Hejto.pl
Motyw strony
Dodaj post

madneshTytan

Dołączył/a:

  • 174 wpisów
  • 414 komentarzy
  • 0 obserwujących

Fanatyk

w Hydepark

4piorunów

Wyborca Platformy po ogłoszeniu ile konkretów spełnił Tusk

#heheszki #heheszkipolityczne #humorobrazkowy

Tytan0piorunów

@KasiaJ a w sumie to wrzucaj sobie kiedy chcesz, nic mi do tego. mogę jedynie zasugerować, że klepanie monotematycznych postów nie jest fajne, a wręcz irytujące

Pokaż więcej komentarzy (8)

Zawodowiec

w Hydepark

2piorunów

Przesiadłem Się z ios na android i w sklepie play nie mogę znaleźć aplikacji hejto. Czy ona wgl istnieje na androidzie ? Czy ja robię coś źle?

#pytanie #hejto #aplikacjamobilna

Kosmonauta1piorunów

@Majke

Witamy na pokładzie, proszę zapiąć pasy i cofnąć się o 5 lat wstecz, zainstalować sobie 10 sklepów każdego producenta i może F-Droid też, wszystkiego jest tu pełno 😉

Apka jest dostępna, sam ja mam, ale instalki nie mam, radzę pytać u źródła jeśli chcesz mieć ją jak najszybciej.

https://github.com/mateusz-bak/hejtter

Tu jest nieoficjalna apka. Coś jak wypok mobile, ale nie wiem czy zadziała, być może nie.

GitHub - mateusz-bak/hejtter: An unofficial mobile app for Hejto.plAn unofficial mobile app for Hejto.pl. Contribute to mateusz-bak/hejtter development by creating an account on GitHub.GitHub
Tytan0piorunów

@Majke mam podobny problem. jest na apkcombo, ale nie działa mi z tego źródła.

Pokaż więcej komentarzy (12)

Lider

w Hydepark

58piorunów

Przypominam, że nadal trwają zapisy dla Pań i Panów na akcję hejto-randek! :smiley:

Do 31.01.24 włącznie nadal macie czas na podjęcie tej odważnej decyzji i dołączenie.

Link do zapisów i cały opis #hejtoswatki znajdziecie TUTAJ

Akcja przeznaczona dla SINGLI, kojarzymy pary hetero, na terenie Polski.

Mam nadzieję, że do zobaczenia!

Fanatyk6piorunów

@moll Plot twist: Zyskam w oczach tutejszych singielek nie zgłaszając się xD

Gruba ryba1piorunów

@moll ja zajęty. Wątpię żeby żona się zgodziła. A tak na serio to myślę że kobiet będzie tyle co na lekarstwo. Niby jest nas po równi ale coś jakby pań jest zawsze mniej na takich portalach. Nie chcę wyjść na seksiste ale w zachowaniu kobiety jest pewna różnica i nie wiem z czego to wynika, nie rozumiem tego zjawiska. Np dlaczego wśród programistów jest tak mało kobiet? Nie wiem o co chodzi.

Pokaż więcej komentarzy (48)

Tytan

w Muzyka

8piorunów

Clubbed to Death • Matrix Soundtrack
https://www.youtube.com/watch?v=JlDBqvc7Mw0

Osobistość0piorunów

Film rewolucyjny, ale 4 część celowo sabotowana przez wachowskich. I bardzo dobrze

Pokaż więcej komentarzy (13)

GURU

w Hydepark

5piorunów

Mam prośbę, wytypujcie po 3 piosenki jakie byście chcieli usłyszeć w taksówce rano/popołudni i wieczorem.
Najlepiej żeby to była muzyka, która będzie przyjemna dla ucha, raczej neutralna.
Podam swoje przykłady:
Poranek - Pharel Williams- Happy
Po południe - Erykah Badu- Im in love with you
Wieczór - Marilyn Monroe- I wanna be loved by you

Rodzaj muzyki taki jaki byście chcieli usłyszeć w taksówce o określonej porze dnia.
#taxi i #uber #muzyka #pytanie

Gruba ryba2piorunów

@Taxidriver bez kombinowania to najlepiej wrzucać taką muzykę neutralną, tła. Jedne przykład:

https://youtu.be/EQlIxbLvTr8?si=BMccLXScxubZbaTt

Nie chce mi się mocniej grzebać ale z Japonii mają sporo dobrych artystów którzy się w czymś takim specjalizują.

More Sounds Of The Department StoreMore great tunes from Bruton and other classic music libraries. Recorded onto a 1973 Scotch High Energy cassette for that warm tone with some hiss to simulat...YouTube
Pokaż więcej komentarzy (9)

Tytan

w Ciekawostki

10piorunów

Ehh Sylwestra to ja lubiłem co najwyżej do liceum. A teraz wygląda to tak:

* będziesz miał o rok więcej w metryczce
* pies się boi, od Bożego Narodzenia co jakiś czas poleci petarda, ale dzisiaj to armageddon
* przypominasz sobie randomową historię z sylwestra 2016, która do dzisiaj Cię wkurwia
* kumple z którymi jarałeś się kiedyś sylwkiem mają Cię w d⁎⁎ie, a Ty ich
* jak chcesz gdzieś iść, musisz zabulić. będzie chujowo, ale przynajmniej lżejszy portfel
* jak zostaniesz w domu, jest szansa, że będzie Ci radośnie.
* ale jak zostaniesz i będziesz miał miłe towarzystwo, to z pewnością coś negatywnego się odpierdoli

Dużo by wymieniać, ale nienawidzę tego dnia :smiley:

Mistrz3piorunów

@madnesh tak wygląda dorosłość :)

Dla mnie sylwester to dzień jak codzien, nie rozumiem czym tu się podniecać :p

Pokaż więcej komentarzy (2)

Osobistość

w Podróże

69piorunów

Po niespiesznym dniu spędzonym nad jeziorem Humantay, kolejny miał by już nieco bardziej wymagający. 20 kilometrów do przejścia, z łącznym podejściem niby tylko 1200 metrów w pionie, ale za to z dotarciem na wysokość ponad 4600 metrów nad poziom morza, gdzie znajduje się przełęcz Salkantay - najwyżej położone miejsce na całej trasie tego trekkingu. Po osiągnięciu przełęczy miało już być z górki i to dosłownie - wioska Challuay, w której planowałem zatrzymać się na kolejny nocleg, mieściła się na 2600 m.n.p.m.

Poranek na campingu w Soraypampa był rześki. Po śniadaniu zarzuciłem plecak na plecy i ruszyłem w stronę przełęczy. Było chwilę przed 8 rano i szlakiem już podążało kilkanaście osób, w większości członkowie dwóch grup zorganizowanych. Niezależnych piechurów była garstka.

Opuszczając wioskę zauważyłem, że podąża za nami pocieszny pies. Wyglądał na bardzo zadowolonego, że ktoś go zabiera na spacer. Gdy oddaliliśmy się już dobry kwadrans od ostatnich zabudowań, przewodnik jednej z grup zaczął namawiać psa na powrót do wioski. Pies jednak nic sobie z tego nie robił i lazł za nami. Przewodnik w końcu wzruszył ramionami i cała grupa wraz z psem pięła się w górę kolejne metry. Niektórzy z turystów podejmowali jeszcze próby wskazania mu drogi powrotnej, ale sam też już w końcu przestałem obserwować sytuację - przełęcz czekała.

Po pewnym czasie wysforowałem się na samotne prowadzenie. Nie żebym za wszelką cenę chciał być pierwszą osobą na przełęczy, ale też nie czułem zmęczenia, więc gdy inni robili krótkie przerwy, ja cały czas szedłem przed siebie.

Po prawie dwóch godzinach podchodzenia trafiłem na nieco bardziej płaski, trawiasty teren, na którym spoczywało kilkanaście wielkich głazów. Okolica była na tyle urokliwa, że mimo wciąż dużych pokładów energii i bliskości samej przełęczy, postanowiłem się zatrzymać i porozkoszować widokami. No i oczywiście wleźć na jeden z tych głazów. Nie byłbym sobą, gdybym tego nie zrobił - zawsze jak widzę jakieś trudne do wdrapania się miejsca, włażę na nie. Im bliższy granicy moich umiejętności problem do pokonania, tym lepiej. Zazwyczaj kończy się to tak, że zaraz po wejściu myślę sobie - ufff, udało się, ale do cholery jak ja stąd teraz zejdę 😅 Tak było i tym razem - widząc moje zmagania podczas zejścia, dwóch przechodzących obok piechurów zaoferowało mi pomoc, naprowadzając moją stopę na malutki stopień, którego nie sposób było dostrzec schodząc. Teoretycznie mogłem po prostu zeskoczyć ma ziemię z wysokości półtorej metra, ale podłoże nie było całkowicie równe i trochę się obawiałem, że mogę sobie skręcić kostkę. Kiedyś mnie pewnie los pokara za takie pomysły.

Ostatecznie na boulderowym biwaku spędziłem blisko godzinę, dając się wyprzedzić kilkudziesięciu osobom. W końcu ruszyłem na przełęcz i po kwadransie stałem pod tabliczką wskazującą na wysokość 4629 m.n.p.m. Widoki stąd były dość surowe - księżycowy krajobraz skał poddawanych erozji od setek tysięcy lat, nad którymi górowała ośnieżona sylwetka Nevado Salkantay - szczytu pnącego się na wysokość 6271 m.n.p.m., którego pozostająca w cieniu masywna ściana zrobiła złowrogie wrażenie.

Zanim rozpocząłem mozolne schodzenie w stronę wioski, postanowiłem jeszcze zaufać mojej mapie w telefonie, która sugerowała obecność niewielkiego stawu tuż obok. Wystarczyło nieco odbić od głównego szlaku i zrobić około półgodzinną pętlę. Ostatecznie okazało się, że żadnego stawu nie było (przynajmniej nie o tej porze roku). Również szlak tak na dobrą sprawę nie istniał - szło się po prostu po wielkich kamieniach na azymut, sprawdzając co parę chwil na telefonie, czy zbacza się z trasy czy nie. Czy było to dobrze zainwestowane pół godziny - pewnie nie, ale nie zamierzałem się tym przejmować.

Zejście w stronę Challuay było dość monotonne i znacznie mniej urokliwe widokowo niż podejście na przełęcz. Podsłuchałem przechodzącego obok przewodnika, że oto niedługo zejdziemy na poziom dżungli i będzie się ona ciągnęła aż do samego Machu Picchu. Mi osobiście słowo dżungla kojarzy się z absolutnie tropikalnymi warunkami, tymczasem przed nami po prostu od pewnego poziomu zaczynał się teren zalesiony, ale ok.

Schodzenie do wioski zajęło mi jakieś 2,5 godziny. Łącznie całą trasę przewidzianą na ten dzień udało się przejść w 6 godzin, wliczając godzinę na biwakowanie i pół na ten odrobinę bezsensowny detour. Czyli właściwie na dużym luzie i bez spiny (zapewne dzięki wcześniejszej dobrej aklimatyzacji).

W wiosce byłem pierwszym tego dnia piechurem. Bardzo łatwo zlokalizowałem kemping, składający się z kilku budynków i przestrzeni na rozbijanie namiotów. W głównym budynku mieściło się bardzo kilka prostych pokoi z dwoma łóżkami i do jednego z tych właśnie pokoi mnie zakwaterowano. Bardzo żałuję, że nie zrobiłem ani jednego zdjęcia budynków i pokoju - wtedy wydawało mi się to absolutnie niegodne uwagi, ale teraz wspominam, że miało swój smaczek. Pokoiki były bardzo małe - łóżka, zajmowały jakieś 80% przestrzeni. Poza tym było tam niezbyt szczelne okno, podłoga z nieheblowanych desek, wiszący na rozizolowanym kablu kontakt i tyle. Obsługa kempingu (peruwianska rodzina z małymi dziećmi) mieszkała jeszcze skromniej - jeśli dobrze pamiętam, ich "komnaty" nie miały nawet okien, a jedynie duży otwór w ścianie. Psiakrew, że też nie robiłem zdjęć! Z drugiej strony, nie jestem typem człowieka, który robi fotki innym ludziom i warunkom w jakich żyją, bo uważam, że może to być trochę niegrzeczne.

Kemping miał do zaoferowania ciepły prysznic (płatny 10 soli), dostęp do WiFi (również 10 soli), piwo (ceny nie pamiętam) i oczywiście kolację oraz śniadanie. Skusiłem się na wszystko poza ciepłym prysznicem 😅. Miałem uzasadnioną potrzebę kontaktu z domem, więc po uiszczeniu opłaty, zobojętniała Peruwianka z kempingu wzięła mój telefon i wpisała na nim hasło do WiFi (żebym przypadkiem nie podał tego hasła innym turystom za darmo 😉).

Gdy tak surfowałem po internecie, zbliżyła się do mnie mała, umorusana dziewczynka - córka jednej z osób zawiadujących kempingiem. Początkowo trzymała się na dystans, jakby obawiając przybysza o nietypowym dla niej wyglądzie, ale ostatecznie ciekawość zwyciężyła. Podpełzła z pustą butelką po Coca Coli, którą od kilku minut się bawiła i kontynuowała jej sensoryczną eksplorację trzymając ją na moich kolanach. Zastanawiałem się, czy za chwilę nie przybiegnie jej matka i nie zabierze jej ode mnie (czy to obawiając się mojego złego wpływu na jej dziecko 😉 czy też żeby oszczędzić mi zawracania gitary, gdy się relaksowałem), ale nic takiego nie miało miejsca. Dziewczynka sama po kilku minutach przeniosła się w inny rejon podwórka.

Po jakimś czasie na kemping zaczęły docierać inne osoby, wliczając tych, z którymi spędziłem wcześniejszą noc w baraku w Soraypampa. Poza tym pojawili się też tragarze większych grup zorganizowanych, którzy rozkulbaczyli osiołki i zaczęli rozbijać namioty. Nagle wśród tej całej krzątaniny zauważyłem psa - tego samego, który rano towarzyszył nam na pierwszych kilometrach trasy. Czyli jednak dotarł aż tutaj! Wkrótce czworonożnego przybysza dostrzegły miejscowe burki, które natychmiast podbiegły do niego z zaciekawieniem i nieco agresywnie terytorialnym nastawieniem. "Nowy" zdawał sobie sprawę, że jest jedynie intruzem i wyraźnie dawał znać, że uznaje ich wyższość i przewodnictwo. Po chwili zapanował spokój. Zastanawiałem się, co dalej będzie z tym psem i czy to norma, że kundelki wędrują sobie ot tak z jednej wsi do drugiej, towarzysząc turystom. No i kto o nie później dba? Jak zdobywają pożywienie?

A propos pożywienia - byłem już całkiem głodny. Od śniadania miałem okazję posilić się jedynie batonami zbożowymi i galaretkami energetycznymi - na dostarczenie cukru i elektrolitów podczas wysiłku to wystarczało, ale zdecydowanie chciałem zjeść coś konkretniejszego. Na szczęście zbliżała się już pora wydawania zakupionej wcześniej kolacji. Nie pamiętam już co to było (chyba ryż z czymś tam), ale udało się trochę posilić. No właśnie - trochę. Gdy więc do niewielkiego budynku stanowiącego kuchnię weszli poznani wcześniej Francuzi i zaczęli gotować wielki gar makaronu z sosem, zaczęła mi lecieć ślinka. Swoją drogą podziwiam ludzi, którym wędrując chce się nie tylko targać ze sobą jedzenie do ugotowania, ale też stać przy garach i pichcić.

Nakladali sobie naprawdę wielkie porcje i gdy już każdy z nich miał przed sobą górę makaronu, jeden z nich odezwał się do mnie i siedzącej obok Holenderki:

- Macie ochotę? Zostało nam jeszcze trochę w garnku, a szkoda, żeby się zmarnowało.

Dziewczyna podziękowała twierdząc, że już się najadła, ale ja z wielkim zadowoleniem skorzystałem z oferty. Po chwili gigantyczna porcja makaronu wylądowała i na moim talerzu. Pomyślałem, że nie ma szans, abym to zjadł, ale ku mojemu zdziwieniu - wciągnąłem całe. Najwyraźniej organizm potrzebował kalorii. W podzięce za poczęstunek zaoferowałem swoje usługi przy zmywaniu, z czego Francuzi skwapliwie skorzystali. Zmywać nawet lubię, a i tak po zmroku nie było tam nic ciekawego do robienia 😉

Po tak obfitej kolacji byłem gotów do spania. Robiło się coraz chłodniej, więc możliwość rychłego wpełznięcia pod kołdrę była bardzo kusząca. Okazało się, że w pokoju jestem sam - mimo wielu nocujących na kempingu turystów nie musieli nikogo dokoptować do mnie. Można więc rzecz, że spałem w warunkach premium 😉 Prawdziwe luksusy czekały na mnie na kolejnym noclegu, ale o tym w następnym wpisie, już w 2024 roku.

#polacorojo #podroze #peru #salkantay #mojezdjecie

Tytan2piorunów

Bardzo przystępnie opisujesz swoje przeżycia, nie masz ochoty napisać książki? Tak lekko się to czyta. Ale co z psem? Wyruszył z wami, a dalsze losy nieznane 😛

Pokaż więcej komentarzy (9)

Wirtuoz

w Hydepark

56piorunów

Takie tam wygłupy z "moją" AI 😂

Osobistość0piorunów

Ekscelencjo, kiedy opowiesz, jakich metod używałeś do atakowania wypoku?

Wirtuoz1piorunów

Drogi @Yossarian. Jedną z wielu metod był atak typu brute-force na użytkowników. Zdziwiłbyś się jak wiele osób używa haseł w stylu "dupa123" (dużą/małą, z wykrzyknikiem na końcu/początku) czy nieśmiertelnego zaq123wsx w różnych konfiguracjach.

Pokaż więcej komentarzy (16)

Osobistość

w Hydepark

24piorunów

Zaczynam nowy rok z nowym postanowieniem - starać się nie odwiedzać mostów oraz nie kupywać kabli bo mam ochotę to wszystko rzucić w pizdu i pożegnać się z tym szarym jak pizda światem. Depresja to d⁎⁎⁎ka która na początku zaprasza Cię z otwartymi rękami, a później rżnie od tyłu aż miło. Ja tylko prowadzę egzystencję budząc się rano i starając się dotrwać do zachodu słońca z nadzieją że może dzisiaj je*bnie mnie jakiś Sebastian po 4 dopalaczach bo sam raczej nie jestem w stanie podjąć takiego kroku. Terapeuta powtarza mi ciągle że powinienem zobaczyć te mistyczne światło w tunelu i z każdej sytuacji można znaleźć wyjście. Pieprzenie. Każde drzwi które otwieram, okazują się przepaścią i za każdym razem walę ryjem o dno, podnoszę się, otwieram kolejne i tak w koło Macieju. Jutro się upiję przed telewizorem, będę oglądać jak Zbyszek z małżonką wydali setki złotych żeby przez kilka sekund, popatrzeć jak te wszystkie pieniądze rozpływają się w powietrzu. Ahoj przygodo! Witaj nowy roku i nowy ja!

---

Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
ID:
Post dodany za pomocą AnonimoweHejtoWyznania: https://anonimowehejto.pl - Zaakceptowane przez: HannibalLecter

Gruba ryba11piorunów

Nie pisałem tego tutaj, bo po co, ale może teraz jest dobry moment. Miałem już nie żyć. Miałem umrzeć w listopadzie zeszłego roku. Taki miałem plan. Plan - podkreślam, nie "myśli". Wiedziałem dokładnie jak się zabiję i - uwaga - ile to będzie kosztować, bo chciałem odejść estetycznie. 12000 - 15000 zł. Nie jakoś bardzo dużo, tym bardziej, że to ostatni wydatek.
Nie było w tym emocji, jakiejś niezgody na coś, reakcji. Po prostu doszedłem do wniosku, że to bez sensu. Że wszystko co fajne już przeżyłem i nie ma sensu trwać i tkwić w tym czymś i żyć takim życiem, w którym nie ma życia. Myślałem, że ktoś klątwę na mnie rzucił - bez kitu. Taka nagła zmiana - przynajmniej tak to oceniam (nadal, ale to już nie ma takiego znaczenia). Że nagle ze złotego życia w dół. Nie że coś się stało, jakiś rozwód, bankructwo czy coś. Po prostu jakby Kosmos się ode mnie odwrócił.
Dlaczego w listopadzie? Plan miałem ułożony i nawet zapisany na kartce już znacznie wcześniej, ale chciałem jeszcze przeżyć lato, bo lubię lato. Każda kolejna zima od lat była natomiast gorsza, więc sprawa prosta.
Ale.. Poszedłem do lekarza, dostałem leki. Żyję. Obiektywnie nic się w moim życiu nie zmieniło, a jednak jest inaczej. Najdziwniejsze dla mnie jest, że nie potrafię w głowie poczuć tamtego siebie. Mogę o tym pisać czy mówić, ale nie czuję tego. Jakbym był inny wtedy. Nie mam problemu z wczuciem się w czyjeś emocje, czy w swoje z przeszłości, ale tu... Może chodzi o to, że to nie były emocje. Wydawało mi się, że to decyzja czysto intelektualna. Teraz piszę "wydawało mi się", wtedy nie miałem wątpliwości. Przemyślałem to i miałem pewność, że tak trzeba*.
Polecam więc. Ja powiedziałem sobie wówczas - skoro i tak mam się zabić, to co mi szkodzi. Wezmę jakieś leki, żeby mi się w ostatniej chwili nie pojawiły wątpliwości. Żeby mieć pewność, że i leki nie pomogły. Nie, że nie chciałem umierać. Myślałem o tym obojętnie. O lekach. O śmierci też, ale w tym zdaniu chodziło o leki.
Więc polecam leki. Medycyna robi postępy.

*chyba, że mam raka; ostatnio mi coś wycinali i jeszcze nie wiem 😉
ten pisowski grafoman.. jak mu to? Piekara. Piekara ma w jednym opowiadaniu taką scenę; nie że ona mnie zainspirowała, bo klątwie myślałem już znacznie wcześniej (nawet w tej chwili nie miałbym nic przeciwko odczynieniu, więc jak ktoś ma namiar, to poproszę), ale dobrze to napisał; prawdziwie dla mnie.

Fanatyk1piorunów

@KLH2 nie poznajesz siebie z tamtego okresu bo byłeś na innym poziomie świadomości niż teraz. Propaguje tutaj od jakiegoś czasu nauki dr Hawkins’a. On dostarczył mi mnóstwo odpowiedzi na moje pytania

Gruba ryba1piorunów

@Gepard_z_Libii No, ja wiem. Natomiast jest to dla mnie i tak zaskakujące. Z różnych względów. Ale generalny powód tej obcości jest jak napisałeś.

Fanatyk0piorunów

@KLH2 Jak zupełnie dwie inne osoby w jednym ciele co?
Tez niby mam już ta wiedzę i doświadczenie ale nadal jak sobie przypomnę co ja wtedy w bani miałem to jakbym jakiś film oglądał

Fanatyk1piorunów

@Gepard_z_Libii Co takiego nauczyłeś się z tych nauk Hawkinsa?

Fanatyk1piorunów

@Enzo Nauczyłem się żyć bez lęku przed nieuniknionym i poznałem czym jest sens istnienia. Chyba nie liczysz na to że streszczę ci tutaj nauki na które dr Hawkins - przy którym jestem cienkim bolkiem - poświęcił całe życie…

Fanatyk1piorunów

@Gepard_z_Libii Nie liczę na streszczenie a bardziej na recenzje bo mnie zainteresował temat. Co najbardziej polecasz żeby się zapoznać z twórczością?

Fanatyk1piorunów

@Enzo „Siła czy Moc”, „Przekraczanie Poziomów Świadomości” „Technika uwalniania”.
Te trzy pozycje to absolutny mus do przeczytania i Najlepiej zacząć w kolejności która podałem. Ja zaczynałem od „TU”, ale byłem prowadzony przez przyjaciółkę, której ufałem. Możesz też zapoznać się na początek z mapą świadomości, zobaczyć jakieś materiały na ten temat na YT, ale uważaj na te wszystkie wróżki zębuszki inne spec babki.
Duzo ludzi wykorzystuje nauki Hawkins’a do podpierania swoich rzekomych zdolności.
Jak widzę ze ktos proponuje kontakty z innymi bytami czy twierdzi że ma jakiś dar, którego inni ludzie nie mają, albo używają nowomowy i nadużywają słów jak „wibracje” „quantum” „rezonans” itp. to unikam jak ognia.
Istnieje coś takiego jak wibracje, różnego rodzaju energię itp. ale na początku radzę szukaj opinii zawodowych psychiatrów, lekarzy i innych terapeutów, którzy zawodowo leczą ludzi i nie bawią się w żadną magię.
Unikam też wszelkich przrkoloryzowanych miniaturek które wyglądają jakby miały mnie zachęcić do kliknięcia poprzez bodźce wzrokowe. Ktoś kto prawdziwie zna nauki Hawkinsa wie że nie trzeba nikogo namawiać, bo świat jest skonstruowany w ten sposób, że przychodzi do nas to czego aktualnie potrzebujemy. Już starożytna filozofia hermetyzm mówi o tym że: „Gdy uszy ucznia są gotowe wtedy pojawia się mistrz”.

Co do relacji uczeń-mistrz, uważam osobiście, że każdy z nas jest jednym i drugim i nawet kiedy trafisz na osobę, która siedzi już długo w tym temacie i ma ogromną wiedzę, to i tak poprzez proces uczenia drugiej osoby sama też się uczy czegoś nowego.
Oczywiscie nie uważam się za żadnego mistrza ani przewodnika duchowego, ale jakąś wiedzę i doświadczenie już posiadam i chetnie się nimi dzielę, więc jak będziesz miał pytania to wal śmiało.
Zajrzyj też na moje wpisy, komentarze pod nimi i proszę Cię nie wierz w ani jedno słowo jakie napisałem.
Ufam że każdy jest zdolny do samodzielnego wyciągania wniosków i rozpoznania co jest prawdą. Kieruj się głosem serca.
Wyczuwaj w którym kierunku pcha Cię intuicja i nie zastanawiaj się zbytnio tylko idź i rób to co podpowie serce.

Fenomen1piorunów

@anonimowehejto 1. nie poddawaj się, z każdą deprechą da się wygrać. 2. zacznij brać leki, jeśli nie bierzesz, SSRI powinny pomóc na początek. 3. powodzenia i walcz, mi zajęło lata, ale warto było. 4. wszystkiego dobrego w nowym roku!

Pokaż więcej komentarzy (15)