Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

SpleenFenomen

Dołączył/a:

  • 282 wpisów
  • 574 komentarzy
  • 5 obserwujących

Fenomen

w Hydepark

13piorunów

Ostatnio taka rozkmina w temacie :

Wyobraźcie sobie, że Wasza połówka zaginie. Po prostu nie wiadomo gdzie jest, nie ma kontaktu, nie wiadomo czy żyje, czy nie. Sprawa zgłoszona na policję, ale nie ma żadnych śladów ani postępów w poszukiwaniach. Klasyczne zaginięcie.

Ile czasu musi minąć, abyście zaczęli sobie układać życie na nowo i np. związali się z kimś?

Wiadomo, że nie fair jest wymagać, by druga osoba czekała całe życie w zawieszeniu na powrót, który może nastąpi, a może nie.

Jak dla mnie okres 3 lat brzmi sensownie, ale nie mam solidnych argumentów za czy przeciw. Czas tu nie działa na korzyść i im starsi jesteśmy, tym trudniej może być próbować żyć normalnie.

Zawodowiec4piorunów

@Spleen Helen Hunt nie czekała zbyt długo! A tak niby kochała!

Btw. mega płakałam na TEJ scenie na wodzie ( ͠° ͟ʖ ͡°)

Pokaż więcej komentarzy (6)

Fenomen

w Hydepark

6piorunów

Ciekawe patenty amerykańskiej armii z wykorzystaniem kart do gry, czyli nauka poprzez zabawę.

Talia "Most wanted" - na kartach znalazły się podobizny najbardziej poszukiwanych członków rządu Saddama. Celem było opatrzenie się żołnierzy z podobiznami złoczyńców, aby łatwiej ich później identyfikować. Sam pomysł na taką talię nie jest nowy - pierwsze takie zestawy pojawiły się już w czasach wojny secesyjnej.

Moim zdaniem, znacznie bardziej interesująca jest jednak talia "Heritage Preservation Cards : Afghanistan and Iraq" - karty z obrazkami najbardziej wartościowych reliktów lub zabytków. Celem tej talii było uczulenie żołnierzy na ogromne znaczenie elementów historycznych. Irak to kolebka cywilizacji człowieka, więc niszczenie tamtejszych staroci, to nie jest jedynie uszkodzenie dziedzictwa kulturowego tamtejszej ludności, ale także niszczenie naszej własnej historii. Twórcy zwracali uwagę na to, że utracenie tych zabytków jest nieodwracalne, bowiem niemożliwe będzie jakiekolwiek ich odtworzenie. Na kartach znajdują się fotografie istotnych artefaktów, ale także wskazówki typu "śmigło helikoptera może uszkodzić stanowiska archeologiczne, więc lądujcie w bezpiecznej odległości".

Fenomen

w Hydepark

56piorunów

pełne w miejscowości Santander w północnej Hiszpanii. Miałem obawy czy warto tu jechać, ale doświadczenie nagłego mroku i pięknej obręczy jest super. Czas zacząć planować wyjazd w 2027, bo chyba też będzie.

Ha i poszedlem na zadupie, myśląc, że tu będzie garstka ludzi.

Pokaż więcej komentarzy (8)

Fenomen

w Hydepark

117piorunów

Z cyklu "było i dobrze, że minęło" - przypomniała mi się historia z dawnych lat. Opowiem o jednym z większych rozczarowań młodego Spleena.

W klasie maturalnej, jeździłem na korepetycje przed egzaminem na studia. Zajęcia były tak zaplanowane, że ojciec mnie musiał podwozić ze szkoły - abym zdążył. Czasami nie mógł przyjechać, więc wtedy brałem taxi. Wyczaiłem, że jedna z korporacji taksówkarskich, ma program lojalnościowy i można zbierać pieczątki. Za 10 lub 20 przejazdów (już nie pamiętam) można było dostać... uwaga... telefon komórkowy za 1zł! (oczywiście w abonamencie).

Komórki to była świeża sprawa, nie wszyscy je mieli, a każdy ich pożądał - więc sukcesywnie zbierałem sobie te pieczątki, aż w końcu pewnego dnia ostemplowano mi ostatnie pole na karteczce. Byłem podekscytowany, bo wiedziałem, że to jest ten dzień, w którym dołączę do elitarnego grona posiadaczy komórki!

Wypatrzyłem na plakacie, że najtańszy abonament mieścił się w granicach tolerancji moich starych, więc ubłagałem, abyśmy poszli do salonu Era GSM, gdzie wymienię sobie te uzbierane pieczątki na wymarzony telefon.

Wchodzimy, kładę kartkę na ladzie i mówię od razu jaki model chcę. Gość patrzy, konsultuje z kimś tam obok i mówi, że spoko, ale za te pieczątki, to telefon będzie za 1zł, ale w najwyższym abonamencie, który wychodził chyba z 250zł miesięcznie. WTF? Ile w takim razie będzie ten piękny Ericsson kosztował w najtańszym abonamencie? Nie pamiętam dokładnie, ale jakieś tam 300 czy 400zł. Cholera, no to trzeba będzie dozbierać trochę kasy.

Odkładałem miesiącami, a gdy już miałem taką sumkę, poszliśmy ponownie do salonu, tym razem wiedziałem, że ten telefon musi być mój. Sprzedawca oznajmił - że cena taka i taka, abonament tyle i tyle i wszystko się zgadza, tylko jeszcze AKTYWACJA NUMERU - która kosztuje 400zł! Nosz kur... myślałem, że tam rzucę w nich krzesłem.

Minęło jeszcze więcej czasu i w końcu kupiłem upragnionego Ericssona T28S, aczkolwiek jakoś mi jego posiadanie już nie smakowało tak bardzo, bo słodką rozkosz przyćmiewał posmak goryczy związany z całą procedurą i kosztami związanymi z jego pozyskaniem.

Fanatyk0piorunów

@Spleen w tym czasie wystarczyło wziąć simplusa na kartę i kupić sam telefon i mieć wywalone na abonamenty i inne aktywacje.

Miałem ten telefon - z dodatkową klawiaturą do pisania smsów

Gruba ryba2piorunów

Ehh k⁎⁎wa. Pierwsza komórkę miałem w 2006 kupiona za dwa miesiące pracy wakacyjnej i stary mi po dwóch miesiącach za⁎⁎⁎al bo wróciłem pijany i uznał że mi skonfiskuje

Pokaż więcej komentarzy (24)

Fenomen

w Hydepark

29piorunów

Wracam sobie ostatnio z pracy przez park i widzę dzieciaki grające w piłę w oddali. W pewnym momencie piłka poleciała w moją stronę. Toczy się jeszcze po trawie, więc uznałem, że wykonam podanie w stronę grających.

Tutaj nadmienię, że piłka wyglądała jak normalna, skórzana piła do nogi. Niestety, to czego nie byłem świadomy, to fakt, że była to gumowa piłka, która jedynie była pomalowana w taki sposób, aby imitować łatki, a ja chyba muszę być pół-ślepy, że tego nie rozpoznałem. Tak więc błędnie założyłem włożenie zdecydowanie zbyt dużo energii w to podanie.

Przyśpieszyłem kroku, zrobiłem piękny zamach i dopitoliłem w tą piłę kopa z całej siły. Tak mi ta piłka na nodze doskonale siadła, że czułem się niczym Roberto Carlos strzelający z połowy boiska, no po prostu perfekcyjne dopasowanie stopy do kulistego kształtu futbolówki.

Piła niczym rakieta pofrunęła ponad głowami dzieciaków wydając z siebie takie oddalające się "pąąąąą..." Poleciałą gdzieś daleko w zarośla. Widziałem kątem oka, jak dzieciak się odwraca w moją stronę ze zniesmaczoną miną. Kątem oka, bo zrobiłem zwrot w tył, krzyknąłem "sorry!" i wyewakuowałem się z parku.

Pokaż więcej komentarzy (2)

Fenomen

w Hydepark

10piorunów

818 + 1 = 819

Tytuł: Władcy Wszechświata / Masters of the Universe

Rok produkcji: 2026

Kategoria: Fantasy / Komedia / Familijny

Reżyseria: Travis Knight

Czas trwania: 2h 20min

Ocena: 5/10

Jest dostępny na Amazonie.

Szkieletor zagraża równowadze krainy Eternia - a jedynym, który może go pokonać jest He-Man ze swoim wielkim, lśniącym mieczem! Ot i cały zarys fabuły.

Z uwagi na fakt, że klimaty superbohaterów, to trochę nie moja bajka, to do tej produkcji podchodziłem ze sporym dystansem. Gatunek ten został w procesie monetyzacji kompletnie przemielony przez Marvela i Disneya - aż już brakło im chyba weny i z każdym kolejnym filmem, ryzyko spektakularnej klapy stało się na tyle ogromne, że ostatnie filmy, to już chyba są skazane na porażkę finansową zanim jeszcze trafią do postprodukcji. Z drugiej strony, wobec He-Mana mam spory ładunek nostalgii, bo jako mały kajtek namiętnie oglądałem animowany serial o przygodach przypakowanego miecznika. Zaryzykowałem zatem i jakie są wnioski?

Mieszane, ale nawet z takim trochę skrętem w stronę pozytywną.

Po pierwsze i chyba najważniejsze - to jest komedia. I twórcy cisną bekę z całej tej konwencji He-Mana dość dobrze. Sporo jest szydery z tego dlaczego te postacie akurat tak wyglądają i się zachowują. Zagrali odważną kartą i jak dla mnie to największy plus tej historii. Jako przykład mogę podać scenę z rozmową na temat "dlaczego Szkieletor jest zły?" - na co pada wyjaśnienie, że on ma zamiast twarzy czaszkę, więc jak niby miałby być dobry? No i tego typu haseł jest w filmie całkiem sporo.

Oczywiście zdecydowana większość filmu to jest młócka, więc jeśli ktoś tu się spodziewa jakichś psychologicznych głębin, ambitnych dialogów czy niespodziewanych zwrotów akcji, to może być pewny, że ich tu nie znajdzie.

Powiedziałem wcześniej o największej zalecie filmu, a jaka jest największa wada? Wg mnie taka, że najbardziej spektakularna i zawsze wyczekiwana scena z serialu kreskówkowego, czyli przemiana Adama w He-Mana nie została wyprodukowana jak totalna kalka kadr po kadrze. No jakżesz mogli oni tak zadrwić z widza? Przecież ta sekwencja to było cream de la creme, punkt kulminacyjny, czysta ambrozja dla oka. Nawet nie pamiętam dokładnie jak ona wyglądała (ale pamiętałem np., że było jak He-Man strzela z miecza w przerażonego tygrysa, a ten dzięki magicznej mocy staje się większy, bardziej odważny, i odziany w pancerz). Jak dla mnie porażka totalna, bo na tą scenę czekałem cały film!

Rozczarowało mnie także, że nie zrobili sceny ze Szkieletorem uciekającym tunelem - rodem z mema.

Czy polecam? Sam nie wiem - jeśli chcecie to obejrzeć z 10 letnim synem - to pewnie! Jeśli kiedyś oglądaliście He-Mana i Wam się podobało za dzieciaka - to jak najbardziej. Ale jeśli kompletnie nie ogarniacie tej historii, to może być to za nisko postawiona poprzeczka, aby zapewnić dobrą rozrywkę.

Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app

Pokaż więcej komentarzy (3)

Fenomen

w Hydepark

11piorunów

814 + 1 = 815

Tytuł: Pogorzelisko
Rok produkcji: 2010
Kategoria: Dramat
Reżyseria: Denis Villeneuve
Czas trwania: 2h 10m

Ocena: 8/10

Po otworzeniu testamentu matki, bliźnięta Simon i Jeanne otrzymują koperty. Dwie z nich są dla ich ojca oraz brata - osób, których istnienia nie byli świadomi. Wyruszają w podróż na Bliski Wschód, aby odnaleźć krewnych.

Ładnie nakręcony, fajnie prowadzona fabuła - wraz z upływem filmu poznajemy dramatyczną historię Nawal Marwan - kobiety, która miała ogromne nieszczęście żyć w epicentrum czystek na tle religijnym. Jest trochę plot-twistów oraz szokujących scen, więc to film nie dla każdego. Może nie ma tryskającej na prawo i lewo krwi, ale dramatyzm jest budowany znaczeniem różnych wydarzeń a nie dosłownym pokazywaniem tego na ekranie.

Zdecydowanie pozostawia po sobie niesmak, więc nawet nie chce mi się na jego temat śmieszkować.

Da się go znaleźć na cda bez premium.

Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app

Fenomen

w Hydepark

30piorunów

Dzisiaj w ramach serii moich wpisów pod tagiem zostanie przełamany ostatni trend i uwieczniony zostanie inny użytkownik.

Tematyka nadal związana z ciężką pracą.

Czy ktoś jest w stanie odgadnąć o kogo chodzi?
Na bank będziecie wiedzieli. Dodam jedynie, że cykl wpisów związanych z tym co na obrazku, to jak dla mnie absolutna topka jeśli chodzi o tagi autorskie na hejto.

Osobistość7piorunów

@Spleen Jezu, dokładnie tak to wyglądało wtedy poza tym, że była 3 w nocy i nie było ludzi dookoła, nawet buda podobnie wygląda ༼ ͡° ͜ʖ ͡° ༽

Pokaż więcej komentarzy (7)

Fenomen

w Hydepark

115piorunów

Moja pierwsza wyprawa do stolicy naszego pięknego kraju, miała miejsce jak miałem lat kilka - czyli pewnie gdzieś za Jaruzelskiego. Dla chłopca z ufajdanej gnojem i eternitem Polski B, to było coś! Szerokie ulice, tramwaje, dużo ludzi i każdy taki ważny, gdzieś idzie pośpiesznym krokiem, pomniki i tak wiele, wiele samochodów! Podczas wizyty w zoo na własne oczy można było zobaczyć słonia lub niedźwiedzia polarnego - obrazy znane wyłącznie z książek.

Ale najbardziej spektakularnym wydarzeniem dla takie smyka było zupełnie co innego. Do dziś pamiętam jak mi dosłownie eksplodował mózg, kiedy zobaczyłem przed sobą schody ruchome na dworcu centralnym. Poczułem się wtedy, że obcuję z technologią przyszłości. Oto człowiek ujarzmił męczącą potrzebę wspinania się po betonowych stopniach i elementem dnia codziennego stało się coś, czego mój umysł do tej pory nie dopuszczał do siebie nawet w najbardziej fantazyjnych snach. Stajesz w miejscu, a świat wokół przesuwa się sam, by przeteleportować cię kawałek dalej. Pozwolili mi się przejechać ze dwa razy, przy czym podczas kolejnego kursu już starałem się robić znudzoną minę, że niby to w moim przypadku już jakaś rutyna i nie robi to na mnie wielkiego wrażenia, choć serce z podniecenia nadal waliło jak oszalałe.

Jako szkrab, prawdopodobnie mógłbym cały wyjazd spędzić na tym dworcu, jeżdżąc w kółko góra i dół, a tu trzeba było iść pod jakąś głupią kolumnę albo do jakiejś łazienki, bo ktoś uznał, że to jest ciekawsze niż namacalne science-fiction w czystej postaci.

Osobistość1piorunów

@Spleen mam podobne wspomnienia z lat 90tych, jak ojciec mnie brał na wycieczki do powiatowego ZUSu, żebym zobaczył windę xD (miasto powiatowe, na stary podział wojewódzkie)

Pokaż więcej komentarzy (19)

Fenomen

w Hydepark

13piorunów

792 + 1 = 793

Tytuł: Złodziej z przypadku / Caught stealing

Rok produkcji: 2025

Kategoria: Kryminał

Reżyseria: Darren Aronofsky

Czas trwania: 1h 49m

Ocena: 5/10

Chłopak zgadza się wyświadczyć przysługę koledze, który w USA ma stylówę niczym brytyjski pancur. Z pozoru niewinna rzecz, sprawia, że wpada w sam środek gigantycznej przepychanki w gangsterskim półświatku.

Film, który bardzo chce być "Przekrętem" lub "Porachunkami" w reżyserii Guy'a Ritchiego, ale niestety nim nie jest. Ba, nawet nie dorasta im do pięt! No dobra, może do pięt dorasta, ale wyżej niż penis to na bank już nie. Brakuje wyrazistości postaci, fajnego flow i ciekawszej intrygi. Są grupy walczących ze sobą grup przestępczych - Żydzi, skinheadzi, policjanci - czyli mikstura różniących się od siebie środowisk. Coś co w "Snatch" dało mieszankę wybuchową, tutaj jedynie pierdnęło i rozeszło się w powietrzu niepozostawiając po sobie nawet zapachu.

Miałem duże nadzieje, bo lubię takie zwariowane kryminały, niestety trochę się rozczarowałem.

Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app

Fenomen

w Hydepark

14piorunów

Wiecie jak ja gram w lub ?

Zaczynam nową grę, najlepiej na wielkiej planszy, nie kończę i więcej do niej nie wracam, tylko rozpoczynam kolejną.

Dlaczego?

Bo ja po prostu lubię początkowe fazy gry, a tych końcowych niezbyt.

Lider2piorunów

@Spleen dużo gier tak ma, nawet nie strategicznych 😉 Początkowa faza jest fajna, bo musisz się starać, czy to o zasoby, czy teren czy inne skończone rzeczy i czujesz to poczucie presji, a z drugiej masz jeszcze puste drzewko rozwoju, więc musisz kminić jak rozdysponować punkty czy inną walutę na odblokowanie progresu. A potem przychodzi endgame i w najoptymistyczniejszej opcji masz odblokowane całe drzewko i nikt ci nie podskoczy, a w tej mniej optymistycznej udało ci się złamać grę tak bardzo, że dosłownie nie masz co robić nawet z zasobami, bo tyle ich masz.

I again- to nawet nie że hirołsy czy civka tak mają. Weź takiego minecrafta- same początki zaraz po stworzeniu świata, zdobywanie drewna, pierwsze sztabki żelaza, uciekanie przed potworami w nocy jak się nie miało farta znaleźć owiec. Potem zastanawianie się, czy wydać te 3 wykopane diamenty na kilof, czy może siekierę, czy może miecz i łopatę. Mozolne zbieranie zasobów.

Siedzimy w tym świecie ze 100-200 godzin i nagle się okazuje, że dosłownie sramy zasobami na taką skalę, że sami to wszystko zatrzymujemy nie wiedząc co z tym robić, bo można zrobić automatyczną farmę dosłownie wszystkiego- typowych zwierząt na materiały i żarcie, strzał i kości ze szkieletów, oczu z pająków, różnego śmiecia z wiedźm, żelaza z golemów, prochu z creeperów, rodów z blaze'ów, pereł z endermanów, złota z piglinów, prismarine shardów z guardianów, villagerów żeby sobie zagwarantować jak najlepsze trede'y (!), drewna, które ci spawnuje i ścina drzewo, shulkerów, które zabijane będą ci spawnować te ichnie łuski do robienia skrzynek, nawet węgiel ci nie jest potrzebny, bo możesz sobie zrobić farmę wodorostów, która spięta z automatyką będzie robić nieskończone paliwo dostarczane do automatycznej wannabe huty złożonej z kilku setek pieców ustawionych minecartami w load balancer, które mogą ci non stop przepalać rudę, tak samo możesz sobie zrobić automatyczną farmę do robienia potionów też z tych farm wyżej, a jak ci tego jest mało, to możesz użyć bugów do zrobienia duplikatora bloków i wtedy to możesz sobie spawnować z d⁎⁎y nawet i złoto, diamenty, czy netherite. Masz dosłownie tyle zasobów, że nie jesteś w stanie nawet wymyślić na co jeszcze by je można wykorzystać i jeśli tylko nie grasz na tych po⁎⁎⁎⁎nych modpackach typu Agrarian Skies, które potem lecą geometrycznie w użycie zasobów to dochodzisz do wniosku, że chyba zrobiłeś wszystko co tylko się dało i odpalasz nowy świat. Albo zaczynasz sobie budować rzeczy, bo technicznie osiągnąłeś już endgame tak bardzo jak tylko się da.

Pokaż więcej komentarzy (2)

Fenomen

w Hydepark

17piorunów

Ilustracja do wpisu z serii "nie ma kołaczy":
https://www.hejto.pl/wpis/part-16-praca-w-laboratorium-diagnostycznym-niemakolaczy-2019-idac-na-studia-mik

Fenomen2piorunów

Ło Panie. Przypomniało mi się jak dzwoniłem do mojej mamy jak pracowała w laboratorium w szpitalu dziecięcym.
Do tych maszyn dołącz jeszcze Krzyki dzieci, które przyszły na badania 🙈
No było to wymagające dla Mamy i reszty zespołu 🙃

Pokaż więcej komentarzy (7)

Fenomen

w Hydepark

95piorunów

Jedną z najbardziej wpływowych produkcji telewizyjnych na młodzieżowe obyczaje wczesnych lat 90 był serial "Dzień za dniem".

Były to losy amerykańskiej rodziny, a głównym bohaterem był chłopak z zespołem Downa o imieniu Corky Thatcher. Czy serial ten miał pozytywny wpływ na młodzież i uczył empatii? Ależ skąd, jego oddziaływanie polegało na tym, że imię Korki stało się powszechnie stosowaną na szkolnych korytarzach obelgą. Każdy wiedział kim był Korki. Była to taka lajtowa obelga, o znacznie mniejszej sile rażenia niż wulgaryzmy. Do tego komiczna na tyle, że odbiorca owszem, wściekał się, ale także się trochę tego śmiał.

Były suchary typu:
> Jak nazywają się piłkarskie buty?
> Korki
> Kazik, miło cię poznać

Miało to miejsce zanim naczelnym przedstawicielem osób z Downem w naszym kraju stał się Maciuś z Klanu.

Pokaż więcej komentarzy (35)

Fenomen

w Hydepark

29piorunów

Posucha na tagu więc coś trzeba ruszyć.

Kota kiedyś miałem, co gardził drogą, zdrową i odżywczą karmą. Żadna tam Sheba, Dolina Noteci czy inne, bogate w mięso wyroby. Tylko Tesco Value (bo to jeszcze za czasów Tesco w Polsce było). Nic innego żreć nie chciał.

Pokaż więcej komentarzy (4)

Fenomen

w Hydepark

41piorunów

776 + 1 = 777

Tytuł: Project Hail Mary

Rok produkcji: 2026

Kategoria: Familijny / Sci-Fi

Reżyseria: Phil Lord, Christopher Miller

Czas trwania: 156 min

Ocena: 8/10

Budzisz się w kapsule hibernacyjnej na statku kosmicznym i nie wiesz skąd się tu wziąłeś. Z czasem jednak zaczynasz odkrywać, że jesteś zdolny wyliczyć ze wzorów swoje położenie w kosmosie, więc chyba nie jesteś pierwszym z brzegu debilem.

Oto rozpoczęcie ciekawej historii o nietuzinkowej przyjaźni w otoczonym pustką bezkresie próżnej przestrzen... ej jednak chyba ta przestrzeń nie jest wcale taka pusta, bo jak się okazuje, dość obficie jest wypełniona astrofagami. Czym one są? Dowiesz się oglądając film.

Ja to w ogóle jestem miłośnikiem historii Andy-ego Weir-a. A ta fascynacja zaczęła się dawno temu, zanim jeszcze stał się bardzo sławny - po przeczytaniu opowiadania Jajko - bardzo polecam, da się to znaleźć w necie. Jak tylko się dowiedziałem, że będzie kolejna ekranizacja jego prozy, bardzo się ucieszyłem.

Czy efekt końcowy sprostał moim oczekiwaniom? Jak najbardziej! Świetna rozrywka, jakiej bardzo wszystkim trzeba. Nie jest to przygnębiające hard s-f, nie jest to klaustrofobiczny horror, a bardzo zgrabna przygodówka - czuć w tym podobieństwo do Marsjanina, Interstellar czy nawet do Cast Away, bo samotność w tym filmie odgrywa dużą rolę.

Są fajne, bardzo oryginalne motywy - zarówno wiszącego w powietrzu zagrożenia, ale także takiej fascynującej tajemniczości - bo wraz z bohaterem odkrywamy o co tutaj w tym wszystkim chodzi.

Dwa momenty utknęły mi w pamięci przede wszystkim. Pierwszy to piosenka karaoke. Ależ dobrali słowa, no po prostu wzruszenie na maksa. W ogóle lubię, jak w filmie pojawia się piosenka, a jak jest tak mistrzowsko wkomponowana, to już w ogóle sztos. Drugim motywem, było to jak w retrospekcji przekonali bohatera do misji. Nie będę tu spoilerował, ale przyznaję, że to było dobre!

W ogóle ładne są kolory, ładne ujęcia i główny bohater też ładny 😋

Na minus to zdecydowanie długość filmu. Jak już sofa zaczynała gnieść w dupsko, myślałem, że zbliżamy się powoli do końca i jak sprawdziłem, okazało się, że jeszcze nawet połowa filmu nie minęła, to aż poczułem skręt kiszek, że jeszcze tyle siedzenia.

Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app

Pokaż więcej komentarzy (17)

Fenomen

w Seriale

20piorunów

Zacząłem oglądać serial Reacher, i niestety raczej się poddam. Dam mu jeszcze 1 odcinek, ale nie widzę tego.

Jeśli ktoś kocha historie w stylu "Renegat", "Drużyna A" lub "Wykidajło", to na bank jest to historia dla niego. Jest tu kalka na kalce jeśli chodzi o takie banały.

Mamy wielkiego mięśniaka, który sam wymierza sprawiedliwość. Jest to oczywiście były komandos, czy jakiś tam inny specjals, więc w walce wręcz, obsłudze broni a także survivalu nie ma sobie równych. Do tego jest milczkiem i odzywa się tylko wtedy, gdy musi - a nie sorry, tylko wtedy, kiedy chce. Nie ma bagażu, podróżuje bez żadnej torby. Nie ma też domu ani rodziny, wiadomka.

Mamy też małą społeczność ze skorumpowanym, zepsutym do szpiku kości lokalnym milionerem, który dociska lud i robi co mu się podoba. Oczywiście miejscową policję ma w garści. Ale hola! Nie całą policję - jest przecież dwójka sprawiedliwych - doświadczony życiem detektyw i młoda aspiranta- żółtodziób, którzy łączą siły z Reacherem, aby wyplenić patologię z miasteczka.

Są sceny z gołą klatą, jest scena jak młoda policjantka zszywa ranę ciętą na plecach głównego bohatera i jego to wcale nie boli. Jest także scena, jak Reacher po położeniu księżyca na niebie szacuje, że kilka dni temu ten księżyc był o 26 stopni przesunięty o tej godzinie, więc światło w miejscu zbrodni padało jakoś tam inaczej, więc coś to znaczy.

Jest wreszcie stary dziadek, golibroda - mędrzec, z którym co jakiś czas Reacher rozmawia o bluesie, o życiu i sensie istnienia.

Normalnie pisząc to mam wrażenie, że robię sobie bekę, a wszystkie te rzeczy wiem po obejrzeniu zaledwie 3 odcinków.

Serial dla nostalgików tęskniących za latami 80 kinematografii, dla 13 letnich chłopaków oraz dla Twojego starego.

Koneser1piorunów

Piękny to byl serial, zbingewatchowalem wszystkie trzy sezony. Jak później zobaczyłem fragmenty filmu z tomem cruisem to się zaśmiałem i pomyślałem z czym do ludzi :grinning: jakby parodia reachera.

Pokaż więcej komentarzy (7)

Fenomen

w Kawiarnia "Za Firewallem"

14piorunów

Na początku chciałbym bardzo wszystkich przeprosić za to co tu poniżej wkleję.

Zainspirowany pawiem na chodniku, poczułem przypływ weny i jadąc do kołchozu autobusem, "wyrzygałem" myśli na papier.

Rzygowiny

Kiedy meszek sprószy usta
W sakwie kisi się kapusta
W portkach lufa kolubryny
Wiedz, że czas już na dziewczyny

Zamiast drinka i kolacji
Pokaż poziom egzaltacji
I zapraszaj swe Karyny
Na przepyszne rzygowiny

Rzygowiny kolorowe
Buraczane, marchewkowe
Ostre, niczym cierń akacji
Prosto z muszli w ubikacji

Gdy spożyjesz witaminy
Zdrowe będą rzygowiny
Słodkie będą, jeśli wcześniej
Prosto z drzewa zjesz czereśnie

By zapewnić przypływ treści
Jedz gdy nawet się nie mieści
Stron od kropli żołądkowych
Efekt będzie wystrzałowy

Dzięki temu, daję słowo
Randkę zrobisz koncertową
Może trochę zbyt nachalnie
Ale za to oryginalnie

Wiedz, że żadna się nie oprze
Bowiem szybko do niej dotrze
Że dziś będzie w siódmym niebie,
Bo jej dałeś coś od siebie

Nie prezenty, ani kwiaty
Nie kolczyki lub brokaty
A spotkanie w drzwiach latryny
I domowe rzygowiny

Pokaż więcej komentarzy (3)

Fenomen

w Hydepark

36piorunów

Już za chwileczkę, już za momencik, jadę się spotkać z ziomkami ze szkoły średniej.

Szkoła ta miała miejsce dawno temu, jeszcze kiedy prezydentem był Kwaśniewski. Jako młodzi, niepokorni, zbuntowani chłopcy bez komórek w kieszeni, bardzo do serca braliśmy przykład z głowy państwa, szczególnie w obszarach konsumpcji płynów. A, że to było na ścianie wschodniej, to brak kasy przeszkodą nie był, bowiem na bazarkach można było tanio dostać podejrzanie wyglądający napitek. Były wódki Bolchoy, w prostokątnych, litrowych butelkach. Były także w zieolnych, kwadratowych butelkach wódki: Starka oraz porzeczkówka. Potem, z czasem pojawiać się zaczynały coraz to bardziej dziwne wynazaki, typu wódka w puszce, w kartonie, w plastikowej butelce. Niemniej jednak królem taniego chlania był spirytus zza Buga. Przemycany w pognieconych butelkach po wodzie mineralnej, w słoikach, a nawet raz widziałem w woreczkach. O tym może być inny wpis, bo to temat rzeka.

No więc po latach rozłąki, znowu się spotkamy i niech się starówka w Lublinie ma na baczności, bo wypełźnie dzisiaj i stado dziadów. Nie no, kultura będzie, wiadomo.

Ale nie o tym chciałem. No więc, jak powszechnie wiadomo, kiedy stare capy próbują znaleźć termin spotkania, który będzie każdemu pasował, to jest z rok planowania. Bo wiadomo, jeden ma poligon, inny nockę w pracy, trzeci chore dzieci, czwarty akurat na urlopie gdzieś za granicą, a piątego to w maju żona nie puści. Po całych miesiącach prób, w końcu udało się znaleźć termin!

Jak już data została zatwierdzona, bez żadnego veta, to przyszło nam zarezerwować nocleg. Marzyły nam się obszerne komnaty, pokoje z wielkim TV, co by jakiś meczyk wskoczył na ekran, wygodne sofy i tarasy. Otóż takiego wała, bowiem jak się okazało, dokładnie w ten sam weekend, w Lublinie ma miejsce światowy kongres Świadków Jehowy. Ma kilkadziesiąt tysięcy wiernych zjechać i jak szukaliśmy noclegów, to nas odsyłano z kwitkiem, mówiąc, że na ten weekend, to poszło wszystko już pół roku temu. No i kotwica nam w plecy. Ale data ustalona, jak odpuścimy, to z rok znowu zajmie nam znalezienie dogodnego terminu. Tak więc bierzemy cokolwiek!

Zarezerwowaliśmy dwa mieszkania, każde po 25m2. W każdym z nich zadokuje się po 4 chłopa. Będzie jak w akademiku, więzieniu albo na okręcie. Będzie ocieranie się o siebie, kolejki do kibla oraz niemożliwość odwrócenia wzroku od towarzyszy, bo gdzie się nie odwrócisz, to będzie tam inna morda. I co w związku z tym? Nic, bo wiem, że będzie zawaliście. Jak za lat szczeniackich, ponownie razem. W ten weekend znowu będziemy młodzi!

Pokaż więcej komentarzy (3)