Hejto.pl
Motyw strony
Dodaj post

SynMakumbyStatysta

Dołączył/a:

  • 0 wpisów
  • 1 komentarzy
  • 0 obserwujących

Fenomen

w Hydepark

80piorunów

Ale mam protipa związanego z #depresja dla osób, które mają kogoś u swojego boku - partnera, rodzinę czy współlokatora.

Najpierw kontekst: spotkałem wczoraj dalekiego znajomego i chwilę pogadaliśmy. Koleś powiedział mi, że przeżył silne załamanie nerwowe. Po prostu jednego dnia nie dał rady wstać z łóżka. Nagle zaczął go paraliżować stres, strach, poczucie bezsensu i po prostu nie poszedł do pracy, a nawet nie wyszedł z sypialni, tylko leżał i gapił się w sufit. Sporo czasu zajęło mu ogarnięcie tego stanu (wspominał także o leczeniu farmakologicznym) i nieoceniona stała się tu pomoc małżonki, która okazała wiele wsparcia.

I przez tą historię, z drugą połówką zaczęliśmy się zastanawiać i zadawać nawzajem pytania typu:

Jakich akcji oczekujesz po mnie, kiedy pewnego dnia coś takiego by cię dopadło?

Wydaje mi się, że takie pytanie jest niesamowicie ważne do zadania sobie w związku. Nie znamy w sumie dnia ani godziny, kiedy coś takiego może nastąpić. Ten znajomy dzień przed incydentem normalnie pracował, rozmawiał z ludźmi. Pewnie już wtedy coś niedobrego kiełkowało w jego jaźni, ale nie dawało o sobie znać w taki sposób, aby było to widoczne oraz możliwe do zapobiegnięcia.

To co z różową uzgodniliśmy jako nasz plan działania:

Jeśli nie będzie dało się dogadać, bo ten leżący tylko coś bełkocze - to od razu telefon alarmowy, bo to może być udar.

Jeśli rozmowa będzie możliwa, ale będą to rzeczy typu "boję się", "nie wyjdę z łóżka", "tak będę leżał" - to druga osoba musi skontaktować się z pracodawcą cierpiącego i dać znać, że dzisiaj bierze urlop na żądanie, a następnie spróbować ogarnąć lekarza pierwszego kontaktu. Najlepiej samemu także wziąć urlop na ten dzień, aby spędzić go razem z cierpiącym i spróbować dopilnować, aby zjadł albo aby nie wykręcił czegoś, czego mógłby żałować.

Uznaliśmy wspólnie, że to jest dość ważne, aby sobie opracować jakiś plan na taki wypadek, co by nie było paniki, chaotycznego działania lub bagatelizowania problemu.

Gruba ryba1piorunów

:zap:

Fanatyk35piorunów

@Spleen jako osoba walcząca z przewlekłą depresją od pona 20 lat powiem Ci, że to co zrobiłeś jest bardzo rozsądne. Często bliscy nie wiedzą, jak zareagować na taki nagły zjazd i nie kumają co w ogóle się dzieje.

Fanatyk11piorunów

@Hjuman tak, jeśli nie jest odpowiednio leczona, to może trwać nawet całe życie. Zasadniczo jako depresję przewlekłą uznaje się stan trwający ponad 2 lata.

Osobistość6piorunów

@Hjuman @WatluszPierwszy też coś koło tego mi się epizody ciągną, nawet jeden lekarz sugerował, że powinnam coś brać już ciągle i w zasadzie w tej chwili tak jest. Szczerze mówiąc, już się przyzwyczaiłam, jedni żyją bez nogi, to i ja mogę bez serotoniny. ¯\\_( ͡° ͜ʖ ͡°)_/¯

Fanatyk2piorunów

@motokate kwestia tego, jak długo się tak da i na ile silne masz objawy.

Niestety u mnie doszło to do dość skrajnej postaci i było o krok od psychiatryka i o krok od tego, żebym teraz nie pisał głupot na hejto, tylko sobie leżał wygodnie pod ziemią.

Osobistość1piorunów

@WatluszPierwszy niespecjalnie mam wybór w kwestii, ile się da. Przyłazi toto, ćpię tabletki, sobie idzie, przestaję ćpieć, wraca za jakiś czas. I tak w kółko. Ostatnio już od paru lat nie idzie się wygrzebać na prostą. Ale raczej nie grozi gałęzią w lesie. Tylko ciężko wyjść z łóżka i nie chce się chcieć.

Fanatyk1piorunów

@motokate tu powinna wejść terapia moim zdaniem. Moja psychiatra mówi, że bez terapii to nie jest leczenie depresji, tylko przyklejanie plastra na wielką ciętą ranę.

Fanatyk2piorunów

@motokate

> Przyłazi toto, ćpię tabletki, sobie idzie, przestaję ćpieć, wraca za jakiś czas.

Wiem że to marne pocieszenie, ale przynajmniej tabletki działają. Lekarze testowali na mnie 3 różne, jedna wywołała taką mgłę mózgową, że nie byłem w stanie przejść przez ulicę, druga dała absolutnie zero efektu, a trzecia wywaliła ciśnienie 180/100, po czym stwierdziłem "pierdolę, wolę codzienną walkę niż zawał".

Fanatyk1piorunów

@LondoMollari niestety, to jest największy ból w temacie leczenia depresji. Farmakologia nie zawsze pomaga, może mieć od groma skutków ubocznych... i tak się to kręci. Znam osoby, które zmieniały leki kilka razy i to było raczej 5-6 niż 2-3 razy.

Tytan2piorunów

@WatluszPierwszy jop, leki są głównie do wspomagania terapii, ale to właśnie proces terapii pomaga ogarnąć połączenia w mózgu tak, że to gówno nie wróci

Fanatyk4piorunów

@Roark poza tym terapia powinna dać narzędzia do radzenia sobie z tym gównem. Powinna podpowiedzieć, co jest źródłem problemu i co możesz sam zrobić, by pewne rzeczy niwelować. U mnie się udało. Poznałem sporo swoich mechanizmów działania i myślenia i teraz jakoś sobie radzę.

Fanatyk1piorunów

@WatluszPierwszy Też znam takie osoby, ale ja po trzech po prostu stwierdziłem, że jedyne co mi to dało to gorsza sytuacja w pracy, problemy zdrowotne, i zawalenie kilku rzeczy, które wcześniej robiłem - co prawda zmuszając się, ale jednak robiłem.

Fanatyk1piorunów

@LondoMollari nie wiem, co mądrego napisać, bo w pełni rozumiem to zniechęcenie. Sam przez to przechodziłem i wiem, jak to może wkurwić, wypalić wewnętrznie i spowodować brak chęci działania.

Osobistość1piorunów

> tu powinna wejść terapia moim zdaniem.

@WatluszPierwszy była nie raz, ale i tak pewne rzeczy ciężko przeskoczyć. Już mi się trochę nie chce, bo ile można.

Pokaż więcej komentarzy (24)