Hejto.pl
Motyw strony
Dodaj post

zombekTwórca

Dołączył/a:

  • 5 wpisów
  • 17 komentarzy
  • 0 obserwujących

Gruba ryba

w Motocykle

64piorunów

Święta udane. O 5:30 wyruszyłem z Warszawy, szybka kawa na Orlenie w Nieporęcie i po wielu godzinach jazdy przez wioski, lasy, pola, łąki zalogowałem się na Helu. Zjadłem żeberko po kaszubsku, strzeliłem fotę sadzawki z wodą i pojechałem do domu, bo zimno.

#motocykle #kawasaki

Gwiazdor3piorunów

"(...) po trzecie, pamiętaj abyś w dzień święty jeździł. (...)"

No niestety, tak jest w dekalogu, trzeba jeździć.

:the_horns: LwG :the_horns:

Twórca1piorunów

Gdzie motula w takiej dobrej cenie wyrwałeś?

Pokaż więcej komentarzy (23)

GURU

w Heheszki

113piorunów

Czego to nie wymyślą XD
#heheszki #zakopane #gorale

Osobistość0piorunów

@radziol Co, bigos będą cepry gotować, żeby ściany prześmierdły? No szanujmy się.

Gruba ryba1piorunów

@radziol o ile dobrze pamiętam, to nigdzie nie jest dokładnie sprecyzowane czym jest aneks kuchenny i mikrofalówka z czajnikiem przechodzą. Też mnie kiedyś tak w c⁎⁎ja zrobili i próbowałem wtedy dojść do definicji.

Pokaż więcej komentarzy (11)

Gruba ryba

w Hydepark

19piorunów

Twiter/X zszedł na psy. Zobaczcie taki wpis. Przecież, oprócz tego, że głupi i szkodliwy, to jeszcze zwyczajnie rasistowski. Ohyda. Jak można takie coś publikować? Ludzie z niskim ilorazem inteligencji niestety w to wierzą.
#wiadomoscipolska #twitter

https://x.com/BostonTea84/status/1888184011937513737

Kosmonauta0piorunów

Przecież można przypiąć notkę społeczności, jeśli fakty są inne.

Twórca0piorunów

Fakty są rasistowskie?

Pokaż więcej komentarzy (18)

Fenomen

w Perfumy

36piorunów

Każdy może powiedzieć: "Jedziemy na wycieczkę, weź rabarbar" lub "przyłóż se liść rabarbaru, to ci przejdzie". Rabarbar to, rabarbar tamto. Ale dziś tak naprawdę to ch... jeden wie, co to jest ten rabarbar. Jakiś tam kiedyś kompot, ktoś tam z dziadków się osłaniał liściem rabarbaru przed słońcem, kto inny znowuż lubił, jak mu się rabarbarem...

No takie polskie warzywo bez historii. Gdzieś tam rosło w ogródku. Kwaśna, bordowa, żebrowana łodyga o aromacie, ktorego próżno szukać w dzisiejszej kuchni.

Dla mnie ważną rolę odegrał rabarbar we wczesnym dzieciństwie, kiedy to przedostawałem się na podworko sąsiada i kryjąc się wśród liści dość gęsto posadzonego rabarbaru obserwowałem "dziadka", próbując dostać się jak najbliżej tego, co ten miły człowiek wyczyniał. A wyczyniał różne rzeczy: albo śpiewał, albo coś rzeźbił nożykiem w kawałku drewna i gadał do siebie... Nie pamiętam, jak miał na imię. Ale pamiętam jego codzienny rytuał. Około południa wychodził on bowiem z domu i wołał w stronę ogrodu: "Kogutek! Fryderyk!". Po tych slowach przybiegał do niego kogut i wskakiwał na małą ławeczkę pod ścianą domu. Kogutek niewielki, ale za to bojowy. Nieraz próbowałem przebiec przez to podwórko (były to czasy przedogrodzeniowe), żeby skrócić sobie drogę na okoliczne szkolne bojo. I najczęściej Fryderyk - jeśli zdołał mnie dopaść na swoim rewirze - lądował mi na plecach. Niby nic się nie działo, choć troszkę obawiałem się tego kogutka.
Pomino mieszanych uczuć w stosunku do mnie, miał on jednak jakąś magiczną więź z tym dziadkiem. Potrafili przez godzinę lub dłużej (nie pamiętam) siedzieć razem na ławeczce przed domem... Dziadek przez cały czas gadał coś do Fryderyka, a ten... nie, k⁎⁎wa, nie odpowiadał mu. Siedział - a w zasadzie to stał tam bezproduktywnie przez tę godzinę - i patrzył się w dziadka swoim kogucim, bocznym spojrzeniem. Bywało, że zasiadał mu na kolanach. Coś tam śpiewali, coś tam jedli. To było zanim jeszcze Terry Pratchett w "Kosiarzu" napisał tę surę (parafrazując):

_Kury są o wiele głupsze od ludzi; nie dysponują wyrafinowanymi filtrami myślowymi, które to ludziom nie pozwalają ujrzeć tego, co jest naprawdę_.

Mały ja, chcąc być jak najbliżej tych rozmów (wierzyłem, że można lepiej dogadać się ze zwierzętami, niż ja potrafiłem w tamtym czasie), skradałem się właśnie wśród wielkich liści rabarbaru, by podejść jak najbliżej tych rozmów. Dziś jestem niemalże pewny, że Dziadek mnie widział, a Fryderyk miał mnie w tych chwilach w tak zwanym "dużym poważaniu", bo spędzał swój quality time swoją ulubioną osobą.
Historia Dziadka jest niejasna. Był wiekowy i zanim ja dożyłem podstawówki, jego już nie było wśród nas. Kogutek został, ale też jakoś tak niedługo. Pamiętam, jak moja babcia mówiła, że ten ptak miał chyba ze dwadzieścia lat. Kurde, chciałbym przeżyć takie życie, jak ten kogutek... z kimś, kto by tak wychodził z domu specjalnie dla mnie.

Zapamiętałem jednak ten rabarbar. Nie smak, tylko właśnie aromat moich pierwszych (i na szczęście ostatnich) prób stalkingu.

Tak właśnie otwiera się Red Leather od PR Perfumes.

Red Leather
Poszukiwania idealnej skóry. Kiedyś wydawało mi się, że znalazłem. I to wielokrotnie mi się wydawało. Carner Cuirs, Rosendo no.4, Guerlain Cuir Intense...

Potem przyszły cięższe czasy, czyli Hejto. Tutaj rozstrzygnęło się, że tak naprawdę to niewiele wiem. I że ta pasja sięga głębiej, niż kiedykolwiek mi się wydawało. Że - jak każda pasja - ma wiele warstw, przez które musisz przejść, żeby finalnie móc być gotowym na to, o czym wydawało ci się, że marzyłeś.

Red Leather otwiera się - między innymi, a innych jest cała mnogość - właśnie rabarbarem. Takie było moje pierwsze wrażenie. Spoglądając w nuty wiem teraz, że duży udział miał tam grejpfrut. Wbrew pozorom potrafią być podobne. I w zasadzie całe to moje gadanie o Fryderyku nie za bardzo ma sens, bo ta rabarbarowa faza już po minucie ustępuje temu, co od samego początku gotuje się w tym dziwnym, specyficznym zapachu.
Kamfora i ogromna, suszona zieloność. Czytam nuty i nic nie widzę. Sprawdzam więc "Buchu". Okazuje się, że to właśnie kamforopodobne ziółko, plus bylica, dają ogromny zielony ładunek. Mają również swój udział w tym pierwszym, skórzanym doswiadczeniu.

Nie jest to miłe. To nudny, płaski rodzaj pseudoskóry zmieszanej z taką okołomarihuanową wibracją; zielona, mdła skóra. Studiując skład Taifa T07, Jazeel Amsterdam oraz Jazeel Millenium Star odkryłem, że ma to związek z jakimś rodzajem paczuli (przez rodzaj mam tu na myśli jeden z kilku sposobów otrzymywania olejku oraz jego składowych w zależności od rodzaju procesu). Ten zapach wrył mi się w pamięć już dawno temu, gdy odbierałem jakąś trefną mandarynkę. Woń pozostająca na palcach po kontakcie ze skórką - sztuczna, mdła i plastikowa. Teraz, w perfumowej przygodzie, od czasu do czasu doświadczam tego samego, dziwnego akordu w skórzanych perfumach podbitych paczulą.

Jeśli jednak przyłożyć nos bliżej skóry - tam dzieje się o wiele więcej, niż w powietrzu. Wciąż jest ślad kwaśnego rabarbaru, dość rozpoznawalna skórka grejpfruta, wyraźny liść laurowy oraz to, co w moim mniemaniu popycha caly zapach do przodu, czyli drewno.

No ale przecież nie może to być milusiński cedr czy jakiś jovanol. Nie-e. Tutaj mamy raczej stary, wysuszony słońcem podkład kolejowy ze wszystkimi ropno-olejowymi niuansami. Myślę, że ta początkowa kamfora z "buchu" - czyli bukku brzozowe: afrykański krzew, o ktorego istnieniu dowiedziałem się wczoraj - mocno dokłada się do tego wrażenia. Poza tym całego doświadczenia dopełnia kastoreum - tu może tkwić istota tego lekkiego przydymienia podkładu.

Może to być podkład. Ale może też być szuflada zmarłego dziadka z kilkoma przyrządami, nakrętkami, tubką smaru oraz papierami sprzed epoki. Może być też stara szafa, którą ktoś przyniósł z warsztatu samochodowego i postawił w domowym pierdolniku, by służyła jako śmietnik na stare szpargały, których żal wyrzucić. Skomplikowany zapach, przynoszący wiele wspomnień i skojarzeń.

Przez cały czas mówimy o zapachu, któremu społeczność Parfumo wystawiła średnią ocenę na poziomie 5,9.

Opisują go (to już nie tylko na Parfumo) jako zbyt trudny, zbyt zwierzęcy, nie do polubienia. Ja, dysponując ilością rzędu 0,2 ml, myślałem o tym zapachu przez dwie godziny, nie przestając go czuć. Nie zatkał mnie i wciąż przywoływał nowe skojarzenia. Tak, jest trudny. Do d⁎⁎y jest ta skóra. Ale ona na szczęście przemija, chowa się pod kolejowym podkładem.

Po dwóch godzinach Red Leather zaczyna pachnieć jak otwarcie Jazeel The Palace, które bardzo, bardzo lubię (ale nie ta część w stronę Diaghileva, tylko właśnie ta bardziej drzewno-ziołowa). I taki jest finał tej skórzanej zieloności z przygodami. Dopiero w tej fazie cywet, ktorego ni cholery nie byłem w stanie wyczuć przez cały ten czas, staje się w zasadzie oczywisty. Choć wciąż jest go tylko jak na lekarstwo.

Dziwna to i pełna zwrotów akcji przygoda z tak małym samplem. Perfumy trudne - ale cóż to tak naprawdę znaczy? Że nie wyrwiesz na to laski? No to nie zdziw się, jeśli po kilku strzałach zaczniesz otrzymywać za pomocą wewnętrznego głosu komplementy oraz propozycje spotkania od jakiejś piękności z zaświatów. Autor z pewnością nie myślał o tym, jak przyjemne dla niedoświadczonego otoczenia ma to być. Zdecydowanie zrobił to dla ludzi po przejściach (choćby jedynie olfaktorycznych, choć niekoniecznie). W tym kontekście jest to całkiem udana, choć mocno skomplikowana kompozycja. I dość mocna. Przeżywanie tego zapachu to jak całodzienna fucha z przeprowadzką u cyganów. No nie wiadomo, co zaraz wyskoczy. I czy np. w pewnym momencie nie będzie trzeba pomóc wykąpać babci.

Przez pierwszą godzinę moje wrażenia wyceniałem na 5/10. Kiedy już dobiliśmy do końcówki, 8 to najniżej, ile mogę tu dać. No i raczej nie polecam. To jak film Bressona - nie każdemu siądzie.

#perfumy #recenzjeperfum

Osobistość7piorunów

@dziadekmarian Dzięki Dziadi za poranną lekturę!

GURU12piorunów

Czy ja właśnie przeczytałem historię młodzieńca w rabarbarze tylko po to, żeby dotrzeć do perfumów? XDDD

Pokaż więcej komentarzy (9)

Fanatyk

w Hydepark

92piorunów

Marzęcin w gminie Kłodawa to wieś, która już nie istnieje.

Marzęcin dawniej nazywał się Marienspring i był kwitnącą wsią niemiecką z gospodą, remizą, szkołą i boiskiem.
Potem jednak przyszedł styczeń 1945 roku, a wraz z jego końcem także armia radziecka. Wieś w odwecie za zasadzkę Niemców została doszczętnie spalona. W jednym z płonących domów zginęła dziewięcioletnia Erika Sommerfeld, której poświęcono kamień pamiątkowy.

Jeździmy zapalić znicz w miejscu gdzie urządzono lapidarium. Czasem jest tam jakieś światełko, częściej jednak nie.

I tak to się żyje na tych Ziemiach Odzyskanych.

#swietozmarlych

Twórca4piorunów

Palili nas grupowo żywcem. Głodzili na śmierć. Topili, grabili, zrównali kraj z ziemią, w pień wyrżnęli inteligencję, ogólnie rzecz biorąc chcieli nas wymazać z kuli ziemskiej. A teraz potomkowie bestialsko mordowanych ubolewają na tym że promil z nich spotkała zasłużona kara

Twórca0piorunów

@KatieWee @Vargtimmen kiedy nie można liczyć na sprawiedliwość, trzeba się cieszyć z takich małych zemst

Pokaż więcej komentarzy (19)

GURU

w Wojna wna Ukrainie

107piorunów

„Wkroczyli naziści i polscy najemnicy. Polacy, Polacy i Polacy. Nasi chłopcy z nimi walczący powiedzieli, że wszyscy mówią po polsku”

Rosjanki ewakuowane z obwodu kurskiego skarżą się, że uciekają przed Polakami :smiley:

1610 r. nigdy nie zapomną. Nie mogą też przyjąć do wiadomości, że te ich "chochły" sami im łomot spuszczają.
Ciekawa byłaby reakcja pan, gdyby im powiedzieć, że po stronie Ukrainy walczą nawet Rosjanie.

https://x.com/visegrad24/status/1822667626167906710

#wojna #rosja #ukraina

Fanatyk71piorunów

@alaMAkota ja jestem coraz bardziej przekonany, że oni tam żyją w jakiejś alternatywnej rzeczywistości.
Nie wiem, czy to wynika z kultury, edukacji, genów, alkoholizmu, czy to po prostu jakiś ewolucyjny mechanizm psychicznego przystosowania do egzystencji w permanentnym chlewie.

Gdy sobie oglądam/czytam jakieś relacje stamtąd, to przeciętna wypowiedź lub artykuł to zwykły bełkot, którego nijak nie idzie zrozumieć. I nie chodzi nawet o wojenną propagandę. Nawet o prostych rzeczach mówią pokrętnie i bez sensu. Niektórzy próbują argumentować, że to Azja i tego się nie ogarnie. Ale to nawet nie jest Azja. To jest jakieś ch*j wie co. Inny gatunek człowieka.

Autorytet34piorunów

@alaMAkota Eeee, tam. Do łbów nałożone że Ukraińcy "bratni naród" to i pewnie po kacapsku mówią, a jak nie po kacapsku to od razu Polacy. Nie dojdzie do tych małych możdżków, że Ukraińcy maja własny język.

Pokaż więcej komentarzy (12)

Gruba ryba

w Bieganie

97piorunów

Wieczorne bieganie zakończone ratowaniem zajączka. Jego mama jest naleśnikiem na ulicy i jadę zaraz do leśnego pogotowia ( ͠° ͟ʖ ͡°)

#bieganie #katowice #gownowpis

Fanatyk4piorunów

@Zly_Tonari pogratulować postawy. Co to za fura? Ładnie w środku wygląda

Twórca1piorunów

@rith Giulia jeśli mnie pamięć nie myli :smiley:

Twórca0piorunów

@rith wygląda na alfe

Pokaż więcej komentarzy (22)

Twórca

w Hydepark

180piorunów

– Oni są zbudowani z mięsa.

– Mięsa?

– Mięsa. Są zbudowani z mięsa.

– Mięsa?

– Nie ma co do tego wątpliwości. Porwaliśmy kilku z różnych części planety,

zabraliśmy na pokład statków rozpoznania i zbadaliśmy każdy ich centrymetr. Są cali z mięsa.

– To niemożliwe . Co w takim razie, jeżeli chodzi o sygnały radiowe? Wiadomości, które wysyłali w kosmos?

– Używają fal radiowych do porozumiewania się, ale sygnały nie pochodzą z ich wnętrza. Pochodzą z maszyn.

– Więc oni stworzyli maszyny? Dobrze trafiliśmy.

– Stworzyli maszyny, to właśnie próbuję ci powiedzieć. Mięso stworzyło maszyny.

– Przecież to śmieszne. Jak mięso mogło stworzyć maszynę? Chcesz bym uwierzył w myślące mięso?

– Nie chce, ja ci to tylko mówię. Te stworzenia są jedyną myślącą rasą w tym sektorze

i w dodatku są zbudowani z mięsa.

– Może to tak, jak z Orfolei, wiesz inteligencja opierająca się na węglu ewoluująca z mięsa.

– Nie. Rodzą się jako mięso i jako mięso umierają. Obserwowaliśmy ich przez kilka cykli ich życia,

co nie trwało długo. Masz pojęcia jaki jest okres życia mięsa?

– Oszczędź mi. Dobra, a może oni są tylko częściowo z mięsa? Wiesz, tak jak Weddilei. Głowa z mięsa

a wewnątrz mózg z osocza elektronowego?

– Nie. Myśleliśmy już o tym, bo w końcu mają głowy zupełnie takie jak Weddilei, ale mówiłem ci już,

przestudiowaliśmy ich. Są cali z mięsa.

– Nie mają mózgu?

– No mają, zgoda. Tyle, że to mózg z mięsa! Właśnie to próbuję ci cały czas powiedzieć.

– No… ale jak myślą?

– Nie rozumiesz, prawda? Nie słuchasz tego co do ciebie mówię. Myślą mózgiem, mięsem.

– Myślą mięsem! Chcesz, bym w to uwierzył?

– Tak, myślące mięso! Świadome mięso! Kochające mięso! Śniące mięso! Mięso robi wszystko.

Dociera coś do ciebie wreszcie, czy mam zacząć od nowa?

– O Boże. Więc mówisz poważnie. Są zbudowani z mięsa.

– Dziękuję, wreszcie, tak! W rzeczy samej są zbudowani z mięsa i próbowali się z nami skontaktować

od niemalże stu ziemskich lat.

– O Boże, ale w takim razie o czym myśli mięso?

– Po pierwsze chce z nami rozmawiać. Potem, jak się domyślam, chce odkrywać Wszechświat, poznawać nowe rasy myślące,

wymieniać się pomysłami i informacjami. Czyli to, co zazwyczaj.

– Powinniśmy porozmawiać z mięsem.

– To jest pomysł. A oto wiadomość jaką wysyłali przez radio: “Halo. Czy jest tam ktoś? Ktokolwiek?”. I tego typu rzeczy.

– Więc właściwie potrafią rozmawiać. Używają słów, myśli, znaczeń?

– O tak, jednak robią to za pomocą mięsa.

– Myślałem, że właśnie powiedziałeś mi, że używają radia.

– Bo używają, ale jak myślisz co przekazują przez radio? Odgłosy mięsa. Wiedziałeś, że jak kłapiesz

i łopoczesz mięsem to wydaje ono dźwięki? Rozmawiają ze sobą kłapiąc na siebie mięsem.

Potrafią nawet śpiewać przepuszczając powietrze przez mięso.

– O Boże. Śpiewające mięso. Tego już za wiele. Więc co radzisz?

– Oficjalnie czy nieoficjalnie?

– I tak, i tak.

– Oficjalnie, wymaga się od nas podjęcia kontaktu z każdą jedną myślącą rasą czy multiistnieniem w

tym kwadrancie Wszechświata, powitania jej i zarejestrowania, bez żadnych uprzedzeń, strachu czy uprzejmości.

Nieoficjalnie jednak, radziłbym wymazać nagrania i zapomnieć o całej sprawie.

– Miałem nadzieję, że to powiesz.

– Nie wydaje się to łatwe, ale istnieją pewne granice. Naprawdę mielibyśmy chcieć skontaktować się z mięsem?

– Zgadzam się w stu procentach. O czym mielibyśmy rozmawiać? „Cześć mięsko, co słychać? Zadziałałoby?

Z iloma planetami mamy tutaj do czynienia?

– Tylko jedną. Są w stanie podróżować na inne planety w specjalnych pojemnikach na mięso, ale nie mogą w nich żyć.

To, że są mięsem ogranicza je również do podróży tylko w przestrzeni C. Oznacza to,

że prędkość światła to najwyższa prędkość, jaką są w stanie osiągnąć i

tym samym prawdopodobieństwo nawiązania kontaktu jest nikłe. Nieskończenie małe, tak naprawdę.

– Więc po prostu udamy, że nikogo tu nie ma?

– Dokładnie.

– Okrutne, ale jak sam wspomniałeś, kto chce spotkać mięso? A ci, którzy byli poza granicami ich świata? Ci,

na których prowadziliśmy testy? Jesteś pewien, że nic nie będą pamiętać?

– Nawet jeśli zapamiętają, wszyscy będą uważać ich za pomyleńców. Dostaliśmy się do ich umysłów i

wygładziliśmy ich mięso tak, by myśleli, że to był tylko sen.

– Śniące mięso. Jakie to dziwnie stosowne, że jesteśmy snem mięsa.

– I oznaczyliśmy cały sektor jako niezamieszkany.

– Świetnie. Zgoda. Oficjalnie i nieoficjalnie. Sprawa zamknięta. Coś jeszcze? Ktoś jeszcze ciekawy po

tej stronie galaktyki?

– Tak, raczej nieśmiała, ale słodka Inteligencja Klastru Wodorowego na gwieździe klasy 9 w strefie G445.

Byliśmy z nimi w kontakcie jakieś dwa obroty galaktyki temu, chcą się znów zaprzyjaźnić.

– Zawsze wracają.

– Ale dlaczego nie? Wyobraź sobie, jaki okropny i nie do wytrzymania byłby Wszechświat,

jeżeli bylibyśmy całkiem sami…

Fenomen0piorunów

@zombek na wykopie było srednio raz w miesiqcu… ale i tak lubie :v:

Twórca0piorunów

Gdzieś czytałem coś podobno tylko doszło do tego że mięso je mięso, i dlatego wymazali wszystkie dane i oznaczyli sektor jako martwy... Czy coś w ten deseń.

Pokaż więcej komentarzy (10)