
Wpis użytkownika schweppess w Muzyka
schweppessGruba ryba
22piorunów27 maja 1985 roku na rynku pojawił się drugi album szwedzkiego zespołu metalowego Bathory zatytułowany The Return. Pamiętam jak dziś moje zetknięcie z tym albumem, sama okładka wystarczyła żebym go zakupił. A jak posłuchałem... Ilość siarki i mroku, jaka rozlała się w moim pokoju, była nie do opisania. Nie słyszałem chyba nigdy tak mrocznej, tak złej i tak niepokojącej muzyki. Te dźwięki były przesycone czymś lodowatym, czymś nie z tego świata, zaś wokale Quorthona brzmiały niczym jęki umęczonych wieczną torturą i cierpieniem dusz skazanych na potępienie. Z każdej kompozycji na płycie bije piekielna energia, niszcząca wszystko, co stanie na swojej drodze i wspomniany mrok, okrywający słuchacza niczym całun. Quorthon postarał się, żeby Bathory na drugim albumie nie było już kojarzone z byciem klonem zespołu Venom i udało mu się to. The Return okazał się sporym jak na taką kapelę sukcesem komercyjnym, co dało karierze Bathory spory rozpęd.
Komentarze (4)
Ja pamiętam pierwsze przesłuchanie hammerheart, czasy sprzed internetu, pierwsza płyta bathorego którą poznałem, ale mnie z butów wy⁎⁎⁎⁎ła
@schweppess wolę co prawda Under The Sign... i Blood, Fire, Death ale ostatnio słuchając namiętnie Quorthona dochodzę do wniosku, że Bathory nie ma słabej płyty.
@RottenToTheCore Requiem i Octagon to trochę powrót do debiutu, thrashowe bardzo a ja ostatnio dużo slucham thrashu z kat 80, wiec i tych dwóch poleniakow Bathory slucham najczęściej.
A Requiem i Octagon? Też ci podchodzą? Dla mnie jedyne, które odstają na minus od reszty dyskografii