
Wpis użytkownika maximilianan w Hydepark
maximiliananMistrz
71piorunówPrzewlekła choroba wyniszczająca - przypadłość u łosi, jeleni, reniferów itp., którą powodują priony. Nieuleczalna i śmiertelnie groźna, 100% śmiertelności.
Czym są priony? Są to białka, które produkuje organizm, ale nie takie normalne. To znaczy niemal identyczne, ale z drobną różnicą: są zwinięte odrobinę inaczej niż zdrowe białka. W typ przypadku zamiast helikalnych fragmentów struktury, które powodują pewną elastyczność są one ułożone w płaski, sztywny arkusz. Tracą przez to jakiekolwiek właściwości "zdrowego" białka, są niedostępne biologicznie, zmieniają się ich parametry fizykochemiczne (są nierozpuszczalne, mają inną temperaturę topnienia), no niby to samo, ale coś zupełnie innego.
Ktoś pomyśli "maxi to przecież żaden problem, jest układ immunologiczny" i miałby rację, ale akurat tutaj nic się nie stanie, bo to jest twoje białko chemicznie identyczne jak zdrowe. "Są mechanizmy usuwania tego typu defektów", ktoś by kontynuował i też miałby rację, ale przez zmianę kształtu nie działają na to popsute białko. "No dobra, ale przecież to nie jest tak, że to się zdarza jakoś często w komórce, to mega rzadkie zjawisko" i też ma 100% racji, ale one się same replikują. No i ktoś bardzo słusznie by się tu oburzył mówiąc "co za bzdura! Białka powstają z DNA poprzez transkrypcję i translację! Nie powstają z innych białek, to już dawno obalono!" i to prawda, ale... no priony mają to w d⁎⁎ie, bo są cwane. One nie replikują się przez kopiowanie samych siebie, a przez kontakt ze zdrowymi białkami i "zarażanie" ich.
Ale wróćmy do choroby, w końcu to o niej jest ten wpis. Co tak naprawdę się dzieje? Jak pojawia się ta choroba? Jakim cudem zwierzę może się zarazić od innego? Sytuacja wygląda mniej więcej tak - u jednego osobnika pojawia się bardzo, bardzo rzadka mutacja białka. To białko normalnie by nie miało znaczenia, ale jak opisałem - tu akurat ma, bo kompletnie zmienia właściwości cząsteczki i jest w stanie zmieniać strukturę innych białek zamieniając je w priony. Infekcja postępuje, ale pierwsze objawy pojawiają się dopiero rok - dwa po ekspozycji na patogen. W tym czasie oczywiście zwierzę już może zarażać inne. Jak? Priony przedostają się do śliny, odchodów, moczu, nosów, pozostają w ciele zdechłego zwierzęcia, następnie mogą trafić wprost pod np. język kolejnego osobnika, albo wchłonąć się w glebę, z której potem wchłaniane są do roślin, które potem są zjadane. Jednym słowem - przejebane.
Przejdźmy do symptomów. Pojawiają się późno, jak w przypadku wścieklizny. Od wścieklizny ta choroba różni się tym, że nie ma żadnej szczepionki. Należą do nich osłabienie, zmiany zachowania, ataksja, otępienie, nerwowość, wykrzywienie mięśni pyska, utrata wagi i powolne stawanie się zombie. Takie zwierzęta potrafią zrobić sobie krzywdę jakby nic sobie z tego nie robiąc, ich skóra się niszczy i nie zdrowieje, mają jakby napady padaczki, a przez wygłodzenie wyglądają jak szkielety obrośnięte skórą. Tak jak w przypadku wścieklizny zwierzę po prostu traci kontakt z rzeczywistością, jego mózg staje się gąbką, neurony aktywują się losowo - raczej nieprzyjemna śmierć. Widziałem kilka nagrań jak jeleń niejako próbował się zabić uderzając głową w pień drzewa, albo jak krążył w kółko jakby gonił własny ogon (btw. ludzki atak padaczki może wyglądać podobnie). Ewentualnie gryzły własną zwisającą skórę tak jak ludzie z silną demencją zjedzą wszystko co wpadnie im w ręce.
Brzmi groźnie, prawda? Byłoby słabo, gdyby choroba dotknęła dużo zwierząt. No i powiem w ten sposób - nie jest dobrze. W niektórych rejonach USA odnotowano, że kilkanaście procent populacji jest zarażona, a noworodki mogą odziedziczyć chorobę po matce (w niektórych przypadkach zaobserwowano to u 80% młodych). Nie ma szczepionki, jedynym rozwiązaniem jest jak najszybsze usunięcie zakażonego osobnika i spalenie jego truchła. Problemem jest fakt, że pierwsze objawy pojawiają się długo po tym, jak zwierzę wydala z siebie patogeny, a nie możemy przecież wystrzelać wszystkich jak leci, albo złapać je w siatki.
Choroba pojawiła się już w lasach Skandynawii.
Jak macie jakieś pytania to zapraszam do zadawania ich w komentarzach.
Komentarze (17)
@maximilianan meth. Not even once.
Najgorzej, że nie mamy pomysłu jak sobie z tym radzić.
Opis trochę brzmi jakby to były nowe patogeny coś między bakteriami a virusami.
A priony to są zepsute białka. Coś jak "Strange matter" ale w świecie biologii. To nie myśli, to nie próbuje się rozprzestrzeniać. To jest dosłownie błąd budowy. Taki kawałek domino który domyślnie jest przewrócony, i gdy dotknie inne domino to one też się automatycznie przewracają.
@SzubiDubiDU no wirusy też nie myślą, a jednak są patogenami. Też nie żyją. Wyraźnie napisałem, że priony to białka, które są zepsute 😛
To jakim cudem jedne białka zarażają inne? Kontakt sprawia, że się zmieniają? Jak zombie?
@Hasti co więcej - pojechali z fabryki do innej, żeby zobaczyć co jest grane i tam też doszło do zanieczyszczenia.
@pszemek To trochę jak polimorficzność. Był lek dla chorych na hiv i miał postać płynną ale w którymś momencie zupełnie przypadkowo, zupełnie losowo, powstała ta sama substancja tylko z innym wiązaniem i zamieniała się w kryształ. Kryształów organizm zupełnie nie przyswajał. Cała fabryka została zanieczyszczona tymi kryształami i już nie można było wyprodukować płynnej formy, potem próbowali to produkować w europie ale tam też trafiły kryształki na ciałach pracowników. Finalnie już nigdzie na świecie nie dało się wyprodukować płynnej formy. Geometryczno chemiczno-fizyczna zaraza - tak bym to po swojemu nazwał.
@pszemek tak nam się wydaje, to jest jedna z propozycji
Zwroccie uwage na ten fragment:
> Priony przedostają się do śliny, odchodów, moczu, nosów, pozostają w ciele zdechłego zwierzęcia, następnie mogą trafić wprost pod np. język kolejnego osobnika, albo wchłonąć się w glebę, z której potem wchłaniane są do roślin, które potem są zjadane.
Priony to takie swinstwa, ze nawet rozklad (dzdzownice, mrowki) truchla sprawia, ze wracaja do srodowiska (ze zwierzat - przez glebe - do roslin a przez rosliny do kolejnych zwierzat (ludzi?) ) i sie rozwijaja.
Spalanie, o ktorym pisze OP -musi byc calkowite - nie tylko polanie martwych zwierzat paliwem i zakopanie miesa.
@RedCrescent @maximilianan a to kurwy terminatory. Jak w The Thing.
@RedCrescent dokładnie, ciało musi być kompletnie spopielone. Samo podgrzanie, wrzenie, podpalenie, czy nawet autoklaw chuja dadzą.
Czy to się może przerzucić na bydło hodowlane?
@Zjedzon siostro 😛 to samo białko, ten sam prion.
@maximilianan konkretnie to samo? No to tego nie byłam pewna. I proszę mnie nie nazywać "bratem" bo nie jestem bratem :hocho::hocho::hocho:
@Zjedzon to są choroby prionowe będące mutacją tego samego białka bracie 😉 o denaturacji też coś tam napisałem. Ta choroba z oceanii to Kuru, jeszcze jedna występująca u ludzi to bodajże rodzinna bezsenność czy jakoś tak.
@maximilianan podane przez Ciebie przykłady to po prostu choroby prionowe u ludzi. Jest ich więcej, a jeśli dobrze kojarzę (nie przepisuję z wikipedii tylko grzebię w mojej pamięci) to ogółem ten rodzaj chorób jest nazywany gąbczastymi encefalopatiami. Priony rzucają się na mózgi. Co więcej, białka prionowe nie ulegają denaturacji. Znaczy się, emmm, ulegają, ale bardzo bardzo ciężko jest to zrobić. Normalne białka denaturują w 45-60°, a prionowe dopiero w 150. Są też odporne na promieniowanie jonizujące (ono też powoduje denaturację białek) i inne różne czynniki niszczące struktury 3- i 4- rzędowe, a więc alkohole, sole metali ciężkich, NaOH i tak dalej. Po operowaniu osoby chorej na gąbczaste encefalopatie (a nawet po operacji na osobie, która może to mieć) trzeba sprzęt operacyjny dezynfekować w bardzo, bardzo specjalny, specyficzny i ekstremalny sposób. Jeśli się zaniedba to, to użycie takiego np. skalpela na osobie zdrowej wywoła jatrogenny zespół Creutzfeldta Jakoba (jatrogenne oznacza wywołane przez lekarzy). Więc po prostu źle zdezynfekowany skalpel może sprawić, że i Twój mózg zmieni się w gąbeczkę... 😒 Jest też choroba spotykana gdzieś w wielkim obszarze Oceanii, też prionowa. Tamtejsze plemiona przekazywały ją sobie nawzajem poprzez tradycje kanibalistyczne, nazywało się to kuri-kuri, albo jakoś tak. Inna nazwa to chyba było "choroba szczerzącej się śmierci" albo jakoś tak. Priony to potwornie ciekawe zagadnienie medyczne. Mega interesujące, mega przerażające, ale łatwo jest się wciągnąć w pochłanianie coraz to większych ilości wiedzy na ten temat.
@Ravm zdaje się, że tak, ale wtedy się to nazywa choroba wściekłych krów. U ludzi z kolei to choroba Creutzfeldta-Jakoba.