Kiedyś dostałem pro tipa, żeby na takich imprezach trzymać picie w lewej ręce, żeby mieć prawą rękę suchą i gotową do ściskania dłoni z ludźmi. Jest tak jak napisałeś. Te imprezy to w pewnym znaczącym stopniu gra strategiczna i teatr.
Kiedyś się nad tym zastanawiałem, i przyrównałem te imprezy do tego, co robią posłowie, kiedy się zjeżdżają do sejmu "podebatowac". Jest grupa ludzi (posłowie), którzy generalnie, jeżeli mieliby wybrać, to by ze sobą nigdy nie gadali, i zjeżdżają się, żeby pogadać. I tak jak mówisz, czasem się można pozytywnie zaskoczyć, i posłuchać ciekawych historii, lub powymieniać jakieś poglądy w cywilizowany sposób.
A co do (statystycznych) Indian, to rel mocno. Im jestem starszy, tym bardziej ich całe jestestwo mnie niesmaczy. Chyba nawet bardziej niż mercenaryzm czarnych. Indianie to najzwyczajniej w świecie przeludniona i ochydna kultura.