
Wpis użytkownika Spleen w Hydepark
SpleenFenomen
80piorunówAle mam protipa związanego z #depresja dla osób, które mają kogoś u swojego boku - partnera, rodzinę czy współlokatora.
Najpierw kontekst: spotkałem wczoraj dalekiego znajomego i chwilę pogadaliśmy. Koleś powiedział mi, że przeżył silne załamanie nerwowe. Po prostu jednego dnia nie dał rady wstać z łóżka. Nagle zaczął go paraliżować stres, strach, poczucie bezsensu i po prostu nie poszedł do pracy, a nawet nie wyszedł z sypialni, tylko leżał i gapił się w sufit. Sporo czasu zajęło mu ogarnięcie tego stanu (wspominał także o leczeniu farmakologicznym) i nieoceniona stała się tu pomoc małżonki, która okazała wiele wsparcia.
I przez tą historię, z drugą połówką zaczęliśmy się zastanawiać i zadawać nawzajem pytania typu:
Jakich akcji oczekujesz po mnie, kiedy pewnego dnia coś takiego by cię dopadło?
Wydaje mi się, że takie pytanie jest niesamowicie ważne do zadania sobie w związku. Nie znamy w sumie dnia ani godziny, kiedy coś takiego może nastąpić. Ten znajomy dzień przed incydentem normalnie pracował, rozmawiał z ludźmi. Pewnie już wtedy coś niedobrego kiełkowało w jego jaźni, ale nie dawało o sobie znać w taki sposób, aby było to widoczne oraz możliwe do zapobiegnięcia.
To co z różową uzgodniliśmy jako nasz plan działania:
Jeśli nie będzie dało się dogadać, bo ten leżący tylko coś bełkocze - to od razu telefon alarmowy, bo to może być udar.
Jeśli rozmowa będzie możliwa, ale będą to rzeczy typu "boję się", "nie wyjdę z łóżka", "tak będę leżał" - to druga osoba musi skontaktować się z pracodawcą cierpiącego i dać znać, że dzisiaj bierze urlop na żądanie, a następnie spróbować ogarnąć lekarza pierwszego kontaktu. Najlepiej samemu także wziąć urlop na ten dzień, aby spędzić go razem z cierpiącym i spróbować dopilnować, aby zjadł albo aby nie wykręcił czegoś, czego mógłby żałować.
Uznaliśmy wspólnie, że to jest dość ważne, aby sobie opracować jakiś plan na taki wypadek, co by nie było paniki, chaotycznego działania lub bagatelizowania problemu.
Komentarze (24)
@Spleen Słucham takiego jednego doktorka (sam nie wiem jakiej specjalizacji, jakiś Amerykanin, ale podaje różne wyniki badań) i w niedawnej rolce powiedział, że wyszły ostatnio badania, że nastrój bardzo poprawia... śpiew ptaków. A kiedy w okolicy jest 14 gatunków ptaków, to efekty są naprawdę niesamowite. Wiem, że chorzy na depresję, zażywający leki, mogą się teraz popukać w głowę, ale zauważyłem u siebie, że u mnie słuchanie śpiewu ptaków działa niesamowicie pozytywnie. A kiedy była susza w zeszłym roku i mało było ptaków, to bardzo mnie to martwiło i odczuwałem silny brak tej leśnej muzyki.
@Spleen jako osoba walcząca z przewlekłą depresją od pona 20 lat powiem Ci, że to co zrobiłeś jest bardzo rozsądne. Często bliscy nie wiedzą, jak zareagować na taki nagły zjazd i nie kumają co w ogóle się dzieje.
> tu powinna wejść terapia moim zdaniem.
@WatluszPierwszy była nie raz, ale i tak pewne rzeczy ciężko przeskoczyć. Już mi się trochę nie chce, bo ile można.
@LondoMollari nie wiem, co mądrego napisać, bo w pełni rozumiem to zniechęcenie. Sam przez to przechodziłem i wiem, jak to może wkurwić, wypalić wewnętrznie i spowodować brak chęci działania.
@WatluszPierwszy Też znam takie osoby, ale ja po trzech po prostu stwierdziłem, że jedyne co mi to dało to gorsza sytuacja w pracy, problemy zdrowotne, i zawalenie kilku rzeczy, które wcześniej robiłem - co prawda zmuszając się, ale jednak robiłem.
@Roark poza tym terapia powinna dać narzędzia do radzenia sobie z tym gównem. Powinna podpowiedzieć, co jest źródłem problemu i co możesz sam zrobić, by pewne rzeczy niwelować. U mnie się udało. Poznałem sporo swoich mechanizmów działania i myślenia i teraz jakoś sobie radzę.
@WatluszPierwszy jop, leki są głównie do wspomagania terapii, ale to właśnie proces terapii pomaga ogarnąć połączenia w mózgu tak, że to gówno nie wróci
@LondoMollari niestety, to jest największy ból w temacie leczenia depresji. Farmakologia nie zawsze pomaga, może mieć od groma skutków ubocznych... i tak się to kręci. Znam osoby, które zmieniały leki kilka razy i to było raczej 5-6 niż 2-3 razy.
> Przyłazi toto, ćpię tabletki, sobie idzie, przestaję ćpieć, wraca za jakiś czas.
Wiem że to marne pocieszenie, ale przynajmniej tabletki działają. Lekarze testowali na mnie 3 różne, jedna wywołała taką mgłę mózgową, że nie byłem w stanie przejść przez ulicę, druga dała absolutnie zero efektu, a trzecia wywaliła ciśnienie 180/100, po czym stwierdziłem "pierdolę, wolę codzienną walkę niż zawał".
@motokate tu powinna wejść terapia moim zdaniem. Moja psychiatra mówi, że bez terapii to nie jest leczenie depresji, tylko przyklejanie plastra na wielką ciętą ranę.
@WatluszPierwszy niespecjalnie mam wybór w kwestii, ile się da. Przyłazi toto, ćpię tabletki, sobie idzie, przestaję ćpieć, wraca za jakiś czas. I tak w kółko. Ostatnio już od paru lat nie idzie się wygrzebać na prostą. Ale raczej nie grozi gałęzią w lesie. Tylko ciężko wyjść z łóżka i nie chce się chcieć.
@motokate kwestia tego, jak długo się tak da i na ile silne masz objawy.
Niestety u mnie doszło to do dość skrajnej postaci i było o krok od psychiatryka i o krok od tego, żebym teraz nie pisał głupot na hejto, tylko sobie leżał wygodnie pod ziemią.
@Hjuman @WatluszPierwszy też coś koło tego mi się epizody ciągną, nawet jeden lekarz sugerował, że powinnam coś brać już ciągle i w zasadzie w tej chwili tak jest. Szczerze mówiąc, już się przyzwyczaiłam, jedni żyją bez nogi, to i ja mogę bez serotoniny. ¯\\_( ͡° ͜ʖ ͡°)_/¯
@Hjuman tak, jeśli nie jest odpowiednio leczona, to może trwać nawet całe życie. Zasadniczo jako depresję przewlekłą uznaje się stan trwający ponad 2 lata.
@WatluszPierwszy to to może się ciągnąć 20 lat?
:zap:
> Nie znamy w sumie dnia ani godziny
Tak to nie miałem, ale zdarzyło mi sie kilka mieć takie dziwne akcje - idziesz sobie czy coś robisz, nie masz żadnych złych myśli ani nic cię nie triggruje, a tu nagle _puf_ i masz jakiś dziwny stan lękowy bez powodu, który potem równie dziwnie sam znika.
Porypane.
@mtriciak33 hm porypane. Dobrze wiedzieć dzięki
@Opornik znam! U mnie to okazało się tężyczką utajoną i odkąd żre magnez na kilogramy (lekarz kazał) to praktycznie nie ma problemu. Elektrolity zachwiane i nagle człowiek siedzi przerażony z poczuciem takiego lęku że masakra
@SynMakumby dzięki wielkie, doceniam :smiley: ❤️
@Opornik Aż się specjalnie zarejestrowałem żeby to napisać. Miałem bardzo podobnie do ciebie, na początku lekki niepokój bez konkretnej przyczyny, który mijał po 30 sekundach, po kilku miesiącach rozwinęło się to w napady lęku podczas których miałem wrażenie że mam zawał i stany przedomdleniowe które potrafiły trwać nawet godzinę. Nie lekceważ tego tylko idź z tym do psychiatry albo psychoterapeuty żeby cię nakierowali co dalej zrobić.
@Opornik idź pobiegać i wyjdź do ludzi 😉
@WatluszPierwszy Nie no, rozchodzę! 😛
@Opornik jakiś lęk. Sprawa do zdiagnozowania na pewno. Kumpel tak ma od lat, ale oczywiście "on z tym jakoś żyje". Ja polecam konsultację z psychiatrą.