Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

tojuz14latSpecjalista

Dołączył/a:

  • 7 wpisów
  • 21 komentarzy
  • 6 obserwujących

Specjalista

w Dyskusje

9piorunów

Dzisiaj w nocy był kryzys ze spaniem. Usnąłem bardzo szybko, ale rozbudzałem się co mniej więcej dwie godziny i czułem się jakbym był w stresie. Serce mi kołatało i drżały mi dłonie. Rano obudziłem się w sumie wypoczęty i raczej bez objawów, ale noc wspominam źle.

Rano po śniadaniu złapał mnie atak paniki połączony z "niemocą". Najpierw przyszła myśl, że ja już sobie z tym wszystkim nie dam rady, że to wszystko ponad moje siły, że koniecznie i natychmiast potrzebują pomocy, że zaraz wyjdę z siebie i już nie wrócę. Ta myśl przerodziła się w lekki atak paniki, gdzie musiałem usiąść na tapczanie, zamknąć oczy, wyłączyć wszystkie myśli i cały mózg i uspokoić się chwilę. Minęło po około 10-15 minutach.

W takich momentach jak ten, z jednej strony wiem, że to tylko mój mózg, ale z drugiej to on steruje całym ciałem i sam nie dam rady tego zatrzymać. Na szczęście trwało to krótko i nie było tak mocno obciążające, ale... no cóż, znowu było.

Powodem ataku paniki był moment w którym zjadłem posiłek i jeszcze nie zdążyłem podać sobie insuliny, bo zajął mnie trochę syn i mój cukier zamiast po 20 minutach wzrosnąć o spodziewaną wartość... spadł o tę samą wartość. Nawet mnie to nie zaskoczyło, tylko... zbiło z tropu. W jednej chwili wyobraziłem sobie, co by było, gdybym jeszcze wbił insulinę i ten cukier spadł by jeszcze mocniej, albo gdyby nikogo innego nie było w domu. No w każdym razie takiego wyniku się nie spodziewałem.

Ta sytuacja sprawiła, że dosłownie na chwilę się poddałem, wywiesiłem flagę. Stwierdziłem - nie dam już sobie z tym rady. Skoro tak się dzieje, skoro to nie jest przeze mnie spodziewana sytuacja, to ja już sobie nie poradzę, tylko potrzebuję pomocy. Lekarza, specjalisty, szpitala, kogokolwiek. Ta myśl chwilowo zawładnęła moim mózgiem i sparaliżowała mnie. Nie pozwoliła racjonalnie myśleć, tylko wbijała we mnie coraz więcej stresu i niemocy. Stąd też się wziął atak paniki.

Po chwili się uspokoiłem i złe myśli odeszły, ale kosztowało mnie to trochę walki, spokoju i przejęcia syna przez żonę. Ten atak to pierwsze zdarzenie od dłuższego czasu, co oznacza, że najbliższych kilka dni będzie kluczowych w moim aktualnym stanie zdrowia psychicznego. Reszta dnia była raczej bez stresu, po porannej akcji - przeszło mi i pozostały czas dnia był dość pracowity - może też dlatego nie miałem czasu myśleć o tym wszystkim, bo znalazłem sobie zajęcie.

Tak na szybko i dość chaotycznie chciałem wam opisać jeden z problemów z którym się teraz mierzę - zbyt intensywnym myśleniem o wszystkim i zakładaniem najgorszego, co powoduje właśnie u mnie takie stany. Jak będę mieć głowę, opiszę trochę więcej takich sytuacji, które mnie trafiają. To tylko tak, by pokazać, że oprócz cukrzycy mierzę się z problemami związanymi z psychiką i to właśnie z nimi teraz w pierwszej kolejności chcę walczyć.

Gruba ryba0piorunów

Walcz i nie pi⁎⁎⁎ol się z myślami...wiem trudne, ale masz dla kogo żyć...no i robić wrzuty tutaj ¯\\(ツ)/¯ tak, czytam wszystko co wrzucasz.

Pokaż więcej komentarzy (4)

Specjalista

w Dyskusje

14piorunów

Dzień Dobry, dzisiaj w kolejnym wpisie trochę więcej o tym jak inni ludzie z którymi mam do czynienia reagują na moją chorobę i ewentualne cuda, które się z nią (i ze mną) zdarzają.

Jedną z pierwszych rzeczy, które nowo poznani ludzie dowiadują się o mnie, oprócz imienia jest również informacja o tym, że jestem diabetykiem, czasami rozszerzona o informację, że należę do osób z niepełnosprawnością. Oczywiście nie każdy nowy dostaje od razu taki zestaw, tylko raczej osoby z którymi wiem, że nasze spotkanie nie będzie przelotne, albo - jeśli jest taka sytuacja - przy naszym pierwszym wspólnym posiłku.

Z reguły zdecydowana większość reakcji to... brak reakcji. Po prostu wrzucenie tej informacji do głowy. I bardzo dobrze, bo ludzie nie dokładają sobie żadnych uprzedzeń, ani współczucia do takiej osoby. Niektórzy z nich mają w rodzinie albo wśród swoich znajomych również cukrzyków, więc czasami wiedzą z czym się zmagam i rozumieją mnie lepiej.

Posiłek, to reguły najczęstszy powód, żeby porozmawiać o cukrzycy z drugą osobą. Najczęściej ludzie są niezwykle ciekawi choroby i tego co mi wolno, czego nie wolno i jak powinni się zachować. Temat zaczyna się oczywiście, gdy wyjmuję pen z insuliną. Ogólny obraz zdrowych ludzi jest taki, że mają nikłe pojęcie o technikaliach cukrzycy. Wiedzą, że jest związana z "cukrem" i że można "zemdleć", ale totalnie nie znają szczegółów, albo wiedzą coś źle - na przykład, że jak spada mi cukier, to muszą mi podać insulinę - to nieprawda! Koniecznie trzeba podać coś słodkiego, najlepiej w płynie.

Ja osobiście się temu nie dziwię. Ja sam nie wiedziałbym pewnie jak zareagować jeśli ktoś wokół mnie dostał atak padaczki, albo atak astmy. Moją rolą jest więc takiej osobie opowiedzieć o chorobie. Oczywiście jeśli jest zainteresowana.

A większość osób jest zainteresowana, ale baaardzo mocno boi się pytać. Ja to rozumiem, ludzie nie lubią zadawać trudnych pytań, boją się, że kogoś urażą, albo, że uznam to za bycie wścibskim. Ale ciekawość wygrywa. Ja to wiem, więc zawsze mówię otwarcie o mojej chorobie jeśli druga osoba słucha. Opowiadam co mi wolno, a czego nie wolno i jakie mogą mnie spotkać sytuacje - głównie hipo- i hiper-glikemia. Tłumaczę jak się wtedy zachowuję i co taka osoba mogłaby zrobić, by mi pomóc (zwłaszcza przy hipoglikemii). Mówię o tym zawsze, bo takie sytuacje mogą mi uratować życie, a może się zdarzyć akcja, gdzie druga osoba będzie bała się podjąć działań "sparaliżowana" strachem. Zawsze tłumaczę to spokojnie i szczerze - otwarcie, by pokazać, że takie tematy nie są dla mnie trudne i że druga osoba może śmiało pytać mnie o wszystko.

Czasami takie rozmowy idą dalej, pokazuję wtedy glukometr (a teraz sensor na ramieniu) tłumaczę jak działa, pokazuję pena z insuliną i "tę wielką straszną igłę, którą wciskam w siebie setki razy", tłumaczę, że w torbie mam butelkę coca-coli lub soku i opowiadam o... życiu. O tej normalnej części. Tłumaczę, że z chorobą da się żyć mimo wszystko. Nigdy nie wykonuję (nie wykonywałem) innym badań cukru moim glukometrem i zawsze tego odmawiam jak ktoś mnie prosi.

Tematy schodzą też na jedzenie i - totalnie to rozumiem - ludzie nie zdają sobie sprawy, że chleb, ryż, makaron, ziemniaki, nabiał i owoce podnoszą mi cukier (oczywiście każde w innym zakresie). Dla zdrowych ludzi - słodkie to słodkie - czekolana, coca-cola, cukierki, lody, czasami niektórzy dodadzą sok. Ale baaaardzo mało osób wie, że dla cukrzyka liczy się nie tyle cukier co węglowodany - których w codziennych posiłkach jest ogromna ilość. Bardzo często widzę zaskoczenie, że takie posiłki mają wpływ na cukier. I powtórzę to kolejny raz - doskonale to rozumiem. Ludzie pragnący schudnąć liczą kalorie, ograniczają tłuszcz, kulturyści idą w białko i zbilansowaną dietę. Mało kto przejmuje się "chlebem", czy ziemniakami. A że frytki podnoszą mi cukier? NO JAK TO?

Tematy jedzenia szybko schodzą na alkohol i tu u mnie jest różnie. Sam nie piję dużo, a alkohol raczej bardzo lekko obniża mi cukier, ale u każdego jest inaczej. Piwa smakowe u mnie odpadają bo mają tony cukru. Wino działa na mnie świetnie utrzymując cukier w poziomie a wódka zawsze go obniża przez co muszę dojadać. I uwierzcie mi - u każdego cukrzyka będzie inaczej.

Wracając więc do "ludzi". Moja rodzina jest wyedukowana, co jakiś czas robię przypomnienie co i jak, więc tutaj nie ma problemu, gdyby coś się działo. Znam ich na tyle, że wiem, że mimo wszystko w każdej sytuacji zadzwoniliby po karetkę. Moi rodzice boją się otwarcie rozmawiać ze mną o cukrzycy i dostają tylko krótkie relacje, że "jest ok", albo "jest gorzej, ale walczę". Wiem, że takie rozmowy sprawiają im trudność, ponieważ obwiniają się, że to ich wina. Nie męczę ich moją chorobą, wiem, że to dla nich ciężkie i nigdy tego nie przełkną, mimo moich zapewnień, i rozmów w pierwszych latach choroby.

Każdy mój pracodawca już na rozmowie kwalifikacyjnej dowiaduje się, że mam cukrzycę i stopień niepełnosprawności. Nigdy nie było tym problemów, w niektórych przypadkach był to nawet atut (!). Jak tylko trafię do nowego miejsca pracy od razu przełożonemu i zespołowi mówię co mi jest i robię krótkie szkolenie co i jak. Pojawia się potężna ilość pytań na które cierpliwie odpowiadam otwarcie. Rozmowy od razu też schodzą na jedzenie 😉

Mój poprzedni przełożony bardzo mocno dbał o mnie i pytał się jak mi idzie w walce z chorobą. Bardzo lubił rozmawiać ze mną o moich problemach związanych z cukrzyca i często sam podsyłał mi jakieś artykuły, czy nowinki o których usłyszał. Był świetnym człowiekiem od którego otrzymałem w pracy ogromne wsparcie i dla którego moje ograniczone możliwości nigdy nie były problemem, nawet gdy z powodu spadku cukru, czy trudnego dnia - spóźniałem się do pracy.

No ale zmieniłem pracę, a mój nowy przełożony jest również pełen zrozumienia i nigdy nie robił mi problemów w związku z chorobą, ale jest nie zainteresowany rozmową, ani jej zrozumieniem. Nie mam mu tego za złe i nie wymagam nie wiadomo czego. Szkoda też, że mój nowy zespół raczej jest bardziej przerażony moją chorobą niż obojętny. Słyszę co chwile "podziwiam jak ty dajesz sobie radę, ja bym nie dał", albo "jakby coś ci się stało, to bym uciekł, nawet jak wiem co zrobić, ale boję się". Co jakiś czas rozmawiamy na ten temat, ale widzę raczej strach, a wolałbym nawet obojętność. Nikt nie jest do mnie wrogo nastawiony, ani nie traktuje mnie jak wazon, który może się zbić, ale za każdym razem, gdy wyciągam pena z insuliną - widzę duże oczy, albo odwrócony wzrok.

I kolejny raz powtórzę - rozumiem to. Nie naciskam, nie narzucam, w razie pytań - odpowiadam. Wiem, że różni ludzie różnie do tego podchodzą i dopasowuję się do nich.

Moi znajomi i przyjaciele, z którymi znam się dłużej nie mają problemów, żeby ze mną o chorobie rozmawiać, poznawać problemy i pytać nawet o takie rzeczy jak seks, czy psychika. Często też... śmiejemy się z mojej choroby i pozwalam na to, bo nie robię z siebie kaleki a niektóre memy są super. Jak wbijam insulinę w miejscu publicznym, otrzymuję pozytywne docinki, niektóre historie w których brali udział są oczywiście opowiadane dalej i dodatkowo koloryzowane. Moi znajomi byli też pierwszymi, którzy wzywali dla mnie karetkę kilka lat po zachorowaniu, kiedy poczułem się tragicznie, ale było to na podłożu stresowym, a nie cukrzycowym. Kiedyś wam o tym opowiem, ale to mnie tylko utwierdziło, że mimo wszystko - dali radę, zachowali się bardzo odpowiedzialnie i wspierali mnie w kryzysie.

Tak samo było z moimi współlokatorami z którymi mieszkałem na studiach zaraz po tym jak zachorowałem. Oni też bardzo o mnie dbali i sami razem ze mną uczyli się wszystkiego.

Moja żona od razu również dowiedziała się, że choruję, jeszcze zanim została żoną. Nie od razu, tylko po kilku naszych pierwszych spotkaniach, ale nie przeraziło jej to i nigdy nie było to dla niej problemem. Bardzo mocno wspiera mnie w kryzysach, również tych psychicznych, wie wszystko o chorobie, jak działać i jak się zachować i wiem doskonale jak ją stresują moje "sytuacje", ale nie daje tego po sobie poznać, by mnie wesprzeć w trudniejszych chwilach. Muszę to jasno napisać, że gdyby nie Ona, życie z cukrzycą było by o wiele trudniejsze. Przy wielu okazjach dziękuję jej za to co dla mnie robi i jak bardzo mnie wspiera. Do samej cukrzycy podchodzi też z dystansem bo widzi, że przecież wszystko jest ze mną w porządku, że kryzysy są bardzo chwilowe, a życie toczy się normalnie. Jest ze mną na codzień, więc po prostu widzi jak jest, bez kolorowania i ściemy. Potrafi też zauważyć, że coś się u mnie dzieje, nawet jak ja tego nie zauważę. Nigdy nie "pokłóciliśmy się" o moją chorobę, nie wypowiedziała z tego powodu żadnych negatywnych słów. Jestem niezwykle szczęśliwy, że jesteśmy razem.

Jak widzicie, "liznąłem" tu tylko kilka tematów związanych z osobami wokół mnie. Jeśli macie jakieś pytania - walcie śmiało :smiley: Pozdrawiam wszystkich serdecznie, uważajcie na burze!

Tytan1piorunów

Fajnie się czyta i będę zerkał na wpisy. Moja babcia ma cukrzycę i nie robimy z tego nie wiadomo czego. Aż jestem w szoku, że ludzie nie rozumieją, iż chleb owoce, makarony podnoszą cukier.

Pokaż więcej komentarzy (3)

Specjalista

w Dyskusje

21piorunów

Dzień dobry, dzisiaj trochę o technikaliach cukrzycy i monitorowaniu cukru we krwi:

Codziennie podaję sobie insulinę kilka razy dziennie. Codziennie sprawdzam swój poziom cukru kilka lub kilkanaście razy dziennie. Codziennie kontroluję siebie.

Jeszcze niedawno badanie poziomu cukru odbywało się u mnie za pomocą krwi z paska. Trzeba było się nakłuwać, wycisnąć kropelkę krwi z opuszka palca ręki i nałożyć na pasek testowy. I tak od 5 do czasami nawet 10 razy dziennie.

Nie muszę chyba mówić, jak bardzo przez te kilkanaście lat moja dłoń wygląda (a zwłaszcza opuszki palców). Setki małych kropeczek, które goją się, ale przecież otwieram rany na nowo. Mam taką zasadę, że nakłuwam tylko lewą rękę, by prawą mieć zawsze sprawną. Moje opuszki palców lewej ręki mają mniejsze czucie w miejscach ukłuć, niż w prawej ręce.

Od listopada zeszłego roku zainwestowałem w system ciągłego monitorowania glikemii. Na ramię nakłada się takie małe urządzenie, wielkości mniej więcej dwóch monet 5zł, którego sonda jest pod skórą i mierzy cały czas cukier z płynu śródtkankowego. Taki pomiar nie jest idealny, obarczony niewielkim błędem, ale bardzo zbliżony do tego z krwi. Taką sondę można mieć 14 dni na stałe, a pomiar cukru odświeża się co minutę za pomocą skanu NFC w telefonie. Sensor zakłada się samemu na ramię i ta operacja jest bezbolesna i trwa minutę.

Życie zmieniło się niesamowicie. Nie dość, że nie muszę się codziennie nakłuwać kilka razy to jeszcze wyniki mam bezpośrednio w telefonie z linią trendu - nie widzę już tylko punktów w moich pomiarach, ale linię, czy cukier spada, czy rośnie, czy podałem insulinę dobrze i jaki jest trend moich wyników.

Jak sobie teraz myślę ile zmieniło się w terapiach dla cukrzyków, jakie nowe urządzenia, pompy i systemy mierzenia cukru powstają... to rośnie we mnie nadzieja, że w przyszłości, takiej jeszcze za mojego życia, tę chorobę będą za mnie ogarniać automaty AI, a ja będę żył totalnie bez myśli o cukrzycy.

Ale wracając do pomiarów - nowy system sprawił, że teraz dużo lepiej rozumiem jakie są moje wyniki, mogę je świetnie przeanalizować i ocenić, wyciągnąć dużo lepsze wnioski i popełniać mniej błędów.

I co śmieszne i paradoksalne jednocześnie - widzenie na żywo jak cukier rośnie lub spada... dodatkowo mnie stresuje. Wiecie, zjadłem jedzenie, podałem insulinę i po godzinie cukier idzie w górę, zamiast ładnie się wyrównywać. Denerwuje mnie to, bo znaczy, że coś źle obliczyłem, podałem za mało insuliny, albo coś się dzieje z organizmem.

A jak spada ostro w dół to jeszcze gorzej, bo mam wyobrażenie, że tego nie zatrzymam, że zaraz zemdleję, że to spadnie do zera, że wbiłem 300 razy za dużo insuliny niż powinienem i żegnam się z życiem.

Wcześniej widziałem tylko "punkt" pomiaru. Nie potrafiłem ocenić, czy cukier będzie spadał, czy rósł, to był po prostu jeden wynik, musiałem sam analizować i strzelać czy będzie zaraz lepiej czy gorzej. Teraz widzę wszystko świetnie, ale tak praktycznie bardziej mnie to stresuje, bo dokładniej widać moje błędy. Skoki i spadki.

Czytałem w różnych miejscach, że są tacy inni cukrzycy, którzy mają podobnie jak ja i przez to rezygnują z takich systemów ciągłych. Ja jednak uważam, że jak psychicznie to wyprostuję - zmienię swoje myślenie i przestanę panikować przy każdym wyniku, to system jeszcze lepiej pomoże mi osiągać dobre wyniki.

PS. System monitorowania kosztuje około 600 złotych miesięcznie, jest częściowo refundowany.

PS2. Na telefon spoglądam przynajmniej 80 razy dziennie (informacja z "cyfrowego dobrostanu" w systemie Android), przynajmniej połowa tego czasu to sprawdzanie wyników cukru.

Osobistość1piorunów

Ładnie piszesz. Nie wiem, czy to efekt kontrastu (zakładam, że rozumiesz, co mam na myśli 😉 ) czy rzeczywiście ładnie piszesz, ale przyjemnie się to czyta.

Pokaż więcej komentarzy (8)

Specjalista

w Dyskusje

200piorunów

Dzień Dobry. Chciałbym dzisiaj opowiedzieć Wam, jak zaczęło się moje życie z cukrzycą i jak choroba to życie zmieniła.

Podczas mniej więcej połowy studiów na jednej z Warszawskich uczelni, mieszkając w wynajmowanym domu wraz z 4 innymi osobami, zauważyłem u siebie pierwsze objawy, które pojawiły się późną wiosną.

Obudziłem się jak normalnie szykując się na zajęcia i jadąc tramwajem zauważyłem, że nie widzę dobrze z daleka. Widziałem tylko na odległość około metra, wszystko co było dalej stawało się coraz bardziej zamazane. W pierwszej chwili pomyślałem, że to zmęczenie, niewyspanie, ale w ciągu dnia temat nie znikał i coraz bardziej zastanawiałem się, czy czasem moje oczy nie zaczęły szwankować.

Wszystko zmieniło się wieczorem, kiedy do objawów związanych z widzeniem, doszły nowe - ogromne, nieprawdopodobne wręcz zmęczenie, niesamowite pragnienie oraz częste oddawanie moczu.

Następnego dnia, na zajęcia jechałem z 2 litrową butelką wody, która starczyła mi tylko do południa. Co każdy wykład chodziłem do toalety, a jak wróciłem po zajęciach i drobnych zakupach o 17, położyłem się spać i wstałem następnego dnia o 6 rano.

Od razu zapaliła mi się czerwona lampka, szybkie potwierdzenie objawów "w góglu" wydało prostą diagnozę. To cukrzyca. Od razu następnego dnia olałem zajęcia i zleciłem badania krwi na cukier. Odbierając je (a robiłem to osobiście, bo nie wszystkie laboratoria pozwalały wtedy sprawdzać to online), pani pielęgniarka, zapytała się, czy nie choruję może na cukrzycę, bo wynik był niezadawalający. Ku mojemu zaskoczeniu, wskazywał 441 mg/dl - ponad 4 razy większy niż u zdrowego człowieka.

Następnego dnia byłem już u lekarza rodzinnego, który skierował mnie od razu do szpitala. Powiedziałem, że sam tam pojadę, ale uparł się, by... zawiozła mnie tam karetka. Od razu, zaraz po wyjściu z wizyty.

Był to pierwszy raz w życiu, kiedy jechałem karetką (ale niestety nie ostatni). Do dziś się śmieje, że gdyby nie cukrzyca - to pewnie przez kolejne lata nie miałbym takiej możliwości!

Całkiem świadomy, niezwykle zmęczony fizycznie, suchy i pusty po praktycznie 4 dniach od pierwszych objawów, trafiłem do szpitala, gdzie rozpoczęto terapię i moją naukę jak sobie radzić z chorobą.

W ciągu tych 4 dni, schudłem 7 kg, pomimo normalnych posiłków.

W szpitalu spędziłem 3 dni, z czego pierwsze 2 praktycznie cały czas spałem z powodu ogromnego zmęczenia, budzony wyłącznie na siku, jedzenie i podanie insuliny oraz krótkie informacje od lekarza prowadzącego. Nigdy w życiu się tak nie wyspałem. Nie byłem w śpiączce, rozpoznałem objawy dość szybko i zadziałałem trzeźwo, więc nie doszło do kwasicy ketonowej, która mogła mnie do śpiączki doprowadzić.

Po 3 dniach wypisano mnie ze szpitala z skierowaniem do innego (w przeciągu 2 tygodni), który specjalizował się w chorobach cukrzycy i posiadał specjalistyczny oddział. Trafia się tam na 7 dni i razem z innymi "świeżakami" przechodzi gruntowne szkolenie, naukę i dopasowanie terapii do chorego. Zostałem zbadany tak dokładnie jak nigdy. (podobno niektóre szpitale w polsce mają takie specjalne szkoleniowe oddziały)

Nigdy nie wymażę z pamięci momentu w którym odwiedziła mnie tam moja mama w momencie, gdy omawiałem z lekarzami mój stan. Pojawił się wtedy psycholog, który zapytał mnie, czy nie potrzebuję rozmowy. Moja mama, która siedziała obok, nagle się rozpłakała z emocji i uwaga lekarza została skierowana na nią.

Zapadło mi to bardzo mocno w pamięci, dlatego, że przez pierwsze kilka tygodni w ogóle nie czułem się psychicznie źle. Wydawało mi się, że od startu zrozumiałem, że jestem nieuleczalnie i przewlekle chory i to będzie część mojego życia. Wydawało mi się wtedy, że bardzo łatwo zaakceptowałem mój nowy stan w którym się znalazłem. Fizycznie i psychicznie (po ustaleniu terapii) czułem się świetnie i nie wyobrażałem sobie, żeby moje życie miało się drastycznie zmienić, tym bardziej, że w szpitalach uświadomiono mnie jak wiele osób żyje normalnie z tą chorobą.

Pękłem i rozpłakałem się tylko raz. To było pierwszego dnia pobytu w pierwszym szpitalu. Dostałem do ręki spakowany posiłek z napisem "cukrzyca". Nie wiem czemu, przeczytanie tego napisu, skategoryzowanie mnie do tej grupy osób, jasno i wyraźnie określenie - CUKRZYCA, sprawiło, że dosłownie ugięły się pode mną kolana. Rozpłakałem się, bo zrozumiałem, że to moment w którym wszystko do końca życia się zmieniło. Dochodziłem do siebie przez kilka godzin. Rozmawiałem wtedy z lekarzem prowadzącym, który uświadomił mnie co mnie czeka i wbrew pozorom... to mnie mocno uspokoiło. Teraz jak na to patrzę, to był to wspaniały, pełny empatii człowiek, który potrafił niezwykle dobrze wyjaśniać problemy i pytania, które wtedy miałem. Wlał we mnie ogromne pokłady nadziei i spokoju, przez które wtedy zatrzymały moje zmartwienia.

Nigdy więcej nie płakałem z powodu choroby, zmieniło się to w tym roku, kiedy problemy psychiczne, a zwłaszcza "niemoc" pewnego wydarzenia, wzięły górę.

Dzisiaj, jak na to patrzę, to wydaje mi się, że byłem silniejszym człowiekiem niż teraz. Mniej kruchym. Może kryło się to też w tym, że byłem bardziej... nieodpowiedzialny? Młodszy, przez to "głupszy"? A może miałem po prostu mniej na głowie i mogłem bardziej skupić się na sobie i zrozumieniu swojego stanu, oraz walce o dobre wyniki? Nie wiem, ale jak o tym myślę, to jestem wręcz zaskoczony, że przeżyłem pierwsze lata choroby i dawałem sobie radę. Myślę, że gdybym dzisiaj usłyszał, że dostałem cukrzycę, dużo gorzej bym sobie poradził na start, albo nawet NIE poradził.

Jak to teraz napisałem, to myślę, że dzisiaj wiem po prostu za dużo. Wtedy tak mocno nie przejmowałem się powikłaniami i walką o najlepszy cukier. Byłem młody, świat jeszcze się przede mną otwierał, widziałem możliwości, a nie przeszkody. I te świetne wyniki były - co tylko motywowało mnie, by się nie zatrzymywać i korzystać z życia w pełni. Z biegiem lat, człowiek budzi się rano z bolącym kręgosłupem, niewyspaniem i toną stresu związanym z pracą, czy dzieckiem. Każdy powód jest świetny, żeby się zamartwiać, a w konsekwencji coraz mniej dbać o siebie. Z biegiem lat, człowiek widzi coraz więcej swoich ograniczeń, a patrząc na młodych - zazdrości im możliwości, otwartości i ambicji.

Nie... nie czuję się staro :slightly_smiling_face: ale czuję... widzę, że mam pewne ograniczenia, pewne... braki możliwości, które sprawiają, że inni ludzie w moim wieku, czerpią z życia więcej, niż ja bym chciał.

Opowiem wam kiedyś o tym, jak przerażająca wydaje mi się perspektywa na przykład 2-tygodniowych wakacji poza krajem.

Ale na tę chwilę to tyle. Mam nadzieję, że czytając to, nie dopasowujecie sobie moich objawów do waszego aktualnego stanu zdrowia. Uwierzcie mi - wyczulibyście, że coś jest nie tak.

Pozdrawiam Was wszystkich gorąco w ten upalny dzień!

Koneser0piorunów

@tojuz14lat Heh, miałem podobnie jak mi wcisnęli łuszczycę. Pani doktor powiedziała: Panie Anon, to chyba łuszczyca... A ja tylko wzdrygnąłem ramionami i rzuciłem: Na to się chyba nie umiera. No i w sumie jeszcze żyję a i moje życie się jakoś na chwilę obecną bardzo nie zmieniło...no może poza wizytami u lekarza co 2 miesiące i garścią prochów do łykania :grinning:

Osobistość0piorunów

@tojuz14lat @sckb część Panowie, na łuszczycę możecie spróbować diety low carb keto. Np. Bracia Rodzeń na youtube. Musicie przebrnąć przez głupie zarty chaos ale na wykopie poznałem gościa który keto wycifal łuszczycę (tzn. Nie leczy się i niema objawów ptrawie).

Keto low carb też pomaga na cukrzycę, też typu 1, musiałby OP poczytać, tam BR czasem podają nazwisko i książki lekarza który ma te cukrzycę i stosuje keto. Dzięki temu mniej leków i mniej powikłań z nimi związanych.

Sam od marca jestem na low carb i jest to mega prosta dieta. A efekty super.

Koneser0piorunów

@tyle_slow nie stać mnie na diety 😉

Autorytet0piorunów

@tojuz14lat Pociesz się tym, że mnóstwo z nas to dotknie prędzej czy później :smiley: A tb będzie łatwiej, bo się do nowego trybu życia dostosujesz i będziesz tylko śmiał z zagubionych 40- i 50-latków, którym nagle spada na łeb "przerażająca" diagnoza 😉

Specjalista0piorunów

@AureliaNova aj tam, to nie jest pocieszające, nikomu nie życzę choroby, a im później tym gorzej. Dla wszystkich.

Pokaż więcej komentarzy (42)

Specjalista

w Dyskusje

56piorunów

Cześć, nazywam się Mikołaj i niedawno przekroczyłem 30 rok życia. Od 14 lat zmagam się z cukrzycą. Jest to choroba, która zmieniła połowę mojego życia. Wbrew pozorom nie składa się wyłącznie z minusów. Pozwala lepiej zrozumieć siebie, swoje potrzeby i poznać swoje możliwości oraz limity. Od kilku lat "żyję chwilą" i "korzystam z życia" na każdy możliwy sposób (a to wszystko przez objawiające się choroby psychiczne powstałe w związku z cukrzycą), za których leczenie właśnie się zabieram.

Ja bardzo szybko zaakceptowałem swoją chorobę, która pojawiła się na początku moich studiów. Przez wiele lat nie miałem z nią problemów, a moje wyniki były bardzo satysfakcjonujące. Nie mniej od dosłownie kilku ostatnich lat (i teraz jak to piszę, to jestem zaskoczony, że od kilku lat nic z tym nie robiłem, bo nie rozumiałem jak to narasta) zaczynam mieć objawy psychiczne, które utrudniają moje normalne funkcjonowanie.

Objawy, które nie są dla mnie psychicznie łatwe, pomimo wielu dobrych rzeczy które dzieją się wokół mnie. Niedawno zmieniłem pracę z której jestem zadowolony, oraz urodził się mój syn, który całkowicie zmienił moje postrzeganie świata i wlał we mnie niesamowite pokłady empatii.

Nowe rodzinne i życiowe obowiązki sprawiają, że czuję, że czasami nie daję rady, a bardzo bym chciał być najlepszym ojcem, mężem i dobrym, wartościowym pracownikiem. Są dni pełne psychicznych kryzysów, napadów paniki, czy gorszego sapomoczucia, a są także fantastyczne dni pełne życia, szczęścia i spełnienia zawodowego.

Nie mogę już tak żyć. Po prostu nie mogę.

Bardzo mocno wzbraniałem się przed leczeniem, nie ze względu na podejście do lekarzy psychologów i psychiatrów, lecz ze względu na to, że musiałbym wtedy przyznać, że przegrałem, że sam sobie nie daję rady i że jednak potrzebuję pomocy, mimo, że wszystkim wokół mówię, że jest fantastycznie.

Nie mam myśli samobójczych, nie chcę skończyć ze swoim życiem, ale chcę skończyć z TAKIM życiem jakie jest teraz i poprawić je na lepsze. Przywrócić je do stanu w którym będę mógł żyć normalnie, bez stresu o mój stan zdrowia w cukrzycy. Właśnie dlatego, przełamałem się i odważyłem poprosić o pomoc lekarską. Tę przygodę dopiero zaczynam i nie mogę się doczekać efektów. Wierzę w nie.

Wiem, że w moim otoczeniu moi znajomi, czy współpracownicy uważają mnie za osobę bardzo otwartą, pozytywną, nie bojącą się wyzwań, ale także szczerą i empatyczną. Wiedzą z jaką chorobą się borykam i w większości mnie wspierają. Nie znają jednak mnie na prawdę, nie jestem w stanie odważyć się, by pokazać swoje słabości, nie chciałbym, żeby ktokolwiek się nade mną litował z tego powodu, lub traktował mnie inaczej. Staram się ze wszystkich sił dawać zawsze 100%, ale znam swoje limity i wiem, kiedy muszę odpuścić. Robię to dla siebie i dlatego, by wyobrażenie o mnie przez innych, było zawsze nieskalane problemami cukrzycowymi. Mam wobec siebie bardzo duże wymagania.

To stek moich myśli, wariactwo na temat tego co siedzi u mnie teraz w głowie. Tego, co chcę w końcu poukładać w sobie, więc przepraszam, za tak chaotyczny wstęp.

Mam ogromne wsparcie mojej żony, która jest tak na prawdę jedyną osobą która mnie zna, rozumie, wspiera. Ale nie chcę już więcej obarczać jej moimi problemami. Chcę je wyleczyć.

Chciałbym zacząć tu pisać swoje przemyślenia i życiowe problemy w ramach terapii, gdzie wyrzucenie z siebie myśli odciąża organizm psychicznie i pozwala również na dyskusję z innymi osobami, które mogą na to spojrzeć z totalnie innej strony. Wybrałem to miejsce z wielu różnych powodów. Nie wiem jak często i jak bardzo cyklicznie uda się tu cokolwiek napisać, ale chciałbym już teraz z góry podziękować za to, że ktokolwiek będzie chciał lub będzie w stanie to przeczytać.

Miło mi was wszystkich poznać. Witajcie na mojej drodze do sprawienia, by moje życie stało się normalne. Bardziej normalne niż teraz.

Mocarz6piorunów

@tojuz14lat dziecko wiele w życiu zmienia. Odpowiedzialność za nie może być przytłaczaĵąca, bo nikt nie uczy jak sobie z tym radzić. Tym bardziej z chorobą, która jest nieuleczalna.
A życie raz jest lepsze, a raz gorsze i trzeba przyzwyczaić się do tego że nigdy nie będzie w 100% takie jak chcemy.
Powodzenia na terapii.
One play at a time.

Specjalista2piorunów

@To_Stan_Umyslu Dziękuję bardzo. Dziecko w moim życiu sprawiło, że chcę żyć i zmienić to życie na lepsze, właśnie też ze względu na nie. Wiem, że nie będzie zawsze 100% idealnie, ale wiem też, że może być lepiej i do tego będę dążył!

Praktykant6piorunów

@tojuz14lat napiszesz coś więcej? jak cukrzyca siada na psychikę i o co chodzi? ciekawość mnie trochę zżera

Zawodowiec6piorunów

@Kutanoid cukrzyca, a raczej wahania cukru źle wpływają na organizm, a do tego ciągła potrzeba kontroli cukru mocno męczy psychicznie i nasila lęki.

Specjalista3piorunów

@Kutanoid @Koduro opisał to bardzo dobrze, a ja właśnie napisałem teraz kolejny wpis trochę tłumacząc jak to u mnie wygląda :smiley:

Pokaż więcej komentarzy (14)