
Z pamiętnika lidera - Imprezy firmowe
WujekAlienLider
86piorunówDzień dobry,
Dziś przychodzę do Was z tematem Imprez firmowych.
Nie będę się specjalnie rozwodził nad ich celowością czy przyczyną, bo nie od dziś wiecie, że jest to jedna z najłatwiejszych form „nagradzania” pracowników. Bo jak łatwiej wydać 1000zł na pracownika, raz w roku (co da 83zł miesięcznie na głowę), z założeniem, że przyjdzie około połowa z nich? Większość tej kasy będzie i tak pochodziła z kupki z kasą na motywację, a całość się ładnie zoptymalizuje podatkowo, bo weźmie się do tego firmę, która się sama będzie z tym bujać, a my przyjdziemy na gotowe.
Ale nie o tym dziś chciałem Wam opowiedzieć.
Piszę to też z perspektywy osoby, która była na tych imprezach w różnych charakterach: od pracownika, który przyszedł się „dobrze” bawić, przez menedżera pracowników, którzy przyszli się „dobrze” bawić, po dyrektora, którego zadaniem było wyjść na środek i w imieniu firmy „podziękować” ludziom za rok wybitnie ciężkiej i niespecjalnie nagradzanej pracy (o tym w poprzednich wpisach), a kończąc na współorganizatorze takiego wydarzenia.
To co mnie zawsze zdumiewało, to to, jak na wiele rzeczy w firmie może brakować kasy: podwyżki - brak, płatne nadgodziny - brak, szkolenia - brak, podróże służbowe - brak, oprogramowanie czy sprzęt - brak, impreza firmowa - potrzymaj mi piwo, odpierdolimy taki bal, jakiego na Titanicu nie było. Ale tu kasa jest i chyba zawsze będzie, bo jak jej nie będzie, to po firmie, parafrazując cytat: „po lecie”.

Organizacja
Imprezy organizuje zazwyczaj szef centrum i jego biuro, albo dział HR/marketingu, w zależności od tego, kto ma na to budżet. Na kilka miesięcy przed, zobaczycie te działy skupione i pracujące nad masą pomysłów, z których wybiorą ich zdaniem najlepszy i z dumą zaprezentują go całej firmie. To oczywiście sprawi, że nie będą wykonywać swoich zwykłych obowiązków, więc wasz problem utknie w kolejce i trochę sobie poczeka. Choć do organizacji zaprzęgnięta jest firma eventowa, to przecież nie można jej oddać całego pola i dać spić braw za organizację, prawda?
Bal “maskowy”
Jeszcze spoko, jeśli to impreza na luzie i każdy może przyjść w czym chce, ewentualnie delikatnie formalna, gdy sama koszula czy marynarka z T-shirtem do jeansów przejdą, gorzej, jak wspaniały i cudowny zespół HR wymyśli, że to ma być impreza z motywem przewodnim - gwiazdy rocka, lata 70., lata 20., bajki Disneya, Hollywood, Bollywood, czy chuje, muje, dzikie węże. Nie ma większego raka, niż ten przebierankowy motyw, no dobra jest - wybór osoby, która się najlepiej przebrała - a najlepiej dwóch: króla i królowej balu xD Często zastanawiało mnie, po co tak upodlać ludzi. Czy samo przyjście na imprezę, na której obiecuje się dobrą zabawę, ale ostatecznie jej nie oferuje, nie wystarczy? Czy trzeba jeszcze ludziom wkręcać, że jak się nie „przebiorą”, to będą gorsi? Juz pominę fakt tego, jak ubiorą się faceci, bo to zazwyczja jest dość neutralny strój, choć większość i tak przyjdzie w codziennych ciuchach, ale niektóre kobiety potraktują to jako zaproszenie na perwersyjne haloween i co najmniej jedna lub kilka ubiorą się, jak na sesję na niebieską platformę. Ku uciesze niektórych i zażenowaniu pozostałych. Tu zagwozdkę będzie miał fotograf i/lub kamerzysta, jak ten fakt pokazać lub pominąć w relacji z wydarzenia. To będzie też okazja, żeby zobaczyć, jak część ludzi zinterpretowała motyw przewodni, czy w ogóle się przebrała, czy coś „odwaliła”. Bo niestety każdy z tych motywów będzie oceniany przez liderki i liderów.

Facetka patrzy, kitraj kielona
Impreza firmowa to też, niestety, sprawdzian. Jeśli myślicie, że jest po to, żeby się bawić, to nic bardziej mylnego. Jesteście na niej oceniani z każdej strony. A jak coś „odwalicie”, to łatka zostanie z Wami do zakończenia pracy w firmie. Nie musicie też nic grubego odwalić, bo zwykła rozmowa z kolegą czy koleżanką może być powodem do plotek przez kolejne tygodnie. Zwykłe niepozorne zdjęcie może komuś zepsuć „karierę” czy nawet doprowadzić do rozwodu. Jeśli nie czujecie się na tych imprezach obserwowani, to nie dajcie się zwieść, bo niestety wszystko, co robicie, może zostać wykorzystane przeciwko Wam.
Nie na wszystko oczywiście macie wpływ, ale niestety widziałem wiele sytuacji, w których:
* ktoś dostał po ryju, bo ktoś go pomylił z kimś innym
* dziewczynę, którą wynosili z sali, bo ktoś jej czegoś dosypał do drinka
* ludzi mylących rozmowę z flirtem
* ludzi zarzygujących siebie i/lub innych
* ludzi zmęczonych życiem przy stołach
* ludzi pijących, jakby jutra miało nie być
* ludzi jedzących, jakby jutro miało nie być (lub nigdy w życiu wcześniej nie jedli)
* ludzi zachowujących się, jakby wyjście na debila było konkursem, a oni musieli wygrać główną nagrodę
* ludzi spuszczonych ze smyczy, jakby mama im pierwszy raz w życiu pozwoliła wyjść z kolegami
* ludzi, którzy wylądowali w randomowych mieście, bo wracając wsiedli w inny pociąg/autobus
* ludzi, którzy uznali, że przyjdą i będą siedzieć za karę, żeby każdy wiedział, że muszą tu być, choć nie chcą.
Żadna z tych sytuacji nie skończyła się dobrze dla wymienionych, jedne trochę gorzej, inne tragicznie. W przypadku 2 pierwszych świadkowałem nawet na policji - nie polecam.

Choć to i tak nic przy tym, co się dzieje w Indiach, gdzie ciapaci “koledzy” molestują/gwałcą swoje koleżanki, z którymi pracują na co dzień. Nie mówię tu oczywiście o sytuacji intymnej za obopulną zgodą.
A co jest w nich dobrego?
W sumie, jak o tym myślę, to na każdej takiej imprezie było świetne żarcie. Do dziś wspominam gulasz z dziczyzny, który szamałem na stadionie Legii, bo tam odbywała się impreza. Dobre jest to, że można w końcu porozmawiać z ludźmi, którzy zazwyczaj pracują zdalnie, w innym biurze lub po prostu nasze biurowe ścieżki się nie przecinają. Zawsze ceniłem sobie ten czas na pogadanie, bo zazwyczaj go po prostu nie ma. Muszę przyznać, że jedne z lepszych kontaktów z ludźmi mam właśnie z takich imprez, gdzie na luzie, po drinku czy dwóch, ludzie się otwierają, jak na kozetce u terapeuty i opowiadają Ci o życiu, które bardzo często jest naprawdę ciekawe. Choć ich zdaniem wcale nie. Polecam spróbować, jeśli jeszcze nie zagadywaliście do randomowych ludzi na takich imprezach i to mówię ja #introwertyzm
I to by było tyle na dziś. Wpis pisany w pociągu o 5:00 rano, więc miejcie litość jeśli trafiły się gdzieś literówki lub urwane myśli. Mam nadzieję, że się podobało, i zapraszam do komentarzy oraz do kolejnych wpisów.
Komentarze (36)
Ja nie mam nic przeciwko takim wydarzeniom, jak są to chodzę. Mam znajomych z pracy których lubię, nie z wszystkim pracuję na co dzień, to zawsze jest coś do porobienia. Staram się już nie upijać, ale w sumie prywatnych imprez też to dotyczy. Z wiekiem tez przestałem zostawać na całości, gdy byłem świeżo po studiach to "zmykałem" takie imprezy, teraz to jak mi się znudzi to idę do domu. Najgorsze mankamenty jakie się trafiają, to to samo co na innych imprezach: zbyt głośna muzyka lub brak rozdzielenia miejsca gdzie jest głośna muzyka od stołów przy których się rozmawia.
Generalnie nie lubię tych imprez. Przeważnie nie można się upić. To trzeba pamiętać. Aludzie od pijaństwa do ruchanska szukają okazji i oczywiście znajduja. Idą gdzie w krzaczory albo i nie. Latający szef tylko w gaciach a tak panie szkoda gadac itd
@WujekAlien Najlepsze są fotobudki niektórzy uznają je za baaaardzo intymne miejsce a zwykle szefo dostaje pełnego pendriva z zdjeciami :smiley:
Jasny gwint, ale świetna seria wpisów.
> ludzi, którzy uznali, że przyjdą i będą siedzieć za karę, żeby każdy wiedział, że muszą tu być, choć nie chcą.
to ja xD ale bym zjebę dostał. Raz nie poszedłem na imprezę i była ona w miesiącu gdy kończyłem zatrudnienie to kilka dni mnie przekonywali bym poszedł i były pretensje do mnie codziennie, że nie chcę i nie chodzę na imprezy bo nie lubię imprez - tak tłumaczyłem. W sumie dobrze bo byłbym tyko obserwowany i musiał się pilnować na każdym kroku a rozmawiać z ludźmi nie umiem.
@WujekAlien dobre są też "imprezy firmowe", na które pan dyr zaprasza, ale potem za wszystko musisz płacić sam. Ale - impreza c'nie? XD
@WujekAlien To chyba najgorszy rak każdej firmy. Pracuję aby zdobyć pieniądze na przeżycie. Jeszcze Cię chujki/p⁎⁎dy , którzy życia prywatnego nie posiadają, bo nikt nie chce się z nimi spotykać piętnują Cię że unikasz takich toksycznych klimatów...
i od razu nadmienię tutaj dla hejterów: spotykanie z ludźmi z pracy nie jest złe - zakładają, że wynika to z inicjatywy oddolnej
Panie Wincenty Cena, a mówią, że Pan nie zyjesz.
U mnie w firmie jedna z imprez to temat tabu. Dowiedziałem się przypadkiem.
"Management średniego i wyższego poziomu" wyjaśnił sobie na tej imprezie pewnie sprawy... kinetycznie. W szczytowym momencie starć nad stołem przeleciało krzesło. Cud, że nikogo nie zabrało stamtąd pogotowie, ani psy.
Impreza odbyła się we czwartek. W piątek, w pracy, strony starcia zorganizowały spotkanie. Ustalono, że pewne sprawy zostały wczoraj wyjaśnione, zostawiamy to za sobą, i pracujemy tak, jak gdyby to się nigdy nie wydarzyło :upside_down_face:
@WujekAlien Zwierzęca natura człowieka potrafi w odpowiednich okolicznościach zwyciężyć. Na co dzień, w pracy, garnitury, krawaty i "dzień dobry" skutecznie ją hamują :grinning:
W przypadku "mojej" firmy, to mordobicie paradoksalnie wyszło wszystkim na dobre - ciśnienie zostało rozładowane, a uczestnicy pracują w zgodzie do dziś.
@MuojemuKotu u mojej żony na imprezie jeden z działów zamknął się w domku letniskowym i zaczął sobie „wyjaśniać” pewne nieporozumienia. Jeden z gości przypłacił to dyscyplinarką, bo drugi uczestnik bójki był szybszy w ogarnięciu obdukcji i poskarżeniu się szefostwu ;)
> ludzi spuszczonych ze smyczy, jakby mama im pierwszy raz w życiu pozwoliła wyjść z kolegami
zdziwiłbyś się, jak bardzo to jest prawdziwe 😉 W poprzedniej pracy mieliśmy przez pewien moment takiego ziomka, niby 27 lat, ale nieogar w kwestiach takich typowo "życiowych", niezwiązanych z pracą, był taki, że on często właśnie wyglądał jakby pierwszy raz się wyrwał z zasięgu mamuśki
Kiedyś dostałem pro tipa, żeby na takich imprezach trzymać picie w lewej ręce, żeby mieć prawą rękę suchą i gotową do ściskania dłoni z ludźmi. Jest tak jak napisałeś. Te imprezy to w pewnym znaczącym stopniu gra strategiczna i teatr.
Kiedyś się nad tym zastanawiałem, i przyrównałem te imprezy do tego, co robią posłowie, kiedy się zjeżdżają do sejmu "podebatowac". Jest grupa ludzi (posłowie), którzy generalnie, jeżeli mieliby wybrać, to by ze sobą nigdy nie gadali, i zjeżdżają się, żeby pogadać. I tak jak mówisz, czasem się można pozytywnie zaskoczyć, i posłuchać ciekawych historii, lub powymieniać jakieś poglądy w cywilizowany sposób.
A co do (statystycznych) Indian, to rel mocno. Im jestem starszy, tym bardziej ich całe jestestwo mnie niesmaczy. Chyba nawet bardziej niż mercenaryzm czarnych. Indianie to najzwyczajniej w świecie przeludniona i ochydna kultura.
A co sądzisz o tym - może na takiej imprezie wypijesz z odpowiednim managerem, który przychylnym okiem spojrzy na Ciebie potem przy awansie bo się zakumplowaliscie przy kielichu.
Ma to prawo działać czy nie?
@maly_ludek_lego takie akcje też się zdarzają. Po kielichu ludzie robią się bardziej szczerzy co może mieć negatywne lub pozytywne skutki, zależy wszystko od menadżera (ogólnie od podejścia ludzi). Ja znam przypadek, gdzie pracownicy na imprezie w przypływie szczerości po 3 "lufach" wygarnęli kierownikowi co im się nie podoba w dziale a kiero zamiast się wkurzyć to wziął to do siebie i wprowadził pozytywne zmiany. Kumpel z kolei po takiej szczerej rozmowie po alko "załatwił" sobie przejście do innego działu, który bardziej go interesował, chociaż nie było tam rekrutacji itp. Nieformalny wizerunek jako osoby na pewno jest bardzo ważny. Każdy patrzy inaczej na kogoś, kogo zna osobiście, niż na wirtualną osobę z teams czy maili. Pamiętam jak kiedyś na imprezie wyjazdowej pół nocy chyba przetańczyłem z dyrektorką HR (swoją drogą niezła szprycha z niej była ale uchodziła za sukowatą, więc mało było chętnych do zabawy z nią). No i potem jak chciałem coś załatwić w HR to pisałem od razu do niej i miałem załatwione od ręki, a inni bujali się pierdołami po kilka dni :grinning:
@maly_ludek_lego łatwiej chyba narobić sobie koło uszu, niż coś zyskać. Na pewnym poziomie, gdzie o awansie decyduje nie Twój manager czy dyrektor, a np sam CTO wybiera parę osób z prezentowanej puli (u mnie tak jest na principal engineera), potrzebujesz mieć poparcie szerokiego grona managerów. Wystarczy że jednemu na bombie powiesz coś nie tak, a zapamięta i wyciągnie w takiej sytuacji, żeby jego kandydat wypadł lepiej.
Dobre relacje i markę osobistą warto budować poza najbliższym zespołem, ale niekoniecznie przy kielichu. Turniej sportowy czy event charytatywny - dużo lepiej.
@maly_ludek_lego trudne pytanie, bo ja prawie nie piję, więc nigdy mi się nie zdarzyło załatwiać nic przy kieliszku, chyba też nie słyszałem o takim przypadku
Wszystko zależy od zespołu. W poprzedniej robocie wychodziliśmy niemal wszyscy, czy to na imprezy firmowe, zespołowe kwartalne wyjścia (mały budżet, jakiś obiad czy kajaki), czy sami na czwartkowe piwo za swoje. W obecnej... Powiedzmy że nie czuję potrzeby integrowania się. 8-16 i do domu, tzn zamknąć klapę laptopa, bo praca zdalna.
@serel mam podobnie, ale to może być też efekt wieku i stażu pracy. Młodsi w obecnej firmie widzę, że nadal się chętnie spotykają, mi się już zwyczajnie nie chce nawiązywać jakichś bliższych relacji...
Kurde, kolejny wpis, gdzie się opisuje, jakie to hece się wyprawiają na imprezach firmowych, jakieś przymusy, bijatyki, hocki klocki xD Ja naprawdę chyba pracuję w jakimś alternatywnym korpo, bo:
* Robimy imprezę świetojańską, ZALECAMY ubrać się na biało. Robimy imprezę w stylu BOHO i w takim stylu ZALECAMY się ubrać. Robimy imprezę kubańską, ZALECAMY się ubrać w fantazyjne, kwieciste wzory. Nikt nikogo nie zmusza, a mało tego, na imprezę świętojańską 90% ludzi ubrało się tak z własnej woli i wyglądaliśmy, jak jakaś sekta xD Tym bardziej, że dziewczyny wyplatały wianki.
* Nie chcesz przyjść na imprezę? Nie szkodzi, zapraszamy w przyszłym roku!
* Żarełko? Czasami pierwsza klasa, jak to OP napisał.
* Pracujecie na innych piętrach lub nawet w innych miastach? Świetna okazja, żeby w końcu pogadać!
* Z takich kontrowersyjnych rzeczy no to zawsze ktoś się nawali jak Messerschmitt, ale przy 1000 osobach szanse są duże. Oprócz chwiejnego kroku, nie było czegoś grubszego. Z opowieści tylko słyszałem, że przed moim zatrudnieniem na jednej imprezie jedna parka się publicznie parzyła, ale konsekwencje były takie, że dziewczyna sama się zwolniła, ze wstydu.
* Imprezy są lepsze i gorsze, ale praktycznie zawsze jest przynajmniej spoko. Impreza świętojańska w plenerze była jedną z najlepszych na jakich byłem w życiu, a jestem ambiwertykiem. Myślę, że po prostu jak spotka się grupa ludzi, którzy reprezentują pewien poziom i nie schleją się do porzygu to zwyczajnie jest fajnie :smiley: Jedynie czego mogę żałować, że moje korpo odeszło od 2 imprez rocznych, zimowej i letniej i zastąpiło to jedną, jesienią, gdzieś w klubie. No ale znak czasów, oszczędności ¯\\_(ツ)_/¯
@Earl_Grey_Blue Wszystko zależy od ludzi, ale też od tego jaki jest rynek pracy. To co opisywałem to stare dzieje, jedna z dużych korpo pod niemieckim zarządem (szczytem był prezes z Niemiec, któremu jakby założyć mundur esesmana to pod względem wyglądu i zachowania idealnie by do niego pasował, nie można się było np. do niego bezpośrednio odezwać, tylko przez przełożonego, który stał obok i powtarzał twoje pytanie, istna komedia), a że wtedy był akurat rynek pracodawcy to każdy kładł uszy po sobie i robił co mu kazano. Do czasu rzecz jasna :smiley:
@JackDaniels no to przykro słyszeć. U nas się zachęca do przyjścia, ale nie stygmatyzuje się nieobecności. Najważniejsze to po prostu robić swoją robotę. Co do ankiet też mamy zewnętrzną firmę, co kwartał robi badania satysfakcji. Jest to aplikacja SaaSowa, ale pewnie dałoby sie w logach sprawdzić, kto co pisał. Nikt tego nie robi, bo po pierwsze nie wolno, po drugie po sposobie pisania oraz treści liderzy sami domyślają się kto to napisał ¯\\_(ツ)_/¯ ja sobie w komentarzach nie szczędzę i ostatnią ankietę wiele osób tak potraktowalo przez redukcje i ukrocenie home office. Pewnie wiele to nie zmieni, bo na szczycie mamy tępogłowych, ale jak nie tutaj pokażemy żółtej kartki, to co mamy zrobić, wyjść na ulicę? Przecież tam nie ma klimy xD
@Earl_Grey_Blue hehe, jak pracowałem w poprzednim korpo to też zawsze tylko ZALECALI jak się ubrać czy żeby w ogóle być i nikt przecież nikogo do niczego nie zmuszał... W praktyce jak się ktoś nie pojawił to potem na rozmowach rocznych potrafiło paść "ale ty unikasz integracji, nie było cię na ostatniej imprezie firmowej, możesz wyjaśnić dlaczego?" czy na samej imprezie kwasy z HR w stylu "no jak ty się ubrałeś? nie widziałeś ZALECEŃ w mailu" 😆
To trochę tak jak z ankietami satysfakcji pracowników. Były odkąd pamiętam, nikt do tego nie przykładał jakiejś większej uwagi, aż któregoś roku zmieniła się jej forma. Została zatrudniona jakaś zewnętrza firma, głośno zaczęło się mówić, że ta ankieta będzie szczególnie ważna, że pracownicy w końcu zostaną wysłuchani, itp. No to ludzie dali się na to złapać i pozwolili sobie na zbytnią szczerość. O rany, co się potem działo... Niekończące się programy naprawcze, pogadanki, pierdyliard szkoleń miękkich (a na techniczne brakowało zawsze kasy) już nie mówiąc o jakimś tam szukaniu autorów konkretnych opinii (bo ankieta była niby anonimowa, ale okazało się, że w bazie zapisywało się IP kompa, więc w połączeniu z logami z DHCP można było dojść kto był autorem...) czy nawet zwolnieniami kilku najbardziej niepokornych (wiem nieoficjalnie, publicznie była rzecz jasna tylko informacja o kontynuowaniu kariery poza firmą...). Efekt? Kolejna ankieta była już cud miód i orzeszki, wszystkim się wszystko już podobało, żadnych uwag, prawie 100% satysfakcji. HR oczywiście z pompą ogłosiło, że działania podjęte w poprzednim roku przyniosły oczekiwany efekt. No ciężko się w sumie nie zgodzić, ludzie się szybko nauczyli jak wypełniać takie ankiety i szczerość to zostawić raczej w domu 😆
Jako lider/przełożony też pewnie niefajnie bywać na takich imprezach bo pracownicy mają okazję ciągnąć za język czy dążyć do większego spoufalenia niż w biurze. Miałem kiedyś taką sytuację gdzie przez pewien czas zastępowałem kierasa zanim nie znajdą nowego i aż się dziwiłem w jaki sposób traktowali mnie niektórzy pracownicy i jakie pytania zadawali, nie dziwie się że większość managementu albo nie chodzi albo pojawia się tylko na starcie
z mocnych akcji, to z imprezy w swinoujsciu moj scrum master ukrainiec wracal do szczecina przez niemcownie swoim rydwanem na ukrainskich blachach, bo szybciej i go polizei zgarnelo i dziewczyny z administracji go musialy wyciagac z dolka tlumaczac, ze to glab (to bylo przed pandemia i wojna i wschodni bracia nie mieli prawa do swobodnego ruchu przez granice)
@5tgbnhy6 brzmi jak:
@WujekAlien różowa mnie nie rozumie i ciągle krzywo patrzy, kiedy mówię że nie chce łazić na takie imprezy. Nie jestem typem introwertyka, ja po prostu nie przepadam za ludźmi, kiedy ich lepiej poznam 😛 omijam takie iwenty, jak tylko mogę. Na tych, na których byłem, to widziałem ludzi, którzy zachowywali się, jakby pierwszy raz w życiu alkoholu spróbowali. Festyn ochleju, nie integracja. Inna sprawa, że czas wolny, nie jest dla mnie czasem, który mogę wygospodarować, dla ludzi z pracy. Rozgraniczam te dwa światy.
@WujekAlien, @Telezajaczek łatwo w ten sposób poznać alkoholików, których jest w społeczeństwie więcej niż się wydaje. Na co dzień zazwyczaj nie wiesz, że jakiś tam Karolek czy inny Damian, których spotykasz w robocie to w drodze do pracy walą małpkę lub 2, a po powrocie do domu poprawiają jeszcze 4 piwami lub 0,5l czystej, bo się zwyczajnie z tym kryją. Dla nich już sama wizja firmowego chlania (czyli będzie i okazja i nie trzeba się będzie za bardzo kryć bo inni też będą pić) powoduje, że maski często opadają.
Każdy pewnie zna kogoś, kto ma niby "mocną głowę" - to zazwyczaj alkus, u którego tolerancja na alkohol się zwiększyła po latach praktyki (ale w końcu spadnie jak już wątroba siądzie), albo takich co to jak stoją butelki na stole to już im się oczy świecą i pierwsi się biorą do polewania, nie z dobrego serca czy tam jakieś "kultury" tylko po to, żaby samemu już się szybko napić. Jak jeszcze przy tym rzucają teksty w stylu "no to jedziemy, nie spotkaliśmy się tu dla przyjemności" to na 100% zasłużony alkoholik.
> po prostu nie przepadam za ludźmi, kiedy ich lepiej poznam
a najgorsze jest to że dotyczy to znakomitej większości.
@WujekAlien w mojej poprzedniej robocie ekipa (pół na pół 40+ i pogranicze gen Y/gen Z) już miesiąc przed imprezą firmową jarała się że łoo, będzie alkohol.
Przy skromnych teamowych lunchach raz na kwartał było to samo, wielka podnieta przez parę tygodni że idziemy do knajpy w której będą happy hours.
Zawsze mnie zastanawiało, że dawno dorośli ludzie jarają się popijawą jak gimbusy przed pierwszą dyskoteką.
@razALgul Tak, te chlanie, jakby pierwszy raz w życiu dorwali alkohol, też mnie zawsze zastanawia.
@WujekAlien Nie lubię imprez firmowych. Generalnie nie lubię poświęcać "prywatnego" czasu na takie akcje. Sama już się zastanawiam czy i jak wymigać się w tym roku.
Ale tak, jestem świadoma że to jednak może budować jakiś "wizerunek" w firmie, lepszy bądź gorszy. Ach, dylematy :grinning:
@Trypsyna ja mam depresję, lęki o OCD, wszyscy w robocie o tym wiedzą. To mi rozwiązuje problem od kilku lat 😉 Chociaż jedna dobra rzecz wynikająca z kłopotów z psychiką.
@FoxtrotLima Moim zdaniem tak, samo to, że one się odbywają mocno po pracy w piątek lub nawet w weekend jest przegięciem. Szczególnie, że najczęściej są dość daleko od biura, jeśli nie w środku lasu, bo tam akurat była stodoła, którą ktoś przerobił na salę bakietową.
@WujekAlien czyli dobrze robię, że się wykręcam dziećmi z takich imprez.
@Trypsyna lepszego to raczej nie zbuduje, jeszcze nie słyszałem, żeby ktoś powiedział, a kojarzycie Sandrę, zajebiście wypadła na ten ostatniej imprezie ;)
Już prędzej: _ale ta Kaśka się schlała_ albo _ale ta Kaśka ubrała się jak ... ( ͡~ ͜ʖ ͡°)_