Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

gapitusPraktykant

Dołączył/a:

  • 3 wpisów
  • 21 komentarzy
  • 0 obserwujących
HydeparkAMA - pracowałem przez 15 lat w polskim oddziale dużej japońskiej firmy. Byłem zawodowo w Japonii (spotkania
Praktykant0piorunów

@CandyAmigo jeszcze na tenat kaizen, bo to jest temat rzeka, szczególnie, że abstrakcyjnie japoński kaizen jest wykładany bezmyślnie w szkołach wyższych w naszym kraju. Niestety nikt, kto to wykłada nie zadał sobie teudu żbeby zobaczyć jak to działa w praktyce. A w praktyce kaizen działa tak, że w fabryce są różnokolorowe jednostki. I tak: białe fartuchy przykręcają śróbki, żółte farruchy sprawdzają czy białe dobrze przykręciły, brązowe sprawdzają żółtych, a złoci brązowych. W końcu są też srebrni, którzy nie schodzą nigdy na halę, ale jak coś się pieprzy to oni biorą po głowie, kłaniają się i przpraszaą, a w japonii jak się ukłonisz i orzeprosisz, to jakbyś popełnił sepppuku :grinning:

Praktykant4piorunów

@Tr8025 nabiału oni nie jedzą prawie w ogóle. Może jedzą, ale nie widziałem. Natomiast żarcie jest tam fantastyczne. Pomijając czy lubisz kuchnię azjatycką czy nie, znajdziesz tam najróżniejsze smaki i to w najwyższej jakości. Dla samego żarcia opłaca się smtam pojechać.
Jest niezliczona ilość knajpek, gdzie w godzinach szczytu ustawiają sie kolejki. Pracownik knajpki (nie kelner) chodzi po ludziach w kokejce i zapisuje co chcą zamówić, więc czekając w kolejce już się dla nich gotuje strawa.
Po angielsku i to z oporami porozumiewają się tylko japończycy, którzy muszą się stykać z międzynarodowym biznesem. W sklepach jest to skrajnie rzadkie. W kwestii stosunku do obcokrajowców, generalnie odnoszą się do białych jak my byśmy odnosili się do marsjan. Zresztą jest białych w Tokio porównywalnie jak Marsjan w eropie 😉
Czarnych starają się w ogóle nie zauważać. Mieliśmy znajomego czarnego i tu są inne ciekawe przemyślenia na inny wątek :smiley:
A propos turystów z europy: w Japonii jest zasada podatkowa, że jak kupujesz coś w sklepie jako turysta, to zwracają ci koszt podatku na lotnisku jak wracasz. Ja wszedłem do sklepu i chciałem kupić kimono dla żony. Jak się dowiedziałem, że muszę podać dane osobowe łącznie z numerem paszportu itp, żeby mieć kimono za cenę z metki, czyli 30-40% taniej niż cena nominalna, to zrezygnowałem i wyszedłem.
Po kilu minutach dopada mnie zdyszana japonka kilka przecznic dalej i lamanym głosem mówi: bardzo pana przepraszam, ale szefowa kazała powiedzieć, że zgadza się, żeby pan kupił to kimono dla żony bez konieczności okazywania paszportu i w cenie bez podatku! .... no i wróciłem się i kupiłem :grinning:

Praktykant3piorunów

@KontoBezNicku Opowiem Ci, jak odwiedzaliśmy jedną z wielkich fabryk samocjodów w Nagoji. Dostaliśmy kaski na łeb i żółte kamizelki. Przeszliśmy całą fabrykę ale tylko ścieżką, która na żółto była namalowana na podłodze. Za każdym razem, jak wchodziliśmy do działu, gdzie pracowali ludzie (bo większość działów ogarniały roboty) to wszyscy nagle tak zaczęli napieprzać, że aż to było groteskowe :grinning:
A propos kaizen opowiem Ci inną historię. Przyjechał do nas kiedyś chłopak z Japonii. Niby na szkolenie, niby biznesowe. Oni lubią wysyłać w świat młodych, żeby zobaczyli jak jest hdzie indziej, co by tu można zaimplementować w Japonii. Warto wiedzieć, że Japończycy wszystko kopiują. W latach 80-90 była wielka akcja, gdzie emeryci dostawali dotacje rządowe na wyjazdy turystyczne, pod warunkiem, że będą fotografować wszystko co im się nawinie. Na podstawie tych zdjęć/informacji rząd organizował projekty delegowane prywatnym spółkom, co zresztą przeciwdziałało inflacji... ale to dygresja.
Wracając do tematu, ten chłopak prze tydzień nie wiedział co ze sobą zrobić. Kręcił się to tu, to tam. Każdy go olewał, bo to taka nadprogramowa kłoda. Wreszcie wrócił do Japonii i wszyscy odetchnęli z ulgą.
Nie minął miesiąc jak sie dowiedzieliśmy, że koleś zdobył pierwszą nagrodę w konkursie na pdniesienie bezoieczeństwa pracy!!! Okazało się, że chłopak siedział na korytarzu i spisywał nasze standardowe tabliczki BHP. Wrócił do siebie, przetłumaczył je i... wygrał pierwszą nagrodę :grinning:

Praktykant1piorunów

@schweppess ovzywiście będę wrzucał moje doświadczenia na bieżąco o ile będzie zainteresowanie.

Praktykant1piorunów

@schweppess jeśli Cię stać na wyjazd, jedź, chodźby po to, żeby zobaczyć inną planetę. Ale przygotuj się na ogromne koszty. Same koszty podróży metrem po Tokio są ogromne. To jest bardzo bogaty i drogi kraj bardzo ubogich ludzi...

Praktykant2piorunów

@schweppess Japończycy są bardzo, ale to tak bardzo, że nam się to nie mieści w wyobraźni, wyizolowani społecznie, cywilizacyjnie i językowo. Dopóki nie spotkasz Japończyka i nie pogadasz z nim od serca nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo oni odstają od cywilizacji anglosaskiej. Oni mają gigantyczny kompleks. To my, będąc przez 70 lat pod ruskim butem mamy komplesk, ale oni mają 100 razy potężniejszy. Są bardzo skromni i wycofani. Wręcz osoby o łagodnym charakterze są promowane na wysokie stanowiska, aby nie zagrozić innym. To jest opowieść na inny temat, ponieważ takie podejście promuje miernoty, które po dojściu do władzy wyzwalają w sobie najgorsze, prymitywne odruchy. Genrealnie Japończycy są bardzo spokojni, gościnni, uśmiechnięci i otwarci, ale tylko przez 5 minut. Następnie są homogeniczni, homoetniczni, rasistowscy, bezwzględni, chamscy, wywyższający się, cały czas kombinują jakby ci udowodnić, że jesteś gorszym gatunkiem...

Praktykant1piorunów

@CandyAmigo to jest temat rzeka. Z braku odpowiedniej ilości miejsca napiszę w skrócie, że japoński styl biznesowy to jak filmy Kurosawy. Zasada polega na tym, aby bardziej pomiatać podwładnymi. Jeśli nienpomiatasz odpowiednio, tym większą zjebkę dostajesz z góry. Japońska firma to jak pańszczyźniany folwark. Odpowiem opowiastką: kolega na wyższym stanowisku spotkał się z zarządem firmy na spotkaniu biznesowym zorganizowanym w zamku królewskim w Warszawie. Podawany był Żurek, ktory Japończycy wręcz bosko uwielbiają. No i padło pytanie od japońskiego tutti di tutto capo do japońskiego prezesa polskiego ddziału: jak oceniasz polskich pracowników. A ten w odpowiedzi nówi: " bardzo dobrze oceniam. Robią co im się każe."

Praktykant2piorunów

@frk tego niestety nie wiem, bo żona mi zabroniła sprawdzać, aczkolwiek wiele nocy spędziłem oglądając bardzo dziwne japońskie porno, które tam po nocach leci w publicznej telewizji, a ja nie mogłem spać w nocy całymi tygodniami, to muszę przyznać, że coś w tym określeniu jest 😉

Praktykant2piorunów

@Odwrocuawiacz Tak naprawdę trudno polecić konkretne miejsca. oczywiście w przewodnikach znajdziesz wiele żelaznych pozycji, jednak gwarantuję Ci, że jeśli cały pobyt poświęcisz na zwiedzanie Tokio, to przez miesiąc nie będziesz się nudzić. Japonia wygląda jak inna planeta. Niestety nie do końca jak z filmu Tokio drift. W samym centrum Tokio widziałem wóz ciągnięty przez czlowieka. Generalnie pomieszanie kosmicznej nowoczesności z trzecim światem. Samo Tokio to kopalnia doznań. Możesz jeździć metrem z dzielnicy do dzielnicy a każda wygląda jak inny kraj, ba jak inna planeta. Wysiadasz z metra i masz dzielnicę świątynną. kilka świątyń buddyjskich i konfucjańskich w bliskiej odległości, kilka przystanków metrem dalej, masz dzielnicę gamingową, łazisz godzinami od wieżowca do wieżowca, wszędzie sprzęt komputerowy, gigantyczne wielopiętrowe sklepy z figurkami z gier, konsole, mnóstwo ekranów, bilbordy, migające ekrany, oczopląs, jak w Cyberpunk 2077 :smiley: jedziesz kawałek dalej i nagle dzielnica ekskluzywnego żarcia. mnóstwo wieżowców/domów handlowych gdzie na każdym piętrze inny wielki sklep. Na wystawach plastikowe produkty. podobają ci się, zamawiasz i za chwilę przynoszą ci swieży produkt, identyczny z tym plastikowym, obojętnie czy to warzywa, owoce czy mięso.
Samo Tokio zapełni ci miesiące doznań. ale jak chcesz, możesz ruszyć dalej. Wsiadasz w Shinkansen, płacisz 1000 zł w jedną stonę do Nagoi. Uszy ci zatyka jak w samolocie. A w Nagoi jest jak w Afryce. Prawdziwy 3 świat. Na przedmieściach ubodzy ludzie, małe poletka ryżowe, kruszący się asfalt, w centrum budynki jak w PRL.
Ale za to krajobraz jak z Władców Pierścieni :smiley:
Podsumowując, gdzie byś nie spędził tego krótkiego czasu, będziesz zauroczony. Jednak przygotuj się na survival. Japończycy nie mówią po angielsku!!! To trzeba wyraźnie podkreślić. Jak się zgubisz nie pomoże nawet policja, która też nie mówi po angielsku. Bardzo rzadko drogowskazy są po angielsku. Nawet na Tokio station i Muranouchi, gdzie koncentruje się życie biznesowe, będziesz czuł się zagubiony jak w gęstym lesie. My dostawaliśmy mapki z zaznaczoną drogą z hotelu do biurowca firmy żeby trafić. Jak w grze RPG :smiley:
Jeszcze jedna porada: weź hotel jak najbliżej centrum. Rano ścisk w metrze jest tak olbrzymi, że trzeba przepuścić 2-3 pociągi, żeby się wepchnąć. Taksówki są koszmarnie drogie, a autobusów nie widziałem w ogóle.

XBOX#xbox Przeszedłem dzisiaj Elex II (grałem na series x) i stwierdzam, że ta gra zmęczyła mnie mocno. Straszne
Praktykant0piorunów

@Blask technikalia są faktycznie schrzanione. Szczególnie system rozwoju i siła NPC, gdzie czasem rozwalasz wszystkich na rympał, a nieraz padasz trupem po jednym ciosie. Najgorsze jedbak nudne inpowtarzalne misje i mało wciągająca fabuła. Tak naprawdę noe chcialo mi sie odkrywać o co tu chodzi.

Praktykant0piorunów

@Platan elex 1 to naprawdę fajny rpg. Zresztą twórcy to autorzy takich hitów jak Gothic czy Risen. Przy Elex 2 nie wiem co się stało, ale po kilku godzinach odpusciłem. Tak jak napisał Op, nie da się grać w to drewno. To zupełnie inna gra niz Elex 1.

Praktykant2piorunów

@Platan jedynka jest super!