją bardzo przyjemnie.

Jako wadę podałbym strukturę książki, otóż autor w książce opisuje historię Westley'a i Buttercup jako napisaną przez sławnego Morgensterna z Florenu, a on sam ma jedynie ją zredagować usuwając zbędne fragmenty lub skrócić je. Czasami jest to nawet zabawne, ale czasami też niepotrzebnie wybija z historii, w moim wydaniu znalazła się też przedmowa autora, która jest według mnie zupełnie niepotrzebna, bo autor opisuje tam jak zapoznawał się z dziennikami Morgensterna, swoją wycieczkę do Florenu, powstawanie filmu itp.
Na końcu dodano też "pierwszy rozdział" "Dziecka Buttercup", czyli dalszej historii naszych bohaterów. Fragment o przeszłości Iniga był całkiem fajny, ale całość zostawia nas z cliffhangerem, co tylko potwierdziło moje zdanie o autorze wyciągnięte z przedmowy, że jest dupkiem trollujacym swoich fanów, a rozdział dopisał tylko po to żeby strollować fanów i zostawić ich z kolejnymi pytaniami :D

Tak czy inaczej polecam książkę, zwłaszcza fanom filmu.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

>

Autorytet1piorunów

@Oberon film to złoto więc i książkę sprawdzę

Gwiazdor

w Hydepark

28piorunów

184 + 1 = 185

Tytuł: Czarna chmura
Autor: Fred Hoyle
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: Rebis
ISBN: 9788383381374
Liczba stron: 272
Ocena: 9/10

To zdecydowanie książka z gatunku hard sci-fi, dość powiedzieć, że w książce pojawiają się naukowe wzory i wykresy, przykładowo w scenie z wyjaśnianiem trasy chmury główny bohater rysuje na tablicy, a taki sam szkic widzimy na stronie.

Fabuła rozpoczyna się od odkrycia przez radioteleskop dziwnej chmury na niebie, przysłaniającej niewielki skrawek nieba. Wkrótce obecność chmury wykryto także poprzez obserwacje wpływu jej oddziaływań na planety układu słonecznego. Co więcej chmura wydaje się zbliżać prosto w stronę naszego Słońca, co może przynieść katastrofalne skutki dla Ziemii. Pierwsza część książki skupia się właśnie na tym, z przyjemnością czytało się naukowe wywody głównych bohaterów i jak wymieniają kolejne sposoby na jaki chmura wpłynie na Ziemię, od obniżenia temperatury przez przesłonięcie Słońca, przez możliwość wywiania atmosfery przez reakcję wodoru z chmury, aż po gwałtowne zwiększenie wilgotności. W tle mamy też pogrywanie naukowców że światowymi rządami. Z kolei druga część książki rozpoczyna się od uświadomienia sobie przez naukowców, że chmura jest świadomym bytem. Tutaj bardzo podobało mi się, że doszło do tego na podstawie naukowej obserwacji i dedukcji na podstawie zachowań chmury. Jakkolwiek dziwacznie by to nie brzmiało samo życie chmury i jego funkcjonowanie zostało dokładnie opisane naukowo. To było odświeżające doświadczenie spojrzeć na życie we wszechświecie od innej strony.

Oczywiście książka ma też kilka problemów, np. większość pracy naukowej odbywa się poprzez dyskusje przy kawie i kominku, a same eksperymenty są tu bardziej wykonywane jako potwierdzenie stawianych tez. Ponadto postać Kingsley'a (wzorowana niechybnie na samym autorze) jest aż irytująco nieomylna i potrafi w kilka sekund wymyślić rozwiązanie jakiegoś naukowego problemu.
Nie można też nie wspomnieć o przedstawieniu kobiet, tak naprawdę pojawiają się trzy, jedna, której celem życiowym jest plotkowanie i bycie wyżej w hierarchii niż sąsiadka, druga, której jedynym zadaniem jest granie na pianinie i trzecia, która ma zadawać niemądre pytania i być uciszana przez Kingsleya.

Co do Freda Hoyle'a to niewątpliwie posiadał on szeroką wiedzę, co widać w książce, jednak co ciekawe był przeciwnikiem teorii o Wielkim Wybuchu i postulował za stacjonarnym modelem wszechświata (co ciekawe to on jako pierwszy użył terminu Big Bang, oczywiście szyderczo). Sądził także że życie na Ziemii nie powstało samoistnie i pojawiło się na niej na skutek panspermii. Jego zaciekłe bronienie tych teorii sprawiło że z biegiem lat tracił autorytet naukowy. Pojawiały się także oskarżenia o rasizm.

Mimo wszystko wystawiam 9, ponieważ dawno nie czytałem książki fabularnej tak mocno osadzonej w nauce, sama idea żyjącej chmury także skłoniła mnie do przemyśleń i spojrzenia na życie we wszechświecie z zupełnie nowej strony.

Prywatny licznik: 10/52

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

#hejtoczyta #ksiazki

Gruba ryba1piorunów

Mam na liście do przeczytania już od dawna

Pokaż więcej komentarzy (2)

Gwiazdor

w Książki

25piorunów

183 + 1 = 184

Tytuł: Opiekunowie
Autor: Dean Koontz
Kategoria: horror
Wydawnictwo: Albatros
ISBN: 9788367513708
Liczba stron: 543
Ocena: 7/10

Zawsze miałem słabość do książek z wątkami inteligentnych czworonogów, od jednego z nich pochodzi mój nick tutaj (Oberon z Kronik Żelaznego Druida). Więc gdy przeczytałem krótki zarys fabuły z poleceniem od Stwphena Kinga w jego "Jak pisać" od razu dodałem ja do stosik do przeczytania.

Książka opowiada o losach Travisa Cornella, byłego żołnierza Delta Force, który po ciężkich przejściach życiowych (o dziwo z życia prywatnego, nie wojskowego) udaje się w dzicz, szukając pocieszenia w wędrówce. Spotyka tam psa rasy golden retriever, który jest zaniepokojony i wyraźnie przed czymś ucieka. Travis również wkrótce słyszy mrożące krew w żyłach wrzaski, nieprzypominające żadnego ze zwierząt, jednak udaje mu się za pomocą strzałów z pistoletu odpędzić napastnika.

Travis zabiera psa ze sobą, a ten niespodziewanie wykazuje wysoką inteligencję. Okazuje się, że pies był wynikiem eksperymentu w laboratorium Banodyne nad zwiększeniem inteligencji. Co więcej z tego samego laboratorium uciekł także Obcy - wynik eksperymentu nad stworzeniem hybrydy zwierząt, której jedynym celem jest zabijanie. Poprzez telepatyczną więź Obcy jest w stanie wyczuć psa, którego Travis nazwał imieniem Einstein.

Książkę czytało się bardzo przyjemnie, szczególnie podobało mi się przedstawienie poczucia humoru Einsteina, ciekawy był także wątek Nory i jej przemiana, dobrze bawiłem się także w wątku z adwokatem wspomnianej Nory i o sprycie 71-latka w starciu z agencja NSA.

Niestety książka ma też kilka wad, przykładowo finałowa konfrontacja jest szalenie niesatysfakcjonująca. Ponadto dziwi mnie przypisanie książki do gatunku horroru, owszem, Obcy jest szkaradnym potworem, rozrywającym szponami i urywającym głowy, ale jakoś nigdy nie czułem większego napięcia w scenach z nim. I co ciekawe prawie każdy bohater cechuje się tu jakimiś problemami psychocznymi, czy to traumą, czy chorobliwą niepewnością siebie, aż po skrajne szaleństwo i psychopatyzm. Tak naprawdę jedyną postacia stabilną psychicznie jest pies 😆

Ale i tak polecam książkę miłośnikom czworonogów, a zwłaszcza wielbicielom niszy z inteligentnymi zwierzętami.

Prywatny licznik: 9/52

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

#hejtoczyta #ksiazki

Tytan3piorunów
Gwiazdor1piorunów

Tak coś czułem, że to książka od psiarza dla psiarzy 😆

Pokaż więcej komentarzy (2)

Gwiazdor

w Książki

18piorunów

175 + 1 = 176

Tytuł: Expeditionary Force: Pożar
Autor: Craig Alanson
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: Drageus Publishing House
Liczba stron: 768
Ocena: 7/10

To już 11 tom z serii Expeditionary Force i po raz kolejny śledzimy przygody Joe Bishopa, Skippy'ego i Wesołej Bandy Piratów. Tak jak poprzednie tomy, tak i ten jest pełny zabawnych dialogów i przekomarzań pomiędzy głównymi bohaterami. Patrząc całościowo na wszystkie tomy, które przeczytałem to największą zaletą serii są właśnie rozmowy pomiędzy Joe a gadającą puszką po piwie. Ciekawe są też pomysły na obce rasy we wszechświecie, najciekawsze są chyba chrząszczopodobne Jeraptha, uzależnione od hazardu na tyle, że normalnym jest u nich obstawianie własnych bitew. Mocną stroną serii są też pomysły na rozwiązywanie kolejnych problemów ludzkości we wszechświecie, są one bardzo kreatywne. Mechanizm skoku nadświetlnego wprowadza ciekawe utrudnienia w bitwach kosmicznych, przykładowo skacząc odpowiednio daleko można obserwować obraz samego siebie biorącego udział w bitwie.
Poprzedni tom skończył się wydarzeniem zmieniającym układ sił we wszechświecie i zamyka pewien rozdział w historii ludzkości, więc w tomie 11 mamy podbudowę pod kolejne wydarzenia, więc akcja nie toczy się tak wartko jak wcześniej. Jeśli ktoś chciałby zacząć przygodę z tą serią to ostrzegam, że w tomie pierwszym jest podobnie, dopiero pojawienie się Skippy'ego w 3/4 książki rozkręca fabułę na wyższe obroty.
Największą wadą serii są jednak postacie drugoplanowe, są w większości nijakie, typu dzielnego żołnierza, więc tak naprawdę są mi obojętni. W dodatkowym tomie 3,5 oddzielamy się zupełnie od załogi piratów i obserwujemy losy ludzi na planecie Paradise i z tego powodu jest to najsłabsza część serii. Do wad doliczyłbym fakt, że kolejne tomy serii nie będą dostępne w platformie Legimi.
Podczas całej serii bawiłem się świetnie i mimo, że tomy mają po 750 stron czyta się ją bardzo szybko. Dlatego czekam na kolejne tomy przygód Wesołej Bandy Piratów.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

#hejtoczyta #ksiazki

Lider1piorunów

Brzmi grubo, ale weź tu teraz rok poświęć na całą serię :p

Gwiazdor2piorunów

@smierdakow zwłaszcza, że po angielsku wydano już 16 tomów, a autor zapowiada wznowienie historii 😅

Mocarz1piorunów

Mi tom 7 zabił chęć do kontynuacji serii

Gwiazdor2piorunów

@cebulion Po 7 tomie też musiałem trochę odpocząć. Sytuację utrudnia też to, że po tomie 7 jest dodatek, który wyszedł tylko jako audiobook po angielsku, więc jak zacząłem tom 8 to przez chwilę musiałem się domyślać co się właściwie wydarzyło. Ale za to tom 8 jest wg mnie znacznie lepszy niż 7

Mocarz2piorunów

@Oberon dzięki za info! Od siebie moge polecić legion nieśmiertelnych b.v. Larsona :)

Gwiazdor2piorunów

@cebulion To pewnie będzie następne, dzięki za polecenie :grinning:

Pokaż więcej komentarzy (7)

Gwiazdor

w Książki

26piorunów

111 + 1 = 112

Tytuł: Witajcie w księgarni Hyunam-Dong
Autor: Hwang Bo-reum
Kategoria: literatura piękna
Wydawnictwo: Albatros
ISBN: 9788367759557
Liczba stron: 416
Ocena: 8/10

Sięgając po tę książkę spodziewałem się, że historia rozpocznie się jeszcze przed otwarciem księgarni przez Yeong-ju, ta jednak zaczyna się już kilka miesięcy po jej otwarciu, tuż przed zatrudnieniem w roli baristy Min-jun. Tak naprawdę spodziewałem się historii pisanej dla ludzi marzących o otwarciu księgarni, dostałem jednak coś zgoła innego. Książka porusza tematy, z którymi mierzą się współcześnie ludzie,:presję związana z osiągnięciem sukcesu, wypalenie w pracy, poszukiwania sensu życia, określeniem co tak naprawdę daje nam szczęście. Jest więc na swój sposób poradnikiem. Miałem okazję czytać kilka książek poruszających te tematy i muszę powiedzieć, że ta książka przemawia do mnie lepiej. To, że tematy te zostały przedstawione w fabularnej postaci przez historie bohaterów sprawiło, że spojrzałem na te zagadnienia z innej strony i dochodziłem do innych wniosków niż po przeczytaniu suchych poradników.

Czy książka jest przegadana? Pewnie tak, ale nie przeszkadzało mi to. Czy dialogi są realistyczne? Skądże, każdy bohater popisuje się tu niebywałą elokwencją.

Może nie jest to książka dla wszystkich, ale jeśli chociaż raz myślałeś/aś o bezcelowości swojego życia, braku satysfakcji ze swojej pracy, o poczuciu winy przez niespełnione oczekiwania otoczenia, to być może znajdziesz w tej książce ukojenie.

Prywatny licznik: 7/52

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Fanatyk0piorunów

@Oberon bohaterka zirytowała mnie już w okolicach dwudziestej strony i rzuciłam tę książkę. Dalej będzie lepiej?

Gwiazdor1piorunów

@KatieWee hmm, to zależy dlaczego nie lubisz bohaterki. Później trochę się ogarnia i przestaje się użalać nad sobą, później jest też głównym źródłem pomocy dla innych. Ale pod koniec może zirytować wodzeniem za nos pewnego innego bohatera, ale powiedzmy że miała swoje powody.
Też muszę przyznać, że te pierwsze 20% książki nie daje nam uczucia, że do czegoś to wszystko zmierza.
Tak naprawdę to dzięki postaci Min-juna, z ktorym siw w pewnym stopniu identyfikowałem, przebrnąłem wystarczająco daleko żeby się wystarczająco wciągnąć w historię.

Fanatyk0piorunów

@Oberon Dzięki! W takim razie dam jej jeszcze jedną szansę :smiley:

Gruba ryba1piorunów

@Oberon i pyk wpadła na listę TBR

Pokaż więcej komentarzy (5)

Gwiazdor

w Książki

20piorunów

108 + 1 = 109

Tytuł: Głodna Puszcza
Autor: Marcin Mortka
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: SQN
ISBN: 9788382104059
Liczba stron: 400
Ocena: 7/10

To już drugi tom przygód drużyny Kociołka, a tym razem miejscem akcji jest głównie tytułowa Głodna Puszcza. Poznajemy także kilka nowych faktów z historii świata przedstawionego. Największą siłą tych książek są postacie, każda z nich jest unikalna i da się ją lubić. Sama fabuła nie jest zbyt skomplikowana, ale według mnie to wychodzi tylko na plus książce, którą traktuję jako formę odpoczynku w dni, kiedy chcemy odpocząć przy lekturze i po prostu dobrze się bawić.
Na pewno zapoznam się z kolejnymi częściami, ale pewnie nie w najbliższym czasie, bo książki tego typu mogą się szybko przejeść i dobrze jest je sobie ostrożnie dawkować.

Prywatny licznik: 6/52

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Lider1piorunów

@Oberon Polecam podejście z dawkowaniem sobie tej serii, kolejne tomy niestety są mocno podobne i czytanie ich jedna po drugiej mocno obniża oceną 😉

Gwiazdor

w Książki

19piorunów

87 + 1 = 88

Tytuł: Omnifagus
Autor: Rafał Nawrocki
Kategoria: horror
Wydawnictwo: Vesper
ISBN: 9788377314395
Liczba stron: 292
Ocena: 7/10

Książki pewnie normalnie bym nie kupił, kupiłem ją w pakiecie z Inwazją Porywaczy Ciał i Czerwonym Marsem. I dobrze się stało, bo była to dobra okazja do poszerzenia swoich horyzontów, gdyż zazwyczaj nie sięgam po książki z gatunku horroru/weird fiction. Mimo to bawiłem się całkiem dobrze. 
Książka jest tak naprawdę zbiorem opowiadań, które łączy motyw tytułowego Omnifagusa, żywiącego się opowieściami. Jak to w zbiorze opowiadań poziom poszczególnych opowiadań różni się, jednak wszystkie trzymają przyzwoity poziom. Są tu zarówno opowiadania zahaczające o motyw postapokaliptycznego świata w ogródkach działkowych, nawiązania do słowiańskich stworów, niepokojące wydarzenia.

Myślę, że przez to, że jest to książka w formie opowiadań to dobrze nadaje się do rozpoczęcia przygody z tym gatunkiem, zwłaszcza że dzieją się one w swojskim klimacie Poznania.

Prywatny licznik: 5/52

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

#hejtoczyta

Gwiazdor

w Książki

20piorunów

63 + 1 = 64

Tytuł: Mars
Autor: Rafał Kosik
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: Powergraph
ISBN: 9788366178656
Liczba stron: 432
Ocena: 6/10

Książka opowiada o losach kolonii na Marsie i związanymi z tym problemami środowiskowymi, społecznymi, pojawia się ciekawy wątek terraformacji Marsa.
Książka składa się z dwóch części. Pierwsza, moim zdaniem ciekawsza, odbywa się w 2305 roku i skupia się mocniej na wątku terraformacji Marsa i o tym jak mieszkańcy Marsa wykazują się krótkowzrocznością i nie zauważają, że zapoczątkowany 300 lat wcześniej proces terraformacji wyhamowuje i nie osiągnął zakładanych założeń. Ciekawiły mnie zwłaszcza opisywane tu sposoby terraformacji planety. Jedyny minus tego wątku to fakt, że opisywana tu technologia wydaje się tu bardzo podobna do dzisiejszej, autor próbuje to wyjasnić problemem z dostępną energią, która przez zakaz korzystania z energii wykorzystujących tlen w reakcji spalania paliw opiera się na energii słonecznej, co jest mało wydajne na planecie pokrytej pyłem. W tym samym czasie dostajemy kilka wzmianek, że Ziemia osiada technologię, której spodziewalibyśmy się zobaczyć w XXIV wieku.

Druga część w roku 2340, moim zdaniem znacznie słabsza, skręca mocno w stronę cyberpunk, pojawiają się implanty, rozszerzona rzeczywistość. Tutaj fabuła skręca w inna stronę, a umieszczony w niej plot twist zaskoczył mnie bardziej dlatego, że nie pomyślałem, że możnaby ukryć coś tak dużego, no i samo wykorzystanie Marsa akurat w takim celu jakoś mnie nie przekonuje.

Mars był debiutem literackim Kosika, więc wybaczam mu słabszy drugi wątek i planuje zapoznać się z jego kolejnymi powieściami, zwłaszcza, że czytałem też Cyberpunk 2077: Bez przypadku i bawiłem się bardzo dobrze.

Prywatny licznik: 4/52

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Kompan0piorunów

Ja czuję sympatię do twórczości autora od serii młodzieżowej Felix, Net i Nika. Czytanie jego książek zawsze kojarzy mi się z fajnie spędzonym czasem. Mam też spostrzeżenie, że Mars oraz Różaniec opierają się trochę na tym samym pomyśle i tutaj miałem małe Déjà vu.

Pokaż więcej komentarzy (3)

Gwiazdor

w Książki

34piorunów

57 + 1 = 58

Tytuł: Odyseja kosmiczna 2001
Autor: Arthur C. Clarke
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: Rebis
ISBN: 9788381884969
Liczba stron: 280
Ocena: 8/10

To już klasyka gatunku, wiele osób pewnie zna film, co ciekawe książka powstała dlatego, że Arthur C. Clarke uznali, że zamiast zacząć od scenariusza łatwiej będzie zacząć od powieści. Film pozostał wierny książce, nie licząc kilku zmian, np. zmiany księżyca Saturna na księżyc Jowisza jako celu podróży Discovery. Szczególnie podobała mi się cześć pierwsza z prehistorycznym człowiekiem, zmiany w zachowaniu i inteligencji małpoludów w książce jest ukazane bardziej szczegółowo. Podobnie lepiej przedstawione są motywy działania Hala, a zwłaszcza końcówka, której w filmie nie zrozumiałem tak, jak chodziło o to autorowi.

Podsumowując, myślę, że warto potraktować film i książkę jako całość i zapoznać się z oboma. Nie będę sugerował czy najpierw czytać książkę i dopiero obejrzeć film, czy może najpierw spróbować wyciągnąć swoje wnioski podczas seansu a książkę traktować jako rozwinięcie. 
Tak czy inaczej zamierzam zapoznać się z kolejnymi częściami Odysei.

PS. Film oglądałem dawno temu, więc możliwe, że pamiętam go trochę inaczej niż było rzeczywiście

Prywatny licznik: 3/52

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Kompan1piorunów

Wg mnie film jest zbyt okrojony fabularnie i bez wcześniejszej lektury książki czasem ciężko się zorientować co się aktualnie dzieje. Ale nie zapominajmy o pozostałych 3 częściach cyklu, bo 2001 to dopiero początek 😊

Gwiazdor0piorunów

Właśnie tak mi się wydawało, tak jak cześć fabuły w prehistorii i o odkryciu monolitu i cześć z Halem dało się jakoś ogarnąć, tak końcowe minuty było już ciężko 😄

Osobistość2piorunów

@Oberon lubię inne książki Clarke'a, ale film Kubricka mnie tak wymęczył, że za tę jakoś nie mogę się zabrać xD

Gwiazdor0piorunów

Mimo wszystko polecam, książka jest o wiele przystępniejsza i nie trzeba patrzeć przez kilka minut jak Bowman biega w kółko po statku albo na kolorowe smugi podczas podróży przez bramę 😆

Pokaż więcej komentarzy (7)