
Kupili jena za euro. Kto handluje tezą "powtórka z 1998", kupuje lipiec, myśląc o grudniu
W piątek 31 lipca amerykański Departament Skarbu kupił jeny. Nie za dolary, co pozwoliło uniknąć frontalnego zderzenia z doktryną mocnego dolara, tylko za euro, bo euro nie ma własnego Departamentu Skarbu, który mógłby się obrazić. Rynek natychmiast zaczął szukać precedensu i wybrał dwa: 2011 albo 1998. Pierwszy jest chybiony co do kierunku. Drugi trafia w datę i całkowicie mija się z treścią, bo 1998 nie był rokiem, w którym nic się nie stało. Stało się bardzo dużo, a potem przyjechała kawaleria.
Komentarze (4)
Komentarz usunięty
Nic z tego nie rozumiem
@MostlyRenegade w bardzo dużym skrócie i uproszczeniu - z tego co rozumiem obecnie mamy cichą katastrofę finansową. W pewnym sensie świat jest zadłużony po uszy w Japonii, ponieważ dawali pożyczki 0% albo bardzo blisko tego. Na ten moment nie jest istotne dlaczego tak robiła Japonia i skupię się co z tego wynika.
Efekt był taki, że powstał sprytny myk, żeby szybko się dorobić, bo wystarczyło pożyczyć taką kasę i w coś zainwestować. Jednym z głównych miejsc gdzie się tak robiło było USA. I teraz Japończycy pierwszy raz od bardzo dawna podnieśli stopy.
Jaki to ma skutek można łatwo się domyśleć. Obecnie Amerykanie razem z Japończykami zrobili myk, którego celem jest podniesienie wartości jena, żeby nie musieć podnosić stóp procentowych w Japonii.