
Wpis użytkownika 4pietrowydrapaczchmur w Hydepark
4pietrowydrapaczchmurAutorytet
3piorunówPrzyznam ze czasem mam ochotę sobie posłuchać. Również pani harfistki.
https://www.youtube.com/watch?v=g1bFFyFxL08
Ale tu mam czasem pewny zgrzyt i pytanie:
Po kiego tak naprawdę jest tam potrzebna tam "osoba dyrygująca"? Serio.
Oni już ten utwór ćwiczyli setki razy. Doskonale więc wiedzą kiedy wejść i jak zagrać.
To tak jakby potrzebny był dyrygent zespołowi na koncercie. Bo jeden gra na perkusji, drugi na basie, trzeci na gitarze a pozostali wchodzą na flecie, cymbałkach i skrzypcach. No po kiego?
Sie pytam.
Komentarze (3)
Bo prędkość rozchodzenia się dźwięku jest niższa, niż prędkość rozchodzenia się światła. Serio. Tak, to robi różnicę. Dużą.
@4pietrowydrapaczchmur W zespole (w domyśle - rockowym i okolicach) masz sekcję rytmiczną, która robi mniej lub bardziej równomierne łup cup cup cup przez cały utwór, do czego cała reszta się synchronizuje. Bardzo wyraźnie to słyszysz, bo przeszkadza ci w tym raptem kilku szarpidrutów, a poza tym masz przed sobą głośnik z odsłuchem. Albo słuchawkę. A słuchawkę z metronomem często ma sam perkusista, więc jego łup cup cup cup jest jeszcze precyzyjniejsze i łatwiej utrzymać synchro.
A takie warunki są zupełną odwrotnością tego, czego doświadcza taki skrzypek otoczony dwudziestoma innymi skrzypkami, zagłuszany przez trąby i inne dzikie węże, grający często dużo bardziej skomplikowaną rytmicznie kompozycję. Tu ktoś wizualnie musi utrzymywać wszystko w kupie.