Wpis użytkownika sireplama w Hydepark
sireplamaGURU
6piorunówLudzie, weźcie mi powiedzcie czy to ze mną jest coś nie tak, czy o co chodzi?
Pracujemy lekko "niesymetrycznie" w tygodniu i od poniedziałku do czwartku siedzimy po 8,5 godziny by w piątki wyjść sobie o 14.
Tworzy to jednak pewne komplikacje, że gdzieś tam są niepodomykane tygodniowe 40 godzin. No i kadry piszą do nas, że we wrześniu mamy jako cały dział do odebrania godzinę, żebyśmy wszyscy wybrali jeden termin w tym miesiacu.
No ok, mówię - zróbmy sobie piątek krótszy i wyjdźmy o 13:00. "Nie, bez sensu. Może w tygodniu? O w poniedziałek jest pierwszy, taka ładna data!". We wtorek. Bo k czemu by nie? Napomknę tylko, że nikt nie ma dzieciaków w wieku szkolnym.
Wytłumaczycie mi to jakoś? Bo ja zgłupiałem.
Komentarze (4)
@sireplama przy takim wybieraniu ekstra dnia zawsze największym dylematem jest wybrać go w poniedizałek/piątek, żeby sobie przedłużyć weekend, czy we środę, żeby sobie w środku tygodnia zrobić miniweekend :grinning:
No ja bym wolał w środę, mi tak pasuje, czemu nie?
@sireplama Logiki niektórych osób nie sposób ogarnąć zdrowym umysłem. W poprzednim kołchozie narzucili nam dwa dni pracy z biura ale mogliśmy sobie wybrać dowolne dni dla całego zespołu. Cześć osób głosowało za piątkiem i poniedziałkiem... Super pomysł mieć krótszy weekend o piątkowy dojazd z biura i poniedziałkowe szybsze wstawanie żeby do tego biura zdążyć xD
Moze tutaj cos znajdziesz XD
Segregacja zysków (Thaler, mental accounting). Dwie małe przyjemności w osobnych momentach dają więcej radości niż jedna złożona z obu. Godzina doklejona do piątku, kiedy i tak wychodzisz o 14, wtapia się w tło — nikt jej nie poczuje. Godzina we wtorek w środku 8,5-godzinnego dnia to osobne, wyraźne wydarzenie. To samo zjawisko sprawia, że ludzie wolą dwie małe premie niż jedną większą.
Malejąca użyteczność krańcowa. Piąta godzina wolnego popołudnia jest warta mniej niż pierwsza. We wtorek ta godzina rozbija najgorszy, najdłuższy dzień. W piątek dokłada się do czegoś, co już jest komfortowe.
Efekt świeżego startu (Dai, Milkman, Riis). "Pierwszy, taka ładna data" to nie żart — daty postrzegane jako początek okresu (pierwszy dzień miesiąca, poniedziałek, początek roku) mają realną moc motywacyjną i ludzie autentycznie preferują je jako punkty zaczepienia. To arbitralne, ale bardzo powszechne.
Prawo trywialności Parkinsona (bikeshedding). Przy decyzji o niskiej stawce i zerowym progu wejścia każdy ma zdanie i każdy chce je wygłosić. Gdyby chodziło o reorganizację działu, połowa siedziałaby cicho. Tu godzina wolnego — wszyscy są ekspertami.
Reaktancja i "not invented here". Pierwsza propozycja rzucona przez jedną osobę często zbiera odruchowe "nie, bez sensu" niezależnie od treści, bo przyjęcie jej od razu oznacza rezygnację z własnego wkładu. Twoje rozwiązanie było oczywiste, więc paradoksalnie łatwe do odrzucenia.
Paradoks Abilene (Harvey). Warto rozważyć wersję, w której część zespołu prywatnie wolała piątek, ale nikt nie chciał iść pod prąd po pierwszym "bez sensu" — i grupa wylądowała we wtorku, którego nikt szczególnie nie chciał. Zdarza się to zaskakująco często.
Do tego dochodzi rzecz banalna: dla wielu osób sam fakt, że jest to inny dzień, ma wartość. Piątek o 14 to już rutyna, a rutyna nie daje poczucia, że się coś dostało.