Wpis użytkownika kitty95 w Hydepark
kitty95Gruba ryba
66piorunówAhahah, jaka inba we wsi.
Jest sobie kawałek ode mnie taka droga wewnętrzna prywatna, prowadząca do kilku działek budowlanych i na pole.
Okazało się, że właściciele działek, mający udziały w tej drodze, zagrodzili ją szlabanem, żeby rolas dzierżawiący to pole im po prywatnej drodze nie jeździł.
I co się okazuje. Rolas jeździł po drodze "grzecznościowo" hen hen od dawien dawna odkąd pole dzierżawi, ale prawa żadnego nie miał.
Do pola innego dojazdu nie ma, bo z jednej las, z drugiej ogrodzone sady, a z trzeciej droga wojewódzka z pokaźnym rowem.
Wjazd na pole w zasadzie powinien być od tej wojewódzkiej, ale panie, kto by jakieś pozwolenia brał, wyjazdy robił, to kosztuje.
No i rolas przyjechał ciągnikiem, chce wjeżdżać, a tu szlaban. 😁 No to co? Wziął i wyłamał, bo to przecie "jego" droga.
Ło panie! Policja, straż pożarna i pogotowie, bo się ponoć pobilł z autochtonami o ten szlaban. 😁
Sołtys to skarbnica informacji o życiu we wsi. 😁
Swoją drogą rolasy to potrafią być niezłe k⁎⁎⁎ie. Wypasy inwentarza na prywatnych działkach, przejeżdżanie ciężkim sprzętem po czyjejś działce, bo szybciej i prościej, itp.
Znajomy kiedyś pojechał na letnisko, a tam na ogrodzonej działce byk. Okazało się, że miejscowy mu się włamał i wpuścił byka, "żeby na ogrodzonym chodził".
A potem ta mentalność jedzie do miast...
Komentarze (68)
W moich okolicach standardem jest powolne przywłaszczanie sobie dróg przylegających do pól tylko po to żeby mieć więcej terenu do obsiania. Kiedyś się nimi dojeżdżało do jeziorek lub bardzo fajnych miejscówek, a teraz to żeby się tam dostać to trzeba po polach łazić.
A potem ta mentalność jedzie do miast...
@kitty95 tak się składa, że w miastach jest jeszcze większa patologia i gorsza mentalność.
Nie żeby coś, ale coś mi się kojarzy że w takim przypadku rolnik MUSI mieć zagwarantowany dojazd do swojej posiadłości, czyli nie mieli prawa zagrodzić mu tym szlabanem. Nie będę się mądrzył czy to dobrze czy źle, ale gdzieś czytałem że takie jest prawo, choć szczegółów nie znam.
@Mikel Cóż, nie dogadamy się, z różnych perspektyw na temat patrzymy. Po prostu nie uważam by ścisłe odwoływanie się do "zero - jedynkowej" litery prawa miało sens przy każdej sytuacji z życia społecznego, tak samo jak nie uważam by atakowanie całej grupy społecznej z powodu lokalnego konfliktu sąsiedzkiego spowodowanego przez jednego jej przedstawiciela było jakkolwiek uzasadnione (jeszcze raz nawiązuję do wypowiedzi opa). Jak dla mnie możemy podpisać zdania odrębne bo i tak się nie dogadamy.
@wiatrodewsi
>Czy chłop który wyjechał zimą z wapnem w pole i się dowiedział że nie ma już do niego dostępu, ma prawo być wkurwiony? No też ma
Tak, ma prawo być wkurwiony - ale tylko na siebie, że nie dopełnił niezbędnych formalności - a nie na właścicieli działek.
Skoro to nie jest jego droga i nie ma do niej prawa powinien wpaść z czekoladkami/bimbrem i grzecznie prosić a nie wyłamywać szlabany. Natomiast to zrobił - nie ważne więc czy wcześniej były czekoladki i mu odmówili, czy od razu z buta wjechał - dla mnie ta sytuacja jest jasna: Rolnik nie miał prawa ale to zrobił. Nie mógł się dogadać? To jest jego problem że nie dopiął formalności i nie załatwił tego wcześniej. Żaden z argumentów których używasz nie broni rolnika do takiego zachowania. Możemy mieć jedynie żal że znalazł się w sytuacji do której sam doprowadził ale nie brońmy go że ma trochę racji - bo nie ma.
Nie ma prawwa przejechać = nie ma racji, że może tamtędy jeździć.
Sytuacja wydaje mi się dalej zero jedynkowa
@wiatrodewsi to się nazywa służebność drogi. Ale jak jego pole graniczy z droga powiatową to niestety nieobowiązuje, bo dostęp do swojej działki ma zagwarantowany z drogi a, że jest rów to już nikogo nie obchodzi, choć wydaje misie że jesli rów jest w pasie drogowym to powinni zrobic przepust i dostęp do pola, ale pewnie nie zrobili bo przecież miał inną drogę, no i tak to się żyje na tej wsi...
@kitty95 Juści, że prawa nie zna. Z pewnością.
Wynajęcie kawałka ziemii nie implikuje znajomości prawa, abstrahując już od tego że 40ha to nie jest duży areał.
@LaMo.zord Może właśnie żeby pokazać komuś miejsce w szeregu bez wchodzenia w interakcję? Różne już rzeczy widziałem...
@Mikel Nie twierdzę że generalizujesz na innych rolników, zrobił to natomiast op i dlatego się w ogóle odezwałem.
Jeszcze raz powtarzam - łatwo o osądy nie znając sytuacji a jedynie jednostronną relację. Nawet to co nazywasz faktem jest oparte na prawdomówności opa, który wydaje się być do rolników uprzedzony, ale nawet mając najczystsze intencje, sam ma informacje z 3 ręki. Jeśli chodzi o zniszczenie szlabanu, to od początku się zgadzam że jest to karygodne, ale cała reszta jest płynna i nie do końca oczywista. Do tego zresztą od początku dążę - by nie wydawać pochopnych osądów. Sam znam sytuację gdy chłopom ktoś odciął jedyną drogą do pól, którą jeździli już ich dziadowie, bo ktoś kupił sobie 20 arów działki i geodeta dopatrzył się że w sumie to może sobie kawałek tej drogi ogrodzić, bo plany nie pokrywają sie z sytuacją na gruncie. Czy miał więc prawo zagrodzić jedyny przejazd dla połowy wsi? No pewnie miał. Czy chłop który wyjechał zimą z wapnem w pole i się dowiedział że nie ma już do niego dostępu, ma prawo być wkurwiony? No też ma. Dalej nie tłumaczy to wandalizmu, ale pokazuje jak różny jest odbiór w zależności od sytuacji w jakiej się znalazłeś.
To wszystko jest do załatwienia/ugadania, o ile tylko jest dobra wola z obu stron. W omawianym przypadku tej dobrej woli zabrakło: ze strony rolnika co popsuł szlaban na pewno, ale możliwe że z drugiej strony również.
@wiatrodewsi przypuszczam, że ludzie mieszkający przy tej drodze też nie postawili w pierwszej kolejności szlabanu. Jaki sens pchać się w koszta jeśli dało by się dogadać?
@wiatrodewsi Manipulacja mówisz? A może nie doczytałeś historii o której autor pisał i przez to zarzucasz komuś manipulacje - samemu wypaczając tę historię?
Co to ma do tego czy wyłamanie szlabanu było poprzedzone pretensjami, groźbami czy grzecznymi pytaniami? To nie jest ważne, jeżeli po nim doszło do aktu wandalizmu. Jeżeli nie potrafi utrzymać nerwów na wodzy to jest jego problem i to nie jest żadna okoliczność łagodząca. W tekście nie ma nic na temat tego że do pyskówki w ogóle doszło przed wyłamaniem szlabanu. Tu też go będziesz usprawiedliwiał że "może prawa nie znał" że szlabanów na czyiś posesjach się nie wyłamuje?
Nasza dyskusja nie jest czysto akademicka tylko ma różne punkty widzenia:
* Ja twierdzę że rolnik nie miał żadnego prawa przejazdu (fakt), zachował się jak buc (opinia) i nie ma żadnych przesłanek żeby bronić jego zachowanie (wniosek)
* Ty twierdzisz że może i w przyszłości miałby prawo (opinia/przypuszczenie), dlatego nie powinno się z nim walczyć (wniosek)
Zaczęliśmy od tego że przedstawiłem CI fakt, twierdzący że tu i teraz działa bezprawnie. Twoja odpowiedź? Że dalej nie wiesz kto jest poszkodowany bo "pachnie Ci to złośliwością". Złośliwość to jest walka o prawo do tego żeby jeden rolnik nie rozjeżdżał swoim ciężkim sprzętem swojej własności? Wybacz, tego punktu widzenia nie rozumiem i jakie by nie były realia o których nie wiemy - nie usprawiedliwia to rolnika w jego bucowatości. Popełnił czyn karygodny, za to go zjechałem i do tego się odnoszę. Wskaż mi proszę więc gdzie generalizuje to na innych rolników?
W sąsiedniej wsi wprowadzili się nowi miastowi, wzięli geodetę żeby płot stawiać, okazało się że narożnik wypada na środku skrzyżowania. C⁎⁎j, wbili słupek asfalt (stary i byle jaki) i ogrodzili 😆 zastanawia mnie co trzeba mieć w głowie żeby uznać że przyda ci się kawałek asfaltu w narożniku działki 😆
@GazelkaFarelka Hahahaha Ja pierdole. Tak, oświadczasz że zapoznałeś się z przedmiotem umowy.
A co jeżeli przedmiot umowy nie pokrywa się ze stanem faktycznym? Na przykład nie ma w umowie, że w granicy drogi przebiega jakakolwiek droga? Mało to razy zdarzyły się sytuację że wyrys, wyrysem a w rzeczywistości droga albo płot biegnie inaczej?
No to co wtedy, pozamiatane?
Zostajesz z gównem, którego nie było bez prawa do odwołania?
A ta analogia z samochodem jest do dupy bo nie ma zatajenia czy ukrycia wady.
Skoro zatrudnił geodetę do wyznaczenia granic - to w momencie kupna mógł nie wiedzieć dokładnie, którędy przebiega granica. Mógł być przekonany że droga jest poza granicami działki a dopiero geodeta mógł go wyprowadzić z błędu. Mogło tak być?
Niewiedza w momencie kupna - skąd zakładasz że wszystko wiedział. To po co zatrudniał geodetę?
@Mikel Bo kupując oświadczasz, że zapoznałeś się z przedmiotem umowy? Bo masz wypis i wyrys z rejestru gruntów potrzebny do umowy kupna sprzedaży?
Jeżeli komuś została wyrządzona krzywda to poprzednim właścicielom. Każdy kolejny widział, co kupuje. To tak jak ktoś mi kiedyś w auto przywalił, krzywda stała się mi, a nie temu kto potem ode mnie to auto z wgniecionymi drzwiami kupił.
@GazelkaFarelka Fajnie że inputujesz mi "co mam w głowie" i zrównujesz mnie z właścicielami tej działki, choć ja bym postąpił kompletnie inaczej 😆 Mimo wszystko rozumiem ich pobudki, które próbuje tu wytłumaczyć. Sam załatwiłbym to inaczej ale z drugiej strony nie wyciągałbym wideł na sąd sąsiedzki i ostracyzm.
Skąd w ogóle założenie że właściciel już przy kupnie wiedział o tym że jego działka zachodzi na drogę? Sama piszesz że:
>wzięli geodetę żeby płot stawiać
No to skąd założenie że o tym wiedział przy kupnie działki?
I tak, są to dla mnie podobne sytuacje, gdzie jedyną różnicą jest świadomość oszukującego - nie zmienia to jednak faktu że oszukujący dokonał czynu karygodnego. Ci nieświadomi są moralnie mniej winni swoich czynów niż Ci którzy czynią je z premedytacją. Nie jest jednak tak że jeżeli ukradliśmy lata temu, to teraz nagle stajemy się moralnie wybieleni bo to było dawno i każdy przyzwyczaił się do tej sytuacji. Nieważne po jakim czasie, mam prawo do naprawy szkody, która została mi wyrządzona - choćby to było lata temu a ja do niedawna nie wiedziałem że została mi wyrządzona krzywda.
Patrząc inaczej, z perspektywy poszkodowanego - czym różni się sytuacja kiedy nieświadomie popełniłaś krzywdę, w porównaniu do świadomej krzywdy? Zło zostało wyrządzone, więc czy naprawdę uważasz że nie mam prawa do rekompensaty jeżeli to było dawno temu?
@Mikel W sumie to odpowiedziałeś mi na pytanie "co mają w głowie ludzie zagradzający kawałek skrzyżowania warty 200 zł" 😆 Ja, moje, roszczeniowość, pieniactwo o każdy grosz i wyzywanie innych. (Nigdzie nie napisałam, ze to moja wieś, btw).
Zrównujesz sytuację, gdzie by mieszkańcy wsi poszli, zabrali kawałek działki i "hehe zabieramy ci, od dziś teraz tu jest droga", od drogi istniejącej przez kilkadziesiąt lat i nowego właściciela, który kupując powinien mieć świadomość, że część działki jest wykorzystywana jako droga i zaakceptować ten stan lub - jeżeli mu to nie odpowiada, to nie kupować tej działki?
@GazelkaFarelka
>Jak kupisz działkę ze słupem energetycznym albo linią wodociągu czy kanalizacji, też będziesz wywalał "bo twoje i możesz robić co zechcesz", pozbawiając mediów dalszych sąsiadów?
Nie, bo to zwyczajnie nielegalne.
>Serio, nie pojmę nigdy ludzi, którzy stawiają jakieś groszowe zyski nad relacje międzyludzkie
Ja rozumiem jak sąsiad poprosi o prostownik, bo mu się akumulator rozładował.
Ale co innego jak on wejdzie do mojej szopy i sam sobie weźmie. Czujesz różnice, czy to dla Ciebie ta sama sytuacja?
W przypadku o którym omawiamy, jeżeli gmina postawiła drogę na prywatnej własności a po próbie odzyskania własności przez właścicieli, wykupiła ten kawałek ziemi - to którą sytuację Ci to bardziej przypomina? Prośbę czy wejście do szopy i wzięcie bez pytania? Gmina najwyraźniej poleciała w kulki albo geodeta się pomylił.
Jeżeli geodeta się pomylił to postawili płot a potem go zwinęli. Wkurwili przy tym kilka(dziesiąt) sąsiadów - zwykłe przepraszam by wystarczyło. Nie wiemy jednak czy powinni przepraszać bo nie wiemy czy to gmina nie zawłaszczyła sobie skrawka ziemi. W takim wypadku powinni być dobroduszni, bo Ty byś była? No to bądź sobie taka dobroduszna ale nie oczekuj żeby inni też byli, bo nie mają takiego obowiązku.
Gmina nie może zrobić nic niezgodnie z prawem, jeżeli wymusili usunięcie płotu to najwidoczniej właściciel nie miał prawa go stawiać, tak samo jak nie masz prawa sobie usuwać słupa energetyki bo stoi na twojej działce.
Miotasz się w zeznaniach. Raz piszesz ze gmina "wymusila usuniecie plotu" a raz ze "pewnie gmina dała im te 200 zł żeby się odpierdolili,"
Jeżeli płot był legalny a gmina zapłaciła, nie rozumiem w czym widzisz problem. Że ktoś Ci wydłużył przejazd o kilka metrów? W czym Ty widzisz w takim razie problem - że musisz jeździć dłużej bo sąsiad nie mógł odpuścić i domagał się swego? Co za egoistyczne podejście z Twojej strony - a Ty mi próbujesz powiedzieć że to sąsiad jest egoistyczny bo pies ogrodnika nie chce się podzielić. Może zobaczył jaka toksyczna społeczność jest dookoła i to był powód dla którego nie chciał?
>Można było to chociażby załatwić w gminie,
Nie znam sytuacji ale z tego co widzę Ty też tak średnio znasz szczegóły - dlatego skąd wiesz że nie próbowali najpierw w gminie dojść swojego?
Może i postawienie płotu nie było najlepszym rozwiązaniem ale było dobrym rozwiązaniem - bo było (o ile było) legalne. Płacz że poprzedni stan (nielegalny) był lepszym stanem bo odpowiadał ~150 sąsiadom to próba rozporządzania się nie swoim majątkiem. Nie musiał oddawać tej działki dla społeczności - a Twoje oburzenie, że tego nie zrobił jest strasznie roszczeniowe.
Internet się śmieje z "Na bombelka nie dasz" ale widzę że w Twojej wiosce istnieje jeszcze "Na sąsiada nie dasz?". Dla mnie to podobny poziom roszczeniowej patologii, gdzie ludzie nie potrafią zrozumieć że ktoś nie musi się dzielić - i próbują przez ostracyzm wymusić takie decyzję.
@Mikel "Ale to mieli zostawić jak jest żeby przypadkiem komuś nie generować problemu? Mnie zastanawia, co trzeba mieć w głowie żeby odpuszczać w takich sytuacjach. W imię czego, świętego spokoju?"
Można było to chociażby załatwić w gminie, np. powiedzieć im że załatwiacie geodetę, wydzielacie kawałek działki i odkupujecie ten kawałek, jak już bardzo się upierasz odzyskać te swoje 200 zł które ten kawałek jest wart. Zamiast zaczynania sprawy od jebnięcia płotu na środku ulicy na przywitanie ze wszystkimi nowymi sąsiadami XD
@Mikel Jak kupisz działkę ze słupem energetycznym albo linią wodociągu czy kanalizacji, też będziesz wywalał "bo twoje i możesz robić co zechcesz", pozbawiając mediów dalszych sąsiadów?
Serio, nie pojmę nigdy ludzi, którzy stawiają jakieś groszowe zyski nad relacje międzyludzkie. Ile razy z sąsiadami się nawzajem pomaga, nie zliczę. Komuś auto padnie, komuś trzeba pożyczyć przyczepki, piłę spalinową czy jakiś inny sprzęt, a czasami choćby drugiego silnego chłopa żeby coś przenieść. Nakarmi się psa czy kota podczas wyjazdu. Często się dzieli tym co akurat w nadmiarze - jakieś owoce, warzywa, wypieki.
Gmina nie może zrobić nic niezgodnie z prawem, jeżeli wymusili usunięcie płotu to najwidoczniej właściciel nie miał prawa go stawiać, tak samo jak nie masz prawa sobie usuwać słupa energetyki bo stoi na twojej działce.
@GazelkaFarelka Ojej, co wieś powie xD Jeszcze będą plotkować i co wtedy będzie xD
zapewniając sobie, że w przyszłości jak np. ktoś będzie ci opierdalał chatę, to sąsiedzi tylko będą się przyglądać popijając kawę na tarasie
A skąd założenie że jak byliby mili i opierdalali by im chatę to sąsiedzi cokolwiek by zrobili? xD xD
Może i można było to rozwiązać lepiej, w bardziej pokojowy sposób - nie wnikam. Trzeba mieć jednak wioskowy mental żeby wkurwiać się na kogoś że domaga się swego - choćby i kurwa warte było 50groszy - "bo co Ci szkodzi odpuścić".
Gmina nie przestaje być "tym złym" jeżeli robi źle ale w imieniu większej społeczności. A jak jednostka chcącą egzekwować swoje prawa stanie przeciwko , to społeczność powinna wykazać się zrozumieniem w walce o swoje - a nie wieszać psy bo czerpali korzyść z złego uczynku. Trochę czarno biało ale z drugiej strony nie róbmy kurwy z logiki. TO że rachunek tej całej sytuacji jest na niekorzyść właścicieli działki wynika z tego że wieś ma zjebany mental a nie że oni źle postąpili. RIGCZ nakazuje zrozumienie w takiej sytuacji a nie dziwienie się "czemu nie odpuścili".
W innym wypadku dojdziemy do takiej moralności że Wójt będący sutenerem będzie chwalony, dopóki pieniądze z sutenerstwa trafiają do urzędu gminy - a kurwa, próbująca od niego uciec będzie burzyła "mir i porządek wsi" oraz uszczuplała dochody gminy. Chyba nie tak to powinno chyba wyglądać 😉
@kitty95 pewnie gmina dała im te 200 zł żeby się odpierdolili, a jaką reputację już mają u sąsiadów we wsi to ich 😆
@kitty95 Bo "widziały gały co kupują" - było wiadomo, że część działki jest użytkowana jako droga.
@Mikel j/w + pewnie, lepiej dla 10m2 (z 3000m2) działki o wartości rynkowej 200 zł (20zł/m2), z którym i tak nie zrobisz nic, na dzień dobry wejść w konflikt z całą wsią, utrudniając ~150 osobom przejazd i zapewniając sobie, że w przyszłości jak np. ktoś będzie ci opierdalał chatę, to sąsiedzi tylko będą się przyglądać popijając kawę na tarasie 😆
Ja rozumiem jakby to było kilka metrów które jest istotne do nie wiem, budowy domu, bo brakowałoby to żeby się jakiś budynek zmieścił, ale to narożnik z kawałkiem asfaltu.
Zresztą już gmina ich pogoniła z tym i cofnęli się z tym płotem, nie wiem jak to formalnie rozwiązali ale najwidoczniej jakoś wcale sobie nie mieli prawa tak zagradzać drogi publicznej.
@Mikel za burdel przestrzenny w .pl, a więc również takie sytuacje, w 100% odpowiadają urzędasy w gminach i starostwach. Jednak winą zawsze próbuje obarczać się tych, co chcą egzekwować prawo do prywatnego terenu.
Pokłosie komunistycznego mentalu. Podobnie jak "do miedzy moje, za miedzą wspólne".
@GazelkaFarelka Ale to mieli zostawić jak jest żeby przypadkiem komuś nie generować problemu? Mnie zastanawia, co trzeba mieć w głowie żeby odpuszczać w takich sytuacjach. W imię czego, świętego spokoju?
Problem powstał dawno temu, jeszcze przed kupnem, w momencie kiedy ktoś wylał asfalt na prywatną działkę - a nie w momencie kiedy ten asfalt ogrodzili. Oni nie generują problemu, tylko rozwiązują problem o którym istnieniu, część nie wiedziała
@GazelkaFarelka ale jeżeli to ich własność, to czemu mają oddawać za free?
@kitty95 Z własnego doświadczenia - rolnicy to tacy zakopiańscy górale (choć nie wszyscy). I tyle w temacie.
Być może w ogóle pitolę
Nie, to jest problem, tylko systemowy. Większość rolników których znam, to panowie na nie swoim. Jedyni którzy mają swoje, to tacy co zainwestowali kiedyś w upadający PGR, dziś mają 800ha, są bogaczami i mają wywalone na wszystko.
Jednak takich jest mało, a problemy cały czas te same, co np. na rynku mieszkań, czy działek budowlanych - trzymane jako "lokata".
I tu nie chodzi o własność, tylko blokowanie zasobów tym, co chcą z nich korzystać. A sensownej ziemi ornej, aż tak dużo nie ma.
@kitty95 trudno protestować przeciwko własności prywatnej. 😉 Poza tym to nie żadne nowe prawo czy nagła zmiana wprowadzona przez rząd na poziomie krajowym a problem, który jest bardzo rozproszony i nawarstwia się stopniowo od ponad 20 lat.
Być może w ogóle pitolę a problem jest ograniczony i dotyka tylko niektórych regionów Polski.
@kitty95 skąd twierdzenie, że nie przeszkadza? Otóż przeszkadza, ale jak nie weźmiesz dzierżawy to własciciel magicznie jej ci nie sprzeda tylko wydzierżawi innemu rolnikowi. Gospodarstwo generuje koszty stałe, które ponosisz niezależnie od ilości ziemi więc każdy próbuje wziąć tyle ile jest tylko w stanie obrobić. Błędne koło i faktycznie katastral dla włascicieli nie-rolników mógłby pomóc.
Brak własności pola i umów długoterminowych to jak już wspominalem często niższe plony i wyjaławianie gruntów. Nie jest to dobre ani dla rolnika, ani właściciela ani dla środowiska. Poza tym cyrk z dotacjami, księgowością itp. Możesz sobie wyobrazić jaki burdel się robi jak wlaściciel pola, ktore dzierżawisz postanowi na przypał złożyć wniosek o dotacje na twoje uprawy xD
@Stashqo nie hejtujemy, tylko zwracamy uwagę na patologie, jak już. Owszem jest to chora sytuacja, że ziemia jest chomikowana przez nieuprawiajacego ją właściciela, ale jakoś rolnikom to nie przeszkadza, że zamiast kupować, to dzierżawią na krzywy ryj. W .pl jest pełno patologii, które dziwnie nikomu nie przeszkadzają. A wystarczyłby np. mądrze skonstruowany kataster.
@kitty95 spróbuj u mnie w gminie pole kupić, powodzenia 😉 Ludzie, którzy wyprowadzili się do miast dziedziczą ziemię po rodzicach/dziadkach i zamiast sprzedać to trzymają pod inwestycje lub dzierżawy. Nie wiem czy szkoda im się rozstawać z ojcowizną czy łudzą się, że coś będą sami z tą ziemią robić. Mój brat ma 13ha swoich i 35ha w dzierżawie. Inni rolnicy w okolicy podobnie. Najgorsze, że mało kto chce w ogóle spisywać umowy a długoterminowe to zapomnij. Właściciel może próbować wywalić cię bez zapowiedzi a niektórzy sa na tyle tępi, że próbują robić to w środku sezonu (np po zasiewie). Przez to te pola są często zaniedbywane i dają niske plony bo wyprowadzenie pola często trwa kilka lat, kosztuje pracę i pieniądze.
Długi temat, no ale tu hejtujemy rolników więc wpiszę się w narrację - chuj im w dupę, mogli się ranczerami w usa urodzić ( ͡° ͜ʖ ͡°)
@LITE z moich doświadczeń najgorsi są wannabe farmer, co własnej ziemi tyle co nic, ale za to dzierżaw po okolicy pod korek. Woda sodowa do głowy wali.
@kitty95 i jak już się w miastach dorobią i wraca budować na wieś to "rolasowi" (to ja) kradnie kawałek działki
@kitty95 Ilu znasz geodetów? U tego co robił mapki do moich zadań jeden taki pracował, to poleciał po drugim błędzie. I to dlatego że szef i główna współpracowniczka musieli jechać i poprawiać. Oczywiście słali go tylko do prostych robót. I to nie jest semantyka, tylko podstawa i dowód, że pierdolisz od rzeczy na tematy, o których nie masz pojęcia , tak jak na przykład te przygłupy, które w tematach śmieci chrzanią, że "oni płacą podatki". I zwróciłem ci uwagę tylko w ostatnim zdaniu.
@ZygoteNeverborn jak komuś się argumenty kończą, to się do semantyki przypierdala. Dzięki, dopiszę sobie kolejną idealną grupę zawodową bez wad - geodetów.
A to, że w terenie studenty głównie biegają z teodolitem czy innym gpsem, to tam szczegół.
@kitty95 Byłoby jeszcze więcej, gdyby ludzie nie dbali o swoje. Ale jak raz koleś przyleciał, że mu geodetka przesunęła granicę, to ta cała posrana była następnego dnia z rana, że to nie ona. A granice bywają wyznaczone źle z dawnych czasów, kiedy satelitów nie było, ale częściej ktoś się dawno temu wjebał na działkę innemu i teraz udaje przygłupa. To nie te czasy, że się butelkę i znak przesunie. Granice nie wytyczają się same i jest na to postępowanie, w które zaangażowane są wszystkie strony. I mylisz instalacje z sieciami.
@ZygoteNeverborn och. Co ty nie powiesz. To pewnie z tego strachu te tysiące źle wytycznych granic i źle zinwentaryzowanych instalacji.
>albo geodeta za flachę "pomylił się", najczęściej to drugie.
@kitty95 Co ty pierdolisz? Za takie coś jest utrata uprawnień i karniak.
@kitty95 uff, dobrze że mój prapradziadek urodził się przed 1900 na mojej teraz ziemi
@PlatynowyBazant20 jednych i drugich łączy to, że mają w dupie ład przestrzenny, byle więcej hajsu wyrwać.
A co do robienia milionów na sprzedaży działek w aglomeracjach, gdzie zazwyczaj ziemia nie od "dziada pradziada" tylko otrzymana za free w wyniku reformy rolnej z włości "pana" po wojnie, to też mam swoje zdanie.
@kitty95 służebność przejazdu nadal robią, nawet w Krakowie. Znajomy ma taką działkę przez którą sąsiedzi mogą przejeżdżać, a podziały były przed pandemią. Dewelopery tak wymyśliły żeby więcej działeczek upchać
@PlatynowyBazant20 teraz owszem, jest obowiązek posiadania dojazdu do drogi publicznej i to w formie wydzielonej drogi. Ale jeszcze nie tak dawno różnie bywało i jest masa działek bez dojazdów albo jakimiś służebnościami.
A geodeci non stop poprawiają jedni po drugich. U mnie też była poprawka po poprzednim.
W tym twoim przypadku, to całkiem możliwe, że znaku w ogóle nie było albo "się przesunął" żeby wyprostować płot.
@kitty95 podział działki robi geodeta uprawniony i zatwierdza starosta i nie spotkałem się w mojej okolicy by starosta wydał decyzję podziału bez dojazdowej drogi
@PlatynowyBazant20 albo kradnie albo geodeta za flachę "pomylił się", najczęściej to drugie.
A że przykładowo pola na działki dzielicie, a dojazd to już wuj, to też osobna bajka. Trochę na wsiach bywam, to wiem jak to wygląda. Ojcowizny poszatkowane na pierdyliard kawałków, jakieś służebności, drogi konieczne i inne cuda wianki.
@kitty95 Od razu mi się przypomina #sluzebnoscwolfika
Pozywać cywilnie od razu. Żadnych mediacji. Z takimi "bo zawsze tak było" nie ma sensu żaden dialog.
@kitty95 właśnie dlatego żadnych "grzecznościowych" dróg, wjazdów i przejazdów...
Jak stawialiśmy dom to też wjazd z drogi publicznej, a nie z wewnętrznej. Mniej cyrków mamy
@kitty95 utwardzanie to jest iks de xD
U nas jedni powiedzieli, że ogarną utwardzanie. No to utwardzili... Do połowy długości drogi, tak, że w połowie długości ich posesji koniec utwardzania, które miało iść na całość. A potem pretensje, że ci sąsiedzi z tyłu nie chcą na to kasy rzucić
@moll drogi prywatne ze współwłasnością to jest kosmos. Ludzie latami po błocie jeżdżą, bo nikt nie chce do utwardzania dorzucać. To powinno być jakoś ustawowo regulowane w przypadku gdy jest więcej niż jeden właściciel.
Znam przypadek pod Wawą, gdzie na osiedlu z prywatną wąską dojazdówką deweloper wpisał do aktów notarialnych, mieszkańcom dwóch z 10 bloków, prawo do parkowania na tej drodze. Straż nie może przejechać, śmieciarka ledwo się mieści i nikt nic nie może, bo w prawie są, a całe osiedle ciągła awantura.